27.11.13

W Innej Skórze




Nie każdy urodził się brzydkim kaczątkiem. Są tacy, którzy rodzili się smokami, albo osłami, albo urodzili się całkiem klasycznie - z zestawem dwóch rączek, dwóch nóżek i główki człowieczej, ale nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności nagle zostali zamienieni w jelonka albo stado kruków. Na takich opowieściach skupimy się na najbliższym spotkaniu. Będą baśnie Niemieckie, Polskie i Duńskie, będzie krew i seks, będą łuski i pióra, będą księżniczki i oczywiście wspaniała atmosfera.

Opowiadam jak zawsze ja.

Jak zawsze w super miejscu jakim jest Nie Lubię poniedziałków.

Można zalajkować tutaj

NIEDZIELA 01.12.2013 godzina 20.00



26.11.13

Krwawa brutalność - brutalna krwawość



Na warsztacie: Kopciuszek, Krzak Jałowca, brutalność 


Świat nie jest tylko dobry. Owszem – jest dobry, ale poza tym bywa też bardzo, bardzo zły. A może na odwrót: świat jest zły, ale bywa też bardzo, bardzo dobry. Jest taki i taki. I tę prawdę ukazują baśnie, osładzając ją jedynie lukrem metafory. Tam gdzie jest śmierć, ktoś zasypia, seks to układanie się obok w jednym łóżku.

Sielankowe wydłubywanie oczu


Zdarza się jednak, że baśniowa narracja pojedzie po tak zwanej bandzie i zamiast lukru metafory, zaczynamy brodzić po kostki w świeżo rozlanej krwi. Na przykład taki Kopciuszek, w którym to siostry odcinają sobie jedna palec, druga kawałek pięty, a do tego:
Kiedy miało się odbyć wesele Kopciuszka z królewiczem zjawiły się obie fałszywe sióstr i zachowywały się tak przymilnie, byle tylko mieć udział w szczęściu sieroty. Gdy młoda para szła do kościła, starsza kroczyła po prawej, młodsza po lewej stronie; i każdej z nich gołąbek wydziobał po jednym oku. W drodze powrotnej starsza siostra szła po lewej, młodsza zaś po prawej stronie; a gołąbki wydziobały im po drugim oku. I tak za złośliwość i obłudę zostały na całe życie ukarane ślepotą.
Już sam ten fragment nadaje się do analizy, czy to ze względu na rolę jaką odgrywają w nim ptaki, czy przez swoisty rytuał wydłubywania siostrom oczu, czy wreszcie przez moralny wydźwięk zamknięcia całej baśni. Najbardziej zastanawia jednak normalność tego procesu. Siostry, którym ptaki wydziobały oczy, nie przyczyniają się do przerwania ceremonii. Ślub toczy się dalej bez jakichkolwiek przeszkód. A przecież taka scena wydziobywania musiała po pierwsze trochę zająć, po drugie musiała być całkiem krwawa, pełna krzyków i histerii. Najwyraźniej nie nie była, zamiast tego, miała w sobie coś z piknikowej atmosfery. Ot dwa gołąbki (gołąbki!– żadne tak hitchcockowskie ptaki) raz po raz sobie dziobnęły i po wszystkim. Jakby codziennie gołąbek komuś wydziobywał oko.




Trochę kanibalizmu do śmiechu


"Kopciuszek" to jeszcze nic. Moim ulubionym przykładem jest "Krzak Jałowca". W skrócie historia zawiązuje się tak: zła macocha nienawidzi swojego pasierba, więc  gdy nadarza się okazja zatrzaskuje wieko skrzyni na szyi chłopca i odcina mu głowę. Następnie układa dzieciaka na skrzyni, kładzie odciętą głowę na korpusie, maskuje chustką ranę i wkłada trupkowi w rękę jabłuszko. Kiedy jej córka przychodzi po jabłuszko, głowa braciszka odpada. Macocha wmawia córce, że to jej wina i żeby zatuszować „zbrodnię” dziewczynki, macocha robi z chłopczyka potrawkę, którą potem podaje ojcu do zjedzenia… na tym poprzestańmy. 



Sceny, co tu kryć, cukierkowe nie są. Powstaje więc pytanie, czy delikatna psychika dziecka jest w stanie je przyjąć? Powszechnie uważa się, że nie. No dobrze, ale przecież baśnie są przeznaczone przede wszystkim dla dzieci (czy są?). Są tak a nie inaczej skonstruowane, przez wzgląd na dzieci, żeby coś z nimi robić, żeby coś im dać? Czy to epatowanie brutalnością nie niszczy dziecięcych wyobrażeń o świecie?

Może chodzi o dorosłych?


A może to jest po prostu źle postawione pytanie. Może powinniśmy raczej zapytać: Czy takie epatowanie brutalnością nie niszczy dorosłych wyobrażeń o dziecięcej psychice? Czy psychika dorosłego jest w stanie przyjąć takie sceny, jako odpowiednie dla dziecka? Albo konkretniej: czy psychika dorosłego w XXI wieku jest w stanie przyjąć takie sceny?



Moim zdaniem to ostatnie pytanie najlepiej odzwierciedla problem z brutalnością w baśniach. Dorośli za wszelką cenę, chcą dziecko odciąć od przemocy. Wyeliminowanie z rzeczywistości składowej, jaką jest brutalność, tworzy jednostki nieprzystosowane do znoszenia tak brutalności, jak i rzeczywistości. Tak jakby przemoc należała do świata dorosłych i człowiek spotykał się z nią dopiero po otrzymaniu dowodu osobistego. Nie - spotyka się z nią pośrednio i lub bezpośrednio od chwili, kiedy w dziecięcej główce rodzi się świadomość. A kiedy dziecko raz zapyta, będzie domagało się odpowiedzi. I naszą odpowiedzialnością jest nie zbywanie dziecka milczeniem. Pamiętajmy jednak o pewnym szczególe

Przemoc

Brutalność baśni nie jest przemocą (a często jest z nią mylona), natomiast jej, brutalności, obecność przygotowuje dziecko do konfrontacji z przemocą właśnie.

Brutalność jest tak samo naturalna jak rodzenie się. Kiedy dzikie zwierzęta polują, muszą zabijać. Są brutalne, owszem - śmierć często jest brutalna. Ale jest przy tym całkowicie normalna. Często kary bywają brutalne, ale brutalna kara to niekoniecznie znęcanie się nad karanym (wtedy byłaby to przemoc, a kara w baśniach jest przecież słuszna i zawsze taka, jak trzeba). Tak jest w przypadku fałszywych sióstr Kopciuszka, tak jest na przykład w baśni "Trzy krasnoludki w lesie", w których zła macocha i jej zła córka, kończą tocząc się w beczce nabijanej od środka gwoździami. To nie jest epatowanie, to normalne wydarzenia, od których nie da się uciec.


Mordowanie świnek, gotowanie wilka, wydziobywanie oczy itd. Dzieciaki by to zniosły. Dzieciaki zniosą niejedno, a przy tym będą miały niezły ubaw. Śmiem nawet twierdzić, że w ich głowach roi się więcej sadyzmu, niż możemy sobie wyobrazić. Dzieci nie mają problemów, by bawić się rozjechanymi kotami, czy zdechłymi gołębiami. I jest to całkowicie (o ironio) niewinna zabawa – ot tak jak zabawa w strażaka czy Boba Budowniczego. Co więcej, myślę, że wiele przedniej zabawy dziecko mogłoby mieć, jeśli zabawnie opowiedziałoby się tę scenę ze skrzynią i główką toczącą się między jabłuszka.




Dziecko mogłoby mieć z niej ubaw, jednak przetworzona przez umysł dorosłego, stanowi o konieczności podjęcia leczenia klinicznego. Dorośli myślą nie baśniami, a serwisami informacyjnymi, kinem i skandynawskim kryminałem, przesyconymi przemocą (PRZEMOCĄ!) które warunkują odczytywanie tekstów pochodzących z całkiem innej epoki, przeznaczonych dla całkiem innego umysłu. To trochę zamyka opowiadaczowi drzwi, bo przecież to nie dzieci będą decydowały, czy chcą wrócić i wysłuchać kolejnej historii. To rodzice oceniają… i płacą.

Jasne i ciemne


Na koniec wróćmy jeszcze do początku tego tekstu, by obronić baśniową brutalność z  powodu być może najważniejszego:  Baśń powinna budować pełen obraz świata, z jego dobrem i złem. Nie dawać dziecku gotowego rozwiązania, ani gotowego obrazu świata. Nie – baśń daje dziecku coś o wiele cenniejszego. Stawia je na rozdrożu. Uczy podejmowania decyzji w tym świecie, który jest jednako dobry jak i zły. I co najważniejsze, uczy podejmowania dobrych decyzji.

Brutalność jest w tym procesie nieodzwowna, ale co ważne, nie jest wyciągana na pierwszy plan. Jest normalna. Jest tylko jedną ze składowych. Szkoda, że tak skrzętnie przed dziećmi ukrywaną.

***

Ilustracje do dzisiejszego wpisu sponsorują: Nora Aoyagi, Steven May, Don Kenn, Thomas Czarnecki oraz Internet.

24.11.13

Ederland, Mała Ederland


BAŚŃ W FORMIE WARSZTATÓW RYSUNKOWYCH DLA DZIECI



Już 1 grudnia o godzinie 10.30 zapraszam do like!konika na spotkanie z Ederland. 


Ederland to baśń duńska, opowiadająca o dziewczynce, która by dowieść swojej niewinności, musi odbyć trudną, pełną niebezpieczeństw podróż do magicznej krainy. Tam czekają ją trzy trudne zadania, spotkania z czarownikami i wielkie nagrody. 



To skandynawska wersja baśni o Kopciuszku, o wiele bardziej dynamiczna, o wiele zabawniejsza i bardziej wciągająca. Dla dzieciaków o mocnych nerwach... i nie tylko. 

Zapisy: 


Razem z Ederland pożeglujemy na magiczne wyspy, dowiemy się co nieco o tym z czego składa się koń i świnka, jak narysować świecznik i ogień, jak z fartucha, sztyla od miotły i stolnicy zrobić okręt. Poznamy kilka terminów żeglarskich i nauczymy się o horyzoncie rzeczy kilku. 

Przy okazji zapraszamy do zabawy fejsbukowej: 

można wygrać DARMOWE uczestnictwo w naszych zajęciach dla dzieci, atrakcyjne rabaty oraz delicje w kawiarni! Postępujcie zgodnie z instrukcjami na plakacie - polubcie PROFIL like!konika (i post) , w komentarzu pod postem wpisując swoje imię. Życzymy powodzenia i już dziś zapraszamy!


23.11.13

Obok socrealizmu


Na warsztacie: Lew Tokmakov

Ilustracje tego pana to połączenie sugestywności, genialnego operowania plamą i kolorem. Proste, powalające. Autor działał w czasach, kiedy jedynym słusznym kierunkiem sztuki był socrealizm i w głównym obiegu można sobie było pozwolić raczej na mniej niż na więcej. Budzące podziw (przynajmniej mój) ilustracje zeszły więc w zacisze książek dla dzieci.











20.11.13

Baśnie Bezdomne




Seria reklam wykonana przez brazylijską agencję reklamową Paz Comunicacao Estrategica, z Sao Paolo, na potrzeby akcji Don't Thorw out your Books, Donat them [Nie wyrzucaj książek, oddaj je]. Reklamy tylko trzy, ale za to całkiem do rzeczy. 

Przy okazji, gdyby komuś przyszło do głowy pozbywać się starych książek, a już w szczególności baśni, to z przyjemnością przygarnę.





Trzy Świnki w wersji nori 



Ten zestaw ilustracji znalazłem wczoraj. Czarno białe, klimatyczne grafiki przywodzące na myśl exlibris, a może przedwojenny plakat filmowy, albo po prostu dobrze zaprojektowaną stronicę komiksu. W każdym razie bardzo apetyczny zestaw. Wrzucam w całości, przy okazji polecając zapoznanie się z innymi pracami studia: http://www.bluefuze.com/2010/08/30/the-three-little-pigs/

Smacznego!




19.11.13

Trzy Świnki do Koryntian




Dziś Trzy Małe Świnki w wersji o wiele bardziej wyrafinowanej i rozbudowanej. Myślę, że czytanie baśni, ma jedno zasadnicze zadanie... przygotować nas do czegoś, co jest dalej.


1 A ja nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jak do niemowląt w Chrystusie. 2 Mleko wam dałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. 3 Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku? 4 Skoro jeden mówi: "Ja jestem Pawła", a drugi: "Ja jestem Apollosa", to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? 5 Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. 6 Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. 7 Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost - Bóg. 


8 Ten, który sieje, i ten, który podlewa, stanowią jedno; każdy według własnego trudu otrzyma należną mu zapłatę. 9 My bowiem jesteśmy pomocnikami Boga, wy zaś jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą. 10 Według danej mi łaski Bożej, jako roztropny budowniczy, położyłem fundament, ktoś inny zaś wznosi budynek. Niech każdy jednak baczy na to, jak buduje. 11 Fundamentu bowiem nikt nie może położyć innego, jak ten, który jest położony, a którym jest Jezus Chrystus. 12 I tak jak ktoś na tym fundamencie buduje: ze złota, ze srebra, z drogich kamieni, z drzewa, z trawy lub ze słomy, 13 tak też jawne się stanie dzieło każdego: odsłoni je dzień [Pański]; okaże się bowiem w ogniu, który je wypróbuje, jakie jest. 14 Ten, którego dzieło wzniesione na fundamencie przetrwa, otrzyma zapłatę; 15 ten zaś, którego dzieło spłonie, poniesie szkodę: sam wprawdzie ocaleje, lecz tak jakby przez ogień. 16 Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was? 17 Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście.

1Kor, 3, 1-17

***

dzisiejszy wpis ilustruje grafika sturia Blue Fuz Design.
Więcej: 
http://www.bluefuze.com/2010/08/30/the-three-little-pigs/

17.11.13

Sterrett


Na warsztacie: Virginia Frances Sterrett. 

To kolejna z moich ulubionych ilustratorek. V. F. Sterrett. Z pochodzenia Amerykanka, zaczęła ilustrować w wieku 19 lat. Jej prace ilustrują trzy tomy opowieści: Old French Fairy Tales (1920), Tanglewood Tales (1921) i Arabian Nights (1928). Wszystkie trzy zostały wydane nakładem wydawnictwa Penn Publishing Company. 

Artystka chorowała na gruźlicę, niestety ze skutkiem śmiertelnym, gdy miała 31 lat (a był to rok 1931). Jak w takich razach bywa, nie wiadomo, czy gdyby była całkowicie zdrowa, wypracowałaby swój niepowtarzalny styl. To, co po sobie pozostawiła, to subtelne, grafiki ze smukłą, kobiecą kreską, przenoszące odbiorcę prosto w centrum niezwykłego, pełnego cudów i opowieści świata.


Old French Fairy Tales








Tanglewood tales









Arabian Nights 









15.11.13

Trzy spotkania z Babą Jagą



Na warsztacie: Piękna Wasylisa, Jaś i Małgosia, Baba Jaga (Grimm)

Zanim zostawimy Babę Jagę w jej lesie i przesuniemy się kawałek dalej w baśniowych rozważaniach, chodzi mi po głowie jeszcze jeden tekst. Zastanawia mnie, z jakich powodów bohaterowie spotykają najsławniejszą na świecie wiedźmę. Rozważymy to używając trzech baśni: "Pięknej Wasylisy", "Jasia i Małgosi", oraz "Baby Jagi", tej ze zbioru Grimmów, z którą już mieliśmy przyjemność spotkać się dwukrotnie (tutaj i tutaj)



Dwa słowa przypomnienia


Baba Jaga to taka baba, która mieszka w gęstym lesie, w domku na kurzej stopce (czasem pieszczotliwie zwaną „Chatą Śmierci”), który może się wraz z nią przemieszczać, lub też w domku zrobionym z piernika i innych słodkości. Czasem mieszka sama, czasem jako pomocników ma zwierzęta (zazwyczaj kota, kruka i sowę), lata w starym moździerzu, albo na miotle, albo na smoku (ale wtedy to już nie jest Baba Jaga, ale Baba Drasznica). Taką babę można znaleźć w wielu kulturach. Zazwyczaj jest odpychająca z wyglądu, obleśna w obyciu. Lubi dzieci, szczególnie przypiekane, z odpowiednio dobraną kompozycją leśnych ziół. To jej zjadanie dzieciaków może mieć coś wspólnego z inicjacją, zwłaszcza, że w każdej z opowieści, do których dzisiaj zajrzymy, bohaterowie muszą przejść „próbę ognia”. Zacznijmy od Wasylisy.



Wyprawa po Ogień


Nasza pierwsza bohaterka zawdzięcza swoje spotkanie z Baba Jagą knowaniom złej macochy. Kobieta, która nie bardzo przepadała za swoja pasierbicą, gasi domowe ognisko i każe Wasylisie zajść do Baby Jagi po nowy. Wasylisa, jako dobra i posłuszna dziewczyna najmuje się do Baby Jagi na służbę, czyści jej dom, wypełnia karkołomne zadania (dzięki pomocy magicznej laleczki, którą dostała od swojej matki przed śmiercią), w zamian za co otrzymuje od wiedźmy nowy ogień. Ogień, dzięki, któremu nie tylko dom może ponownie ożyć, ale też ogień, który spala jej macochę i złe siostry na żużel. To w skrócie. 



Widzimy, że dziewczyna ma cel. Idzie do Baby Jagi zdeterminowana, musi ocalić swój dom, bo przecież śmierć ognia w domu, to śmierć domu w ogóle. Nie ma wątpliwości, co do swojego powołania (zresztą zostało ono wyraźnie określone przez macochę: "masz przynieść ogień"). Co więcej, Wasylisa idzie tam jako posłuszna córka, posłuszna swojej macosze, posłuszna swojej zmarłej matce, ale też posłuszna Babie Jadze. Bez szemrania wypełnia nawet najtrudniejsze i najbardziej niemożliwe zadania wiedźmy. W swojej wędrówce ma ona opiekuna w postaci laleczki, który łączy ją z poprzednim pokoleniem – to wiedza jej matki (sama mówi o laleczce „błogosławieństwo matki”), dzięki, której Wasylisa może odnaleźć drogę do chaty na kurzej nodze, a potem sprostać wszystkiemu, czym obarcza ją Baba Jaga. Dzięki swojej pokorze, dzięki determinacji i ochronie, z którą przychodzi Wasylisa może odnaleźć w Babie Jadze przewodniczkę. Tą, która wypala jej charakter w swoim chlebowym piecu, tą, która sprawia, że dom Wasylisy ożyje z nową niszczącą wręcz siłą.


Pozostawieni


Trochę inaczej ma się sprawa w przypadku Jasia i Małgosi. Rodzeństwo znalazło się w lesie, nie dlatego, że czegoś szukali, ale dlatego, że zostali porzuceni. Ich rodzice postanawiają podreperować swój domowy budżet poprzez pozbycie się dzieciaków. Za pierwszym razem Jasiowi udaje się odnaleźć drogę do domu, za drugim dzieci wchodzą pod opiekę tego, co w poprzednich tekstach nazwałem „prawami przygody”. Są same w lesie, bez możliwości ucieczki, bez możliwości wycofania się z przygody. Ba – nawet więcej. Przygoda sama woła ich do siebie. W lesie ich przewodnikiem staje się ptaszek, który prowadzi dzieci prosto do domu Czarownicy. Pysznego, piernikowego domu, w którym teraz oni będą musieli stawić czoła próbie pieca. Ich metodą przejścia przez inicjację są podmiany. Najpierw paluszek zastępują kością, a potem siebie czarownicą.



Do spotkania Jasia i Małgosi z czarownicą musiało dojść, chociaż główni bohaterowie ani tego nie planowali, ani nie chcieli. To wyrodni rodzice porzucili ich w lesie, a tam przygarnęła ich przygoda. I dzieci, wykorzystując swój spryt oraz zespołową pracę, pokonują swoją Babę Jagę i przechodzą pozytywnie próbę. Tutaj czarownica jest postacią stanowiącą zagrożenie, nie dzieli się mądrością, nie udziela lekcji (spotkanie z nią – owszem).

Idę sobie


Ostatnia z naszych bohaterek nie przechodzi swojej próby. Nie jest na nią gotowa. Nie jest nikomu posłuszna. Kiedy więc znajduje się poza nawiasem społeczeństwa, z którego pochodzi, nie jest w miejscu dla niej przeznaczonym. W swoim postępowaniu nie wykorzystuje ani rozumu, ani intuicji, brnie uparcie w stronę własnego zatracenia. Zatracenia ciała i zatracenia duszy. Kończy jako kawałek drewna i być może to jest najlepsza metafora jej wewnętrznego rozwoju. Ktoś kto nie odczuwa, kto nadaje się jedynie na podpałkę. Zadowolona Baba Jaga podsumowuje drogę dziewczynki, która płonie w ogniu: "No teraz wreszcie zrobiło się naprawdę jasno". Ciemny umysł prowadzi do komina. Ignorowanie znaków prowadzi do śmierci. A wszystko zaczyna się od tego, że ruszamy w drogę, która nie jest dla nas przeznaczona (nigdy bądź jeszcze).

Dlaczego Baba Jaga jest szpetna?


Aparycja Baby Jagi zawsze pozostawiała wiele do życzenia. To odrażające babsko z potwornymi kurzajkami, haczykowatym nosem i skołtunionymi włosami. Skąd się to wzięło? I jaki jest tego cel?

Spotkałem się ze stwierdzeniami, że Baba Jaga wygląda jak wygląda, bo chrześcijaństwo przejechało jej po image’u. Ten zarzut szczególnie pojawia się w interpretacjach. Problem w tym, że kiedy używa się tego argumentu tylko do podkreślenia, że kiedyś Baba Jaga była z gatunku tych mądrych kobiet, co to żyją w lesie i leczą zabłąkanych turystów, a potem nie uwzględnia filtra, jakim jest samo chrześcijaństwo w swojej interpretacji, interpretacja przestaje być wiarygodna. To trochę, jak mówienie o odzyskaniu przez Polskę niepodległości, bez uwzględnienia faktu rozbiorów. W takich warunkach twierdzenie, że Baba Jaga była mądrą kobietą, ale się jej przez warunki religijne zbrzydło jest domalowywaniem wąsów do Monie Lisie.



Z drugiej strony, jeśli odrzucimy ten filtr i uznamy, że Baba Jaga niewiele się zmieniła wizualnie od zarania dziejów, wtedy nigdy nie będzie ona miała znamion mądrej kobiety z leśnych ustępów, wiedźmy, która wie i na zawsze pozostanie odrażającą Babą Jagą (przy okazji – jaga pochodzi ponoć od *(j)ęga, czy też jędza, co znaczy "męka", "męczarnia", "groza").

Z wszelkimi obwarowaniami, że mogę się mylić, napiszę tak: Baba Jaga musiała być odrażająca, żeby dzieci się jej bały i za wszelką cenę nie chciały się z nią spotykać. Spotkanie z tą wiedźmą było równoznaczne ze spotkaniem z jej piecem chlebowym, którą można było podjąć tylko, kiedy było się na to gotowym. To starsi decydowali, kiedy nadchodzi ten czas. I wypychali dziecko na spotkanie z Babą Jagą. I nigdy nie było to przyjemne spotkanie. Wygląd wiedźmy miał być zabezpieczeniem przed gagatkami takimi jak dziewczynka z ostatniej baśni.

My w drodze


Nie żyjemy w czasach wielkich inicjacji, ale każdemu z nas zdarza się znaleźć w ciemnym lesie, czy to będzie las faktyczny, czy tylko metafora naszego stanu psychicznego. Pamiętajmy, że gdzieś w tym lesie jest chatka, która może się przemieszczać, uciekać przed nami, ścigać nas albo śledzić. Możemy błądzić, długo zanim na nią trafimy, a kiedy w końcu się to stanie, pamiętajmy, że w środku czeka nas spotkanie z Babą Jagą i z jej chlebowym piecem.



Zanim to się jednak stanie, warto żebyśmy się zastanowili, po co w ogóle jesteśmy w drodze… i jak w niej jesteśmy. Czy mamy na tyle pokory, żeby przejść przez swoją próbę bez uszczerbku, czy mamy kogoś, kto mógłby nas ochronić, wreszcie, czy w ogóle mamy cel? Czego szukamy – ognia, drogi do domu, czy może po prostu mieliśmy kaprys, żeby spróbować, żeby zobaczyć jak to jest.


Baśnie dają nam kilka wariantów odpowiedzi na te pytania. I każdy z nas będzie musiał zmierzyć się ze swoją baśnią na swój własny sposób. Ze swoją Babą Jagą i ze swoim chlebowym piecem. 


***

Dzisiejszy wpis sponsorują: Endlig, Vania Zouraliov, Karl Grandin, Kim Toohey, Biffno i Thimas Denmark