23.8.14

w Beskidzie Niskim

Baśnie na warsztacie, Krzywa, Wołowiec, Kasiadorota.com, Mateusz Świstak, Stowarzyszenie sołectwa Krzywa

Na warsztacie: Poszukiwanie beskidzkiego dziedzictwa, Stowarzyszenie Rozwoju Sołectwa Krzywa, Pamięć.

Przez najbliższy tydzień Baśnie na Warsztacie będą mało aktywne. Jedziemy z Kasią Dorotą i Basią Mołas z Muzeum Etnograficznego w Krakowie, Na drugą część projektu z dzieciakami z Krzywej.


W związku z tym, zostawiam kilka słów na temat tego, co robiliśmy na przełomie lipca i sierpnia. 

Projekt, który prowadziliśmy dotyczył kwestii tożsamości najmłodszej części społeczności lokalnej, czyli... dzieciaków. Jaki jest jej stan i kim są w odniesieniu do tego, co wydarzyło się na "ich" ziemi kilkadziesiąt lat temu? Tym się zajmowaliśmy. 


Jak wiele znaczy dla dzieci to, co wydarzyło się w przeszłości? Co mogą w przeszłości odnaleźć? Co przynieść z niej dla siebie? Czy można w ogóle mówić o jakiejś łączności pomiędzy tym, co kiedyś, a tym co teraz?

Baśnie na warsztacie, Krzywa, Wołowiec, Kasiadorota.com, Mateusz Świstak, Stowarzyszenie sołectwa Krzywa

Te pytania postawiliśmy sobie przed przystąpieniem do pracy z grupą kilkunastu dzieci. Naszymi głównymi narzędziami pracy były stare fotografie i opowieści. 

Pracowaliśmy na starych fotografiach z regionu. Przez szereg zabaw uczyliśmy dzieci, jak patrzeć na zdjęcia i jak je czytać. Kasia Dorota opowiadała o zdjęciach ze swojej perspektywy - rozważając techniczne zagadnienia obchodzenia się z tego typu rejestrowaniem przeszłości. Do tego jest też świetnym etnografem, więc dzieciaki dostały cały pakiet informacji na temat strojów, obyczajów i ludzi ze zdjęć. 


A moja działka? Wiadomo. Gadanie, gadanie, gadanie. Wprowadzenie dzieciaków w opowieść. Co można opowiedzieć o zdjęciu. Spróbujcie sami. Otwórzcie gazetę, na dowolnej stronie, wybierzcie zdjęcie (może być reklama parówek) i zacznijcie o nim opowiadać. Baśń, opowieść sensacyjną, cokolwiek. Zdjęcie niech będzie Waszą poszlaką. Znajdźcie coś, czego możecie się w nim uchwycić. I idźcie za tym. Wypuścicie dzikiego konia wyobraźni i niech pędzi, a wy lećcie za nim. Gdzie dojdziecie? 

Baśnie na warsztacie, Krzywa, Wołowiec, Kasiadorota.com, Mateusz Świstak, Stowarzyszenie sołectwa Krzywa

Dzieciaki doszły wcale daleko, a ich historie choć może czasem naiwne, potrafiły zaskoczyć. Na przykład opowieść o skradzionym bębnie, który w rękach złodzieja usypiał osoby, które go słyszały, kiedy zaś grał na nim prawowity właściciel, nogi same rwały się do tańca. 

A potem druga runda historii, tym razem jednak tych osobistych. Połączenie dzieci z miejscem, w którym mieszkają. Z postaciami, które już odeszły. Dodatkowym narzędziem, jakiego używaliśmy do tego celu była też książka z realizowanego w 2002 roku projektu fotograficznego „Świat”, w której mogliśmy znaleźć fotografie bliższe uczestnikom warsztatów (często z nimi samymi lub ich rodzinami).  Poprzez fotografie szukaliśmy pomostu między tym, co jest, a tym, co było.  


I to chyba było najciekawsze, przede wszystkim ze względów, które mógłbym nazwać poznawczymi... 
Po kilku sesjach opowieści okazało się, że dzieciaki mają przeszłość... jak to się mawia... gdzieś. 

Baśnie na warsztacie, Krzywa, Wołowiec, Kasiadorota.com, Mateusz Świstak, Stowarzyszenie sołectwa Krzywa


Dla dzieci przeszłość jest sucha i nieobecna. Jest krainą odleglejszą niż fantazja, w którą wcale nie mają ochoty się zanurzać. Nic ich z nią nie łączy, poza wspólnym terenem. Dzwonnica, w której kiedyś dzwonili ich dziadkowie, teraz jest ich dzwonnicą, w której dzwonią oni i nawet jeśli wiedzą, że dawno temu, ich dziadkowie też dzwonili, dziś to jest ich dzwonnica. Ich wieś, ich droga i ich domy. Przeszłość gnieździ się w nich o tyle tylko, jeśli ma jakiś bezpośrednie zakorzenienie w dziecku. Sąsiad, którego potrafią rozpoznać, młodszy o trzydzieści dwa lata. To może być szokujące odkrycie. Albo kobieta, w której dostrzegają starą sąsiadkę (mylnie zresztą) – przeszłość zaczyna żyć, kiedy jest dla nich bliska, a bliska jest tylko przez ludzi. 

Baśnie na warsztacie, Krzywa, Wołowiec, Kasiadorota.com, Mateusz Świstak, Stowarzyszenie sołectwa Krzywa

Baśnie na warsztacie, Krzywa, Wołowiec, Kasiadorota.com, Mateusz Świstak, Stowarzyszenie sołectwa Krzywa

Inny przykład:  Zdjęcie przedstawia rodzinę, prawie wszyscy ubrani są w dokładnie taki sam strój. Dzieci nie zwróciły na to uwagi, a kiedy my im to pokazaliśmy, skwitowały to stwierdzeniem – o fakt, zupełnie jak w „Czasie Honoru”. Rzeczywistość klei się do dzieci tylko w punktach zbieżnych. Co ważne, punktem zbieżnym nigdy nie są miejsca. Są nim tylko sytuacje (chrzest, ludzie trzymający psa, możliwość powtórzenia akrobacji ze zdjęcia, szukanie ziół). Dzieci muszą czuć wspólną przestrzeń, a czują ją tylko przez inne osoby. Pamięć… nie robi na nich wrażenia. Szukają analogii. Być może na grzebanie w przeszłości odległej od nich o więcej lat, niż mają teraz, jeszcze przyjdzie czas.

A teraz czas na drugi set. I kolejne odkrycia i na spotkanie z cudownymi dzieciakami w cudownym miejscu. 


Do zobaczenia po powrocie. 

***

Foty strzelone przez: Kasia Dorota, Betka Wójcik, lemko.org

Baśnie na słodko

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk

Dziś trochę kontynuacja urodzinowego wypisu. Zupełnie nie na poważnie. Zupełnie na żarty. Otóż dnia pewnego, przeglądając trzewia internetu zorientowałem się, że niebawem strzeli mi roczek. Ten fakt szybko połączył się z potrzebą skombinowania urodzinowego tortu. Wklepuję więc w gugla, "fairy tales cake" i gugiel odpowiada mi na to zapytanie tak: 

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk


Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk

A tutaj trochę plastikowych dodatków:

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk

I Dzwoneczek z lekką nadwagą:

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk

I na koniec prawdziwy majstersztyk:

Baśnie na Warsztacie, birthday cake, fairy tale cake, baśniowy tort, Mateusz Świstsk




Otwierającą grafikę wykonał: Cecolli

19.8.14

KOSMATKA


Kosmatka, piwnica pod baranami, baśń szwedzka, baśnie na warsztacie, bajdura, baśń dla dorosłych, Mateusz Świstak


Zapraszam serdecznie na kolejną baśń dla dorosłych.

Piwnica pod Baranami
22.08 (piątek)
Godzina 20.00
bilety do nabycia przed opowieścią. 15 zł.

O czym tym razem?
O dojrzewaniu.
Dojrzewaniu Kobiety.
O miejscach inicjacji.
O zagrożeniu dla własnego serca.
O ukrywaniu swojego piękna i wartości.
O magii i miłości.

Jak tym razem?
Opowieść jest najważniejsza.
Nas jest dwoje. Jest Asia Kisielewska (Bajdura) i jestem ja.
Jest też muzyka.
Muzyka mieszka w palcach Teofila (Blokowioska).
Jest improwizacja.
Dowcip i żywioł.

A po baśni, czas na wzięcie jej na warsztat. Przejrzenia z czego się składa i co to może oznaczać.

Więcej tutaj.

15.8.14

Rok pierwszy - odhaczone

Baśnie na warsztacie, Biała Droga, Jalla!, Kasia Dorota, Kasiadorota.com, Nie lubię poniedziałków, like!konik, inspiracje biznesowe, baśniowe urodziny, Mateusz Świstak


Szanowni!

Z wielką przyjemnością chciałbym ogłosić, że dokładnie 16 sierpnia roku ubiegłego pojawił się pierwszy wpis na niniejszym blogu. Od tamtego czasu przez stronę przewinęło się prawie 90 artykułów. Z tego 30 poświęcone było interpretacjom baśni, 9 opowiadaniu i pracy z grupami, a resztę stanowiły ilustracje, polecenia no i oczywiście reklama własna. Blog odwiedziło prawie 16 tysięcy osób, odbyła się prawie setka zajęć z dzieciakami i kilkanaście spotkań z dorosłymi. 

Od tamtego czasu wiele się nauczyłem, odniosłem kilka małych sukcesów i kilka małych wtop. I patrząc wstecz, myślę, że nie udałoby mi się prawie nic z tego, co mi się udało, gdyby nie kilka osób, które były przy mnie i kilka miejsc, które pozwoliły mi po pierwsze uwierzyć w siebie, a po drugie, działać. 

Pozwólcie więc, że w ramach wdzięczności napiszę Wam dziś o tych, bez których baśnie na warsztacie nie byłyby możliwe. 

Po pierwsze i najważniejsze: 

KASIA DOROTA 
Kasia była od samego początku. Jej słowa pozwoliły mi nie tyle zacząć robić to, co dziś jest Baśniami na warsztacie, ale pozwoliły utwierdzić mnie w tym, że to jest dobre i że to ma sens. Wielkie wsparcie Kasi to także godziny rozmów o baśniach, doskonały feedback po każdym występie, a także ciągła inspiracja. Bo Kasia zajmuje się kulturą i sztuką tradycyjną. Sama tworzy fantastyczne, ludowe lalki, a także zapierające dech w piersiach geometryczne konstrukcje, które tradycyjnie zwą się pająkami. Poza tym robi wiele wiele innych rzeczy (i przez wiele innych rzeczy naprawdę mam na myśli WIELE innych rzeczy). Różnorodność technik jakimi się posługuje i świadomość, jaka za tym stoi sprawiają, że jest nie tylko świetną artystką, ale także rzemieślnikiem w najlepszym znaczeniu tego słowa. W wytworach jej rąk widać niekłamaną pasję, zaangażowanie i prawdziwe piękno. Wiedza Kasi i sposób, w jaki opowiada o tym, co robi, prawie codziennie stanowiły dla mnie inspirację. Dziękuję Kasiu! 


Odsyłam do jej strony: kasiadorota.com 
I do strony na serwisie Etsy, gdzie można kupić jej lalki: Tutaj

Baśnie na warsztacie, Biała Droga, Jalla!, Kasia Dorota, Kasiadorota.com, Nie lubię poniedziałków, like!konik, inspiracje biznesowe, baśniowe urodziny, Mateusz Świstak



KLUBOKAWIARNIA LIKE!KONIK
To fantastyczna przestrzeń przygotowana tak dla dzieci, jak i dla dorosłych. Klimatyczne wnętrze w Pawilonie Wyspiańskiego na Placu Wszystkich Świętych w Krakowie stanowi przyjemność dla oka, ucha i podniebienia. Łączy w doskonałej harmonii to, co dla dzieci, z tym, co wytworne. A jeśli komuś nie wystarczy oka ucha i podniebienia, to z pewnością odnajdzie coś dla siebie (a raczej swoich dzieciaków w bogatej ofercie programowej Like!konika). Gabrysia i Robert - Właściciele, których bardzo często można spotkać na miejscu, to serce tego lokalu. Myślę, że gdyby nie ich ciepło, zrozumienie i decyzja, żeby oddać mi kilka niedzielnych przedpołudni, nie udałoby mi się uzbierać na tyle entuzjazmu, żeby ciągnąć dalej. Do tego puszczają u siebie jazz. 

Baśnie na warsztacie, Biała Droga, Jalla!, Kasia Dorota, Kasiadorota.com, Nie lubię poniedziałków, like!konik, inspiracje biznesowe, baśniowe urodziny, Mateusz Świstak


Dla dzieci można znaleźć tam wiele dobrego, więc najlepiej, jeśli po prostu zajrzycie na stronę Like!konika.


NIE LUBIĘ PONIEDZIAŁKÓW 
To miejsce, które najzwyczajniej w świecie kocham. Niewielka herbaciarnia na ulicy Szlak w Krakowie, buzuje klimatem. Jakim? Mój przyjaciel Paweł mawia, że to jego duży pokój. Już od ulicy do wejścia zachęcają szeroko otwarte okna w lecie, a gdy za oknem pluchy, ciepłe światło sączące się z wnętrza. Wszystko tam jest domowe. Do tego podają świetną herbatę earl grey, pocałunek krowy (też herbata i też świetna) i cudowny koktajl bananowy z nutellą i gofrem! Zawsze można tam spotkać kogoś do pogrania w szachy, albo przynajmniej wolną szachownicę (bo tych jest w lokalu całkiem sporo). Tosia i Staszek, to klimaciarze do kwadratu. Gdyby nie oni, to miejsce byłoby 10 razy mniej fajne i nie przetrwałoby nawet pierwszego sezonu. Strasznie dbają o różnorodność wydarzeń. Jednym z nich były moje pierwsze wieczory dla dorosłych. W swej wspaniałomyślności pozwolili mi pleść trzy po trzy sprośne kawałki dla dorosłych. To było dla mnie fantastyczny poligon do pracy z tak zwaną młodzieżą przekwitłą. Na poniedziałkowej Publiczności uczyłem się swoich pierwszych chwytów retorycznych i dla niej chciałem z występu na występ poprawiać swoje umiejętności. W sekrecie zdradzę Wam, że do tej pory, kiedy mam stres przed występem, wyobrażam sobie, że stoję przed Publicznością na ulicy Szlak. 

Baśnie na warsztacie, Biała Droga, Jalla!, Kasia Dorota, Kasiadorota.com, Nie lubię poniedziałków, like!konik, inspiracje biznesowe, baśniowe urodziny, Mateusz Świstak

Cóż więcej mogę powiedzieć? Chyba tylko trzy rzeczy:

1. Tosia jest piękna a Staszek przystojny. 
2. Nie Lubię Poniedziałków, jak sama nazwa wskazuje w poniedziałki jest zamknięte. 
3. Muzyka w herbaciarni jest fajna, choć Paweł myśli inaczej... cóż. Czasem nawet Paweł się myli. 

Poniedziałki znajdziecie Tutaj.


OLA ŚWISTAK
Czyli moja mama. I wiele jest powodów, przez które znalazła się na tej liście. Pierwszy i zasadniczy jest taki, że sama jest fenomenalnym pedagogiem i dzięki temu, że mogłem od zawsze patrzeć, jak pracuje z dziećmi i w jak nieszablonowy sposób to robi, miałem od kogo brać przykład. Drugi powód to pewna rozmowa, która brzmiała mniej więcej tak:
- A jak siedziałem ostatnio z Wiktorem (lat 5), to wpadł mi do głowy taki, a taki pomysł.
- Fajne. Może chciałbyś go zrobić u mnie w przedszkolu?
- Czemu nie?
I tak odbyły się pierwsze zajęcia z Baśniowej Szkoły Rysunku, zanim jeszcze wykluł się cały projekt Baśni na warsztacie.
Po trzecie mama, zawsze wspierała mnie w znajdowaniu miejsc i grup, które mogłem przewieźć przez swoją baśniową krainę.
No i dużo się za mnie modli ;)

MAGDA MIZERA
Gdyby nie Magda, blog niniejszy wyglądałby sto razy gorzej, byłby toporny i w warstwie wizualnej nie byłoby w nim niczego nadzwyczajnego. Na szczęście oko Magdy i wprawna jej ręka stworzyły coś, czego nie muszę się wstydzić, a wręcz przeciwnie. Gdyby nie to jej oko i ta jej ręka, wychodząc do ludzi, czułbym się jak dresiarz na przyjęciu w ambasadzie.
Magda to przede wszystkim świetny fotograf o stylu miękkim i łagodnym. Potrafi dzięki temu wspaniale uchwycić kobiecą subtelność i to, co figluje w dziecięcych oczach. Do tego scrapbookuje na światowym poziomie.

Strona Magdy Tutaj
A tutaj jej wycinankowe figle: Scrapcorner (świetne na prezenty)

ANIA MACHACZ
Dla niej opowiadałem co prawda tylko dwa razy, ale kilka rozmów, które miały miejsce w jej Krakowskiej kuchni w towarzystwie jej kilkuletniej córki Gosi (nigdy bez niej), pozwoliło mi zacząć myśleć o tym, co robię jako o biznesie. Bo Ania świetnie myśli o biznesach, rozumie je i, co bardzo ważne - lubi.  Ania jest mamą nie tylko Gosi... urodziła także projekt bardzo świetny, który może przypaść do gustu wszystkim mamom, myślącym poważnie o swoim pierwszym biznesie. Można to nazwać szkołą rodzenia biznesów, a można też biznesmamą. 

 Poza tym, dzięki poleceniu Ani, udało mi się prowadzić największą dziecięcą grupę do tej pory.

Link do biznesmamy Tutaj


ANIA DYMARCZYK
Ania z kilku powodów musi znaleźć się na tej liście. Po pierwsze - Jalla! Odzyskaj Ciało,  czyli jej warsztatowe dziecko, skupiające się na ekspresji ciała, poszukujące w swobodzie ruchu terapeutycznego wyzwolenia od siedzących na karku demonów, stresu i wszystkiego, co nie pozwala oddychać. Z Anią stworzyliśmy cykl warsztatów "Z jakiej bajki jestem?", który był praktycznym zastosowaniem tego, o czym piszę na blogu. W zasadzie to jedna z najbardziej dojrzałych rzeczy, jakie przyszło mi robić. Te warsztaty otworzyły zresztą nową drogę mojej pracy, na której w pierwszym roku, postawiłem tylko kilka kroków. Wynikiem tych warsztatów był to też przedsięwzięcie zorganizowane wspólnie z Kasią Dorotą "Lalki trzeba słuchać" łączące interpretację baśni z tradycyjnym rękodziełem, a także zajęcia przygotowane dla krakowskiego kręgu męskiego.


Poza tym jest jeszcze coś. Kiedy się zaczyna, dobrze mieć na kogo patrzeć. Rok temu Jalla! była na progu swojego rozkwitu. Byliśmy więc świadkami tego, jak Ania potrafi rozwinąć i zadbać o swoje dziecko. Nie była jeszcze tak daleko, żeby nie można było w ogóle myśleć, o pójściu w jej ślady, z drugiej strony była już na tyle daleko, że można było z podziwem chcieć pójść podobną drogą. Obserwowanie poczynań Ani wiele, bardzo wiele mnie nauczyło.

A tutaj Jalla!

SZWEDZKA i BIAŁA DROGA
Ważne jest też, atmosfera, w której wzrastają nasze dzieci i wzór, jaki niosą ich wujkowie. Dla mnie to był jeden z domów przy ulicy Szwedzkiej i Biała Droga. A tam Kasia Dorota, Ania Dymarczyk, a także Bartek Koczenasz, Mieszko Stanisławski, Agata Dutkowska, Kuba Czupryński, Michał Maziarz, Tomek Pająk, Janek Szpil i wiele wiele innych osób, które tym, jak żyją pokazywały mi jak żyć można. Ludzie obdarzeni niezwykłą otwartością umysłu, niezwykłą chęcią do działania i niezwykłym apetytem na życie. Część z tego wziąłem dla siebie. Część z tego, to teraz Baśnie na warsztacie.

Baśnie na warsztacie, Biała Droga, Jalla!, Kasia Dorota, Kasiadorota.com, Nie lubię poniedziałków, like!konik, inspiracje biznesowe, baśniowe urodziny, Mateusz Świstak


Za to wszystko mogę dziękować, jak tylko mogę!

A Białą Drogę znajdziecie Tutaj!


WY!
Czym byłby ten blog i moja praca bez Was!

DZIĘKUJĘ!!!


Jest jeszcze pewnie milion osób, który powinienem podziękować, za to, że pokazali mi cenne rzeczy, jest jeszcze milion sytuacji, które wpłynęły na to, że jak do tej pory wszystko się udało. Tym też osobom, choć nie wymienionym z imienia, serdecznie za wszystko dziękuję. 


12.8.14

Szkielecik Hello Kitty

Hello Kitty, Śpiewająca Kość, Singing Bone, Baśnie braci Grimm, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztacie, Singapur, McDonald's

Na warsztacie: Śpiewająca Kość, Hello Kitty

A dziś bardzo krótka historia nawiązująca do ostatniego artykułu. Historia ta miała miejsce w Singapurze. Otóż w roku ubiegłym popularna sieć restauracji zwana McDonald's wypuściła jako bonusowe zabawki serię Hello Kitty stylizowaną na postacie z baśni. Było wśród nich Brzydkie Kaczątko, był Czerwony Kapturek i tchórzliwy lew z "Czarnoksiężnika z krainy Oz". Ładne i miłe zabaweczki, które nic, tylko przytulać. Jako ostatnia w serii została wydana Hello Kitty będąca wariacją na temat baśni Śpiewająca Kość

Hello Kitty, Śpiewająca Kość, Singing Bone, Baśnie braci Grimm, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztacie, Singapur, McDonald's

Kiedy nowa maskotka wchodziła do sprzedaży, przed restauracjami ustawiły się kolejki godne tych, jakie oczekiwały na kolejne części Harry'ego Pottera. Zabawki rozeszły się w kilka minut od otwarcia drzwi do nadobnego McDonald'sa. Chęć zdobycia maskotki była tak ogromna, że opanowaniem tłumu musiała zająć się wezwana przez pracowników restauracji policja. 

***

info z bloga Once upon a blog


6.8.14

Tańcujące Szkielety, Śpiewające Kości i inne rozrywki

zbrodnia w baśniach, Brutalność w baśniach, brutalność, śpiewająca kość, singing bone, sprawiedliwość baśni, morał, Lilie, Adam Mickiewicz, Ballady, Krwawe Baśnie, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztacie, bratobójstwo

Na warsztacie: Śpiewająca kość, Tańczący szkielet


Zbrodnia to niesłychana, 
Pani zabija pana. 

I zbliża się koniec świata, 
gdy brat zabija brata. 

Niech te słowa wieszcza Adama i moje posłużą jako motto dzisiejszych rozważań. Bo dziś na warsztacie trzy historie z tych, w których zwycięża dobro, ale niekoniecznie dobry. Oto one: 

1. Śpiewająca kość (Grimm)

Było sobie dwóch braci. Jeden był starszy i gnuśny bardzo. Chlał na umór i miał o sobie zdecydowanie wysokie mniemanie. Drugi natomiast był z tych skromnych, pracowitych i uczciwych. Postanowili, że udadzą się w podróż, by zapolować na wielką, dziką świnie, która od jakiegoś czasu pustoszyła królewskie ziemie. Komu się uda pokonać zwierza, głosiło obwieszczenie, otrzyma królewską córkę za żonę. 

Młodszy tropił wielką świnię, nie zważając na tnące go komary i inne niedogodności polowania, starszy zaś tropił kolejne kielich trunku w gospodzie pod lasem. Młodszemu w końcu udaje się zwierza ubić. Wracając natyka się na brata, któremu opowiada o przebiegu polowania. Brat zatrzymuje go w karczmie aż do nocy pod pozorem opijania wspaniałego zwycięstwa. Potem wychodzą w noc. 

Na mostku starszy brat zabija młodszego. Tam też zakopuje jego zwłoki. A potem sam zabiera dzika i przynosi go królowi. Na pytanie, gdzie jest brat, odpowiada, że pewnie dzik go rozszarpał (co było oczywiście bardzo prawdopodobne, bo od tego był przecież dzik). Wszyscy uwierzyli w wersję starszego brata. 

Jakiś czas później obok mostka przechodził pastuszek. Zobaczył wystając z ziemi kość. Po kształcie  uznał, że to doskonała kość na ustnik do rogu. Gdy po raz pierwszy zadął w róg z nowym ustnikiem, zamiast melodii kostka zaśpiewała o zbrodni starszego brata. Pastuszek był tak zdziwiony, że postanowił pokazać królowi swój róg. Król oczywiście szybko zmiarkował, co i jak, więc pojmano starszego brata, zaszyto go w worku i żywcem utopiono. Amen. 


zbrodnia w baśniach, Brutalność w baśniach, brutalność, śpiewająca kość, singing bone, sprawiedliwość baśni, morał, Lilie, Adam Mickiewicz, Ballady, Krwawe Baśnie, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztacie,


2. Tańcujący szkielet (baśń japońska)

Było dwóch przyjaciół, którzy postanowili wyruszyć w świat. Jeden by pracowity, a drugi nierób. W związku z tym, jeden pracował, drugi tylko pił, grał w karty i panienki obłapiał. Ten pierwszy dorobił się majątku, ten drugi chyba tylko podagry. Kiedy wreszcie ten pracowity postanowił wrócić do rodzinnej wioski, znalazł swojego przyjaciela i też postanowił namówić go do powrotu. Tamten, jak to przyjaciel, zabił tego pierwszego i zagarnął jego majątek. Potem wmówił wszystkim, że on jest tym pracowitym (w końcu miał dowód w postaci majątku), a ten, co to był trupem, pewnie pije gdzieś i w kości gra.
 
Niegodziwy przyjaciel rychło wszystko przehulał i znów musiał udać się na tułaczkę. Przechodził obok miejsca, w którym czas jakiś wcześniej ukatrupił swojego druha. Nagle słyszy, że ktoś go woła. Patrzy, a tam bieluchny szkielet. Szkielet znajomy, żartuje jak za życia i proponuje, że będzie towarzyszył swojemu staremu przyjacielowi. Ba! Nawet pomoże mu trochę zarobić. Umówili się, że ten co żyje będzie grać, a ten co nie żyje, będzie tańczyć. Widowisko było niesłychane, więc z jarmarku na jarmark, z miasteczka na miasteczko, popularność tańcującego szkieletu rosła. W końcu sława dziwnej pary dotarła do samego cesarza, który postanowił, że też chce zobaczyć (bo w każdym, nawet w cesarzu, mieszka dusza jarmarcznego chłopczyka).

Kiedy szkielet stanął przed cesarzem, opowiedział o tym, jak został przez przyjaciela potraktowany. Przyjaciel przyznaje się do zbrodni. Cesarz każe go ukrzyżować. Wyrok zostaje wykonany w trybie natychmiastowym. Amen. 

3. Lilie (Mickiewicz)

Do tego jeszcze koniecznie musimy dodać wspomniane już Lilie, Adama Mickiewicza.


Zbrodnie są małe

Przeglądając prasę raz za razem odnoszę wrażenie, że zbrodnie są czymś naprawdę małym. I nie chodzi mi tutaj o ilość cierpienia, wylanych łez i zmarnowanych żyć, jakie są ich konsekwencjami (bo tych jest zawsze za dużo), ale pobudki zbrodni. Czasem myślę, że prawdziwa zbrodnia jest tam, gdzie ktoś zabija kogoś za komórkę, dwie dychy, albo nieodpowiedni kolor oprawek okularów. Małe, brudne, proste morderstwa. Skomplikowanie umysłowe sprawcy nie musi przekraczać poziomu psa łańcuchowego*. Ktoś może być wyjątkowo inteligenty i bystry, może mieć dobre kontakty z innymi, błyskotliwy dowcip i wzięcie u kobiet, lecz kiedy zabija, staje się mały, tak jakby tamto nie miało znaczenia.

Antybohaterowie dzisiejszych opowieści są idealnymi przykładami tej właśnie małości. W codziennym postępowaniu rozwiąźli, gnuśni i leniwi. Żaden z bohaterów nie odpowiedział na postawione przed nim życiowe zadanie. Brat z baśni o śpiewającej kości miał zabić dzika, przyjaciel - zarobić na życie (albo dokładniej ruszyć w świat i go zdobyć), żona zaś miała po prostu dochować swojemu nieobecnemu mężowi wierności. I żadnemu z bohaterów się to nie udało. Dlaczego? Bo nie próbowali. Być może właśnie tym różni się bohater baśni od jej antybohatera. Ten pozytywny próbuje. A kiedy próbuje, świat zaczyna być po jego stronie. A kiedy świat zaczyna być po jego stronie, tam już zostaje, niezależnie od tego, jak potoczą się losy próbującego.

zbrodnia w baśniach, Brutalność w baśniach, brutalność, śpiewająca kość, singing bone, sprawiedliwość baśni, morał, Lilie, Adam Mickiewicz, Ballady, Krwawe Baśnie, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztacie,


Mężczyźni z naszych baśni nie próbują, zamiast tego wolą "dołączyć do nierobów" - tych niepróbujących. Nie wiem, jak to było z kobietą z Liliach, ale sądząc po jej rozmowie z pustelnikiem, można przypuszczać, że jej wola też nie należała do tych wykutych z żelaza. Została sama, ktoś się napatoczył, więc dlaczego by nie spróbować. I spróbowała. I jej zdrada okazało się smaczniejsze od szczerości względem męża. Za nią poszła, w niej została.

To postacie zatrzymane. Nie robią kroku w przód, a zamiast tego okopują się na pozycjach, na których już są. Okopywanie się to w zasadzie jedyna ich akcja od początku, aż do końca historii.

Zbrodnie są małe

Zbrodnie są na wyciągnięcie ręki. Zabicia kogoś wielkiego wymaga wielkiej odwagi. Zamordowanie dziecka jest proste. Bestialskie, ale proste. Żądza (lub inna dysfunkcja charakteru), która do nich prowadzi nie musi być duża, musi tylko kierować czyimś życiem. Im bardziej kieruje, tym mniejszego pretekstu trzeba, by osoba owładnięta nią nie zawahała się zniszczyć drugiego człowieka. "Drugi człowiek" najczęściej ogranicza się do najbliższych. Żądza jest leniwa. Przestaje się liczyć, kto jest tym "Drugim człowiekiem", liczy się tylko to, by jak najprostszym sposobem zaspokoić siebie samego. Zresztą, chyba najłatwiej znęcać się nad tymi, których zna się najlepiej... 

Co istotne, każdy ma jakiś motyw przewodni swojego zepsucia. Dla mężczyzn z naszych opowieści jest to imprezowy tryb życia (szeroko pojęty), dla kobiety rozwiązłość seksualna. W tym zepsuciu poruszają się od początku, do samego końca swoich historii. Jeszcze wspomnę o tym, że wszyscy są zdrajcami, ale w porównaniu z resztą przywar, ta wydaje się tylko gratisem dodawanym do zestawu**.

I w tym miejscu zaczyna się magia opowieści. Żaden z bohaterów nie zmienia nic w swoim życiu. Nie następuje w nim ta alchemiczna przemiana z Głuptaska w króla i nawet, kiedy jednemu z braci udaje się otrzymać królewską córkę, nie zajmuje on miejsca króla, tak jak to bywa w baśniach. Król ciągle jest, bo ten, który przyszedł nie był godny go zastąpić. Jedyne złoto, jakie pojawia się w tych baśniach przepada, przegrane w kości. Na miejsce martwego męża, żona znajduje sobie... jego braci. 

zbrodnia w baśniach, Brutalność w baśniach, brutalność, śpiewająca kość, singing bone, sprawiedliwość baśni, morał, Lilie, Adam Mickiewicz, Ballady, Krwawe Baśnie, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztacie,


Magia zaczyna się tam, gdzie bohaterowie są najbardziej zepsuci. Znaleziony w bambusowym gaju szkielet namawia swojego przyjaciela do niczego innego, jak tylko do kontynuowania starego trybu życia. Pójdźmy razem, dawajmy ludziom rozrywkę, jedzmy, pijmy i bawmy się. Skoro nasz zabójca działa zgodnie z tym, co nim kieruje, w tym właśnie miejscu zacznie się jego kara. Szkielet i morderca zaczynają wędrować razem. W ten sposób stają się organicznie ze sobą związani. Morderca niesie swoją ofiarę na plecach. Co więcej, ta dziwna relacja z ofiarą sprawia, że jego zepsucie rośnie. Teraz już nie tylko staje się konsumentem - sam produkuje. Być może w przypadku tej baśni będzie to porównanie na wyrost, ale to trochę tak, jak z odbiorcy pornografii stać się aktorem albo producentem tego typu filmów. Szkielet nie wypuszcza go ze swojej intrygi i każe tkwić w niej coraz głębiej i głębiej. 

Podobnie jest z bratem w pierwszej opowieści. On również wiąże się ze swoją ofiarą, choć robi to w trochę inny sposób. Nie nosi jej na plecach, zamiast tego, przejmuje jej tożsamość. Zabiera dzika, a wraz z nim historię jego pokonania. Brat, nie zostawia brata w ziemi pod mostem. zamiast tego, zabiera go ze sobą. Być może to właśnie sprawia, że w muzyka pasterskiego rogu zaczyna opowiadać. Ten odprysk zbrodni jest jak zakrwawione ręce Lady Makbet. 

Zbrodnie są małe

Właściwie od początku do końca tych historii bohaterowie siedzą w jednym miejscu. Jeśli ich charaktery jakoś się zmieniają, to przypomina to kopanie dziury w dół. W ich życiu widać coraz mniej, nawet jeśli zewnętrzne oznaki, mówią coś innego. Brat ma królewską córkę, przyjaciel zdobywa wreszcie świat, a na niewierną żonę czeka nie jeden, ale dwóch wybranków. Problem w tym, że cała trójka przekroczyła już pewną granicę, za którą prawa przygody przestają ich obowiązywać. I to, co bohaterowi wyszłoby na dobre, dla antybohatera przeradza się w narzędzie kary. Świat pozostaje po stronie tych, którzy próbują, nawet, jeśli już nie żyją. To sprawiedliwość, ale ta wynikająca z faktu, że postanowili być na tyle bezczelni, żeby rzucić temu światu wyzwanie. Choć martwi, pozostają pod prawami przygody. Dzięki temu ich śmierć nie jest całkowita. Nie powrócą już, jak na przykład, bohaterka Braciszka i Siostrzyczki, lecz to, co zrobili za życia, doprowadzi świat do powtórnej równowagi. Zbrodnie zostaną ukarane. 

Zbrodnie są małe

Lecz nie chodzi tylko o to, że zostaną ukarane. Zostaną, oczywiście. Jednak przytoczone dziś baśnie mówią o czymś jeszcze. Kara za zbrodnie pochodzi z tego samego źródła, co sama zbrodnia. Zbrodnia jest jak owoc, z którego wyrasta drzewo. Kara zaś jest owocem, który wyrasta na tym drzewie. To ten sam gatunek, po prostu trzeba trochę poczekać, zanim wszystkie owoce dojrzeją***. Cokolwiek siejesz, to i żąć będziesz. "Więc jeśli twoja zbrodnia pochodzi z nieopanowania seksualnego - zdają się mówić baśnie - spodziewaj się, że stamtąd przyjdzie twoja kara. Jeśli z obżarstwa, już teraz możesz zamówić sobie szereg wizyt u gastrologa". Oczywiście to nie takie proste i w rzeczywistości powód "A" bardzo rzadko skutkuje czystym "B", natomiast w przestrzeni psychologicznej, której wykładnikiem są baśnie, związanie między czynem i jego skutkiem ulepione są z tego samego ciasta. Zazwyczaj z ciasta naszej największej słabości. W tę słabość też będziemy najbardziej wciągani przez szkielet, który niesiemy na plecach. 

zbrodnia w baśniach, Brutalność w baśniach, brutalność, śpiewająca kość, singing bone, sprawiedliwość baśni, morał, Lilie, Adam Mickiewicz, Ballady, Krwawe Baśnie, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztacie,

Co ciekawe. W tych opowieściach nie zwycięża dobry, ale dobro. Przenoszą one słuchacza w przestrzeń bardziej uniwersalną niż pojedyncze życie. To, co martwe, pozostaje martwe. Jednak na końcu, kiedy antybohaterowie zostaną ukarani, w słuchaczu pozostaje wrażenie, że to oni przeminęli, że w uszach wciąż brzęczy dźwięk pasterskiego rogu z zaczarowaną kością, że szkielet będzie bardziej realny, niż ten którego krzyżują, a duch męża, wciąż będzie pleść wianki z lilii, kiedy jego żona i bracia dawno już poszli do wszystkich diabłów. Być może to tylko moje odczucie, ale to właśnie jest miejsce, w którym magia baśni ma największą moc. Kiedy, dzięki niej, na świecie pozostaje to, co sprawiedliwe i dobre... nawet jeśli to już tylko cień. 

***

Dziś ilustracje do wpisu sponsorują: gunshowi i singingbone

* Wszystkie łańcuchowe psy czytające ten tekst, proszę o wybaczenie za to porównanie. 
**Przy okazji. Zauważyliście, że demony, żyją w stadach, a przywary dostaje się w pakietach?
*** przez cały czas pisania tego tekstu brzęczy mi w głowie jeden werset. List Jakuba 1, 14-15