20.10.13

Rozbójnik/Prymus/Słuchacz



Czyli kilka strategii przetrwania warsztatów z dzieciakami.

Dziś o jednym z narzędzi, które przydają się w pracy z dzieciakami. Każdy, komu zdarzyła się taka praca, wie dobrze, że złapanie uwagi całej grupy jest wyzwaniem równie trudnym, jak zatrzymanie czołgu przy pomocy pistoletu na wodę. Zwłaszcza jeżeli opowiadanie trwa ponad 20 minut. Na początku swojej pracy z dziećmi łudziłem się, że jest to możliwe, ale rzeczywistość szybko zweryfikowała moje błędne mniemania. Konieczność ustawienia sobie grupy stała się więc zadaniem priorytetowym.


1. Minimalizacja strat

Nie ma co się oszukiwać, że grupa w całości za mną pójdzie. Dzieciaki (zwłaszcza dzisiaj) są rozkojarzone i często zamiast słuchać tego, co aktualne, żyją w widzianych dzień wcześniej kreskówkach. Można próbować zagonić wszystkich do słuchania, zmusić, żeby siadły na tyłkach i uważały, ale warto najpierw zapytać, czy gonienie za garstką nie zabije to entuzjazmu i nie rozproszy energii całej grupy. Jeśli rozproszy, niech garstka sobie biega - lepiej mówić, do tych, które słuchają. Jeśli natomiast mam szansę ustawić całość grupy w mało inwazyjny sposób, grzechem byłoby z takiej szansy nie skorzystać. 


2. Segregacja

Zasadniczo dzielę dzieci na trzy grupy. Pierwsza, to te, które mogą mi rozbić opowiadanie. Głównie przez swoje nastawienie. Albo ci, o których wspomniałem wyżej (biegają, biegają, biegają), albo też te dzieciaki, które przychodzą z nastawieniem, że to, co robię jest głupie i nie chcą się w to bawić. Tę grupę nazywam Rozbójnikami. Druga grupa to te dzieci, które od początku buzują entuzjazmem. To takie prymusy, które chcą tworzyć, całe chodzą, żeby dokończyć zdanie, odpowiedzieć na zadane pytanie, wykonać zadanie. Z nimi nie ma najmniejszego problemu, bo niezależnie od tego, co się będzie robiło i tak będą ze mną. To są Prymusi. Trzecia grupa to ci, którzy słuchają (zresztą nazywam ich Słuchaczami). Nie są ani specjalnymi Rozbójnikami, ani specjalnymi Prymusami. Po prostu są. Trzeba bardzo uważać na tę grupę, bo ona idzie za większością... albo za najmocniejszymi. Jeśli większość rozrabia, oni też rozrabiają. I wtedy jest koniec gry. Gdy opowiadam, chodzi mi przede wszystkim o nich.


3. Sprzymierzeniec

Jeżeli w grupie jest jedno szczególnie niezadowolone dziecko, staram się budować opowieść na nie. Poświęcam mu najwięcej uwagi, zadaję najwięcej pytań, staram się sprawić, żeby takie dziecko poczuło się naprawdę ważne. Nie wiem, czy to reguła, ale najwięksi Rozbójnicy są zazwyczaj bardzo inteligentni i na tej inteligencji można wiele wygrać. Przy odpowiednim podejściu, przekonanie do siebie takiego dziecka daje nam nie tylko większy spokój w grupie (bo spokojny Rozbójnik uspokaja Słuchaczy), ale czasem wyciąga na wierzch takie skarby, o jakich nawet nie śniliśmy. Skarby ukryte w dziecku.

4. Entuzjazm

Ta strategia wykorzystuje entuzjazm Prymusów. Opowiada się albo na Prymusów, albo na Słuchaczy, podbijając ich entuzjazm dzięki pomocy Prymusów. Strategia psychologiczna jest taka: „skoro wszyscy tak fajnie się bawią, to znaczy, że to naprawdę jest fajne. Więc dlaczego się w to nie bawić?”. Im bardziej uda się nakręcić grupę, tym bardziej sama będzie chciała działać. Nie można zapomnieć tylko o jednej rzeczy – przygotowaniu miejsca dla Rozbójnika. Jeśli nie chce zacząć warsztatów z nami, to trudno. Dajmy im wolną rękę. Nie wykluczajmy ich jednak. Tutaj nie działa zasada, skoro nie chcesz się z nami bawić, to nie będziesz. Raczej, skoro nie chcesz się z nami bawić, to może za chwilę zachcesz, a jeśli zachcesz, będzie super. Ja staram się zostawić dla takiego dziecka przygotowane stanowisko pracy. Mówię wtedy: „jeśli przyjdzie ci ochota, dołącz do nas”. Zazwyczaj działa.



5. Tyły


To w zasadzie zdarzyło mi się raz, ale nauka była bezcenna i bez zabezpieczenia tyłów zginąłbym marnie. Pracowaliśmy w zoo. Że grupa była duża, a teren zabaw dość otwarty, dzieciaki rozpierzchały się jak płoszone gołębie. Zabawy przygotowane były na dość restrykcyjnym scenariuszu, a grupy przekraczały trochę ponad 30 osób. Perspektywy były optymistyczne niczym widok nadchodzącej tsunami. Na szczęście pracowałem wtedy z koleżanką, z którą świetnie się dogadywaliśmy. Podział był taki, że ja dbam o entuzjazm grupy, ona zabezpiecza tyły. Ja dbałem o entuzjazm, a jej zadaniem było po prostu temperowanie Rozbójników. Wrzucaniem ich z powrotem do grupy. Była w tym pierwszorzędna, i dzięki niej, te spłoszone gołąbki mogły wrócić do grupy. Niektóre nawet złapały się na falę entuzjazmu i już zostały.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz