27.1.21

Zagadka księcia


Zagadka: Świnka to, czy Pan Zagadka?

Na warsztacie: Zagadka, baśnie braci Grimm, sprawy damsko-męskie

Dziś chciałbym wspólnie z Wami zajrzeć do baśni braci Grimm pod tytułem Zagadka. Jest w niej pewien motyw, który ostatnio bardzo do mnie wraca. Chodzi mianowicie o tytułową zagadkę, którą pewien książę zadaje pewnej księżniczce. I niby historia jest prosta, ale nie do końca. Zerknijmy: 

W pewnym królestwie żyła sobie pewna księżniczka, która lubiła dostawać zagadki od tych, którzy starali się o jej rękę. Miała też takie hobby, że jeśli udało jej odpowiedzieć na zagadkę, absztyfikant, który ją zadał, tracił głowę. A że nasza księżniczka była bardzo mądra, wiele głów przyozdabiało plac przed jej pałacem. Pewnego dnia przyszedł kolejny kandydat - ot taki książę, z jednym giermkiem i jednym koniem. Ukłonił się przed księżniczką i odezwał w te słowa:

- Riddle me this: Ktoś nie uderzył żadnego, a zabił dwunastu. O co chodzi?

Książę zadał zagadkę, na którą nie potrafiła księżniczka odpowiedzieć. Ni w ząb nie wiedziała, o co księciu może chodzić. I zanim przejdę do dalszych rozważań, chciałbym zadać Wam jeszcze jedną zagadkę, nad której rozwiązaniem postaramy się wspólnie pogłowić. I wbrew pozorom, jest to bardzo prosta zagadka: Dlaczego księżniczka nie była w stanie odpowiedzieć na pytanie księcia?


Zagadki

Zanim przejdziemy do rozważań na temat postawionej przez księcia zagadki, jedna uwaga ogólna. Kiedy w baśniach i mitach ktoś komuś zadaje zagadkę, nie chodzi nigdy o to, żeby podać odpowiedź. To znaczy chodzi o to, ale wszelkiej maści kalambury i gry słowne, przede wszystkim mają na celu zweryfikować charakter tego, który odpowiada. Badają one jakość bohatera. Kiedy Edyp staje przed sfingą i odpowiada poprawnie na jej zagadkę, nie chodzi o intelektualną gierkę. Sfinga nie bada poprawności rozumowania przyszłego króla Teb, ona bada go go w całości. Przypomnijmy – odpowiedzią na pytanie zadane przez stwora był "człowiek". Edyp swoją odpowiedzią wskazuje niejako na siebie. *

Podobnie jest zresztą w baśni o Jacku i zaczarowanej fasoli. Zanim Jack otrzyma magiczne nasiona musi przecież odpowiedzieć na pytanie: "Ile to jest pięć fasolek?" które samo z siebie nie ma sensu. Pięć jest zawsze pięć. Tak mówi logika. Jednak odpowiedź Jacka wymija logikę zgrabnym piruetem. Jack kładzie fasolki na wszystkich swoich kończynach. W ten sposób mówiąc, że fasolki to tyle, co... człowiek (pisałem o tym TUTAJ). W baśniowych zagadkach mniej chodzi o odpowiedź na pytanie, bardziej o jakość odpowiadającego. I tak będzie w tym przypadku. 





Księżniczka z dzisiejszej opowieści najwyraźniej nie znała tej zasady. Najpierw przemieliła pytanie księcia przez maszynkę swojej logiki, ale, jak już wiemy, logika w takich razach jest bezużyteczna. Księżniczka zrobiła więc drugą rozsądną rzecz, czyli zajrzała do ksiąg, bo przecież księgi to mądrość. Niestety i te okazały się mało pomocne. W przypływie desperacji poprosiła swoją służącą, żeby ta poszła do księcia w przeszpiegi. Kolejna porażka, a po niej jeszcze jedna, bo służąca na przeszpiegi chodziła dwukrotnie. Księżniczka postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce i sama ruszyła incognito do oberży, w której zatrzymał się książę. I niby zyskała odpowiedź, ale książę zerwał z niej płaszcz, co wystarczyło jako dowód na to, że księżniczka sama nie wymyśliła odpowiedzi tylko ją podsłuchała. I tym sposobem książę wygrał. 


Książę i jego poprzednicy

Książę był pierwszym, który złamał zasady jakie narzuciła księżniczka. Aż się więc prosi o zapytanie, dlaczego dopiero on i kim byli jego poprzednicy? 

Tam gdzie królowała logika, umysł księżniczki był niepokonany. I co ciekawe, żaden z tych, którzy przyszli wcześniej nie potrafił tego przyjąć do wiadomości. A może przyjmowali, ale gdzieś z tyłu w ich głowach rodziło się przekonanie: "Może księżniczka jest niepokonana, ale ja jestem jeszcze bardziej niepokonany". Nie rozumieli, że słowo niepokonana, znaczy, że nikt jej nie pokonał. Co więcej - nie przekonały ich nawet głowy walające się przed pałacem, które były bezspornym potwiedzeniem, że niepokonana, znaczy niepokonana. Strategia "ja umiem lepiej" nie wyszła im na dobre, ale też pokazała księżniczce, jak lichymi kandydatami na męża byli. 

Książę chyba to zrozumiał, więc zamiast próbować pokonać księżniczkę w tym, w czym była ona niepokonana, postanowił, że zada zagadkę z zupełnie innego pola. Z takiego, na którym logika na niewiele się księżniczce przyda. Zagadka księcia dotyczyła jego samego. Książę nie probował pokazać księżniczce, że jest lepszy od niej. On po prostu rzucił jej wyzwanie. 


Wyzwanie

Bo zagadka księcia była przede wszystkim wyzwaniem! Ale nie było to wyzwanie rzuconym intelektowi księżniczki. To wyzwanie brzmiało inaczej. Brzmiało tak: "poznaj mnie!" To mówił książę do księżniczki. Mówił: "Nie interesują mnie twoje gierki, ani jakieś wymyślone zagadki. Prawdziwą zagadką jestem ja. Chcesz dobrze odpowiedzieć na moje pytanie, musisz znać wszystkie moje przygody, musisz sięgnąć garściami w moją przeszłość, musisz nie tylko odpowiadać, ale i pytać. O moje przygody, zmartwienia, nadzieje. To ja jestem zagadką. Na którą nie uda Ci się odpowiedzęć w trzy dni. Na szukanie odpowiedzi potrzebne będą Ci nie trzy dni, ale całe życie". 

Zagadka księcia mieści się w tej samej kategorii co pytanie sfingi, czy pytanie o fasolki, które starzec zadał Jackowi. 

Czasem mam wrażenie, że to jest coś, o czym bardzo, ale to bardzo zapominamy. Mam wrażenie, że coraz częściej myślimy o ludziach, że są instant. Dolewamy wody i już - gotowe. Widzę i wiem wszystko. Może coś uda nam się wyczytać z ruchów, spojrzenia, albo słownictwa, którym ktoś operuje, ale czy to pomoże nam rozwikłać zagadkę, jaką jest dana osoba? I możemy znać setki ksiąg i teorii, możemy znać kogoś z drugiej ręki i nawet z jego profilu na fejsie czy tinderze, ale to niewiele nam powie. Drugiego człowieka można rozwikłać tylko twarzą w twarz. I potrzeba na to wiele, wiele godzin.

Bo wiecie - ludzie są trochę, jak ogry... to znaczy cebule.  I żeby wiedzieć mniej więcej jaki mają smak, wystarczy wgryźć się w pierwszą warstwę. Natomiast żeby poznać takiego człowieka, względnie ogra do rdzenia, czeka nas długa i żmudna praca. Zdzieranie kolejnych warstw, które nie jest odpowiadaniem, ale jeszcze bardziej zadawaniem pytań. Jest nieustanną ciekawością drugiej osoby, bez której żadna relacja nie ma większego sensu. 

Aby to się stało, musimy traktować drugiego człowieka jak zagadkę... i chyba sami zagadką pozostawać. to wymaga pokory (tej której zabrakło poprzednikom księcia), ale też przekonania, że odpowiedź będzie ciekawa. Bo pamietajmy - zazwyczaj odpowiedzią na baśniowe zagadki jest jedno słowo - człowiek. 


*** 


REKLAMA: Zapraszam także na Dobre Wspomnienia - takie mikroaudiobooki, w których dzielę się swoimi wersjami swoich dobrych wspomnień. Rzecz znajdziecie na moim kanale youtube TUTAJ

* Skarbnicą tego typu zagadek i pytań są pierwsze rozdziały księgi rodzajów. Bóg co rusz pyta tam o rzeczy tak oczywiste, że oczy otwierają się ze zdziwienia. "Skąd wiecie, że jesteście nadzy?", "dlaczego zjadłaś jabłko?", "gdzie jest Abel?". Te wszystkie pytania nie wymagają jakiejś wielkiej wiedzy. Wymagają szczerości. niestety ani Adam, ani Ewa, ani Kain nie radzą sobie z udzieleniem odpowiedzi. Są trochę jak poprzednicy księcia... 


Bonus - o co chodziło w zagadce księcia. 

Na koniec odpowiedź na zagadkę księcia (nie jest nam ona wcale potrzebna, ale przecież nie zostawię waszej ciekawości niezaspokojonej: 

Gdy książę podróżował wraz ze swoim sługą przez świat, zatrzymał się na nocleg u starej wiedźmy. Na pożegnanie wiedźma chciała poczęstować księcia winem, ale ten wiedział, że od wiedźmy napitku ani strawy brać nie wolno. Wylał więc wino. Przypadkiem oblewając konia swojego sługi, co sprawiło, że biedne zwierzę zdechło. Odjechali, ale sługa pomyślał, że głupio tak tracić siodło. Wrócił więc i znalazł na koniu martwego kruka. Pomyślał: "nada się na rosół" i zabrał ze sobą. 

Gdy wreszcie dotarli do gospody, kazali ugotować sobie rosół i udali się na spoczynek. Okazało się jednak, że gospoda była zbójecką meliną, a zbóje chcieli zamordować księcia i jego sługę. Nie można jednak mordować bez rosołku, więc przed zbrodnią posilili się rosołkiem ugotowanym na kruczym mięsie. Niestety okazało się, że trucizna, którą otruł się koń służącego, zabiła kruka i przeniknęła do jego mięsa, a potem do rosołku i w ten sposób, choć nie uderzył żadnego, zabił aż dwunastu. 

Tak jak pisałem - bez przeżywania tego, co przeżył książę, nie da się absolutnie odpowiedzieć na jego zagadkę.