26.6.20

Jak szukać opowieści? 



Dzisiejszy tekst chciałbym poświęcić bardzo prostemu zagadnieniu, a mianowicie wyszukiwaniu baśni. Będzie tu kilka oczywistości, ale będzie również kilka protipów, które odkryłem w czasie kilku lat pracy jako opowiadacz historii wszelakich. Podzielimy te przeszukiwania na dwie części: internetową oraz papierową.

Zanim jednak zaczniemy na dobre, oddajmy co cesarskie cesarzowi:

"Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Kultura w sieci."

Nie przedłużając, ruszajmy:

INTERNETY


Oczywista oczywistość - czyli życie z Google


Kiedy musimy znaleźć opowieść z jakiegoś zakątka świata, albo dajny na to legendę z podkarpackiej wsi, chyba każdy z nas zaczyna od wklepania odpowiedniej frazy w najpopularniejszą wyszukiwarkę świata. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że to pomyślnie zakończy nasze poszukiwania. Wpisujemy frazę "legendy Krakowa" - wyskakuje prawie sześć milionów stron, jeśli wpiszemy "baśnie z Bostwany" - dowiemy się, że w 2007 wydawnictwo Prószyński i S-ka wydało książkę gdzie takowe można znaleźć, a jeśli potrzebne nam będą baśnie z Nikaragui - szybko znajdziemy ten link (KLIK). W zasadzie każdy region naszych poszukiwań jest już pokryty odpowiednią siatką linków. Żeby jednak zoptymalizować wyszukiwanie chciałbym polecić Wam dwa triki. 

Po pierwsze: Jeśli macie możliwość wpisania nazwy jakiejś specyficznej grupy etnicznej, zamiast ogólnika -  zróbcie to. Nie wpisujcie "baśnie Indian", ale "baśnie Navajo". Albo zamiast "Eskimos" wpiszcie "Inuita".

Po drugie: Jest takie słówko, które otwiera bardzo duże połacie nowych terenów do poszukiwań. To słowo to "Folktale". Jeśli przeszukujecie anglojęzyczny Internet w poszukiwaniu nowych opowieści, zastąpcie słowo "Fairytale" słowem "Folktale". Zauważyłem, że dzięki niemu przeskakuje się z półeczki w dziecięcym pokoju do biurek etnografów. Pojawiają się nawet wyszukiwania z Wikipedii, których nie było wcześniej. A jeśli już mowa o Wikipedii: 


Nazwy własne


Żeby zoptymalizować nasze poszukiwania, starajmy się wyhaczyć nazwę własną. Jakąkolwiek. O wiele dokładniej poznamy bowiem opowieść np. o Stanie Bolovanie, jeśli będziemy wiedzieć, że jej bohater nazywa się Stan Bolvan.  Posłużmy się zresztą przykładem tego bohatera. 

Szukamy baśni rumuńskiej - wpisujemy "romanian folktale", wyskakuje nam artykuł, w którym wymienionych jest kilka popularnych baśni, ale tylko w jednej jest imię i nazwisko bohatera. Stan Bolovan. Pomijamy więc inne wymienione historie (bo baśni o dziewczynie zamienionej w ptaka jest milion i sto milionów) a w wyszukiwarkę wpisujemy właśnie "Stan Bolovan". Jest duże prawdopodobieństwo, że ustrzelicie właśnie tę a nie inną opowieść. To lepiej sprawdza się po angielsku, ale i w polskich wyszukiwaniach udało mi się kilka fantastycznych strzałów w ten sposób oddać. Jeśli chcielibyście wiedzieć, kim był pan Stan zapraszam TUTAJ

Andrew Lang

Drugie założenie regionalne, które śmiało możemy poczynić jest takie: każde charakterystyczne miejsce ma swoją legendę. Ba... każde wzgórze, staw czy kościół mają swoją legendę. Nie zdziwiłbym się, gdyby po wpisaniu w wyszukiwarkę nazwy własnej danego miejsca i uzupełnieniem go odpowiednim słowem, nie pojawiło się jakieś ciekawe podanie. Tym słowem jest nie "baśń" a "legenda". Wyszukiwania tego typu odeślą was zazwyczaj w trzy miejsca. Do prac poświęconych danemu regionowi, do prasy lokalnej, która uwielbia takie historie, albo na strony tworzone przez miłośników regionu.

Tutaj jedna z moich historii. Przygotowywałem kiedyś zajęcia o kijakach z krakowskich Piasków. Już ten temat sam w sobie było ciekawy (kijacy to byli niezrzeszeni w cechu rzeźnicy, którzy konkurowali z tymi cechowymi z Krakowa - robili doskonałe kiełby, posługiwali się kijem jak mnisi z Szaolinu, a sprytni byli niczym lisy - długo by o nich opowiadać). W każdym razie w googlach wylądowało hasło "Piaski Legendy". Linków znalazło się sporo i poza opowieścią o kijaku Lestku, który szmuglował swoje kiełby na Wawel znalazła się np. opowieść o porwaniu włoskiego stolarzam, który  miał wozy kijakom robić, a który ze smętków swych święte figury strugał. Jako że nie mówił po polsku, a i nazwisko miał iście niepolskie, zaczęto go nazywać Świątkiem. Albo o przkelętej pannie z pobliskiego wzgórza Lasoty. Była też zapadająca się karczma, ale to motyw tak powszechny, że szkoda wspominać.

Kolejny protip: Jeśli jakaś miejscowość albo dzielnica ma mało własnych opowieści, sprawdźcie co dzieje się u sąsiadów. Często powiem sąsiedzi bardziej chwalą się okolicznymi opowieściami niż interesujące nas miejsce. Część opowieści o Piaskach znalazłem w artykułach poświęconych dzielnicy zza miedzy Woli Duchackiej. 

Bardzo fajnym sposobem na uzyskiwanie nazw własnych są też filmiki na youtybe, których autorzy zestawiają np. najstraszniejsze demony japońskie, albo słowiańskie, albo inne, wykonując w ten sposób całą robotę za nas. 

Chwalimy się regionem


I jeszcze jeden bardzo ważny trop. Legendy i baśnie, to coś, czym każdy lubi się chwalić, ponieważ  chwalenie się baśniami jest proste! Bo baśnie są proste, łatwo je zapamiętać i do tego są ultra ciekawe. Ślązacy chwalą się utopcami i Skarbnikiem, Kaszubi Stolemem, a Krakusy Smokiem Wawelskim. Nasza słowiańszczyzna święci triumfy w Wiedźminie bo jest wciągająca. Ale dość zachwytów nad opowieściami. Jak wykorzystać to, że ludzie lubią się tym chwalić? To bardzo proste: 

Poprzez ambasady, konsulaty, strony gmin i urzędów miast. Czasem nawet na stronach miast można znaleźć jakieś legendy (np. Czarcia Łapa z Lublina). Opowieści czasem skrywają się w zakładkach dla turystów, a czasem są eksponowane. A jeśli nie ma na stronie żadnej opowieści, mamy duże szanse, że dana jednostka administracyjna wyłożyła pieniądze na dane opowieści w ramach jakiegoś edukacyjnego lub kulturalnego projektu.



Możemy zatem odwiedzić stronę danej jednostki i sprawdzić czy nie zrobili całej pracy za nas. Albo chociaż uzupełnić hasłem "Patronat konsula". Sam brałem udział w projekcie tworzenia legend Lublina i Łucka, której zamawiającym był Urząd Miasta Lublina. Kiedyś w ten sposób znalazłem książeczkę ze wspaniałymi baśniami mongolskimi, w którym znajduje się kilka moich ulubionych baśni. Link TUTAJ


Kilka przydatnych stron


Można by ciągnąć ten wątek dalej, ale im dłużej szuka się historii, tym bardziej trzeba wchodzić w niuanse. Podsumujmy więc. Szukamy poprzez słowo "folktale" i lepiej wpisać nazwę etniczną ludu niż ogólnik. Po drugie szukajmy nazw własnych, bo one o wiele bardziej precyzyjnie doprowadzą nas do celu. Po trzecie, korzystajmy z przechwałek innych - administratorzy danych regionów lubią się chwalić swoimi opowieściami. Przydaje się także mapa, żeby sprawdzić jakie inne miejscowości mogą chwalić się lokalnymi podaniami. 

Nie mogę oczywiście nie wspomnieć o stronach, które same z siebie są pomocne. Chciałbym Wam zostawić trzy bardzo przydatne witryny. 

Pierwsze dwie, to po prostu wielkie biblioteki baśni:

Pierwsza to World of Tales 
Ładnie poukładane regionami, łatwo dostępne, dość rzetelne. 


Druga baza opowieści do której warto zaglądać to Fairytalez.com
Z nią mam trochę problem, bo tam, poza klasycznymi opowieściami można też trafić na historyjki pisane współcześnie, albo prawie współcześnie. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby nie fakt, że często są po prostu słabe. 

I jeszcze jedna baza danych, z której często zdarza mi się korzystać: archive.org 
Znajdziecie tu skany całych książek, często trudnodostępnych z naprawdę różnistymi opowieściami, na przykład z legendami Sri Lanki ;)

Bardzo lubię korzystać z serwisu academia.edu. To serwis zbierający prace naukowe (poziom różny), więc przydaje się do wyszukiwania nazw własnych. Tak znalazłem kilka niezłych koreańskich opowieści. Tam też zbierałem dane o Majnunie, o którym niebawem napiszę Wam ciut więcej. Ta baza przydaje się, jeśli potrzebne są Wam opracowania. Po pierwsze dlatego, że zbiera prace naukowe, a po drugie dlatego, że prace naukowe zazwyczaj mają przypisy, które prowadzą do kolejnych prac naukowych. Łatwo i przyjemnie można więc zgromadzić całkiem pokaźną wiedzę na temat baśni, która nas interesuje. Wersje serwisu są dwie. Bezpłatna, która pozwala na podstawowe wyszukiwania i pobieranie plików oraz abonamentowa, która daje dostęp do trochę większego archiwum tekstów, pozwala na bardziej zaawansowane wyszukiwania i daje takie bajery, jak na przykład sprawdzenie, czy nasze nazwisko nie było cytowane w czyjejś pracy naukowej (dzięki temu wiem, że Baśnie na warsztacie, jako blog wspomniane są w dwóch doktoratach :D ). 

Korzystajcie oczywiście z takiej bazy tekstów jaką jest blog: Baśnie na Warsztacie. Jest tutaj ponad 200 rozważań na rozmaite, związane z baśniami tematy ze wszystkich stron świata, więc może okazać się, że to czego szukacie znajdziecie u mnie. Polecam również strony innych opowiadaczy :) 

Na koniec trik z Allegro. Warto założyć sobie, że jeśli potrzebujemy opowieści z danego regionu, to już wcześniej ktoś zebrał je w książce. Najbardziej podręczną wyszukiwarką książek jest jak dla mnie Allegro. Dlaczego? Bo można tam znaleźć starocie. Jeśli więc traficie na jakąś książkę, która Was interesuje, po pierwsze dowiadujecie się, że ona istnieje (np. "Baśnie hawajskie"), a po drugie zazwyczaj od razu możecie ją kupić. I zachęcam do tego bardzo mocno. Baśnie i tak zawsze będą w cenie, ale nie zawsze będą dostępne. Mnie zdarzyło się raz wynaleźć opowieści polinezyjskie (tytuł: Córka Długozębych, więc trudno w googlu znaleźć), ale pomyślałem, po co mi ona. Godzinę później, pomyślałem jednak, że fajnie byłoby ją nabyć, ale jej już nie było. Swój egzemplarz pozyskałem w inny sposób, ale od tego czasu, jeśli coś jest, to biorę. A jeśli jest tylko w archiwum, to przynajmniej wiem, czego szukać w bibliotekach.



Pamiętajcie oczywiście o katalogach bibliotecznych typu OPAC, wyszukiwarce na stronie Biblioteki Narodowej, albo Jagiellonki, i Bibliografii Zawartości Czasopism (tzw. BZCZ). Zawsze się przydają, a czasem o nich zapominamy.

Chyba możemy już opuścić sieć. 

OFFLINE


Offline zrobimy szybciej, bo w trzech punktach:

Oczy Szeroko Otwarte


Jeśli zbieracie baśnie i nie zależy Wam na konkretnym regionie, po prostu otwórzcie szeroko oczy, kiedy mijacie stoisko bukinisty, kiedy jesteście w bibliotece, albo kiedy odwiedzacie antykwariat. Zauważcie - zbiorów baśni najlepiej szukać pośród książek nienowych. Być może przyjdzie znów hajp na wydawanie zbiorów baśni regionalnych, ale póki co najbardziej obrodziły w nie lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte. 

Działy z książkami dla dzieci, ale też poezje, to miejsca w których można znaleźć prawdziwe cuda. W związku z tym, że często pracuję w bibliotekach, wykształciłem sobie nawyk robienia zdjęć książkom, które wpadną mi w oko, zgodnie z zasadą: niekoniecznie na teraz, ale może za chwilę się przyda. 

Ludzie


Nie mam swojego dentysty, nie mam dermatologa ani ginekologa, ale za to mam swojego antykwariusza. Wymieńmy go z nazwy: Suszek Books, bo mu się należy. A właściwie im, bo Olga i Łukasz Suszkowie wielokrotnie zadziwiali mnie jakimś tytułem. Jak to działa? Po pierwsze mają ode mnie listę książek, którymi mógłbym być zainteresowany. Po drugie zaś, wiedzą czym się zajmuję i gdy tylko jakaś fajna pozycja wpadnie im w ręce, dostaję sms-a ze zdjęciem i lakonicznym "chcesz?". W ten sposób na przykład pod moją strzechą znalazło się dziesięciotomowe wydanie "Baśni 1001 nocy". I parę innych wyjątkowo ciekawych książek (w tym "Córka Długozębych" z uroczą naklejką na malarskiej taśmie). To bardzo fajny układ, bo dzięki niemu, szukam książek nie jedną, ale trzema parami oczu, w dodatku pozostałe dwie są o wiele lepiej wytrenowane.



Skoro już o ludziach mowa. Kiedy ktoś zajmuje się opowiadaniem baśni, tak jak ja, to jest to informacja, która się niesie "Ej znam kolesia, który żyje z opowiadania bajek... i nie jest politykiem". A skoro wieść się niesie, to ludzie stają się bardzo skorzy do opowiadania mi swoich ulubionych bajek, dzielenia się książkami "swojego dzieciństwa", a nawet podrzucania mi jakichś ciekawych pozycji. Część funkcjonuje na zasadzie pożyczek inne to prezenty, ale to nieważne. Ważne jest to, że baza opowieści powiększa się. Dzięki zwykłej życzliwości. Z racji wspominanego już przemieszczania się po bibliotekach, wyrobiłem sobie jeszcze jeden nawyk - pytania Pań o jakieś ciekawe pozycje z ich zbiorów... wiecie, którym potem będę mógł zrobić zdjęcie. 

Są też takie osoby, które o baśniach wiedzą dużo więcej ode mnie. I kiedy mam jakiś problem np. ze zlokalizowaniem tekstu na jakiś temat, po prostu się do nich zwracam. I nie chodzi o to, żeby zawsze się do danej osoby zwracać, chodzi o to, żeby wiedzieć, że taka osoba jest. Dla mnie to zawsze był Łukasz Bernady. 

I czasem do mnie docierają pytania o jakieś zaginione historie. Gdybyście mieli taki problem - nie krępujcie się - piszcie. Nie obiecuję, że na pewno znam to, czego szukacie, ale... może znam :) 

Czytajcie, czytajcie, czytajcie WSZYSTKO!


I na sam, samiusieńki koniec. Po prostu czytajcie. Co wpadnie Wam w ręce, w dzieciecym pokoju, w dziale badań etnograficznych na dziale historii sztuki, w Przekroju, albo w Świerszczyku! Im więcej tekstów znacie, tym łatwiej będzie Wam między nimi nawigować. Co prawda można przez to czasem wpaść na mieliznę (np. nie pamiętacie skąd pochodzi jakaś baśń), ale mniej więcej potraficie ją przywołać. Przykład z życia - dostałem wiadomość od Pani, która szukała opowieści, gdzie kobieta była ubrana, ale nieubrana, szła, ale nie szła... itd. Jechałem akurat samochodem, więc sprawdzić mogłem dopiero wieczorem, za to świtało mi, że w tytule jest coś z mądrą kobietą, może mądrą żoną i że chyba jest to baśń grimowska, albo może szwedzka. Danych bardzo mało, szczególnie w podróży, ale to wystarczyło, żeby odesłać pytającą osobę pod odpowiedni adres. Chwilę po mojej wiadomości otrzymałem odpowiedź: "Jest. Grimm. Mądra wieśnaczka". Wystarczyło czytać. I mniej więcej wiedzieć gdzie szukać.



Czytajcie jednak nie tylko same opowieści. Czytajcie też wstępy... i przypisy. Szczególnie w opracowaniach baśni. Często dają one bowiem odpowiednią perspektywę by opowiedzieć dane baśnie. Często też odsyłają nas do innych zbiorów opowieści, albo same skrywają historie, które potrafią skraść nasze serca. Dla mnie takim przykładem jest historia o króliku polującym na słonia, którą znalazłem we wstępie do baśni Afrykańskich dla dorosłych. Pisałem o nich szerzej TUTAJ. Do dziś jest to mój pierwszy wybór jeśli mam opowiadać. A w samej książce figuruje tylko jako opis etnograficzny wydarzenia przy ognisku. Czytajcie... i miejcie oczy i uszy szeroko otwarte. Bo opowieści są wszędzie. I tylko od naszej uważności zależy jak sprawnie uda nam się skorzystać, ze skarbów, które leżą nam u stóp.


Tyle ode mnie. mam nadzieję, że pośród tych oczywistości odnaleźliście także kilka trików, które przyśpiesza wasze kwerendy.




"Zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Kultura w sieci."