25.5.15

Róża z ogrodu Bestii 

Piękna i Bestia. Eros i Psyche, Zaczarowane Wzgórze, Książę Wilk, męskość, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, opowieści o mężczyznach


Na warsztacie: Piękna i Bestia. Eros i Psyche, Zaczarowane Wzgórze, Książę Wilk


Dzisiejszy wpis chciałbym poświęcić męskości. Tej męskości, która często jest tak krucha i delikatna, że aż trzeba ją chronić... I często jej chronienie może doprowadzać do przemiany w najgorsze bestie lub sprawić, że mężczyzna idzie w ślady śpiącej królewny i zamiast zdobywać świat, wycofuje się w sen. Dziś więc o białej róży, agresji i wycofaniu. 


Przypadki: 

1. Ojciec Pięknej trafia do domu Bestii. Tam podjęty jest ze wszystkimi honorami. Czeka na niego wystawna uczta, ciepła kąpiel i wygodne łoże, czekają go wytworne ciuchy i pyszne śniadanie. Czeka go złoto w prezencie. Lecz kiedy idzie do ogrodu, by zerwać dla Pięknej białą różę - czeka go już tylko śmierć.

2. Kiedy Eros porywa Psyche do swojego pałacu, nie pokazuje się jej. Choć jest niezwykłym kochankiem, choć czyni z nią cuda, to wciąż są to cuda niewidy. Wszystko dzieje się w ciemności. Psyche za namową staruszki (którą jest niecierpiąca jej zresztą Afrodyta), oświetla śpiącego kochanka, który okazuje się być najpiękniejszym mężczyzną świata. Niestety, kropla oliwy spada na jego nagie ramię, a wtedy Eros się budzi i ucieka (nota bene... do mamy, czyli Afrodyty).

3. Książę wilk zachowuje się dokładnie tak samo jak Eros, kiedy przychodzi mu być dla dziewczyny kochankiem, gasi światło. W dzień jest po prostu wilkiem. No i dziewczyna ze świeczką w ręku wreszcie odkrywa, że nie dość, że człowiek, nie wilk, to jeszcze piękny człowiek. Odkrywa to dokładnie tak samo jak Psyche - w nocy, bez wiedzy męża. Niestety wosk ze świeczki kapie na biednego wilka. I on momentalnie porasta sierścią. Do tego teraz, kiedy dziewczyna zna jego sekret, musi odejść, by ożenić się z trollicą.

4. W Zaczarowanym wzgórzu goblin szuka żony. Pyta, czy kandydatka umie zająć się domem (uwarzyć piwo, upiec chleb itd.), na koniec pyta, czy on się jej podoba. Jeśli nie umie i do tego goblin się nie podoba, zalotnik skręca wybrance kark. Jeśli się podoba, bierze taką za żonę. Potem zostawia jabłko i klucz do zakazanej komnaty. Sam wyjeżdża, dziewczyna z ciekawości zagląda do komnaty, jabłko wpada do kadzi z krwią i kiedy goblin widzi krew na jabłku, morduje kandydatkę.


Biała róża i wściekła Bestia


Zacznijmy od róży i od Bestii. Bestia mieszka w doskonale zorganizowanym zamczysku, w którym wszystko chodzi, jak w szwajcarskim zegarku. Zjawia się gość - jest obsługa, gość chce spać - zanim o tym pomyśli, już stoją przed nim otworem drzwi do komnaty z zaścielonym łożem. Bestia wie, co zrobić, żeby wszystko grało. Ma swój zamek pod kontrolą. A razem z zamkiem, pod kontrolą ma także gościa.

Piękna i Bestia. Eros i Psyche, Zaczarowane Wzgórze, Książę Wilk, męskość, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, opowieści o mężczyznach

Niestety jest też przestrzeń graniczna - ogród. Ziemia, która wciąż jeszcze należy do Bestii, ale też ziemia, która łączy świat Bestii ze światem zewnętrznym. Kontrola, jaką Bestia może nad nią sprawować jest już ograniczona. Choć otacza ją mur, nad murem jest niebo, nieskończone, nie do opanowania. Jak na ironię, to właśnie tam kwitnie biała róża. Kobieca, delikatna, niewinna... ta róża to też Bestia. I Bestia o tym wie. Wie dokładnie. I kiedy jego gość przez przypadek dociera do miejsca, w którym rośnie biała róża, Bestia wpada we wściekłość, tak jakby właśnie odkryty został jej najbardziej wstydliwy sekret.

Odkrycie przez kogoś tej delikatności, jest dla Bestii do tego stopnia nieznośne, że potrafi posunąć się do zabicia tego, któremu to się udało. Bestia chce siebie chronić. Choć sam kwiat jest delikatny, świadomość jego istnienia pobudza w Bestii pokłady agresji. Kto wie, być może właśnie przez tę świadomość róży i przez to obsesyjne chronienie jej, Bestia jest bestią. Coś z siebie wypiera. I to coś sprawia, ze nie wszystko ma pod kontrolą, a kiedy czuje, że nie wszystko ma pod kontrolą, popada w dzikość i nie może już być człowiekiem, może być tylko zwierzęciem... lub co najwyżej czymś pomiędzy.


Wszystko pod kontrolą


Być może goblin też miał różę. Kiedyś, zanim baśń się zaczęła. Kiedy go poznajemy, kieruje nim tylko jedno uczucie - strach przed odrzuceniem. Strach z gatunku tych panicznych. Bo goblin, po prostu szuka żony. Solidnej, która będzie w stanie zadbać o ich wspólny dom, ale jeszcze bardziej - żony która będzie go kochała. Pyta otwarcie "podobam ci się?". Potrzebuje wiedzieć, że stoi na pewnym gruncie. Potrzebuje wiedzieć to do tego stopnia, że samo zapewnienie mu nie wystarczy. Potrzebuje pułapki Sinobrodego, żeby wiedzieć na pewno. Jednak w przypadku Goblina, to już nie jest tylko i wyłącznie strach wywołujący wściekłość, to stan, w którym był tak długo, że wszystko, co w nim skamieniało. Boi się, więc nienawidzi, jednak nie może po prostu odejść, bo w środku coś domaga się akceptacji. I to coś krzyczy na całe gardło. Strach i delikatność, której się obawiał, sprawiły, że zmienił się w potwora.

Piękna i Bestia. Eros i Psyche, Zaczarowane Wzgórze, Książę Wilk, męskość, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, opowieści o mężczyznach

Czasem to widać w ludziach. W ich ciele. W postawie, w mięśniach dopakowywanych syntetycznym białkiem, w sposobie, w jaki ktoś panoszy się po przestrzeni. Czasem widać to w ich sposobie wysławiania się, w głowach dopakowanych syntetyczną wiedzą, bez której ich życie częstokroć byłoby prostsze, szczęśliwsze. Jednak te mięśnie, ta wiedza, ten sposób bycia, są potrzebne, by chronić różę.

Jest w tym chęć dominowania, układania okoliczności pod siebie, ale przez każdy gest, przez to jak ktoś chodzi, stoi, a nawet oddycha, przebija się strach. To podwójny strach. Z jednej strony boimy się o różę, o to, by ktoś jej nie zniszczył. Z drugiej zaś strony, to strach o męską reputację. Strach wiążący się ze wstydem, że w ogóle jest w nas ta przestrzeń białej róży. Strach przed bólem i strach przed zranieniem. Strach, który często zamienia się w agresję. Czy każdy mężczyzna nosi w sobie białą różę - nie wiem. Życzyłbym sobie, żeby tak było, choć pewnie zdarzają się tacy, którym los takowej nie dał. Zazwyczaj jednak jest w nas taka przestrzeń, w której mogą zakwitnąć kwiaty. Delikatność. Męska odmiana delikatności. Taka, z którą się rodzimy, lecz której gdzieś po drodze nam się odmawia. Bo, jak to? Facet i biała róża. Białe róże są dla bab (względnie - gejów). Tak się do nas mówi, raz za razem. Wykrzykuje się rozmaite prawdy o twardej i nieustępliwej męskości prosto do naszego ucha. Aż czasem bębenki pękają, jednocześnie nikt nie pamięta o tym, że biała róża rosła przecież w ogrodzie Bestii. Być może nawet Bestia zapomniała, że ten ogród też należy do niej. Goblin na pewno zapomniał. Uwierzył w krzyki nad swoim uchem. Zapomniał o róży, lecz nie o strachu o nią.

I Bestia, i goblin zapomnieli o tym, że róża należy do nich... i tylko do nich. Biała róża, o którą poprosiła Piękna, to nie była róża kobiety, to była róża dla kobiety, ale jej właścicielem od początku do końca pozostawał mężczyzna. Róża z ogrodu Bestii. Inna w gatunku od róży pięknej. Lecz wciąż róża.


Piękno pogrążone we śnie 


Delikatność mężczyzny pozwala mu zrozumieć delikatność kobiety. To ona jest drogą do intymności. Do porozumienia tak dusz, jak i ciał. Dzięki róży, mężczyzna potrafi zrozumieć skórę kobiety i sprawić, że kiedy jego dłoń prześlizgnie się po krągłości jej łopatek, kobieta zadrży. Eros i wilk mieli do swojej delikatności o wiele większy dostęp, lecz także w tych dwóch bohaterach więcej jest strachu niż dumy ze swojej róży. Nocą, kiedy nikt nie patrzy, potrafią się nią nawet podzielić. Jednak biała róża wciąż pozostaje dla nich wstydliwym tematem. Nawet kiedy zostają sam na sam ze swoją miłością, nie pozwalają zapalić świec. Muszą się ukrywać. Ich miłość jest możliwa tylko w mroku lub wilczej skórze. Wilk kocha, dba i szanuje swoją kobietę, lecz wciąż pozostaje wilkiem.

Lecz wilk nie jest prawdą. Kiedy przypadkiem kobiecie udaje się zobaczyć swojego wybranka we śnie, czyli w chwili, kiedy nie może on kontrolować absolutnie nic, widzi, że jest on piękny. I to jest prawda o wilku albo Erosie. Kiedy wszelkie osłony, wszelkie koncepcje i plany zostają nam odebrane przez sen, wychodzi nasza prawdziwa natura. Niezwykła uroda. Piękno, właściwe szlachetnym duszom. Kobieta nie potrafi oderwać oczu od tego piękna. We śnie odnajduje ten komponent, którego jej brakowało i który sprawiał, że mogła kochać, czy to wilka, czy Erosa. To co widziała w uśpionej twarzy jest tylko potwierdzeniem jej przeczuć. Ona już to wie, jednak dopiero kiedy w pancerzu ciemności/wilczej skóry powstaje pęknięcie, wie na pewno.

Piękna i Bestia. Eros i Psyche, Zaczarowane Wzgórze, Książę Wilk, męskość, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, opowieści o mężczyznach

Niestety obaj panowie się budzą. Przyłapani na swojej słabości. Kiedy do tego dochodzi, nie wypierają się jej już. W porządku, zdają się mówić obaj, jestem delikatny, a przez to nie jestem cię godzien. wycofują się. Jeden wraca do pałacu swojej matki, drugi zaś musi ożenić się z trollicą. Brzydką i silną. Taką, przy której co prawda będzie mógł pokazać swoją słabość, ale ceną za to jest zrzeczenie się swojej siły. Jeden staje się na powrót chłopcem (czy szerzej - dzieckiem) drugi bezwolnym słabeuszem, pogrążonym w letargu.

Bestia Umiera


Jest coś strasznego w tej naszej męskiej niemożności bycia silnym i delikatnym jednocześnie. Tak jakby te dwie cechy się wykluczały, jakbyśmy cały czas stali przed dylematem. Albo jedno, albo drugie. Lecz kiedy podejmujemy taką decyzję, stajemy się tym, kim stał się goblin (w środku kawałkiem krzemienia), albo tym, czym stał się książę wilk - mężczyzną, który śpi, a całą siłę sprawczą zostawia brzydkiej i o wiele silniejszej babie. Czy jest z tego jakieś wyjście? Baśnie zdają się mówić, że tak.

Kiedy Bestia spotyka wreszcie swoją Piękną, otwiera przed nią ogród. Róża została już zerwana i w Bestii zaczyna się przemiana. Dzięki Pięknej, Bestia odnalazła również swoją białą różę. Odnalazła tęsknotę za nią i ostatecznie w niej też zbawienie. Dzika siła Bestii połączyła się z delikatnością Pięknej w małżeństwie, czyli jako jedno ciało. Co warto jeszcze dodać - kiedy Bestia raz spotkała Piękną, wiedziała, że bez niej nie jest w stanie żyć. W chwili, gdy Piękna odjeżdża, Bestia zaczyna najzwyczajniej umierać. Kiedy Bestia poczuła, co znaczy być całością, życie jako połowa okazało się dla niej niemożliwe.


Z Erosem jest podobnie. Choć sam ubezwłasnowolniony, nie może nie myśleć o Psyche. Kiedy więc dziewczyna rusza na jego poszukiwanie, skrycie podsuwa jej pomocników. Jego działania prowadzą go w stronę Psyche. I wtedy zaczyna się coś polaryzować. Pozostaje delikatny, lecz to nie jest już delikatność, której musi się wstydzić. To nie jest delikatność jego wybranki, nie jest też to delikatność dziecka, ale ta, której symbolem pozostaje róża z ogrodu Bestii - to delikatność mężczyzny.


Pielęgnowanie ogrodu 


Myślę, że to są dwie najważniejsze rzeczy, na drodze by ochronić swoją białą róże. Pierwsza to uświadomienie sobie, że gdzieś w miejscu, nad którym nie mamy kontroli rośnie kwiat. Nasza delikatność. Jedyna, niepowtarzalna i męska. Jeśli uda nam się uzyskać tę świadomość, musimy pamiętać, że to tylko jedna z dwóch stron medalu. Kiedy Bestia odkryje Piękną, musi ją przyjąć z otwartymi ramionami. Zaczyna o nią dbać, jednocześnie pozwalając by także Piękna zadbała o Bestię.

Z tego tańca rodzi się pełnia. Rodzi się aktywność, rodzi się szczęście i kto wie, może także miłość.
Bez niego - róża usycha, a w naszym wnętrzu zostaje tylko kamień.

***


Dzisiejsze ilustracje sponsorowane są przez: spicysteweddemon, B. Wadell, Anne Anderson, Jane Sonne, alectornfencer Internet,

17.5.15

Słowo twórcze

Storytelling, sztuka opowieści, Sztuka Słowa, Głos Nauczycielski, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztacie,

Na warsztacie: storytelling w pracy z dziećmi, Sztuka Słowa

Tekst pierwotnie ukazał się w marcowym numerze "Głosu Nauczycielskiego", a jego przedruk w Wychowawcy (zupełnie przypadkiem, miesiąc później). 


„Na początku było Słowo”. Coraz mniej osób zdaje sobie sprawę z doniosłości tego stwierdzenia. Słowo traci na wartości na rzecz obrazu. Spada jego jakość i… szacunek do niego. Tymczasem słowo to jedno z najbardziej wyrafinowanych narzędzi, jakimi dysponujemy.

Dlaczego słowa?


Po pierwsze dlatego, że słowo, samo w sobie to abstrakcja. Kiedy mówię „zielony młotek” osoba, która słucha zmuszona jest do pewnego wysiłku intelektualnego, żeby wpierw przywołać w głowie obiekt o nazwie młotek, a potem pokolorować go na zielono. Gdyby ten sam przedmiot leżał przed moim słuchaczem, a ja wskazałbym na niego palcem, osoba, której bym go wskazał, mogłaby się ograniczyć do przyjęcia tego faktu do wiadomości – „ok, widzę”.  Jeśli przykład z młotkiem nie był wystarczająco przekonujący, spróbujmy tak: Niziutki stolik, który przycupnął w kącie dość ciemnego pokoju. Na tym stoliku kraciasta cerata, na tej ceracie zielony talerzyk, na tym talerzyku dwa chrząszcze kłócące się o ostatni okruch pozostały po uczcie rozbrykanego kucyka, jeden z chrząszczy cały zapłakany.

To pociąga za sobą drugi atut słów – słowa pociągają za sobą słowa. Opis można rozwijać, doprecyzowywać, zmieniać, umieszczać w kontekście, bawić się nim jak klockami. Do tego słowa rozłożone są w czasie. Każde z nich odkrywa nowy fragment rzeczywistości, zmienia nasycenie światła, kształt, czasem nawet miejsce zabawy. Pokazanie obrazka kończy przygodę komunikacyjną. „Ok, widzę” – i już. Słowo to milion możliwości; gotowy wizerunek, to możliwość tylko jedna z miliona.

Po trzecie – słowo kreuje. Dzięki słowom, nawet najmniej zdolne dzieci są zdolne wykreować nawet najbardziej fantastyczne światy. Nie muszą umieć rysować, nie muszą umieć ładnie pisać. Wystarczy, że powiedzą: Słońce schowało się do dziupli wielkiej brzozy... I po robocie – właśnie powstał piękny, poetycki i wyjątkowo sugestywny obraz. Wykorzystanie słów jest najszybszym dostępem do Sztuki (wielka litera nieprzypadkowo). Jak wszystkie inne umiejętności trzeba je rozwijać, ale przynajmniej nie potrzeba do tego żadnych dodatkowych narzędzi.

Po czwarte,  język służy do komunikacji. I choć brzmi to banalnie, trzeba o tym przypominać – język to podstawowe i najskuteczniejsze narzędzie komunikacji. Spotkałem się ostatnio z zarzutem, że przecież jedni lepiej zapamiętują przez słuch, inni są wzrokowcami, jeszcze inni kinestetykami. Tak przyswajają wiedzę, tak też rozumieją świat. Jednak przychodzi chwila, kiedy swoje rozumienie świata trzeba przekazać innym. Wtedy, niezależnie od naszego głównego kanału percepcyjnego, w pierwszym odruchu użyjemy słów. I może się zdarzyć tak, że choć bardzo będziemy chcieli coś przekazać, nie będziemy wiedzieli, jak to zrobić - nie będziemy mieli czym tego zrobić -  zabraknie słów. Umieć nazywać – ot siła słów. Wszak dlatego jesteśmy ludźmi i nie ma w tym stwierdzeniu wiele patosu. Nazwać nie tylko przedmioty, nazwać swoje emocje. Nazwać to, co słyszymy, nazwać swój ruch, swoją radość, swoje wątpliwości. A słowa poniosą to dalej i nasza radość, nasz ruch i emocje popłyną od osoby do osoby… w ten sposób pozostaną żywe.

Kreacja i komunikacja


To, co zostało zapisane powyżej może brzmieć jak pierwsza lepsza pochwała literatury, lecz nie piszę tego jako chwalca. Piszę to jako praktyk, osoba, której zwykłe słowa częstokroć ratowały skórę, jako osoba, która zarabia na życie dzięki pracy z opowieścią i która widzi, jaki wpływ mają słowa na dziecięcą wyobraźnię.

W swoich wędrówkach przez przedszkola zauważyłem jedno. Słowa czarują. Nie czarują piękne stroje. Nie czarują wymyślne choreografie, czarują słowa i opowieści, które te słowa ze sobą niosą. Dlaczego? Bo słowa są dynamiczne. Dziecko, które patrzy nawet na najbardziej pstrego clowna, zacznie się nudzić po kilku minutach, jeśli ten clown nie będzie się poruszać. Książeczki z kolorowymi ilustracjami po jednym przejrzeniu można wyrzucić w kąt. Kiedy jednak dodamy do clowna słowa, a do książeczki historię, dzieciaki będą chciały wracać do niej raz za razem.

Słowa są jak karty z niespodziankami. Mówiąc, odkrywamy jedną po drugiej. A dzieci czekają na to, jaka będzie następna karta. Można je modulować. Czasem zaskoczyć, czasem przestraszyć, czasem rozśmieszyć. Wystarczy odkryć odpowiednią kartę. Odpowiednie wyczucie nastroju grupy, czy też pojedynczych uczestników zajęć jest zadaniem narratora. Dzieci czekają.

Cudowne w opowieściach jest to, że rozpoczynają się one tam, gdzie zazwyczaj dzieciaki znajdują swoja normalność. Słowa używane są przede wszystkim do komunikowania rzeczy. „Zjedz obiad!” „Nie rób!” „Ubierz się proszę” itd. Słowa mają moc przerzucenia mostu, pomiędzy tym, co normalne i prozaiczne, a krainą, w której króluje dziecięca kreatywność. Granica pomiędzy codziennością, a kreacją, jest niezwykle cienka.

Bezpieczne narzędzie


Niektórzy obawiają się, że zbyt częste przekraczanie tej granicy sprawi, że dzieci „odkleją się” od rzeczywistości. Przez to wszelkie próby tak zwanego fantazjowania są kwestionowane jako niepoważne. Tymczasem dzieci wiedzą dokładnie, gdzie jest rzeczywistość, a gdzie jej nie ma. Wiedzą, że wyobraźnia jest krainą absolutnie wszystkiego i że posługiwanie się nią jest po prostu przyjemne. Nie potrzebują wiarygodnych rekwizytów, żeby cieszyć się z gry słów. Ot wystarczy kawałek patyka, dwóch chłopców i już mamy wojnę, w której każdy z nich ginie dziesiątki razy, ale potem ożywa. Czy to niebezpieczne? Nie, bo ci dwaj chłopcy wiedzą, po której stronie granicy toczy się ich konflikt. To dla nich poligon, na którym rozwijają swoją kreatywność (choćby w dziedzinie forteli wojennych). Nie ma to jednak nic wspólnego z faktyczną nauką obsługi broni. Czy kiedy dziewczynki bawią się w dom, myślą o sobie „na serio” jako o matkach? Nie – matki nie rodzą plastikowych dzieci i dziewczynki doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ich zabawa to zabawa.

Wszystko dzieje się w słowach – tych wypowiedzianych na głos i tych, które toczą się w dziecięcej głowie. I te słowa są dla dzieci nie tylko twórcze. Są też bezpieczne. To one stanowią o granicy tego, co jest na niby. Jeśli damy dziecku patyk i powiemy: „to karabin” ono zrozumie – "ok, to nie jest karabin, ale będę udawać, że jest". Dzięki temu poziom jego abstrakcyjnego myślenia będzie wzrastał. Natomiast wręczenie dziecku wiernej repliki broni i powiedzenie „to karabin” skończyłoby się tym, co pokazanie zdjęcia z „zielonym młotkiem” – „ok., widzę… co dalej?”.

Narracja


Jak już pisałem – słowa dają szansę odpowiedzieć w prosty sposób na pytanie: „co dalej?” jeśli mamy jako pedagodzy opowiedzieć dzieciom o trzech zjawiskach, umieszczenie ich w kontekście narracyjnym daje szansę na płynne przechodzenie pomiędzy jednym, a drugim. Kontekst narracyjny pozwala zachowywać ciągłość, a dzięki temu ciągłą uwagę naszych małych słuchaczy. To przydaje się szczególnie, kiedy musimy opowiedzieć o skrajnie odmiennych zjawiskach, z których jedno nie wynika z drugiego. Narracja pozwala rozłożyć te zjawiska w czasie. Dzięki opowieści, staja się częścią jednej całości, po której wędruje dziecięca uwaga. Bo z tyłu głowy słuchacza wciąż kołacze jedno pytanie. I bynajmniej nie jest to pytanie „dlaczego?” to pytanie brzmi „co dalej?”.

Przykład: musimy opowiedzieć o tym, jak robi się spaghetti bolognese. Możemy to zrobić tak: bierzemy pomidory, bazylię, pieprz, sól, czosnek i mięso mielone. Najpierw podsmażamy mięso… itd. 

Możemy też tak: Kiedy pani Jadzia, przygotowała spaghetti bolognese, i już podsmażała mięso mielone, do jej kuchni, przez okno wszedł mężczyzna, i niepostrzeżenie zbliżył się do stołu, na którym Jadzia trzymała pozostałe składniki potrzebne do zrobienia sosu. „czosnek – mruknął mężczyzna niezadowolony – pomidory, o jest!”, po czym do kieszeni płaszcza napchał całą bazylię pani Jadzi. Następnie na paluszkach mężczyzna podszedł do okna i siup… już go nie było. Wtedy pani Jadzia odwróciła się i zobaczyła, że…


W ten sposób dzieciaki dostają ten sam zestaw informacji. Jednocześnie ich ciekawość zostaje zawieszona na „że…” i chcą wiedzieć, co dalej. A my możemy wraz z oczekiwanym przez nie „co dalej?” dać im także więcej informacji. Czasem z zupełnie innej, kulinarnej półki.

Drugi koń


Korzystanie z narracji ma jeszcze jeden walor. Jest jak wprzęganie do wozu drugiego konia. Bo z jednej strony mamy nasz materiał merytoryczny, z drugiej samą narrację. Zajęcia ciągnięte są przez oba „konie” . Kiedy dzieci będą zainteresowane bardziej materiałem, możemy śmiało porzucić naszą historię. Kiedy jednak okaże się, że zajęcia zbliżają się do czegoś, co mniej lub bardziej nazwać można totalną katastrofą, możemy przenieść ciężar zainteresowania dzieci na opowieść. Dla nas to ratunek, a także szansa, by za chwilę znów niepostrzeżenie powrócić do tematu zajęć.

Ilustrowany świat


Jednym z największych nieszczęść naszych czasów jest to, że wszystko jest ilustrowane. Newsy w wiadomościach to wielkie zdjęcia z niewielką ilością faktycznych informacji, książeczki dla dzieci to przede wszystkim wielkie, kolorowe i częstokroć tandetne ilustracje. Podobnie z teatrzykami – coraz więcej jest formy, coraz mniej treści.

Informacje podawane w sposób graficzny są prostsze, szybciej można się ich uchwycić. Widzisz i wiesz. I o to chodzi. Problem w tym, że wzrok i umysł mogą się po nich prześlizgnąć, bez wysiłku. Są jak śmieciowe jedzenie, wchodzą górą, wychodzą dołem, niewiele zostawiając po drodze.

W tej sytuacji warto przypomnieć sobie, że pierwszym i najprostszym narzędziem, jakiego możemy używać, jest słowo. I dzięki niemu możemy poprowadzić dzieci za rękę prosto w krainę ich nieskrępowanej fantazji ich kreatywności i rozwoju.


*** 

Ilustrację do dzisiejszego wpisu sponsoruje : Hiking Artist (za Wikipedią)

11.5.15

Klub Latających Podróżników - Pani Margaret tańczy tango



Na warsztacie: Klub Podróżników, Muzeum Etnograficzne, zajęcia dla dzieci, Pani Margaret, Argentyna. 

W zaułkach Buenos Aires rozbrzmiewają dźwięki bondoneonu. Podczas spotkań zwanych milongami, mężczyźni i chodzą w niezwykły sposób, zwany tangiem, on stawia kroki, ona podąża, patrzą sobie w oczy. Muzyka napełnia powietrze niezwykłą energią. Pani Margaret przygląda się tancerzom. Wie, że nie może spojrzeć przechodzącym mężczyznom w oczy, bo to oznaczałoby zaproszenie do tańca. Tak rozpoczyna się przygoda z Argentyną. Z Buenos Aires, przez Patagonię, aż do najdalej wysuniętego na południe miejsca Ameryki Południowej. O piłce nożnej, polo i wołowinie, o lodowcach i najstarszych szczątkach dinozaurów. O gauchos (czyli kowbojach) i yerba mate... słowem o Argentynie. 

Jak zawsze o 17.00. Jak zawsze w Muzeum Etnograficznym. 

Klub Latających Podróżników to cykl warsztatów dla dzieci w wieku 6-9 lat. Podczas warsztatów spotykamy się z różnymi kulturami i krainami geograficznymi, sięgając po lokalne opowieści i legendy oraz do muzealnej kolekcji obiektów pozaeuropejskich. Pokazując dzieciom różnorodność świata, różne tradycje, języki, obyczaje, wskazujemy również na podobieństwa ludzi z różnych stron świata. Korzystamy z możliwości, które tkwią w mapach, plastyce, teatrze i dziecięcej ciekawości.

Warsztaty zachęcają dzieci do odkrywania sposobów życia na innych kontynentach i niespodzianek, jakie kryje tamtejsza przyroda. Są zachętą to bliższego przyglądania się bliskim i dalekim geograficznie zakątkom Ziemi.

Semestr wiosenny poświęcony będzie eksplorowaniu fascynujących miejsc obu Ameryk. Od Grenlandii aż po ziemię ognistą. Podróżnikom towarzyszyć będą listy Pani Maragaret, która wraz ze swoim synem Albertem i kundelkiem Sparkym, przemierzać będzie kolejne kraje i poznawać nowe kultury. Z pasją zapisuje swoje spostrzeżenia i śle je w listach do swoich przyjaciół - znanych z poprzedniego semestru bohaterów - kapitana Hermana i sierżanta Pimple'a. 


Listy przepełnione są ciekawostkami oraz informacjami o sposobie życia spotykanych ludzi. Są szansą, by pokazać dzieciom różnorodność napotykanych miejsc, kultur i sposobów myślenia. To także opowieść o tym, jak wygląda życie w drodze.


Fotografia pochodzi Stąd