24.7.17


Śpiewki Dratewki

Szawc dratewka, Baśnie na warsztacie, baśniowe inspiracje, mateusz Świstak, baśnie zebrane


Kiedyś na fanpejdżu Baśni zebranych rzuciłem tekst, że napiszę piosenkę na temat wybranej baśni. I napisałem. I się chwalę. Może za jakiś czas powstanie do tego muzyka i może Beatka zaśpiewa. Ale tego nie wiadomo. Wiadomo zaś, że Dratewka pokonał wiedźmę, a potem się zestarzał i umarł. I o tym będzie ta piosenka... 

Dratewka


Szedł Dratewka drogą pustą 
swój dobytek w torbie niosąc 
biedę swoją miał przed sobą
a za sobą swe ubóstwo.  
Boso chodził, choć był szewcem,  
aż się ludzie z niego śmiali 
A on raźno kroczył dalej  
i powtarzał taki refren. 

Byle w sercu mieć nadzieję 
Byle w sercu Boga mieć 
Byle ręce mieć robotne 
Byle nie przestawać chcieć
Wtedy przeszkód każdy natłok 
Uda się pokonać łatwo. 

Tak wędrował szewc Dratewka 
pomagając tym w potrzebie 
mrówkom, pszczołom, czasem kaczkom 
słowem czynem, własnym chlebem.  
I swój świat naprawiał szewczyk,  
choć nic nie dostawał w zamian,  
a na ustach uśmiechniętych 
Brzmiała piosnka wciąż ta sama. 

Aż tu nagle ma zadanie 
niemożliwe wprost przed sobą 
albo wiedźmie wyrwie pannę 
albo przyjdzie płacić głową.  
Cóż miał zrobić nasz bohater 
zaraz bierze się do sprawy 
swe rękawy zakasuje 
i jak zwykle podśpiewuje.

Byle w sercu mieć nadzieję 
Byle w sercu Boga mieć 
Byle ręce mieć robotne 
Byle nie przestawać chcieć
Wtedy nie przeszkodzą w niczym
czary żadnej czarownicy.

 Gdyby świata nie naprawiał,  
nie pomagał tym i owym,  
toby szewczyk nie podołał,
to by szewczyk nie miał głowy.  
A tak pszczoły, mrówki, kaczki
dopomogły szewczykowi 
wiedźma ze wściekłości pękła, 
A on cały, a on zdrowy.  

I tak szewczyk został księciem 
panna piękna jego żoną 
już nie młotkiem, a ustawą 
mógł naprawić to i owo.  
Przygniótł szewca ogrom władzy, 
Nędznie skończyłby Dratewka 
pośród wojen, intryg, zdrady 
gdyby nie ta jego śpiewka.


Byle w sercu mieć nadzieję 
Byle w sercu Boga mieć 
Byle ręce mieć robotne 
Byle nie przestawać chcieć
Wtem na przeciwności losu 
zawsze będzie jakiś sposób. 

Wreszcie umarł nasz Dratewka 
w uwielbieniu swych poddanych 
bo w ich sercach pozostawił,  
takie słowa wypisane:...





Ilustrację wstępną stworzyła Ewa Poklewska-Koziełło. 


Pod patronatem Świnki

bajki dla dzieci, storytelling, baśnie na warsztacie, będzin, Mateusz Świstak

Na warsztacie: Akcja pisania bajek


Już drugi raz Baśnie na warsztacie objęły swoim patronatem projekt "Akcji Pisania Bajek". Projekt fajny, mądrze wykorzystujący storytelling i warty choć skromnego, zważywszy możliwości tego bloga, nagłośnienia. Zatem niech o nim opowiedzą sami zainteresowani. Ja wciskam control+V i znikam, zostawiając Was z Twórcami.

Piraci z Kolegium Pracowników Służb Społecznych w Czeladzi piszą bajki.



Już po raz piąty odbyła się  „Akcja Pisania Bajek”  organizowana przez nauczycieli oraz studentów z Kolegium Pracowników Służb Społecznych w Czeladzi. 
 W  tej edycji  udział w akcji wzięły dzieci z Domu Dziecka w Sarnowie. 


 Podczas warsztatów integracyjnych studenci poznali dzieci, ich pasje, marzenia. Słuchacze Kolegium na podstawie rozmów z dziećmi napisali bajkę dla każdego dziecka. 
-Bajka daje dziecku wiarę w siebie, rozwija zasoby języka, pokazuje metafory. Rzeczywistość, która jest przedstawiana w bajkach związana jest mocno z marzeniami dziecka i jego pragnieniami, co pozwala mu w prosty sposób zrozumieć otaczającą go rzeczywistość i panujące w niej zasady. - podkreśla Monika Ostrowska-Cichy koordynator projektu.

bajki dla dzieci, storytelling, baśnie na warsztacie, będzin, Mateusz Świstak


Dzieci biorące udział w projekcje wykonały rysunki do bajek, następnie całość została wydrukowana w formie książeczek. Finałem akcji było uroczyste czytanie bajek przez studentów dzieciom. Tym razem dzięki uprzejmości i gościnności Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Będzinie  „Akcja Pisania Bajek” wpisała się Dzień Dziecka, a wszyscy studenci zjawili się jako piraci bajkowego statku.  Każda bajka była inscenizacją przygotowaną specjalnie dla dzieci.  Honorowym Patronat nad akcją objął  Rzecznik Praw Dziecka- Marek Michalak.







16.7.17

SOONCHILD

Soonchild, Baśń Eskimoska, Baśń Inuicka, współczesne baśnie, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, Russell Hoban, Alexis Deacon, ilustracje baśni,
Na warsztacie: Soonchild, Russel Hoban, Alexis Deacon

Dziś chciałbym Wam polecić książkę. Książkę, która sprawiła, że moja wyobraźnia zaczęła wirować, jak derwisz w transie, albo - precyzyjniej rzecz ujmując - niczym płatki śniegu podczas arktycznej zadymki. Lodowatą, jak północne śniegi, gorącą, jak serce Inuickiego szamana. Bo o tym właśnie, o gorącym szamańskim sercu,  jest Enchilladas Russela Hobana.

Główny bohater, John o Szesnastu Twarzach jest inuickim szamanem, ale nie do końca takim z krwi i kości. Tzn. wszystko wie i wszystko potrafi, ale trochę się zapuścił. Przytył, zasiedział się i teraz jedyne jego zajęcia, to ślęczenie przed telewizorem, picie Coca-coli i oglądanie magazynów z rozkładówkami. Czasem coś wystruga, żeby sprzedać w lokalnym sklepie z pamiątkami, czasem coś upoluje. I tyle. Ach... jeszcze jedno - wraz ze swoją żoną, Bez Problemu, John czeka na dziecko. Bo Soonchild to znaczy właśnie Dziecko Na Które Się Czeka. Tylko, że to Dziecko Na Które Się Czeka wcale nie chce przyjść na ten świat. Siedzi sobie tylko w łonie matki i nawet nie kopnie. Dlaczego? Bo tam w środku nie słychać Pieśni Świata. A czym są te pieśni? 

Pozwólcie, że poniżej podzielę się moim własnym tłumaczeniem króciutkiego fragmentu:

- Mój ojciec, Idź Gdziekolwiek, opowiedział mi o nich - powiedział John - Tak samo jak jego ojciec, Cokolwiek Zadziała, opowiedział jemu. Świat jest posklejany z myśli, które żyją w Umyśle Wszystkich Rzeczy, ale zanim pojawiła się myśl, była pieśń. W tych pieśniach mieszkają takie rzeczy, jak smak gwiezdnego światła na języku, jak kolory wilczego biegu, mieszka tam dźwięk czerni kruka, albo głos błękitnego cienia rzucanego przez śnieg. Jest tam nieustający spokój kamieni gładzonych przez morskie fale i pamięć pradawnych deszczy, które napełniały oceany. Bez tych pieśni, nie byłoby świata. 

- Nigdy nie słyszałam tych pieśni - powiedziała Bez Problemu. 
- Słyszałaś, ale nie pamiętasz. Te pieśni mogą słyszeć jedynie dzieci w brzuchach swoich matek. To właśnie przez to, że je słyszą, chce im się wychodzić na świat. Bo te pieśni są tak wspaniałe i nęcące. Kiedy jednak dzieci mają już prawdziwy świat przed oczyma, zapominają o pieśniach - pamiętanie ich byłoby zbyt bolesne. Dzieci umarłyby ze smutku, bo świat ma w sobie tyle złych rzeczy, o których pieśni nie opowiadają... 

John musi wyruszyć w swoją największą szamańską podróż, by odnaleźć dla swojego Dziecka Na Które Się Czeka tę jedną, najważniejszą pieśń. Musi stracić swoje wszystkie szesnaści twarzy i stać się Johnem Bez Twarzy, a potem Johnem Który Umarł Raz i Johnem Który Umarł Dwa Razy. Każdy swój krok John stawia w krainach tak malowniczych, że nie sposób się od tekstu oderwać (nawet jeśli akcja czasem osadzona jest w wielkiej białej pustce). Krainach, które na dobre potrafią się zadomowić w naszych snach (w czym nie ma nic dziwnego - utkane są przecież z tej samej, co sen materii). Spotyka tam swoje strachy, swoich przodków i te wszystkie duchy, o których pędzący świat zapomina, wreszcie - spotyka tam samego siebie, kilka razy, przez mgnienie i tysiąclecia. 

Soonchild to wszystko, czego poszukuję we współczesnej baśni. Czasem miałem wrażenie, że sam napisałem niektóre fragmenty, przez cały czas miałem wrażenie, że sam chciałbym napisać całość. I chciałbym mieć takiego, jak Soonchild ilustratora. Sugestywne, ołówkowe ilustracje autorstwa Alexis Deacon świdrują wyobraźnię i współtworzą klimat powieści w taki sposób, że często nie wiadomo, czy więcej robi tekst, czy więcej robi obraz. Do tego często wspaniale zaciera się w książce granica, pomiędzy powieścią a komiksem, co też robi wiele, naprawdę wiele dobrego. 

Zła wiadomość jest taka, że nie widziałem polskiego wydania książki. Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni (jeśli jakiś wydawca byłby chętny, sam bym to przetłumaczył), ale mam też nadzieję, że nie przed wydaniem mojego Timburu, bo miałbym konkurencję nie lada. 

Ale ale, dość gadania, na koniec jeszcze chciałbym Wam pokazać kilka ilustracji. Smacznego!

Soonchild, Baśń Eskimoska, Baśń Inuicka, współczesne baśnie, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, Russell Hoban, Alexis Deacon, ilustracje baśni,















12.7.17

Setka Stana Bolovana 

Stan Bolovan, Baśnie rumuńskie, baśnie bałkańskie, Rumunia Bałkany, Smoki, sprytny chłop, poszukiwanie prawdy, Baśnie na warsztacie, Mateusz Swistak, spryt,


Na warsztacie: Baśnie rumuńskie, Stan Bolovan, smoki, spryt

Jedną z moich ulubionych ostatnimi czasy baśni, jest rumuńska opowieść o Stanie, czy też Staszku Bolovanie. Jest dość długa, więc pozwólcie, że tylko pokrótce przedstawię te punkty, które będą nas dziś interesować, a link do pełnej wersji (angielskiej) zostawię na końcu tekstu.

Stan był biedakiem, któremu zdarzyło się ugościć dwóch aniołów (albo jak chcą niektóre wersje czarodzieja). W podzięce za gościnę, aniołowie obiecali, że spełnią jego i jego żony życzenie. Stan, jako że był bezdzietny, zażyczył sobie dzieci. Ile pytają aniołowie, na co Stan odpowiada, że tyle, o ilu w tamtym momencie myślała jego małżonka. Anioły powiedziały, że spoko i wyszły. Następnego dnia, kiedy Stan wracał do swojego domu, czekała tam na niego gromadka dzieci... dokładnie setka. I wszystkie jego.

Taką hałastrę trzeba było oczywiście wyżywić i tu zaczyna się problem. Stan idzie z tym problemem do pasterzy, licząc, że uda mu się wyprosić u nich chociaż owieczkę... chociaż pół owieczki... Pasterze nie chcą dać nawet ćwiartki, bo tak się złożyło, że smok grasuje i uszczupla stada. Na to Staszek mówi, że jak ubije smoka, to pastuchy muszą mu dać owcę lub dwie. lub nawet tyle, ile sobie wybierze. Pastuchy powiedziały, że dobrze i tak Staszek został potencjalnym pogromcą smoków. 

Oczywiście smok zjawił się, zanim tamta rozmowa zdążyła dobiec końca. Pasterze porozbiegali się we wszystkie strony a Stan potknął i tak zastała go gadzina. 

Przeprawa ze smokiem jest bardzo klasyczna. Ot słaby, ale sprytny bohater, swoim gadaniem sprawie, że potężny, ale tępy antagonista, jest co rusz nabijany w butelkę. A to stają w konkury w wyciskaniu z kamienia wody. Smok kruszy kamienie w pył, a Stan wyciska z nich wodę, bo nie kamienie ściska, ale twarożek. A to Stan zostaje parobkiem smoka i raz za razem, sprytnymi kłamstwami oraz piękną umiejętnością unikania głupiej śmierci sprawia, że smok zaczyna się go najnormalniej w świecie bać. Oczywiście jest w tym strachu trochę niedowierzania, ale lepiej nie ryzykować. Lepiej nigdy nie ryzykować. 

Stan Bolovan, Baśnie rumuńskie, baśnie bałkańskie, Rumunia Bałkany, Smoki, sprytny chłop, poszukiwanie prawdy, Baśnie na warsztacie, Mateusz Swistak, spryt,


Kończy się to tak, że smok chce jak najszybciej pozbyć się swojego parobka. Pakuje więc dla niego  wielki wór złota, wciąż trochę nie dowierzając, że Stan jest takim mocarzem, za jakiego się podaje i że wszystko o czym mówił, to czcze przechwałki. Wtedy przychodzi czas na ostatnie kłamstwo. Brzmiało ono następująco: "W moim domu mieszka setka dzieci i one bardzo lubią smocze mięso, więc nie podlatuj za nisko domu, ja pójdę najpierw, żeby uprzedzić moją dziatwę, że będzie przelatywać smok, ale to jest przyjaciel, więc niech mu nic nie robią, a ty w międzyczasie możesz podlecieć z worem skarbów". Smok oczywiście nie uwierzył. Bo nikt z ludzi nie ma fizycznej możliwości na setkę dzieci. Z drugiej strony to było ciekawe i smok także teraz się zgodził. Stan ruszył do domu, gdzie uprzedził dzieci, by chwyciły za noże i widelce i kiedy zobaczą nadlatującego smoka, wybiegły z wrzaskiem przed chałupę. Smok zbliżył się do Staszkowej zagrody, a wtedy ze środka wybiegła chmara rozwrzeszczanej dzieciarni, która tak go przeraziła, że poleciał gdzie pieprz rośne, albo nawet za Mur. I już więcej nie wrócił. Stan otrzymał od pasterzy obiecane owce, a złota było tyle, że mógł wieść spokojne i dostatnie życie. On, jego żona i setka dzieciaków. 


Dziś kolejny artykuł o tym, jak dbać o swoje marzenia.  Bo Stan jest postacią, która w piękny sposób pokazuje, jak to robić w praktyce. 

Po pierwsze: Ma potrzebę


W swoim działaniu Stan nie jest postacią, która dryfuje. Jest bohaterem, który pewnie nie ruszyłby się z domu, gdyby nie potrzeba. A właściwie dwie potrzeby. Ta druga - napełnienie setki głodnych dziecięcych brzuchów. I ta pierwsza, którą była potrzeba pełni. Bo z jednej strony był on, z drugiej jego żona, a z trzeciej... nie było nic dalej. Dzieci dopełniają ten trójkąt. Jest początek i ciąg dalszy. Stan, zupełnie jak Abraham, nie miał ciągu dalszego. I to właśnie ta potrzeba ciągu dalszego jest początkiem wszystkich jego przygód. 

Stan Bolovan, Baśnie rumuńskie, baśnie bałkańskie, Rumunia Bałkany, Smoki, sprytny chłop, poszukiwanie prawdy, Baśnie na warsztacie, Mateusz Swistak, spryt,


Zauważcie, jak często mylone są te dwie rzeczy. Coś w środku nas gniecie (np. chęć pełni, chęć ciągu dalszego, chęć chwytania marzenia za ogon) i my, może i ruszamy od razu do przodu (szukamy jedzenia), a kiedy już ruszymy, okazuje się, że jednak to co robimy nie odpowiada pierwszej potrzebie. Nasze działania nie oddają tego, czego potrzebujemy u podstaw. 

Dla przykłądu. Całe życie chcesz podróżować. To jest twoja potrzeba. Ale ona wynika z innej potrzeby, z potrzeby niezależności z potrzeby kontaktu z innym, potrzeby szukania odpowiedzi na pytanie "jaki właściwie jest ten świat?". Zamiast jednak po prostu zarzucić plecak na grzbiet i szukać odpowiedzi na to pytanie, ty zaczynasz szukać takiej roboty, która by ci to umożliwiła. Zatrudniasz się jako obsługa samolotu i przez całe życie latasz... zamknięty przez kilkanaście godzin na kilkudziesięciu metrach kwadratowych samolotu, sprzedajesz kanapki i bezcłowe perfumy. Jesteś w podróży? Albo latasz na delegację od kraju do kraju, załatwiając sprawy swojej firmy. od biurowca, do biurowca, od lunchu do lunchu... w porządku, realizujesz drugą potrzebę, ale czy jednocześnie realizujesz to, co było impulsem do wybrania takiej, a nie innej drogi? To, że coś z siebie wynika wcale nie musi oznaczać, że jest to dobre, nawet jeśli odpowiada pozytywnie na naszą potrzebę(podróżujesz - tak, czujesz się spełniony - ...). 


Stan miał o tyle szczęścia, że jego pierwotna potrzeba była zdefiniowana w sposób bezdyskusyjny i, jak to bywa w baśniach, bardzo dosłowny. Sto, to prawie nieskończoność, sto to doskonałość. Sto w duszy człowieka, to wszystko... a przynajmniej wszystko czym można się zająć. 

Po drugie: jest odważny


Nie wiem, czy odwaga Stana wynikała z tego, że po prostu taki był, czy może stąd, że miał swoją potrzebę. Wiem za to, że kiedy zdeterminował w sobie to, co jest dla niego najważniejsze, to nie wahał się nawet najtrudniejszych zadań. Choćby te zadania miały kilkanaście metrów rozpiętości skrzydeł, łuskę grubą jak pancerz czołgu, a oddech gorący jak wnętrze Orodruiny, to nic. Trzeba przed nim stanąć. I co ciekawe, stawał przed nim taki, jaki był. Trochę niezdarny, trochę śmieszny i słabowity. Ale to nie miało znaczenia. Znaczenie miało to, że się nie wycofał. Znaczenie miało to, że zmierzał w stronę, którą dyktowała mu jego potrzeba. 

Często zdarza się tak, że w naszej głębi jest już dokładnie sprecyzowane to, kim chcemy być, co chcemy robić, a często nawet jak to zrobić, lecz kiedy zjawia się smok (ba! kiedy obszczeka nas pies), wycofujemy się, zostawiamy nasze stada i pozwalamy, by przeszkody pustoszyły je według uznania. Zauważcie - kiedy po prostu uciekamy, nie ratujemy życia. Raczej, tak jak pasterze, tracimy owcę za owcą. Rób to, nie tamto. Daj spokój! To bez sensu! Nie dasz rady! Nie jesteś gotowy, albo nie bądź śmieszna. Nie Kochani! Róbcie to, co jest w waszej duszy waszą największą potrzebą. Tylko, zanim zaczniecie, bądźcie pewni, co to jest. Co jest waszą setką? A potem - bądźcie odważni!

Po trzecie: robi jak potrafi


Stan był odważny i, co jest istotne, znał swoje mocne i słabe strony. Nigdy nie napierał tam, gdzie napieranie nie miało żadnego sensu. To jest nauka, którą każdy musi sobie przyswoić. Działasz taki jaki jesteś. Działasz taka, jaka jesteś. Przykład: jesteś niski, gruby i masz kulfoniasty nos, a twoim marzeniem jest zostać wielkim aktorem? Jasne, możesz to zrobić. Tylko wiedz, że nie dostaniesz roli na miarę Brada Pitta. Rób tym, co masz, a zajdziesz się tam gdzie chcesz. Nie wierzysz? Zobacz na Danny'ego de Vito, albo Petera Dinklage'a (czyli Tyriona Lannistera z Gry o Tron). Bądź najlepszy, ale pozostań sobą. 

I jeszcze jedna ważna rzecz, której może nauczyć nas Stan. Kłamanie. I bynajmniej nie chodzi o bycie nieuczciwym względem świata, ale o kłamanie tam, gdzie świat chce nam odebrać marzenia. Czasem lepiej mówić otwarcie o swoich marzeniach i planach. A czasem nie. Bo może przelecieć wielki, czarny ptak nieszczęścia i porwać nasze marzenia. Albo może stać się tak, że nasze marzenie ugrzęźnie w bagnie rodzinnego strachu, niechęci, niedowierzania. Czasem lepiej nic nie powiedzieć, albo powiedzieć cośtam i robić swoje.

Stan Bolovan, Baśnie rumuńskie, baśnie bałkańskie, Rumunia Bałkany, Smoki, sprytny chłop, poszukiwanie prawdy, Baśnie na warsztacie, Mateusz Swistak, spryt,


Ze Stanem jest zresztą tak, że stoi on przed nieskończonym złem, w postaci smoka. Gdyby był w stosunku do niego szczery, to zanim przygoda rozpoczęłaby się na dobre, z naszego bohatera zostałaby pewnie mokra plama. Szczerość w tym wypadku, byłaby jak przyznawanie się gestapo, że pod podłogą ukrywamy Żydów. Nie chciałbym namawiać oczywiście do bycia dwulicowym, ale... 

No właśnie zawsze jest to ale. Bądźmy szczerzy przede wszystkim względem siebie. Nie idźmy po trupach do celu (zresztą ta najważniejsza potrzeba nigdy nie wiąże się z krzywdzeniem innych), nie zdradzaj, nie kradnij, nie krzywdź innych i tak dalej, ale na litość boską nie bądź też ciapą, którą miażdżą okoliczności. Pomyśl o tym tak: w swojej drodze nie raz znajdziesz się na polu bitwy, a na polu bitwy można dążyć do otwartej walki i można robić uniki. Czasem twoje kłamstwo, może być unikiem. A uniki są mądre i całkowicie fair. Nie wierzysz? Zobacz jakikolwiek pojedynek bokserski.  Zresztą, to jest temat, który wiercił mi dziurę w brzuchu od dawna i jeszcze pewnie nie raz przyjdzie do niego wrócić na stronach Baśni na warsztacie. Na koniec - wróćmy do Stana. 

Po czwarte: ma swoją prawdę


Stan zaczyna od pewnej sytuacji. Sytuacji, która dla kogokolwiek innego, nawet dla kogoś tak magicznego jak smok, wydaje się niepojęta. Setka dzieci to nie są rurki z kremem. Nie spotkałem jeszcze osoby, która by tyle miała. A Stan tyle miał. I cokolwiek byśmy nie mówili, jakkolwiek byśmy mu nie dowierzali, dowód, że to jest prawda czeka w chacie Bolovana. Stan był odstępstwem od normy i wiecie co? Każdy z nas jest odstępstwem od normy! Każdy z nas ma swoją prawdę. Tę wynikającą z pierwszej potrzeby i tę, która sprawia, że nasze życie formułuje się w ten a nie inny sposób (czasem zgodnie z nią, czasem jej wbrew). Siłą naszego bohatera było przede wszystkim to, że działał dokładnie tak, jak mówił mu jego wewnętrzny głos. Być może właśnie ta zgodność usprawiedliwia jego wszelkie oszustwa i przekręty. Być może też smok od początku potraktował Stana poważnie, bo czuł, że jest w tym śmiesznym człowieczku jakiś nadrzędny cel. I choć przez cały czas miał przeczucie, że stan go kantuje, do końca nie był tego pewien i bardzo długo zwlekał z potwierdzeniem swoich wątpliwości. 

I teraz najfajniejszy moment. Stan mówi, że ma setkę dzieci, smok nie wierzy, a tam BACH! Setka. I to była prawda, do której Stan dochodził, przez całe swoje lawirowanie. Prawda, która sprawiała, że jego oszustwa samousprawiedliwiały się. Nie musiał już kręcić, bo to, co zostało, było jedyną i ostateczną prawdą. Wtedy nieważna była już droga, ważne było tylko to, że pierwotna potrzeba stawała się pełnoprawną rzeczywistością. Kontakt z tą rzeczywistością sprawiał, że jedynym śladem jaki pozostawał po złu, z którym się zmagamy, jest worek złota. Tego duchowego przede wszystkim. I jagnięta, którymi można napchać brzuch. Kto wie, może nie tylko te duchowe. 



Do przemyślenia: 


Ostatnio pytałem Was o to, co jest Waszą Igłą. Wiecie już? 

No dobrze to teraz takie zadanie: Czy czujecie jaka jest wasza pierwotna potrzeba? I na jakie kolejne potrzeby się ona przekłada? I do czego posunęlibyście się, żeby ją zrealizować? A do czego nie? 

Tylko proszę Was - bez pierdół - rozmawiacie sami ze sobą... tu nie warto kłamać. 




A tekst całej bajki znajdziecie TUTAJ

ilustracje do wpisu sponsorują: Andrew Lang, Robin Jaques, Michael Hagueoraz niezastąpiony Internet. 








3.7.17

Igła

Baśnie na Warsztacie, Baśnie chińskie, magiczne przedmioty, sprzedawanie marzeń, marzenia Mateusz Świstak, herakles na rozdrozu, Herkules na rozdrożu


Na warsztacie: Baśnie chińskie, zaczarowana igła, sprzedawanie snów

Chciałbym na moment wrócić do bajki o sprzedawaniu snów. Jeśli nie mieliście okazji się z nią zapoznać, zapraszam po całość TUTAJ. Dziś pozwolę sobie na zwrócenie Waszej uwagi, tylko na jeden drobny szczegół, malutki niczym igiełka. 

Dar


Przypomnijmy - bohater dostaje magiczny przedmiot od olbrzymów ludożerców, bo chcą, by wyjawił im swój sen. Igła ma moc dawania życia, ale też dawania śmierci. Tego typu zabawki właściwe są baśniom na całym świecie, choć czasem przyjmują zgoła inną postać, na przykład wody żywej i wody martwej. Gdy bohater go otrzymuje, zazwyczaj ma dostęp do obu tych aspektów przedmiotu - może leczyć, ale też może zabijać i to od niego zależy, którą z dróg wybierze... Chociaż… czy aby na pewno od niego?


Kiedy jesteśmy obdarowani magicznym przedmiotem o takiej mocy jak igła, musimy pamiętać, że wraz z nim zaczynamy być bohaterami. Prawo baśniowej przygody daje nam taki dar, ponieważ pokłada w nas nadzieję. Nie w naszą siłę, nie w nasz spryt ani nadprzyrodzoną urodę. Baśń wierzy, że jesteśmy moralnie godni takiego daru. Bohater dzisiejszej baśni nie zrobił praktycznie nic spektakularnego. Nawet jego ucieczka z krainy olbrzymów mieści się w granicach "każdy by tak zrobił", czyli zdrowej troski o własną skórę. A jednak, gdy dostał igłę wybrał, że będzie nią leczył a nie zabijał. I kiedy tak wybrał, zmieniło się jego imię. Ze sługi stał się lekarzem i tak po prawdzie mówiąc, wydaje mi się, że dopiero wtedy został prawowitym bohaterem tej opowieści. 

Oczywiście nie musiał tak wybierać. Dostał obie możliwości i mógł zrobić z igłą, co chciał. Gdyby jednak jego wybór był inny, pewnie zjawiłby się ktoś, kto odebrałby mu igłę i to właśnie ten ktoś stałby się prawowitym bohaterem opowieści. Bo baśń daje nam dary nie po to, żebyśmy je mieli, ale po to byśmy je mieli właściwie. 


Rozdroże


I chyba tak jest z życiem. Kiedy więc stoimy na rozdrożu mamy zawsze dwie ścieżki i choć możemy wybrać obie, tylko jedna jest tą właściwą. Jest to dylemat tak stary, jak ludzkość. Jak Herakles Prodikosa. 

Jednak nie chodzi tylko o rozstajne drogi, na których spotkać możemy cnotę i występek. Igła to przecież narzędzie. I to chyba lepiej oddaje charakter rozdroży, na których stawia nas życie. Nasz wybór objawiać się będzie najlepiej nie poprzez wewnętrzną decyzję, ale przez działanie. Igła to narzędzie prostej pracy i to właśnie przez nią stajemy się bohaterami. Szew za szwem. 

Baśnie na Warsztacie, Baśnie chińskie, magiczne przedmioty, sprzedawanie marzeń, marzenia Mateusz Świstak, herakles na rozdrozu, Herkules na rozdrożu


Całkiem niedawno prowadziłem zajęcia dla jednej z Katowickich podstawówek i opowiedziałem na nich tę baśń. Oczywiście nie mogłem sobie nie odpuścić napomknięcia o tym wszystkim, o czym pisałem powyżej. I kiedy tak mówiłem wtrąciła się wychowawczyni klasy, z pytaniem: „A co jest dla was taką igłą?”. Trochę mnie w zasadzie byłem zły na siebie, że sam nie wpadłem na to pytanie, ale ważniejsze było to, do czego dzieciaki doszły wspólnymi siłami. Dla nich odpowiedź w zasadzie była jednoznaczna – Naszą igłą są przede wszystkim nasze słowa. To może pozostaje oklepany komunał, ale po pierwsze – one same do tego doszły, a po drugie… one wiedzą, jakie jest ich narzędzie. Jaka jest ich igła. 

A Ty wiesz – jaka jest twoja igła?


Podsumowując. Potężne magiczne dary nie dostają się bohaterowi tak po prostu. Dostaje je on wraz z instrukcją obsługi. I nie chodzi o to, żebyśmy nasz dar wykorzystali. Chodzi o to, żebyśmy wykorzystali go dobrze. Taka instrukcja jest bardzo prosta: „Położyłem dziś przed tobą życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierz przeto życie, abyś żył, ty i twoje potomstwo” (V Mojżeszowa, 30,19).



Ilustrację Heraklesa na rozdrożu popełni John WIerix