30.10.13

KIPLING I KRUGER



Szanowni. Niezmiernie się cieszę, że mogę umieścić ten akurat wpis na swoim blogu. A to dlatego, że jest on odpowiedzią na pierwszy list, jaki otrzymałem od czytelnika, a dokładnie czytelniczki. 

Zostałem zapytany o tropy adaptacyjne opowiadania Rudyarda Kiplinga, "Słoniątko", "Dar rzeki Fly" Marii Krüger i jedno z opowiadań Sat-okha, czyli najbardziej polskiego z Indian, albo może raczej najbardziej indiańskiego z Polaków.

Zacznijmy od Kiplinga.


Samo opowiadanie pochodzi ze zbioru "Just so stories" wydanego w roku 1902. Opowiada ona historię o tym, skąd u słonia trąba. W wersji angielskiej brzmi to tak: 

To nagranie pochodzi z roku 1987 a jego wykonawcami są Jack Nicholson i Bobby McFerrin. Do szczęścia nic więcej nie potrzeba, niemniej nie koniec na tym mojej biblotekarskiej roboty: 

W 1967 roku powstała animacja z niezastąpionego pod względem animacji Związku Radzieckiego. 

W 1984 roku natomiast powstał musical "Just So", na motywach kiplingowskich opowiadań. 


Jeśli natomiast chodzi o polskie adaptacje, to nie tak dawno temu, bo dokładnie 10 dni, we Wrocławskim Teatrze Lalek, miała miejsce premiera spektaklu "Co krokodyl jada na obiad", które swój tytuł zaczerpnęło właśnie z opowiadania "Słoniątko".


Biegła Dandai do Starej Bluinuh... 



Gdyby ktoś miał wątpliwości, kim była Maria Kruger, śpieszę z wyjaśnieniami. Była autorką kilku książek dla dzieci, z czego bohaterem najbardziej znanego jej utworu był mały niebieski koralik, spełniający życzenia. Jego właścicielem stała się przez przypadek dziewczynka o imieniu Karolcia. Kto "Karolci" nie czytał, powinien, bo to jedna z najlepszych książek dla dzieci, jakie napisano (na marginesie - pamiętam, że czytając ją doznałem językowego olśnienia, że można robić przymiotniki od imion, bo koralik wisiał na karolcinej szyi). 

Wracając do "Daru rzeki fly". Nie ma co streszczać, lepiej posłuchać: 


Nagranie pochodzi z winyla z 1972 roku. Wydane było przez wydawnictwo Ton press.  Niestety, kiedy byłem mały, nie miałem tego winyla w domu. Nie ma też animacji Radzieckiej Animacji w tym temacie... 
Za to w zeszłym roku Białostocki teatr Arkadia wystawił przedstawienie oparte na tej opowieści. Wciąż jest w repertuarze. 

Po indiańsku



Sprawa Supłatowicza, czyli Sat-Okha jest bardziej skomplikowana. Wyszedł "Wojownik z urodzenia" jako film. Co zaś się tyczy "Niedźwiedzia starej Mookhason", niewiele. Sat-okh brał udział częstokroć w programach młodzieżowych swojej epoki czyli "Teleranku", albo "Ekranie z bratkiem", ale z materiałów, które znalazłem raczej mówiła tam o indianach różne dyrdymalątka, opowieści zaś było jak na lekarstwo. 

I na tym skończymy na dzisiaj.

Kłaniam się nisko, życzę nocy miłej.

Z poważaniem

SwS

***

Materiał ilustracyjny tradycyjnie sponsorował pan Google.
Materiał dźwiękowy pochodzi zaś od pana Youtube'a 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz