17.8.17

Jak stać się ptakiem?

Baśnie na Warsztacie, Przemiana w ptaka, dzikie łabędzie, Andersen, Grimm, łabędzie, kruki, dojrzałość, Mateusz Świstak

Na warsztacie: O siedmiu Krukach, Bajka o dwunastu Braciach, Dzikie Łabędzie.

Historia z dzisiejszej baśni należy do tych najpopularniejszych i bodaj najbardziej tradycyjnych. U Grimmów nosi tytuł Bajki o dwunastu łabędziach, albo baśni o siedmiu krukach. U Andersena to Dzikie łabędzie. W skrócie brzmi ona tak:

Pewien król miał dwunastu synów, gdy jego małżonka po raz kolejny zaszła w ciążę. Król tak się ucieszył, że wydał następujący rozkaz. Jeśli następne dziecko będzie dziewczynką, wszyscy synowie muszą zginąć. Przerażona matka, oddaliła chłopców z pałacu by ci, żyli z dala w odosobnieniu. Oczywiście urodziła się córka i nad jej braćmi zawisł katowski topór. Na szczęście żyło im się całkiem nieźle, gdzieś pośród lasu w chatce.
Niestety kiedy ich siostra dorosła i poznała czarną historię swojej rodziny, postanowiła braci odnaleźć. Tak też się stało. Zaczęli żyć razem, ale szczęście nie trwało długo, bo złe czary sprawiły, że chłopcy zamienili się w ptaki. Jakie to czary? najróżniejsze - raz klątwa ojca , raz knowania podstępnej macochy a raz nieuwaga siostry, która z zaczarowanego ogrodu zrywa zaczarowane lilie.
Bracia ulatują, dzieląc swój żywot pomiędzy niebem (w dzień) a ziemią (w nocy).

By ich odczarować dziewczynka zobowiązuje się przez siedem lat nic nie mówić. Co więcej, przez te siedem lat zobowiązuje się także nie śmiać, nie wzruszać, ani nie okazywać żadnych emocji. Do tego musi dla braci tkać koszule. Czasem z astrów, czasem z cmentarnych pokrzyw. Oczywiście dziewczyna podejmuje się wykoania tego karkołomnego zadania bez zająknięcia (bo jak tutaj zająknąć, kiedy nic nie można powiedzieć).

Niestety dzieje się tak, że akurat w momencie, gdy przychodzi jej milczeć przez 7 lat. drogą obok zaczarowanego domku przejeżdża książę. Zauroczony pięknem dziewczyny postanawia wziąć ją sobie za żonę. Nie przeszkadza mu nawet, że jest totalnie niema.

Biorą ślub i tak sobie żyją. Są nawet szczęśliwi, przynajmniej do pierwszego dziecka. Bo kiedy to się rodzi, zła macocha porywa je i smaruje usta dziewczynie, a potem wmawia księciu, że niemowa jest potworem, który zjada własne dzieci (w najmocniejszej z wersji). Dziewczyna nie ma jak się bronić, ale książę raczej wierzy, że pomówienia złej matki są bezpodstawne. Niestety sytuacja powtarza się, jeszcze dwa razy, co w połączeniu z tym, że dziewczyna nocami wymyka się na cmentarz, by zrywać tam pokrzywy, zmusza męża do skazania swojej małżonki na śmierć.

Kiedy dziewczyna prowadzona jest na stos, tak się akurat składa, że mija 7 lat jej milczenia. Tak się też składa, że akurat ma przy sobie prawie wszystkie utkane koszule. Tuż przed tym, zanim zostanie podłożony pod stos ogień, nad głową dziewczyny przelatuje klucz łabędzi. Lecą nisko, ona podrzuca do góry swoje koszule, i jeden po drugim łabędź przemienia się w pięknego królewicza. Tylko ten ostatni, ten najmłodszy ma niewykończoną koszulę i chociaż ląduje jak inni. Jego jedna ręka wciąż pozostaje skrzydłem.

Już prawie koniec. Jeszcze tylko trzeba ukarać złą matkę, która porywała dzieci dziewczyny... ale z tym nie ma problemu, wszak stos już stoi, kat już czeka z pochodnią...


A kiedy pojawi się dziewczynka...


W powyższej kompilacji można dostrzec pewną prawidłowość - cała chryja z chłopcami zaczyna się w chwili, kiedy do ich świata wdziera się pierwiastek kobiecy. I kiedy to się dzieje, świat ulega rozkładowi. Dlaczego? Mam wrażenie, że pierwotną przyczyną tego rozkładu jest postawa króla, który nie potrafi poradzić sobie z akceptacją rzeczywistości, w której pomieści się zarówno jedno, jak i drugie. Najlepiej widać to w grimmowskiej wersji opowieci o dwunastu braciach. Mamy tutaj klasyczny obraz dwunastu miesięcy słonecznych, do których nagle dodany jest jeszcze jeden, ten księżycowy (jak dwanaście wróżek w śpiącej królewnie) i kiedy tak się dzieje, cały porządek świata rozsypuje się. Obie rzeczywistości oczywiście są w stanie na siebie się nakładać, ale czasem osoby wrzucone w tę dwoistość stają do niej okoniem. Król jest świetnym tego przykładem. to nie rzeczywistość obiektywna ma ze sobą problemy. To rzeczywistość króla odbiega od tego, co dzieje się dookoła. I w zasadzie nie powinno to nas dziwić, wszak wszyscy odbieramy świat dokładnie tak jak król, czyli po swojemu. Król był tylko bardziej radykalny... i miał władzę by tę swoją radykalność przekuwać w czyny. Zdaje się mówić: będzie tak, albo tak. I nie ma innej możliwości. Rzeczywistość w oczach króla jest spolaryzowana, a on jest zawsze tylko po jednej stronie wahadła i robi wszystko, by wahadło po tej właśnie stronie się zatrzymało. I tracą na tym wszyscy - tracą bracia, traci siostra, matka cierpi, a król ostatecznie pozostaje bez potomstwa, więc i on jest na minusie.

Baśnie na Warsztacie, Przemiana w ptaka, dzikie łabędzie, Andersen, Grimm, łabędzie, kruki, dojrzałość, Mateusz Świstak


Królowi świat się rozpada, kiedy musi zaakceptować to, że męskie to nie wszystko. On, zamiast akceptować, stwierdza, że skoro męskie to nie wszystko, wszystkim musi być żeńskie. Resztę zaś trzeba odrzucić. Taki podział może się objawić nie tylko w opozycji żeńskie-męskie. Taki podział może się objawić praktycznie we wszystkim, sięgając choćby na nasze podwórko - prawaki albo lewaki, czarni albo biali, katole albo feministki, różaniec albo skrobanka, Partia Razem albo ONR... można by tak długo wymieniać. Ironia, którą ocieka królewski sposób rozumienia rzeczywistości polega na tym, że jeśli nie jesteś jednym, jesteś automatycznie klasyfikowany jako drugie. Nie jesteś dziewczynką musisz umrzeć. Nie jesteś za aborcją, jesteś katolem, pewnie z tych moherowych. Zawsze jesteś tym drugim, choćbyś nawet nim nie był, choćbyś nawet nim nie była. W próbie przykrojenia świata do wizji, nasze-wasze, jest coś, co sprawia, że większość nie znajduje się po jednej, albo drugiej stronie. Większość znajduje się poza marginesem samego rozsądzenia świata. Kiedy król decyduje, że bracia umrą, oni nie mają nic do gadania. Nie opowiadają się ani za jedną, ani za drugą stroną. Są przedmiotem w sporze. I od początku do końca nie był to ich wybór. Jedyne co mogą zrobić, to uciekać...

Dzieci ucieczki


Problem braci polega na ich niemocy przeciwstawienia się ojcowskiej wizji świata. Nie chcą walczyć, nie wiedzą jak się bronić. Znajdują sobie mały domek w środku lasu, gdzie w gąszczu rzeczy całkowicie nienazwanych mogą stworzyć swoją własną rzeczywistość. Jednak ta rzeczywistość w ogóle nie jest określona. Nie ma tam ról społecznych, nie ma obowiązków. Część braci poluje, część ogarnia dom (to jest istotne w kontekście klasycznej baśni, gdzie podział prac i zaakceptowanie go były szczególnie istotne w kontekście zaakceptowania swojej tożsamości). Nie przejmują się ani tym, kim są, ani tym, kim mogliby się stać. Po prostu żyją. Bez planu i dnia jutrzejszego. Jedyne co wynieśli z domu rodzinnego, to niechęć do wartości. Są i to im wystarczy. 

Pierwszą konsekwencją takiej postawy są lilie w magicznym ogrodzie. To one symbolizują braci. Można więc powiedzieć, że z jednej strony bracia są wolni, a z drugiej stali się roślinami - wzrastają, ale nie mogą nic zmienić w świecie, który ich otacza. Lilia to z jednej strony królewska godność, czystość i niewinność, z drugiej zaś smutek (złamany lub zerwany kwiat). To lilie pozostawia się na grobach. Szczęście braci jest tylko pozorne. Żyją jako uciekinierzy i tylko w tej wersji ich życie jest szczęśliwe. To ta chwila, kiedy podczas obławy na moment przestaje się słyszeć ujadanie ścigających nas psów. I bracia uznają to za ostateczną rzeczywistość. 

To bardzo trudne położenie. Po pierwsze dlatego, że aby cokolwiek zmienić, trzeba wejść w starą, spolaryzowaną rzeczywistość. Tę, z której bracia zostali wypisani. Oni i tak pewnie nie chcą być jej  uczestnikami: nie brać udziału w miesięcznicach, ani w protestach przeciw miesięcznicom. Nie być częścią marszów równości, ani częścią marszów czystości rodziny. Ich postawa jest prosta - żyj i pozwól żyć. Bez walki, bez napinania się względem świata. To niszczy, a oni nie chcą dać się zniszczyć. Oni chcą jedynie żyć. I w lesie byłoby to proste, ale - niestety - my nie jesteśmy już mieszkańcami lasu. Jeśli my nie będziemy chcieli wyjść do ludzi, ludzie przyjdą do nas. I przyniosą swoje wartości i my, chcąc nie chcąc będziemy musieli się do nich ustosunkować.

Baśnie na Warsztacie, Przemiana w ptaka, dzikie łabędzie, Andersen, Grimm, łabędzie, kruki, dojrzałość, Mateusz Świstak


Tak dzieje się z braćmi. Nagle na ich progu staje siostra, zrywa ich lilie, pozbawia ich niewinności. Kwiat staje się symbolem smutku, a bracia? Bracia nadal nie wchodzą w kontakt z rzeczywistością, wolą uciekać, lecz cena jaką przyjdzie im za to zapłacić jest taka, że już nawet ludźmi być przestają. 

Odlot - Kruki


Bracia stają się łabędziami. Lub krukami. Otrzymują skrzydła, co sprawia, że nie muszą już dłużej bać się ziemi i jej spraw. Tylko na drobną chwilę, wracają w ludzkiej formie. Większą część czasu mają ziemskie sprawy w głębokim poważaniu. Jeśli wziąć kruki na warsztat, można czytać braci jako zawieszonych w powietrzu, ale również jako zawieszonych pomiędzy życiem i śmiercią. Kruki wszak, jako ścierwojady miały ze śmiercią bliski kontakt. Były ptakami pogranicza. Niezwykle mądre, ale też bardzo nieczyste. Ta krucza mądrość najczęściej unosiła się nad polami bitew, a jego głos nie zwiastował ludziom nic dobrego. Ciekawi mnie, co jedli bracia, kiedy zostali przemienieni w kruki. Może metaforycznie można by powiedzieć, że ich pokarmem stawały się resztki ludzkiego świata. Mogliby odlecieć, ale coś jednak przykuwało ich do naszej rzeczywistości. Niezależnie od tego, czy chcieli czy nie, byli ludźmi i to przede wszystkim ludzkie sprawy stanowiły o tym, co było dla nich ważne. 

Często o tym zapominamy. Myślimy na przykład jak ważna jest natura. I robimy wszystko, by ją chronić. Ale samo stwierdzenie, że natura jest ważna jest błędne. O wiele poprawniej byłoby stwierdzić, jak ważna jest natura dla człowieka, jak ważna jest nasza relacja z naturą.  W zasadzie można tak potraktować każdą sprawę. Nie jak ważna jest w oderwaniu od nas, ale właśnie w związku z nami. Musimy mieć jakiś stosunek do tego, co ludzkie i do relacji tego co ludzkie z cała resztą. I co najfajniejsze - to może być zupełnie inny stosunek niż ma pozostałe 7 miliardów ludzi, ale musimy, go mieć. I znając ten stosunek, musimy zgodnie z nim reagować. W przeciwnym razie tracimy jakikolwiek wpływ na rzeczywistość. Możemy karmić się tylko jej ochłapami. Będziemy gdzieś pomiędzy... i całkowicie bez znaczenia. 

Odlot - Łabędzie


Jeszcze ciekawiej przedstawia się symbolika łabędzia. Ptak, który wiąże się z niewinnością, a dalej ze sztuką i Apollinem (czyli bogiem słońca), a jeszcze dalej ptak, który zwyczajowo uznawany był za ptaka niemego. Chłopcy, którzy zamieniają się w łabędzie, być może sięgają wyżyn duchowych, są czyści i niewinni jak lilie, ale w swej postawie odebrany im zostaje jakikolwiek głos. Mogą rozmawiać z siostrą nocami, ale w dzień, kiedy toczy się życie (kiedy jest czas działania) nie mają prawa głosu. Może ich pomysły są wspaniałe, może rozumieją ducha ludzkiego lepiej niż ktokolwiek inny, ale co z tego? Nie mają mocy sprawczej. Ich ucieczka przerodziła się w bezwład.

Baśnie na Warsztacie, Przemiana w ptaka, dzikie łabędzie, Andersen, Grimm, łabędzie, kruki, dojrzałość, Mateusz Świstak


Taka przemiana jest chyba bardziej właściwa mężczyznom niż kobietom. O wiele więcej mężów zajmuje pozycję wiedzy, pozycję intelektualnych autorytetów, znawców polityki i odpowiedzi na "wielkie pytanie o życie, wszechświat i całą resztę", a gdy niespodziewanie przychodzi do wezwania hydraulika, albo telefon do banku, nagle odlatują. Nie ma ich. Z problemami świata (tymi faktycznymi, które trzeba i da się rozwiązać) pozostaje żona sama. Ładne słowa i zerowa życiowa zaradność. To piękne miejsce, bo widoki z niego przecudne, ale w konfrontacji z rzeczywistością to jest z góry przegrana pozycja. Pozwala takim osobom jak król, dalej rozdzierać rzeczywistość na jedno lub drugie, rozdzierać ją na dwa bezsensowne albo-albo. 

Dyktatura wahadła

Bracia zostali uratowani przez swoją siostrę. W momencie, kiedy to co żeńskie i to co męskie zostało uznane za pełnoprawne. Żeby dotrzeć do tego, w jaki sposób to się stało, będziemy musieli przyjrzeć się dokładniej losom dziewczynki, ale to wymaga osobnego artykułu. Dziś skończmy na podsumowaniu.

Bycie ptakiem jest w porządku, ale nie w dzień. Wielkie idee serca i umysłu są nam potrzebne jak powietrze, ale żeby miały bezpośredni na nas wpływ, muszą zejść na ziemię. To po ziemi chodzą ludzie, nawet jeśli z utęsknieniem spoglądają w niebo. To na ziemi jest jedyne miejsce, w którym możemy coś zdziałać. Bracia tylko odlatywali. I choć mieli prawo nazywać się królewskimi potomkami, to nigdy nimi się tak naprawdę nie stali. Nie zajęli miejsca tego, po którym mogli coś naprawić. Zamiast tego uciekli, a ich ojciec, kto wie, może wciąż przytrzymywał wahadło po stronie swoich przekonań, zapewne licząc, że ono pozostanie tam na zawsze.

Baśnie na Warsztacie, Przemiana w ptaka, dzikie łabędzie, Andersen, Grimm, łabędzie, kruki, dojrzałość, Mateusz Świstak


W końcu jednak przyjdzie dzień, gdy król osłabnie i wypuści z rąk swoje albo, wahadło przetoczy się przez wszelkie poglądy i wyląduje po drugiej stronie. Tak samo radykalnej jak ta pierwsza. Ktoś inny zadecyduje, co jest dobre, a co złe, co ma prawo żyć, a co musi umrzeć. I kiedy tak się stanie, znów większość znajdzie się poza nawiasem, poza nowym albo-albo i z niejednego domu w niebo uniosą się białe łabędzie, które po prostu chcą żyć. 

Nie można zgadzać się na dyktaturę wahadła. Ono zawsze będzie się poruszać i zawsze będzie zahaczać o jedną bądź drugą skrajność. A my będziemy musieli w tym wytrwać. Nie popadając w skrajności, nie sprzeniewierzając się sobie samym i co najważniejsze - nie uciekając. Bo nasze ucieczki dają siłę każdej kolejnej skrajności, każdej aberracji. Tej po prawej stronie wahadła i tej po lewej. Bądźmy w swoich przekonaniach, odpowiadając na pytanie - jaka jest relacja z rzeczywistością, w której chciałbym się znaleźć. A kiedy odpowiemy, żyjmy zgodnie z tą odpowiedzią i tańczmy pomiędzy ruchami wahadła. W przeciwnym razie pozostaje nam ucieczka. Jako żywiące się ochłapami, lub jako nieme łabędzie.


***


ilustracje do dzisiejszego wpisu sponsorują: unsorteddots, Anna & Elena Balbusso, Harry Rountree, Eleonore Abbott, Vera Smirinova













3.8.17

I tylko jedno skrzydło


dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,

Na warsztacie: Dzikie łabędzie, ilustracje baśni

Dziś garść ilustracji do baśni Dzikie łabędzie, tak przynajmniej zatytułował ją Andersen. Motyw bardzo klasyczny i bardzo wdzięczny graficznie. Zatem pierwszy, ale na pewno nie ostatni raz zapraszam i smacznego:

dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,

dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,

dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,

dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,

dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,

dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,
dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,


dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,

dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,

dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,

dzikie łabędzie, przemiana, Andersen, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, ilustracje baśni,



Autorami ilustracji są: Anne Ivone Gilbert, Ann Bork, Sven Otto Sorensen, Kaarina Kalina, Susan Jeffers, Steven Henney, Mercer Meyer, Eleonora Abbot, Peter Newel, yuko Shimizu i Teresa Martinez


24.7.17


Śpiewki Dratewki

Szawc dratewka, Baśnie na warsztacie, baśniowe inspiracje, mateusz Świstak, baśnie zebrane


Kiedyś na fanpejdżu Baśni zebranych rzuciłem tekst, że napiszę piosenkę na temat wybranej baśni. I napisałem. I się chwalę. Może za jakiś czas powstanie do tego muzyka i może Beatka zaśpiewa. Ale tego nie wiadomo. Wiadomo zaś, że Dratewka pokonał wiedźmę, a potem się zestarzał i umarł. I o tym będzie ta piosenka... 

Dratewka


Szedł Dratewka drogą pustą 
swój dobytek w torbie niosąc 
biedę swoją miał przed sobą
a za sobą swe ubóstwo.  
Boso chodził, choć był szewcem,  
aż się ludzie z niego śmiali 
A on raźno kroczył dalej  
i powtarzał taki refren. 

Byle w sercu mieć nadzieję 
Byle w sercu Boga mieć 
Byle ręce mieć robotne 
Byle nie przestawać chcieć
Wtedy przeszkód każdy natłok 
Uda się pokonać łatwo. 

Tak wędrował szewc Dratewka 
pomagając tym w potrzebie 
mrówkom, pszczołom, czasem kaczkom 
słowem czynem, własnym chlebem.  
I swój świat naprawiał szewczyk,  
choć nic nie dostawał w zamian,  
a na ustach uśmiechniętych 
Brzmiała piosnka wciąż ta sama. 

Aż tu nagle ma zadanie 
niemożliwe wprost przed sobą 
albo wiedźmie wyrwie pannę 
albo przyjdzie płacić głową.  
Cóż miał zrobić nasz bohater 
zaraz bierze się do sprawy 
swe rękawy zakasuje 
i jak zwykle podśpiewuje.

Byle w sercu mieć nadzieję 
Byle w sercu Boga mieć 
Byle ręce mieć robotne 
Byle nie przestawać chcieć
Wtedy nie przeszkodzą w niczym
czary żadnej czarownicy.

 Gdyby świata nie naprawiał,  
nie pomagał tym i owym,  
toby szewczyk nie podołał,
to by szewczyk nie miał głowy.  
A tak pszczoły, mrówki, kaczki
dopomogły szewczykowi 
wiedźma ze wściekłości pękła, 
A on cały, a on zdrowy.  

I tak szewczyk został księciem 
panna piękna jego żoną 
już nie młotkiem, a ustawą 
mógł naprawić to i owo.  
Przygniótł szewca ogrom władzy, 
Nędznie skończyłby Dratewka 
pośród wojen, intryg, zdrady 
gdyby nie ta jego śpiewka.


Byle w sercu mieć nadzieję 
Byle w sercu Boga mieć 
Byle ręce mieć robotne 
Byle nie przestawać chcieć
Wtem na przeciwności losu 
zawsze będzie jakiś sposób. 

Wreszcie umarł nasz Dratewka 
w uwielbieniu swych poddanych 
bo w ich sercach pozostawił,  
takie słowa wypisane:...





Ilustrację wstępną stworzyła Ewa Poklewska-Koziełło. 


Pod patronatem Świnki

bajki dla dzieci, storytelling, baśnie na warsztacie, będzin, Mateusz Świstak

Na warsztacie: Akcja pisania bajek


Już drugi raz Baśnie na warsztacie objęły swoim patronatem projekt "Akcji Pisania Bajek". Projekt fajny, mądrze wykorzystujący storytelling i warty choć skromnego, zważywszy możliwości tego bloga, nagłośnienia. Zatem niech o nim opowiedzą sami zainteresowani. Ja wciskam control+V i znikam, zostawiając Was z Twórcami.

Piraci z Kolegium Pracowników Służb Społecznych w Czeladzi piszą bajki.



Już po raz piąty odbyła się  „Akcja Pisania Bajek”  organizowana przez nauczycieli oraz studentów z Kolegium Pracowników Służb Społecznych w Czeladzi. 
 W  tej edycji  udział w akcji wzięły dzieci z Domu Dziecka w Sarnowie. 


 Podczas warsztatów integracyjnych studenci poznali dzieci, ich pasje, marzenia. Słuchacze Kolegium na podstawie rozmów z dziećmi napisali bajkę dla każdego dziecka. 
-Bajka daje dziecku wiarę w siebie, rozwija zasoby języka, pokazuje metafory. Rzeczywistość, która jest przedstawiana w bajkach związana jest mocno z marzeniami dziecka i jego pragnieniami, co pozwala mu w prosty sposób zrozumieć otaczającą go rzeczywistość i panujące w niej zasady. - podkreśla Monika Ostrowska-Cichy koordynator projektu.

bajki dla dzieci, storytelling, baśnie na warsztacie, będzin, Mateusz Świstak


Dzieci biorące udział w projekcje wykonały rysunki do bajek, następnie całość została wydrukowana w formie książeczek. Finałem akcji było uroczyste czytanie bajek przez studentów dzieciom. Tym razem dzięki uprzejmości i gościnności Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Będzinie  „Akcja Pisania Bajek” wpisała się Dzień Dziecka, a wszyscy studenci zjawili się jako piraci bajkowego statku.  Każda bajka była inscenizacją przygotowaną specjalnie dla dzieci.  Honorowym Patronat nad akcją objął  Rzecznik Praw Dziecka- Marek Michalak.







16.7.17

SOONCHILD

Soonchild, Baśń Eskimoska, Baśń Inuicka, współczesne baśnie, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, Russell Hoban, Alexis Deacon, ilustracje baśni,
Na warsztacie: Soonchild, Russel Hoban, Alexis Deacon

Dziś chciałbym Wam polecić książkę. Książkę, która sprawiła, że moja wyobraźnia zaczęła wirować, jak derwisz w transie, albo - precyzyjniej rzecz ujmując - niczym płatki śniegu podczas arktycznej zadymki. Lodowatą, jak północne śniegi, gorącą, jak serce Inuickiego szamana. Bo o tym właśnie, o gorącym szamańskim sercu,  jest Enchilladas Russela Hobana.

Główny bohater, John o Szesnastu Twarzach jest inuickim szamanem, ale nie do końca takim z krwi i kości. Tzn. wszystko wie i wszystko potrafi, ale trochę się zapuścił. Przytył, zasiedział się i teraz jedyne jego zajęcia, to ślęczenie przed telewizorem, picie Coca-coli i oglądanie magazynów z rozkładówkami. Czasem coś wystruga, żeby sprzedać w lokalnym sklepie z pamiątkami, czasem coś upoluje. I tyle. Ach... jeszcze jedno - wraz ze swoją żoną, Bez Problemu, John czeka na dziecko. Bo Soonchild to znaczy właśnie Dziecko Na Które Się Czeka. Tylko, że to Dziecko Na Które Się Czeka wcale nie chce przyjść na ten świat. Siedzi sobie tylko w łonie matki i nawet nie kopnie. Dlaczego? Bo tam w środku nie słychać Pieśni Świata. A czym są te pieśni? 

Pozwólcie, że poniżej podzielę się moim własnym tłumaczeniem króciutkiego fragmentu:

- Mój ojciec, Idź Gdziekolwiek, opowiedział mi o nich - powiedział John - Tak samo jak jego ojciec, Cokolwiek Zadziała, opowiedział jemu. Świat jest posklejany z myśli, które żyją w Umyśle Wszystkich Rzeczy, ale zanim pojawiła się myśl, była pieśń. W tych pieśniach mieszkają takie rzeczy, jak smak gwiezdnego światła na języku, jak kolory wilczego biegu, mieszka tam dźwięk czerni kruka, albo głos błękitnego cienia rzucanego przez śnieg. Jest tam nieustający spokój kamieni gładzonych przez morskie fale i pamięć pradawnych deszczy, które napełniały oceany. Bez tych pieśni, nie byłoby świata. 

- Nigdy nie słyszałam tych pieśni - powiedziała Bez Problemu. 
- Słyszałaś, ale nie pamiętasz. Te pieśni mogą słyszeć jedynie dzieci w brzuchach swoich matek. To właśnie przez to, że je słyszą, chce im się wychodzić na świat. Bo te pieśni są tak wspaniałe i nęcące. Kiedy jednak dzieci mają już prawdziwy świat przed oczyma, zapominają o pieśniach - pamiętanie ich byłoby zbyt bolesne. Dzieci umarłyby ze smutku, bo świat ma w sobie tyle złych rzeczy, o których pieśni nie opowiadają... 

John musi wyruszyć w swoją największą szamańską podróż, by odnaleźć dla swojego Dziecka Na Które Się Czeka tę jedną, najważniejszą pieśń. Musi stracić swoje wszystkie szesnaści twarzy i stać się Johnem Bez Twarzy, a potem Johnem Który Umarł Raz i Johnem Który Umarł Dwa Razy. Każdy swój krok John stawia w krainach tak malowniczych, że nie sposób się od tekstu oderwać (nawet jeśli akcja czasem osadzona jest w wielkiej białej pustce). Krainach, które na dobre potrafią się zadomowić w naszych snach (w czym nie ma nic dziwnego - utkane są przecież z tej samej, co sen materii). Spotyka tam swoje strachy, swoich przodków i te wszystkie duchy, o których pędzący świat zapomina, wreszcie - spotyka tam samego siebie, kilka razy, przez mgnienie i tysiąclecia. 

Soonchild to wszystko, czego poszukuję we współczesnej baśni. Czasem miałem wrażenie, że sam napisałem niektóre fragmenty, przez cały czas miałem wrażenie, że sam chciałbym napisać całość. I chciałbym mieć takiego, jak Soonchild ilustratora. Sugestywne, ołówkowe ilustracje autorstwa Alexis Deacon świdrują wyobraźnię i współtworzą klimat powieści w taki sposób, że często nie wiadomo, czy więcej robi tekst, czy więcej robi obraz. Do tego często wspaniale zaciera się w książce granica, pomiędzy powieścią a komiksem, co też robi wiele, naprawdę wiele dobrego. 

Zła wiadomość jest taka, że nie widziałem polskiego wydania książki. Mam nadzieję, że to się wkrótce zmieni (jeśli jakiś wydawca byłby chętny, sam bym to przetłumaczył), ale mam też nadzieję, że nie przed wydaniem mojego Timburu, bo miałbym konkurencję nie lada. 

Ale ale, dość gadania, na koniec jeszcze chciałbym Wam pokazać kilka ilustracji. Smacznego!

Soonchild, Baśń Eskimoska, Baśń Inuicka, współczesne baśnie, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, Russell Hoban, Alexis Deacon, ilustracje baśni,















12.7.17

Setka Stana Bolovana 

Stan Bolovan, Baśnie rumuńskie, baśnie bałkańskie, Rumunia Bałkany, Smoki, sprytny chłop, poszukiwanie prawdy, Baśnie na warsztacie, Mateusz Swistak, spryt,


Na warsztacie: Baśnie rumuńskie, Stan Bolovan, smoki, spryt

Jedną z moich ulubionych ostatnimi czasy baśni, jest rumuńska opowieść o Stanie, czy też Staszku Bolovanie. Jest dość długa, więc pozwólcie, że tylko pokrótce przedstawię te punkty, które będą nas dziś interesować, a link do pełnej wersji (angielskiej) zostawię na końcu tekstu.

Stan był biedakiem, któremu zdarzyło się ugościć dwóch aniołów (albo jak chcą niektóre wersje czarodzieja). W podzięce za gościnę, aniołowie obiecali, że spełnią jego i jego żony życzenie. Stan, jako że był bezdzietny, zażyczył sobie dzieci. Ile pytają aniołowie, na co Stan odpowiada, że tyle, o ilu w tamtym momencie myślała jego małżonka. Anioły powiedziały, że spoko i wyszły. Następnego dnia, kiedy Stan wracał do swojego domu, czekała tam na niego gromadka dzieci... dokładnie setka. I wszystkie jego.

Taką hałastrę trzeba było oczywiście wyżywić i tu zaczyna się problem. Stan idzie z tym problemem do pasterzy, licząc, że uda mu się wyprosić u nich chociaż owieczkę... chociaż pół owieczki... Pasterze nie chcą dać nawet ćwiartki, bo tak się złożyło, że smok grasuje i uszczupla stada. Na to Staszek mówi, że jak ubije smoka, to pastuchy muszą mu dać owcę lub dwie. lub nawet tyle, ile sobie wybierze. Pastuchy powiedziały, że dobrze i tak Staszek został potencjalnym pogromcą smoków. 

Oczywiście smok zjawił się, zanim tamta rozmowa zdążyła dobiec końca. Pasterze porozbiegali się we wszystkie strony a Stan potknął i tak zastała go gadzina. 

Przeprawa ze smokiem jest bardzo klasyczna. Ot słaby, ale sprytny bohater, swoim gadaniem sprawie, że potężny, ale tępy antagonista, jest co rusz nabijany w butelkę. A to stają w konkury w wyciskaniu z kamienia wody. Smok kruszy kamienie w pył, a Stan wyciska z nich wodę, bo nie kamienie ściska, ale twarożek. A to Stan zostaje parobkiem smoka i raz za razem, sprytnymi kłamstwami oraz piękną umiejętnością unikania głupiej śmierci sprawia, że smok zaczyna się go najnormalniej w świecie bać. Oczywiście jest w tym strachu trochę niedowierzania, ale lepiej nie ryzykować. Lepiej nigdy nie ryzykować. 

Stan Bolovan, Baśnie rumuńskie, baśnie bałkańskie, Rumunia Bałkany, Smoki, sprytny chłop, poszukiwanie prawdy, Baśnie na warsztacie, Mateusz Swistak, spryt,


Kończy się to tak, że smok chce jak najszybciej pozbyć się swojego parobka. Pakuje więc dla niego  wielki wór złota, wciąż trochę nie dowierzając, że Stan jest takim mocarzem, za jakiego się podaje i że wszystko o czym mówił, to czcze przechwałki. Wtedy przychodzi czas na ostatnie kłamstwo. Brzmiało ono następująco: "W moim domu mieszka setka dzieci i one bardzo lubią smocze mięso, więc nie podlatuj za nisko domu, ja pójdę najpierw, żeby uprzedzić moją dziatwę, że będzie przelatywać smok, ale to jest przyjaciel, więc niech mu nic nie robią, a ty w międzyczasie możesz podlecieć z worem skarbów". Smok oczywiście nie uwierzył. Bo nikt z ludzi nie ma fizycznej możliwości na setkę dzieci. Z drugiej strony to było ciekawe i smok także teraz się zgodził. Stan ruszył do domu, gdzie uprzedził dzieci, by chwyciły za noże i widelce i kiedy zobaczą nadlatującego smoka, wybiegły z wrzaskiem przed chałupę. Smok zbliżył się do Staszkowej zagrody, a wtedy ze środka wybiegła chmara rozwrzeszczanej dzieciarni, która tak go przeraziła, że poleciał gdzie pieprz rośne, albo nawet za Mur. I już więcej nie wrócił. Stan otrzymał od pasterzy obiecane owce, a złota było tyle, że mógł wieść spokojne i dostatnie życie. On, jego żona i setka dzieciaków. 


Dziś kolejny artykuł o tym, jak dbać o swoje marzenia.  Bo Stan jest postacią, która w piękny sposób pokazuje, jak to robić w praktyce. 

Po pierwsze: Ma potrzebę


W swoim działaniu Stan nie jest postacią, która dryfuje. Jest bohaterem, który pewnie nie ruszyłby się z domu, gdyby nie potrzeba. A właściwie dwie potrzeby. Ta druga - napełnienie setki głodnych dziecięcych brzuchów. I ta pierwsza, którą była potrzeba pełni. Bo z jednej strony był on, z drugiej jego żona, a z trzeciej... nie było nic dalej. Dzieci dopełniają ten trójkąt. Jest początek i ciąg dalszy. Stan, zupełnie jak Abraham, nie miał ciągu dalszego. I to właśnie ta potrzeba ciągu dalszego jest początkiem wszystkich jego przygód. 

Stan Bolovan, Baśnie rumuńskie, baśnie bałkańskie, Rumunia Bałkany, Smoki, sprytny chłop, poszukiwanie prawdy, Baśnie na warsztacie, Mateusz Swistak, spryt,


Zauważcie, jak często mylone są te dwie rzeczy. Coś w środku nas gniecie (np. chęć pełni, chęć ciągu dalszego, chęć chwytania marzenia za ogon) i my, może i ruszamy od razu do przodu (szukamy jedzenia), a kiedy już ruszymy, okazuje się, że jednak to co robimy nie odpowiada pierwszej potrzebie. Nasze działania nie oddają tego, czego potrzebujemy u podstaw. 

Dla przykłądu. Całe życie chcesz podróżować. To jest twoja potrzeba. Ale ona wynika z innej potrzeby, z potrzeby niezależności z potrzeby kontaktu z innym, potrzeby szukania odpowiedzi na pytanie "jaki właściwie jest ten świat?". Zamiast jednak po prostu zarzucić plecak na grzbiet i szukać odpowiedzi na to pytanie, ty zaczynasz szukać takiej roboty, która by ci to umożliwiła. Zatrudniasz się jako obsługa samolotu i przez całe życie latasz... zamknięty przez kilkanaście godzin na kilkudziesięciu metrach kwadratowych samolotu, sprzedajesz kanapki i bezcłowe perfumy. Jesteś w podróży? Albo latasz na delegację od kraju do kraju, załatwiając sprawy swojej firmy. od biurowca, do biurowca, od lunchu do lunchu... w porządku, realizujesz drugą potrzebę, ale czy jednocześnie realizujesz to, co było impulsem do wybrania takiej, a nie innej drogi? To, że coś z siebie wynika wcale nie musi oznaczać, że jest to dobre, nawet jeśli odpowiada pozytywnie na naszą potrzebę(podróżujesz - tak, czujesz się spełniony - ...). 


Stan miał o tyle szczęścia, że jego pierwotna potrzeba była zdefiniowana w sposób bezdyskusyjny i, jak to bywa w baśniach, bardzo dosłowny. Sto, to prawie nieskończoność, sto to doskonałość. Sto w duszy człowieka, to wszystko... a przynajmniej wszystko czym można się zająć. 

Po drugie: jest odważny


Nie wiem, czy odwaga Stana wynikała z tego, że po prostu taki był, czy może stąd, że miał swoją potrzebę. Wiem za to, że kiedy zdeterminował w sobie to, co jest dla niego najważniejsze, to nie wahał się nawet najtrudniejszych zadań. Choćby te zadania miały kilkanaście metrów rozpiętości skrzydeł, łuskę grubą jak pancerz czołgu, a oddech gorący jak wnętrze Orodruiny, to nic. Trzeba przed nim stanąć. I co ciekawe, stawał przed nim taki, jaki był. Trochę niezdarny, trochę śmieszny i słabowity. Ale to nie miało znaczenia. Znaczenie miało to, że się nie wycofał. Znaczenie miało to, że zmierzał w stronę, którą dyktowała mu jego potrzeba. 

Często zdarza się tak, że w naszej głębi jest już dokładnie sprecyzowane to, kim chcemy być, co chcemy robić, a często nawet jak to zrobić, lecz kiedy zjawia się smok (ba! kiedy obszczeka nas pies), wycofujemy się, zostawiamy nasze stada i pozwalamy, by przeszkody pustoszyły je według uznania. Zauważcie - kiedy po prostu uciekamy, nie ratujemy życia. Raczej, tak jak pasterze, tracimy owcę za owcą. Rób to, nie tamto. Daj spokój! To bez sensu! Nie dasz rady! Nie jesteś gotowy, albo nie bądź śmieszna. Nie Kochani! Róbcie to, co jest w waszej duszy waszą największą potrzebą. Tylko, zanim zaczniecie, bądźcie pewni, co to jest. Co jest waszą setką? A potem - bądźcie odważni!

Po trzecie: robi jak potrafi


Stan był odważny i, co jest istotne, znał swoje mocne i słabe strony. Nigdy nie napierał tam, gdzie napieranie nie miało żadnego sensu. To jest nauka, którą każdy musi sobie przyswoić. Działasz taki jaki jesteś. Działasz taka, jaka jesteś. Przykład: jesteś niski, gruby i masz kulfoniasty nos, a twoim marzeniem jest zostać wielkim aktorem? Jasne, możesz to zrobić. Tylko wiedz, że nie dostaniesz roli na miarę Brada Pitta. Rób tym, co masz, a zajdziesz się tam gdzie chcesz. Nie wierzysz? Zobacz na Danny'ego de Vito, albo Petera Dinklage'a (czyli Tyriona Lannistera z Gry o Tron). Bądź najlepszy, ale pozostań sobą. 

I jeszcze jedna ważna rzecz, której może nauczyć nas Stan. Kłamanie. I bynajmniej nie chodzi o bycie nieuczciwym względem świata, ale o kłamanie tam, gdzie świat chce nam odebrać marzenia. Czasem lepiej mówić otwarcie o swoich marzeniach i planach. A czasem nie. Bo może przelecieć wielki, czarny ptak nieszczęścia i porwać nasze marzenia. Albo może stać się tak, że nasze marzenie ugrzęźnie w bagnie rodzinnego strachu, niechęci, niedowierzania. Czasem lepiej nic nie powiedzieć, albo powiedzieć cośtam i robić swoje.

Stan Bolovan, Baśnie rumuńskie, baśnie bałkańskie, Rumunia Bałkany, Smoki, sprytny chłop, poszukiwanie prawdy, Baśnie na warsztacie, Mateusz Swistak, spryt,


Ze Stanem jest zresztą tak, że stoi on przed nieskończonym złem, w postaci smoka. Gdyby był w stosunku do niego szczery, to zanim przygoda rozpoczęłaby się na dobre, z naszego bohatera zostałaby pewnie mokra plama. Szczerość w tym wypadku, byłaby jak przyznawanie się gestapo, że pod podłogą ukrywamy Żydów. Nie chciałbym namawiać oczywiście do bycia dwulicowym, ale... 

No właśnie zawsze jest to ale. Bądźmy szczerzy przede wszystkim względem siebie. Nie idźmy po trupach do celu (zresztą ta najważniejsza potrzeba nigdy nie wiąże się z krzywdzeniem innych), nie zdradzaj, nie kradnij, nie krzywdź innych i tak dalej, ale na litość boską nie bądź też ciapą, którą miażdżą okoliczności. Pomyśl o tym tak: w swojej drodze nie raz znajdziesz się na polu bitwy, a na polu bitwy można dążyć do otwartej walki i można robić uniki. Czasem twoje kłamstwo, może być unikiem. A uniki są mądre i całkowicie fair. Nie wierzysz? Zobacz jakikolwiek pojedynek bokserski.  Zresztą, to jest temat, który wiercił mi dziurę w brzuchu od dawna i jeszcze pewnie nie raz przyjdzie do niego wrócić na stronach Baśni na warsztacie. Na koniec - wróćmy do Stana. 

Po czwarte: ma swoją prawdę


Stan zaczyna od pewnej sytuacji. Sytuacji, która dla kogokolwiek innego, nawet dla kogoś tak magicznego jak smok, wydaje się niepojęta. Setka dzieci to nie są rurki z kremem. Nie spotkałem jeszcze osoby, która by tyle miała. A Stan tyle miał. I cokolwiek byśmy nie mówili, jakkolwiek byśmy mu nie dowierzali, dowód, że to jest prawda czeka w chacie Bolovana. Stan był odstępstwem od normy i wiecie co? Każdy z nas jest odstępstwem od normy! Każdy z nas ma swoją prawdę. Tę wynikającą z pierwszej potrzeby i tę, która sprawia, że nasze życie formułuje się w ten a nie inny sposób (czasem zgodnie z nią, czasem jej wbrew). Siłą naszego bohatera było przede wszystkim to, że działał dokładnie tak, jak mówił mu jego wewnętrzny głos. Być może właśnie ta zgodność usprawiedliwia jego wszelkie oszustwa i przekręty. Być może też smok od początku potraktował Stana poważnie, bo czuł, że jest w tym śmiesznym człowieczku jakiś nadrzędny cel. I choć przez cały czas miał przeczucie, że stan go kantuje, do końca nie był tego pewien i bardzo długo zwlekał z potwierdzeniem swoich wątpliwości. 

I teraz najfajniejszy moment. Stan mówi, że ma setkę dzieci, smok nie wierzy, a tam BACH! Setka. I to była prawda, do której Stan dochodził, przez całe swoje lawirowanie. Prawda, która sprawiała, że jego oszustwa samousprawiedliwiały się. Nie musiał już kręcić, bo to, co zostało, było jedyną i ostateczną prawdą. Wtedy nieważna była już droga, ważne było tylko to, że pierwotna potrzeba stawała się pełnoprawną rzeczywistością. Kontakt z tą rzeczywistością sprawiał, że jedynym śladem jaki pozostawał po złu, z którym się zmagamy, jest worek złota. Tego duchowego przede wszystkim. I jagnięta, którymi można napchać brzuch. Kto wie, może nie tylko te duchowe. 



Do przemyślenia: 


Ostatnio pytałem Was o to, co jest Waszą Igłą. Wiecie już? 

No dobrze to teraz takie zadanie: Czy czujecie jaka jest wasza pierwotna potrzeba? I na jakie kolejne potrzeby się ona przekłada? I do czego posunęlibyście się, żeby ją zrealizować? A do czego nie? 

Tylko proszę Was - bez pierdół - rozmawiacie sami ze sobą... tu nie warto kłamać. 




A tekst całej bajki znajdziecie TUTAJ

ilustracje do wpisu sponsorują: Andrew Lang, Robin Jaques, Michael Hagueoraz niezastąpiony Internet.