20.7.19

Błędy Czerwonego Kapturka



Na warsztacie: Czerwony Kapturek, Znaczenie baśni, życiowe błędy


Szedł Czerwony Kapturek przez las. Nagle pojawił się wilk, sympatyczny bardzo, czarujący. Dziewczynka i zwierz gawędzili chwilkę, ona powiedziała mu gdzie idzie (BŁĄD!) on pokazał jej, że kwiatki ładne, ona zboczyła z drogi (BŁĄD). A potem nastąpił szereg makabrycznych wypadków, które całą rodzinę Czerwonego Kapturka kosztowały pewnie niejedną wizytę u psychoterapeuty. 

Ale, ale... przecież gdyby nie to, że dziewczynka tak łatwo dała się zmanipulować wilkowi, nie byłoby tej najsławniejszej baśni świata. Gdyby dziewczynka przeszła przez las, jak mamusia przykazała, nie byłoby miejsca na opowieść (bo to o błędach przecież najczęściej opowiadamy). I można tę myśl rozszerzyć: gdyby nie błędy, nie mielibyśmy niejednego wielkiego bohatera. Gdyby nie błędy, które popełniamy, nie byłoby wielkich mitów, nie byłoby religii, nie byłoby nas. I choć każdy ma potrzebę przeżycia swoich dni możliwie jak najlepiej, gdzieś w kodzie genetycznym (jako gatunek) mamy wpisane predyspozycje do chrzanienia wszystkiego, za co się weźmiemy. 

I dobrze... To znaczy nie do końca dobrze, bo jednak lepiej nie poddawać się entropii, która nieustannie buzuje pod skórą, ale też nie ma co się oszukiwać, że jej nie ma. 

Jestem bo błądzę


Czerwony Kapturek bez fatalnego (czyt. śmiertelnego) błędu, nie byłby nigdy sobą. I my też nie bylibyśmy sobą bez naszych mniejszych lub większych wtop. Największe zmiany zaczynają się od najtrudniejszych sytuacji. Od upadków przypadkowych, lub takich, które na horyzoncie majaczyły jak burzowe chmury, tylko my nie reagowaliśmy. Od zgubienia własnej ścieżki, od złamanego życia. To zawsze jest najważniejszy moment. Czasem się z niego podnosimy, a czasem nie. To już różnie bywa, ale bez niego, nasza droga przez las byłaby tylko zwykłym turystycznym spacerkiem. 

Kapturkowi dostało się tęgo po głowie. Ale przez to, że dostał po głowie raz, mógł potem poradzić sobie z kolejnym wilkiem (zapraszam do artykułu Drugi Wilk). I z nami chyba jest tak samo. Albo przynajmniej powinno tak być. Czasem zdarzy się nam wpakować w bezsensowną sytuację - głupi związek, głupią pracę, jeszcze głupszy kredyt - która będzie nas jedynie wyniszczać, która będzie najczarniejszym z możliwych scenariuszy, ale kiedy już z niej wyjdziemy, będziemy inni. Być może umorusani błotem, umazani krwią, poobijani (fizycznie i emocjonalnie), ale mimo wszystko mocniejsi... Przy odrobinie szczęścia to, co przeżyliśmy przez nasze błędy przemieni się w doświadczenie. A myślę sobie, że doświadczenie zostaje nie po to, żeby złe rzeczy w przyszłości nam się nie zdarzały, ale żebyśmy mniej się zużywali, kiedy już się zdarzą.  

Pigułka doświadczenia


Baśnie to opowieści o takich sytuacjach. O tym krytycznym, najgorszym z momentów, o domku czarownicy, spotkaniu ze smokiem, wilku, który sforsował drzwi, zejściu do piekieł. Nie opowiadają o bohaterach idealnych, opowiadają o bohaterach, u których właśnie wszystko się sknociło. Pokazują, że równie dobrze można przegrać, co wygrać (zapraszam do artykułu Kosteczki w celi) i pokazują jak wygrywać. Bohaterowie nigdy nie są święci, nigdy nie są najlepsi. Nie są, ale będą najlepsi, jak tylko wyjdą z opresji. Bohaterowi baśni pokazują w prosty sposób, jak przetrwać przy możliwie najmniejszych obrażeniach. 

il. Arthur Rackham

Tutaj taka mała dygresja - jeśli weźmiemy jako przykłada chociażby Czerwonego Kapturka, to jej "możliwie najmniejsze obrażenia", to otarcie się o śmierć. I warto o tym pamiętać - niektóre sytuacje będą do przejścia jedynie jeśli otrzemy się o śmierć. Niekoniecznie tę fizyczną, ale psychiczną, emocjonalną, społeczną. Czasami nasze życie musi się roztrzaskać na kawałki, żebyśmy mogli w ogóle żyć. 

Z perspektywy narracji, sama opowieść zawsze toczy się w najbardziej newralgicznym momencie - Kapturek nawalił, więc zaczną się dziać bardzo złe rzeczy. Dopiero perspektywa pozwala ocenić, że te rzeczy doprowadziły do czegoś dobrego. I dopiero perspektywa pozwalała opowiadać o tych rzeczach z nostalgią. W "Nieśmiertelności" Kundery, jest taki fragment, gdy jedna z bohaterek wspomina swoją pracę jako opiekunka osób starszych. Koszmar, ale jednocześnie najlepszy okres w jej życiu. Moment, w którym ona stała się tą kobietą, którą teraz jest i którą sama ceni. I choć pewnie ani nie chciałaby, ani nie potrafiłaby wrócić do tamtego czasu, to właśnie ten czas był najważniejszy. 


Deseczka ratunkowa


Czerwony Kapturek nie byłby sobą, gdyby nie wilk i tamta z wilkiem rozmowa. Ktoś rozleciał się na kawałki po rozstaniu i to był moment zmiany, ktoś inny stracił pracę, albo zawalił studia, jeszcze ktoś inny się rozpił, albo stracił mieszkanie. To trochę katastrofa, a trochę zagadka do rozwiązania. Sytuacja potencjalna, z której jest wiele wyjść. Można w niej na przykład zostać. Tak się zdarza. Ale można też iść dalej niezależnie od wszystkiego. Tylko trzeba wiedzieć, że można ruszyć z miejsca. 

I tutaj pojawiają się baśnie. Baśnie pokazują ten moment krytyczny. A potem kończą się słowami "i żyli długo i szczęśliwie". Baśniowa historia to przykład, który warto mieć z tyłu głowy. To przeciwwaga dla wszystkich złych wiadomości, którymi przepełnione są serwisy informacyjne i które mówią nam tylko o tym, jak się przegrywa. Baśnie to perspektywa kogoś, kto przegrywał, ale jednak wygrał. Niezależnie od tego, jak ciężkie były jego próby. 

Znacie eksperyment ze szczurem i deseczką? Kiedy szczur się topi, walczy o życie około dziesięciu minut. Potem traci nadzieję i idzie na dno. Kiedy jednak na chwilę podstawi się mu deseczkę, a potem ją zabierze, szczur potrafi pływać przez prawie piętnaście godzin. Wszystko jest kwestią nadziei. Baśnie są taką właśnie deseczką - ekstremalnie uproszczoną, wtłoczoną w ramy archetypu i wypraną z konkretu, po to, byśmy mogli jak najprościej ją uchwycić. Baśnie mają służyć jak najbardziej uniwersalnie. Więc, gdyby przypadkiem,  zdarzyło się Wam być w czarnym, najczarniejszym punkcie, na samym dnie, w długach i w rozpaczy, przypomnijcie sobie tych, którzy też tam byli... i którym się udało. Przypomnijcie sobie Czerwonego Kapturka, Kopciuszka, czy Jasia i Małgosię. I mówię to zupełnie na poważnie. 

Ale, ale... 


Dwa zastrzeżenia. Pierwsze jest takie: Baśnie to nie terapia. To tylko jedna z cegiełek, które mogą pomóc, materiał pomocniczy i tyle. Nie wyciągną z długów, nie posklejają złamanego serca, nie wyleczą z alkoholizmu itd. Jeśli jest źle całą pracę i tak będziecie musieli wykonać sami lub sami z pomocą lekarza, doradcy finansowego, prawnika, przyjaciela itd. Baśnie warto znać, żeby wiedzieć, że ktoś już miał gorzej i sobie poradził. Że jest pozytywne rozwiązanie. 

Czasem nasze życiowe poturbowanie jest do tego stopnia drastyczne, że długo i szczęśliwie oznacza przede wszystkim "przeżyć". I wiecie co? Z perspektywy czasu, doświadczeń własnych i obserwacji świata dookoła (tych wszystkich małych historii, które codziennie panoszą się w powietrzu), coraz częściej mam wrażenie, że to jest najważniejsze. Przeżyć! Bo skoro to się udało, to znaczy, że mamy szansę na ciąg dalszy, na kolejne próby i na swoje własne "żyli długo i szczęśliwie". 

Ale tutaj jest drugie zastrzeżenie. Pogubienie się nie jest czymś dobrym. Popełnianie błędów nie jest czymś dobrym i jeśli popełniasz ich zdecydowanie za dużo, to znaczy, że coś jest nie tak. Pakowanie się w beznadziejne sytuacje czasem nie wynika z naszej winy (w '83 roku mało kto zawinił temu, że na głowę zwalił mu się stan wojenny), ale jeśli wkładamy sporo wysiłku w to, żeby sobie nabruździć, to raczej może świadczyć o tym, że najzwyczajniej w świecie jesteśmy idiotami. Innymi słowy - jeśli już wdepniemy w kupę, to trzeba przyznać się przed sobą, że to kupa i że śmierdzi, a nie pierniczyć, że to szlachetne i w ogóle. Nie! Jeśli jest źle, to jest źle. Naszym podstawowym zadaniem jest przetrwać. Wychwalanie tego, że siedzimy w egzystencjalnym bagnie byłoby po pierwsze niesmaczne, a po drugie to byłoby zwykłe okłamywanie siebie. No i jeszcze jedna rzecz, jeśli jest źle, to musimy coś z tym robić. Kapturek być może nie jest tutaj najlepszym przykładem, ale weźmy Jasia i Małgosię. Gdyby nic nie zrobili, kiedy było źle, skończyliby jako przekąska Baby Jagi. 

To, że jest źle nie oznacza, że będzie dobrze. Oznacza tylko, że właśnie może dziać się najważniejszy moment w naszym życiu. Ten, który za chwile zdefiniuje kim jesteśmy. I baśnie mogą nam w tym towarzyszyć. Ale tylko towarzyszyć. 


Przeczytaj także: O motywie wilka, który zjada TUTAJ
I jeszcze raz o wilku, który dmucha, tym razem w trochę bardziej mrocznej odsłonie TUTAJ





4.7.19

AKCJA PISANIA BAJEK! 




Coraz częściej mam wrażenie, że Akcja Pisania Bajek, której blog patronuje odbywa się coraz częściej. Kolejny rok minął i po raz kolejny oddaję głos jej autorom:

Finał VIII edycji społeczno-artystycznego projektu „Akcji Pisania Bajek” zakończono uroczystym czytaniem oraz wręczeniem książeczek z bajkami dla dzieci z Miejskiej Świetlicy Środowiskowej w Będzinie. Powstało ponad dwadzieścia bajek napisanych przez przyszłych pracowników socjalnych, w których pojawiły się historie z ulubionymi postaciami z kreskówek, przyjaciele ważni dla dziecka, często również ci czworonożni. Pojawiały się także bajki o przyjaźni, podniebnych przygodach oraz dziecięcych marzeniach. Ilustracje do książki wykonali podopieczni Miejskiej Świetlicy Środowiskowej. Okładkę książki zaprojektowała artystka, ilustratorka Magda Nowacka - Kolano, wzbudzając zachwyt małych i nieco większych czytelników. Inicjatywa odbyła się pod honorowym patronatem Rzecznika Praw Dziecka, UNICEF Polska, Polskiego Komitetu Międzynarodowego Stowarzyszenia Wychowania przez Sztukę INSEA Polska, SENSARTE Centrum Arteterapii oraz Baśni na Warsztacie.
Projekt nie zostałby zrealizowany bez wsparcia; IT CARD Centrum Technologii Płatniczych S.A. Warszawa, SPAR Sosnowiec oraz Studio Tańca HAVANA.

A Poniżej kilka finałowych fotek: