29.5.14

Zerwij sobie baśń, czyli blog w 3D

Drzewo Baśni, Arteterpia, Konferencaj Areteterapia chorzów, Baśnie i drzewa, Drzewa w baśniach, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, Fabryka Kreatywności

Na warsztacie: Drzewo Baśni

Od pewnego czasu chodziło mi po głowie pytanie, jak mogę wyjść ze swoim blogiem z internetu w tak zwany szeroki świat. Myślałem o tym dość długo, aż w końcu udało mi się odkryć formę odpowiednią, by to co robię, ożyło, nie tylko w formie wieczorów z opowieściami i warsztatów (tak dla dorosłych, jak i dla dzieci), ale też, żeby nabrało materialnego kształtu. 

Myślałem kombinowałem, aż wreszcie wykombinowałem. Z tego wykombinowania jednak niewiele by się wykluło, gdyby nie spotkanie z Jolą Łysakowską i jej Fabryką Kreatywności, które to organizowały Konferencję Arteterapeutyczną. Miejsce idealne, żeby pomysły, które wcześniej żyły w mojej głowie, teraz mogły wykiełkować. Dzięki temu na terenie Górnośląskiej Wyższej Szkoły Przedsiębiorczości w Chorzowie, stanęło moje pierwsze pełnowymiarowe "Drzewo Baśni".

Czym jest Drzewo Baśni?


To instalacja przestrzenna, składająca się z kilku opowieści pozamykanych w kopertach. Do każdej historii dopisane są zalążki interpretacji. Ot młotek, śrubokręt i parę śrubek, dzięki którym samodzielnie można wziąć baśń na warsztat i trochę w niej pogrzebać. W związku z tym, że konferencja była przeznaczona dla dorosłych, tak też profilowane były baśnie. 

Instalacja to poza zabawą interpretacyjną, ciekawa forma przestrzenna, a do tego - wielka frajda z losowania baśni. Byłem bardzo miło zaskoczony, kiedy wśród osób korzystających z drzewa ciągle słyszałem głosy. Co masz? Co masz? Co masz? 

Mój blog po raz pierwszy nabrał kości i, co fajne, nabrał ich beze mnie. Chciałem powiedzieć kilka słów na otwarcie, ale okazało się to być zbędne. Dziecko zaczęło chodzić samo. I rozeszło się w kilka minut. Byłem naprawdę dumnym rodzicem. 

A wyglądało to tak:


Drzewo Baśni, Arteterpia, Konferencaj Areteterapia chorzów, Baśnie i drzewa, Drzewa w baśniach, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, Fabryka Kreatywności

Drzewo Baśni, Arteterpia, Konferencaj Areteterapia chorzów, Baśnie i drzewa, Drzewa w baśniach, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, Fabryka Kreatywności

Drzewo Baśni, Arteterpia, Konferencaj Areteterapia chorzów, Baśnie i drzewa, Drzewa w baśniach, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, Fabryka Kreatywności

Drzewo Baśni, Arteterpia, Konferencaj Areteterapia chorzów, Baśnie i drzewa, Drzewa w baśniach, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, Fabryka Kreatywności

Drzewo Baśni, Arteterpia, Konferencaj Areteterapia chorzów, Baśnie i drzewa, Drzewa w baśniach, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, Fabryka Kreatywności

I gospodyni Jola Łysakowska z ostatnim z owoców mojego drzewa:

Drzewo Baśni, Arteterpia, Konferencaj Areteterapia chorzów, Baśnie i drzewa, Drzewa w baśniach, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, Fabryka Kreatywności, Jolanta Łysakowska

Drzewo Baśni, Arteterpia, Konferencaj Areteterapia chorzów, Baśnie i drzewa, Drzewa w baśniach, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak, Fabryka Kreatywności

Sama konferencja upłynęła we wspaniałej, spokojnej atmosferze. Na wszystko był czas, nigdzie się nie trzeba było spieszyć i co najważniejsze, zawsze było jak dostać kawę. Myślę zresztą, że po tym poznać profezjonalizm - po spokoju i lekkości w jaki prowadzone jest wydarzenie.

Wielkie brawa i wielkie dzięki.

Od chwili obecnej - Drzewo Baśni znajduje się oficjalnie w mojej ofercie.
Gdyby ktoś potrzebował takiej instalacji na piknik, event, urodziny, żeby urozmaicić miasto, państwo, własny ogródek, zapraszam serdecznie do kontaktu.

***

A wspaniałe zdjęcia zrobiła Karolina Kańska
i ja te mniej wspaniałe. 

22.5.14

Kosteczka w celi

Jaś i Małgosia, Jack i Łodyga Fasoli, O smoku Wawelskim, brutalność w baśniach, kanibalizm w baśniach, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie


Na warsztacie: Jaś i Małgosia, Jack i Łodyga Fasoli, O smoku Wawelskim, brutalność w baśniach, kanibalizm

Jaś, jest w nie lada opałach. Wiedźma zamknęła go w komórce pod schodami lub w jakimś innym, strasznym dość miejscu. Tam, co dnia, przynosiła mu czarownica posiłki raczej obfite - a to kaczki jakieś, a to golonka, a to szyneczki i kopy ziemniaków, by dzieciaka utuczyć jak małą gąskę... przed ubiciem. Żeby sprawdzić, czy to już, kazała chłopcu wyciągać paluszek. A Jaś, jak to sprytne Jasie w swym zwyczaju miewają, oszukiwał ślepą wiedźmę (bo jak zapewne wszyscy wiecie, wiedźmy z natury są ślepe). Zamiast paluszka wystawiał kosteczkę, którą znalazł w celi.

Do kogo należy kosteczka?


Bajeczki (te kolorowe z rysunkami) podają, że do kurczaka. Czasem Jaś w ogóle nie podaje czarownicy kosteczki, a raczej patyczek. W zbiorze baśni braci Grimm (korzystam z tego starszego tłumaczenia), jest napisane tylko, że znalazł tę kosteczkę w swojej celi. A mnie zaczęło dręczyć następujące pytanie - czy czasem ta kostka nie należy do dziecka, które siedziało w tym miejscu przed Jasiem? Czy ta kosteczka nie jest dowodem rzeczowym na to, że czarownica naprawdę zjada dzieci.


Zresztą, cóż byłoby w tym dziwnego - przecież skoro baśń mówi, że czarownice zjadają dzieci, to znaczy, że to właśnie robią. Kiedy zatem rozejrzymy się po podłodze baśniowych chatek, możemy natknąć się tam na bardzo upiorne rekwizyty. W baśni o Wasylisie i Babie Jadze, płot przed domem wiedźmy przyozdobiony jest przecież rzędem ludzkich czaszek. Jednak kosteczki w celi Jasia opowiadają nam o czymś innym niż czaszki na płocie. Te drugie to tylko rekwizyt rodem z gabinetu strachów. Kosteczki z celi mówią nam zaś, że było więcej takich dzieci, jak Jaś i Małgosia. 


A skoro wiedźma żyje... 


...znaczy, że dzieci nie żyją. Jest to dość subtelny sposób opowiedzenia o czymś niezwykle ważnym. Jeśli w celi znajdują się kosteczki, to znaczy, że przygoda może się nie udać. Może dziecko, które słucha baśni zorientuje się, może nie (zazwyczaj się orientują), ale gdzieś w środku zaczyna się proces mniej więcej taki: ta historia, to gra o wszystko. Jest się albo górą, albo obiadem. Nie ma czegoś takiego, jak połowiczne rozwiązania. Jeśli się uda, wtedy w piecu zostanie tylko kupka popiołu, jeśli natomiast przechytrzenie wiedźmy okaże się niemożliwe - cóż, spójrzcie pod nogi, na porozwalane tu i tam kosteczki. 

Jaś i Małgosia, Jack i Łodyga Fasoli, O smoku Wawelskim, brutalność w baśniach, kanibalizm w baśniach, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie


Jeszcze dobitniej powiedziane jest to w baśni o Jacku i zaczarowanej fasoli. Tam, kiedy olbrzym wraca do domu, momentalnie wyczuwa, że wewnątrz było (i nadal jest) ludzkie dziecko. Mówi więc do żony - zdaje się, że czuję dziecko. 
Na to jego żona odpowiada:

- Głupiś! To pewnie po tych wczorajszych bliźniakach, które miałeś na kolację.
Więc i owszem - były inne dzieci. Było ich więcej. I zasadniczo - tym przed Jackiem spotkanie z olbrzymem nie wyszło na zdrowie. 



O tych, którzy wędrują po fasoli


Jak poprzednie dzieci dostały się do krainy w chmurach, o tym baśń milczy. Osobiście mam jednak pewne przemyślenia, na ten temat. Jack swoje magiczne ziarna dostał od dziwnego starca, spotkanego na rozdrożu. Starzec zjawił się w chwili dla Jacka krytycznej - chłopiec szedł właśnie sprzedać jedyne źródło utrzymania swojej rodziny(pisałem o tym więcej tutaj). W najtrudniejszej chwili dostał więc od losu szansę. Dlaczego Jack? sądzę, że nie był wyjątkiem. Po prostu to jego opowieść. Był jednym z milionów, którzy co dnia spotykają na swojej drodze starca i mogą dostać od niego magiczną fasolę (czy inne ustrojstwo, dzięki któremu dostaną się do świata magii). Część nie ma na tyle odwagi, żeby wymienić "krowę" (czymkolwiek ona jest) na pięć nijako wyglądających ziarenek. Niektórzy sprzedają "krowę" i robią na tym dobry interes, a potem żyją sobie w dostatku aż do śmierci. Inni sprzedają swoją "krowę", a potem tracą wszystko i jedyne, co im zostaje to zdychać z nędzy. 


Jaś i Małgosia, Jack i Łodyga Fasoli, O smoku Wawelskim, brutalność w baśniach, kanibalizm w baśniach, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie

Ale są też Ci, którzy są na tyle brawurowi, żeby wymienić "krowę" na obiecaną tajemnicę. Wtedy za ich domem wyrasta kłącze sięgające samego nieba, po którym można dostać się do miejsca wielkich skarbów. 


Potem idą do góry, w wielkiej nadziei, że będzie tam miło i przyjemnie. A tu psikus. Zamiast miło i przyjemnie stają się kolacją olbrzyma. Każda wędrówka jest indywidualna, a Ci, którzy skończyli w trzewiach olbrzyma po prostu przegrali. Teraz muszą pojawić się w opowieści, bo bez nich Jack nie miałby punktu odniesienia. Baśń jest w tym punkcie bardzo dydaktyczna... i bardzo zdawkowa jednocześnie. Trochę jak reklama społeczna, trochę jak kronika kryminalna. 

Jaś i Małgosia, Jack i Łodyga Fasoli, O smoku Wawelskim, brutalność w baśniach, kanibalizm w baśniach, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie

Może więc jest tak, że bohater baśni, to ten i tylko ten, który idzie do nieba, znając obie strony opowieści. Przykładów można by mnożyć. W polskiej baśni o "Żywej Wodzie" główny bohater w swojej wędrówce napotyka tych, którym już wcześniej powinęła się noga - cały las kamiennych posagów, które stanowią ostrzeżenie, są punktem odniesienia. Czy gdyby ich nie było, on sam nie zamieniłby się w kamień. Albo szewczyk Skuba (lub jak kto woli Dratewka), czy byłby wpadł na swój pomysł z przechytrzeniem smoka, gdyby wcześniej nie był świadkiem eksterminacji kwiatu rycerstwa króla Kraka. Smok zabijał rycerzy, jak dzieci zabijają koniki polne i nie można było zrobić nic innego, jak tylko patrzeć i się frasować. 

Obserwowanie kości


No dobrze, ale są też Ci, którzy umieją słuchać i patrzą mądrze. Nasz Jaś, nasz Jack, nasz dzielny szewczyk. Obcowanie z tymi, którym się nie udało, było dla nich po pierwsze mobilizacją do działania. Po drugie zaś nauką. Kiedy otaczają nas rozerwane członki naszych poprzedników, a w powietrzu wciąż unosi się zapach małych pieczonych Anglików, nasz mózg zaczyna inaczej pracować. Staje się czujniejszy, zaczyna szukać tych lepszych rozwiązań. Już wie, że tam gdzie jest, nie ma żartów, że lada moment do domu wrócić może olbrzym, albo zza rogu wyłoni się smok. Śmierć poprzedników to dla nas znak, że gra toczy się o naprawdę wysoką stawkę, ba - że gra toczy się o wszystko. 

... a sprzedaż krowy, to dopiero początek. 

***

dzisiejsze ilustracje sponsorowuje: Arthur Rackman, Matt Horan,  internet, Tabatha Yeates



18.5.14

Ilustracje ze smoczej jamy

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni
Na warsztacie: Smok Wawelski

Zainspirowany sobotnimi zajęciami w Pauzie, postanowiłem przeczesać trochę internet w poszukiwaniu smoka wawelskiego. Poniżej kilku naprawdę ciekawych ilustratorów, z czego wszyscy są z Polski. Szczególnie polecam Emilię Dziubak i Piotra Sochę (to ten ostatni, nb. zwycięzca konkursu "Legendy Wawelskie" z 2011 roku). 

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

A na bloga tej Pani zapraszam serdecznie, jest niezwykły i niesamowity tutaj

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni


Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

I na koniec najbardziej znany z wawelskich smoków. tak znany, że aż KARRRAMBA!
Autorami postaci są Alfred Ledwig i Zdzisław Kudła

Smok Wawelski, legendy wawelskie, wawel, smok krakowski, smocza jama, Mateusz Świstak, Baśnie na Warsztacie, ilustracje baśni

***

Ilustracje do dzisiejszego wpisu sponsorują:

Jacek Ambrożewski
http://jacekambrozewski.blogspot.com/2011/11/legendy-wawelskie.html

Marta Bilecka
http://jacekambrozewski.blogspot.com/2011/11/legendy-wawelskie.html

Emilia Dziubak (TEN BLOG POLECAM BARDZO BARDZO!!!)
http://emiliaszewczyk.blogspot.com/2011_10_01_archive.html

M. Walentynowicz, Marian sztyma, Piotr Socha,

14.5.14

W stronę Śmierci zerkanie

Eneteia, Bracia Grimm i siostra Śmierć, Baśnie o śmierci, Baśnie o umieraniu, opieka paliatywna, śmiertelna Koszula, Człowiek i śmierć, Kuma Śmierć, Księżyc baśń, O wędrowaniu, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztacie,

Na warsztacie: Jadwiga Wais, Bracia Grimm i Siostra Śmierć 

Szanowna Pani Jadwigo,

Zajmuję się baśniami, bo Pani mnie do tego zmotywowała. Pani "Ścieżka Baśni" była dla mnie przykładem tego, jak można interpretować baśnie i jednocześnie twardo stąpać po ziemi. W Pani interpretacjach nie było przesadnie rozdmuchanej filozofii, do której przycinała Pani teksty, ale przede wszystkim baśń sama. Jej tekst i to, co można z niego wyczytać. Nawet jeśli po morzu skojarzeń zaczynały nieść Panią mocne wiatry wyobraźni i przypuszczeń, w Pani słowach można było wyczuć doświadczonego żeglarza, wiedzącego jak sobie z nimi poradzić. Wiedziałem, że dopłynę do konkretnego portu. Kiedy otworzyłem pierwszą stronę Pani nowej książki "Bracia Grimm i Siostra Śmierć" tego spodziewałem się przede wszystkim - solidnych interpretacji baśni ze śmiercią w roli głównej... a tu jednak nie. 

Od pierwszych stron pcha mnie Pani nie na karty grimmowskiego zbioru, ale w życie samo, w sam środek umierania i to w dodatku po polsku. Słyszałem, co prawda, o Pani zajęciach we Wrocławiu i o zadaniach z jakimi muszą się skonfrontować ich uczestnicy, o tym, że przede wszystkim chce Pani, żeby uczestnicy byli w życiu, a dopiero potem w baśniach, żeby poczuli, że baśnie mają sens o tyle, o ile mają punkt odniesienia. Jestem tego samego zdania, choć w swoich dociekaniach o sprawy ostateczne zahaczam raczej rzadko. 

Pierwsze strony Pani książki są jak zepchnięcie ze schodów. Kiedy czytałem o umieraniu w hospicjach, mój mózg wędrował od myśli "gdzie są te baśnie", do myśli "po co mi te baśnie". Skoro takie rzeczy mają miejsce, skoro to jest prawda, to jakie znaczenie ma kilka historyjek z dawnych lat.

Poza tym, wciąż pozostaję w wieku, gdy najbardziej prawdopodobne jest to, że zginę w wypadku, albo ktoś mnie zabije, więc myślenie o opiece paliatywnej zapisane jest gdzieś na marginesach mojego myślenia w ogóle... i to drobnymi literami. Każdy wiek ma swoją własną Kumę Śmierć. Kiedy jest się w okolicach trzydziestki, kostucha ma w sobie coś z przypadkowego romansu, z pocałunku nieznanej kobiety, z którą los zetknął nas w ciemnej uliczce. Słodki i paraliżujący. Błyskawiczny. Kiedy jest się w okolicach trzydziestki Śmierć zdaje się nie siadywać w tym samym pokoju. Jeszcze nie przyszła. Finisz jest w miejscu, którego trudno się spodziewać. Jestem w wieku, w którym częściej się ginie, rzadziej umiera. Może dlatego tak trudno przychodzi mi czytać o umieraniu. 

Eneteia, Bracia Grimm i siostra Śmierć, Baśnie o śmierci, Baśnie o umieraniu, opieka paliatywna, śmiertelna Koszula, Człowiek i śmierć, Kuma Śmierć, Księżyc baśń, O wędrowaniu, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztacie, GOrey


Jednak nie o tym przecież jest Pani książka. To tylko wprowadzenie. Przez wszystkie jej strony, stara się Pani przecież przekazać, że aby móc w ogóle mówić o umieraniu, trzeba żyć. Że trzeba być kimś, żeby umrzeć. Kim? Kimś kto nie godzi się na nudę codzienności, ktoś, kto nie godzi się na śmierć samą, kto wie że "coś lepszego od śmierci jest wszędzie". I tutaj rozwiązuje Pani worek z baśniami. 

Nie ma ich, co prawda za wiele, bo tylko pięć, za to dające obraz tego, jak człowiek dorasta do spotkania z własną śmiercią. Jest Księżyc, o tych, którzy nie boją się ruszyć w mrok, by odnaleźć własne światło, jest baśń O wędrowaniu, w której pisze Pani raczej o tym, czego NIE robić, by nie krępować życia i pozwolić mu wzrastać w nas jak samotnemu drzewu na polanie. Dalej mamy Miejskich Muzykantów z Bremy (chylę kapelusz za ten tekst) o tym, że życie zaczyna się tam, gdzie stoimy, niezależnie ile mamy lat. 
Jest Kuma Śmierć, z której wyczytuje Pani jakim bogactwem możemy cieszyć się jako ludzie, gdy zaprzyjaźnimy się z własną Śmiercią i na koniec Śmiertelna Koszula, czyli opowieść o kontekstach umierania i żałoby. (Jak dokładnie interpretuje Pani te opowieści pisać nie będę, żeby nie odbierać Czytelnikom przygody spotkania z nimi). 

Jak już pisałem, lubię Pani teksty, przede wszystkim za rozsądek. Za niechęć do uciekania w filozofowanie i za deptanie życiu po piętach. Lubię też łowić perły Pani zdań. Lubię w Pani stylu to coś, co przywędrowało do niego z poezji, a może z baśni samej. Ta słodka inność przebijająca się przez popularnonaukowy dyskurs ma w sobie coś z promieni słońca w pochmurny dzień. Każe się zatrzymać, spojrzeć jeszcze na miejsce na które właśnie patrzymy, nie pozwala go ominąć. Kiedy czytałem Pani książkę, czułem, że zatrzymuję się co rusz. "Stój" mówiły Pani akapity. "Tu jest coś pięknego" - mówiły. "Podkreśl" mówiły. "Wynotuj" mówiły. Więc stałem, podkreślałem, notowałem. 

I z moich podkreśleń i wynotowań wyszło mi, że Śmierć i Życie (a jedno zwiera się w drugim) to dzieła sztuki, które musimy stworzyć. I znów, żeby było dzieło sztuki, wpierw musi być artysta. A artysta to ktoś wykluczony (czy dobrze odczytałem Pani intencję?). Ktoś, komu zdarzyło nie zmieścić się w normy i wypaść ze społeczeństwa. Ta wizja podmiotowego umierania, którą Pani buduje co rusz przywoływała w mojej pamięci pewną piosenkę:



Śmierć może być pięknym widowiskiem. Można ją sobie pięknie wymyślić. Jednak, pierwszy krok do najpiękniejszej śmierci, to stwierdzenie, że "coś od [niej] lepszego jest wszędzie". Pierwszy krok w stronę najpiękniejszej śmierci, to odwrócenie się w stronę życia. Dopiero, gdy nauczymy się żyć, śmierć wróci jako Grande Finale

Pani Jadwigo, ta wędrówka, w którą zabrała mnie Pani, podczas lektury, to było coś, czego się nie spodziewałem. Nie wiem, czy byłem na nią gotowy, lecz kiedy dobrnąłem do końca, wiem że warto było po raz kolejny ruszyć z Panią szlakiem baśni. 

Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się nam na tym szlaku spotkać. Świat jest wielki, jednak wędrowcy lubią na siebie wpadać. Czego Pani, a przede wszystkim sobie życzę. 

Z poważaniem, 
Mateusz Świstak
Baśnie na Warsztacie

***

Jadwiga Wais, Bracia Grimm i Siostra Śmierć
Wydawnictwo Eneteia, Warszawa 2014

miłą grupkę dzieciaczków ze śmiercią jako opiekunem narysował pan Edward Gorey
A piosenka pochodzi z musicalu All That Jazz, co na polski przekłada się Cały ten Zgiełk", który polecam jak tylko można.