2.10.13

PRZYMUS JOHNNY'EGO


Na warsztacie: Johnny Gloke 

Johnny ciachał


Był sobie krawiec, nazywał się Johnny Gloke. Całe dnie siedział w swoim warsztacie, gdzie ciachał, wykrawał, obszywał, zszywał, zaszywał, łatał, przycinał, poprawiał i rozpruwał i tak dzień po dniu. W końcu przyszła taka chwila, że miał tego już serdecznie dosyć. W jego głowie zaczęła świtać myśl, że jest stworzony do innych rzeczy. Większych, lepszych, bardziej dla niego odpowiednich, a co najważniejsze – nie tak monotonnych i nudnych. Wszystko było lepsze od pracy w warsztacie, absolutnie wszystko! Na przykład wyruszyć na morze i utonąć. Dać się zabić, byle nie wracać do swojego warsztatu. Do ciachania, łatania, wykrawania i szycia.



Znacie to uczucie? Patrzycie na swoją skrzynkę e-mailową, a tam kolejne wiadomości, które eksplodują nudą, kolejne raporty do napisania, sprawozdania do zrobienia, faktury do zaksięgowania. Albo lista ze sprawami do załatwienia,  spraw, które okazują się tak nurzące, że w ogóle nie macie ochoty się za nie zabrać. Fala spraw „na już” zalewa i kradnie oddech. W takich chwilach umysł krzyczy: „nawet śmierć byłaby lepsza”.

Johnny się zatrzymał


Johnny Gloke doskonale znał to uczucie, ale nudzie swojego życia powiedział zdecydowane „nie”. Zamknął swój warsztat i wyłożył się na trawie, żeby rozważyć, co dalej. Wyłączył na chwilę swoje stare życie, swoją rutynę i śmiertelną nudę. I wiecie, co się stało? Pojawiło się miejsce na te rzeczy, które niebawem doprowadziły Johnny’ego przed oblicze króla i sprawiły, że pokonał dwóch olbrzymów, stał się bohaterem narodowym i królewskim zięciem. Co się wydarzyło? Jego nogi obsiadło stado much i on jednym uderzeniem zabił ich pięćdziesiąt. To wystarczyło. Przerwa, w czasie której wydarzył się ten absurdalny drobiazg. Ale ten drobiazg napełnił naszego krawca wiarą we własne siły. Był kamyczkiem, który popchnął całą lawinę zbiegów okoliczności pchających Johnny’ego ku jego przeznaczeniu. 



Johnny nie miał wyboru


Rozpocząć przygodę można na wiele sposbów. Czasem umiera matka i trzeba sobie jakoś radzić, czasem można dostać jakieś zadanie, na przykład zanieść babci koszyczek, innym razem na bohaterach ciąży klątwa, albo na przykład zostają wygnani z domu. Generalnie można powiedzieć, że przygody przychodzą z zewnątrz. Dokładnie w chwili, w której mają przyjść. W baśni o Johnnym Gloke’u sprawa wygląda trochę inaczej. Owszem, do przygody też popycha go przymus, ale przymus wewnętrzny. W życiu dociera do punktu, w którym jego sytuacja nie może być dłużej taka, jaka jest. Wie, że musi coś zrobić, bo inaczej jego dusza umrze z nudy. W jego głowie krzyczy myśl, że miarka się przebrała. Że czas na zmianę. I Johnny ma odwagę, żeby odpowiedzieć.  Ale nie na tym koniec.


Johnny Pamięta


Johnny rusza przed siebie w wielką przygodę. W dłoni dzierży zardzewiały miecz, w sercu poczucie męstwa (wszak, jednym uderzeniem zabić pięćdziesiąt much to nie rurki z kremem). Kiedy odnajduje królewskie zawiadomienie, że poszukiwani są śmiałkowie, którzy podejmą się zabicia olbrzymów, Johnny nie ma wątpliwości, czy sobie poradzi. Dziarskim krokiem rusza w stronę pałacu. Z zewnątrz nie wygląda jak bohater. Raczej jak krawczyk, którym był całe życie. Ale właśnie. On już krawczykiem nie jest. Jego zewnętrzny wygląd, nie jest już jego prawdziwą naturą. Ta pozostała za zamkniętymi drzwiami warsztatu. Daleko, daleko od królewskiego zamku. Niemniej – jego zewnętrzna powłoka, delikatność postawy, krawiecka galanteria, ciągle emanowały na zwenątrz. Tak król, jak i jego córka, widzieli w Johnnym krawca, który idzie na pewną śmierć. I Johnny pod wzrokiem króla i królewny zaczął się łamać. A może nie ma tam iść? Może walka z olbrzymami to tylko bzdura, do której się nie nadaje. Może pcha się, gdzie nie jego miejsce? Może powinien wrócić… i wtedy w jego głowie pojawia się obraz tego, od czego uciekał. Warsztatu, w którym wszystko było do znudzenia znajome. Myśl, że może  tam powrócić sprawiła, że jednak wolał pójść tam, gdzie olbrzymy siały postrach. A potem je pokonał. I stał się na zewnątrz tym, kim był w środku od momentu podjęcia decyzji – prawdziwym bohaterem, godnym swojej przygody.


 10 kroków Johnny’ego


  1.  Johnny wiedzie tak monotonne i nudne życie, że nie może już wytrzymać.
  2. Johnny podejmuje decyzję, że MUSI COŚ ZMIENIĆ!
  3. Johnny robi sobie przerwę w życiu.
  4. Podczas przerwy wydarzają się rzeczy, które pomagają Johnny’emu ruszyć w dalszą drogę.
  5. Rzeczy te są DROBNE (Bóg przyszedł do Eliasza w lekkim powiewie wiatru).
  6.  Johnny PODEJMUJE DECYZJĘ.
  7.  Johnny zamyka stary rozdział swojego życia na klucz i wyrusza w drogę.
  8.  Johnny zmienia się wewnętrznie, czego na zewnątrz nie widać.
  9.  Johnny podejmuje wyzwanie, bo nie chce wracać do starego życia
  10.  Johnny przechodzi pomyślnie próbę, zmiana w Johnnym staje się widoczna na zewnątrz.

    ***
Dziś ilustracje sponsorują: Bernhard Oberdieck, Heinz Mellman, Alexander Zick oraz Internet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz