14.2.19

Trzy miseczki

Il. Gretchen Ellen Powers

Na warsztacie: Złotowłosa i trzy niedźwiadki


Sytuacja zarejestrowana przez kamery monitoringu wyglądała następująco:

Do domku niedźwiadków pod nieobecność gospodarzy wchodzi dziewczyna, o której wiadomo, że ma złote włosy i nic więcej. Jest też pewnie głodna, bo swoje pierwsze kroki kieruje prosto do stołu, na którym ustawione są trzy miski z owsianką. Próbuje z jednej i okazuje się, że owsianka jest za gorąca, próbuje z drugiej i niestety owsianka okazuje się za zimna. Dopiero stan trzeciej owsianki ją zadowala, więc dziewczyna zjada całą zawartość miski i idzie demolować krzesła i łóżka gospodarzy.

My jednak zostaniemy w kuchni, żeby zbadać, co się tam tak naprawdę wydarzyło. Po pierwsze więc przyjrzyjmy się miseczkom - największa należała do taty misia, to oczywiste, ale na tym oczywistość się kończy. Nagrania monitoringu wyraźnie zarejestrowały przecież dziewczynkę, która mówi, że owsianka w pierwszej misce jest za gorąca, zaś w drugiej, należącej do mamy "za zimna". Zgodnie z wszelkimi prawidłami fizyki, utrata ciepła jest mniejsza im większa jest masa danego ciała. Wnioskować stąd można, że mama misia miała jakieś problemy żołądkowe, była na diecie, pościła lub podjadała przy gotowaniu.

Kolejny wniosek, już bardziej na poważnie obala hipotezę, że dziewczynką kierował głód. Nie zatrzymała się przy pierwszej misce, która najlepiej była w stanie zaspokoić jej potrzebę, tylko wybierała to, co po prostu odpowiadało jej gustom. Kierowała nią więc nie konieczność, ale raczej zachcianka. Psycholog śledczy zauważa, że dziewczynka w pierwszym odruchu idzie do największej miseczki, ale po zaledwie paru łyżkach rezygnuje z jedzenia na rzecz czegoś bardziej odpowiadającego. Czy myli ona więc głód z czymś innym? Być może.

il. Nancy Vo

Zachowanie Złotowłosej może być dla nas ciekawym studium tego, w jaki sposób pragniemy i w jaki sposób realizujemy swoje pragnienia. Pierwszy punkt, o którym wspomniałem już wyżej jest następujący: potrzeba i zachcianka w naszej głowie leżą bardzo blisko siebie i bardzo łatwo pomylić je na pierwszy rzut oka. Na drugi rzut zawsze górę bierze zachcianka, ale my często wciąż nazywamy ją potrzebą. I próbujemy zaspokoić tak, jakby "mieć na coś smaka" i "umierać z głodu" znaczyło dokładnie to samo.

Druga sprawa: zaspokajanie potrzeby ma znaczenie priorytetowe - szukamy najkrótszej drogi do zrealizowania tego celu. Idziemy do Żabki i kupujemy obleśną bułkę sprzed trzech dni i zjadamy ją bez entuzjazmu, żeby zaspokoić głód. Albo pakujemy się w związek, który nie ma prawa się udać tylko dlatego, że potrzebujemy wreszcie być kochani. W tym drugim przypadku może nawet nie być miłości, ale potrzebujemy jej tak bardzo, że sami jesteśmy ją sobie w stanie wymyślić. To jest potrzeba.

Kiedy jesteśmy głodni z zachcianki, przez półtorej godziny potrafimy marudzić nad tym co zamówić, a potem następne półtorej czekać aż dostawca przebije się przez korki. Zamiast dojadać resztki z lodówki, zamawiamy sushi deklarując przy tym, że umieramy z głodu. Nie szukamy miłości desperacko, nie budujemy relacji, a chodzimy na przypadkowe randki z Tindera, udając przed sobą, że szukamy tej właściwej, a często posuwając się nawet do użycia słowa "miłość". Nie mówię, że w ten sposób jej nie znajdziemy. Mówię raczej, że mechanizm, którym operujemy wynika z zupełnie innych pobudek niż potrzeba.

Złotowłosa kiedy trafia na swoją odpowiednią miseczkę nie jest już zupełnie głodna. Przecież przed chwilą, zjadła trochę z miski taty, trochę z miski mamy, a dopiero potem znalazła tą właściwą. Żeby zrealizować swoją zachciankę (albo może potrzebę wynikającą z zachcianki), konieczne jest próbowanie, konieczny jest pewien stopień nasycenia, który jednocześnie wiąże się z tym, że musimy kosztować to, czego niekoniecznie chcielibyśmy kosztować. I z jednej strony to proste jak piramida Maslowa (najpierw przeżyć, potem się rozwijać), z drugiej wiąże się z pewnym przesunięciem akcentów - dość destrukcyjnym zresztą. Niby czegoś potrzebujemy, ale jednocześnie naszym pierwszym odruchem jest niesmak. Podchodzimy do życia, jak do bufetu szwedzkiego w hotelu o niezbyt wysokim standardzie. Potrzebujemy więcej pieniędzy, więc idziemy do pracy, która nas brzydzi, gardząc swoimi kolegami i jeżdżąc po szefostwie. Chcemy się dobrze bawić, więc chodzimy na imprezy, na których jest tak bezsensownie, że kac jest lepszym rozwiązaniem. Zaliczamy pięć milionów wpadek związkowych, zanim uda nam się choć na chwilę zaspokoić swoje pragnienia dobrej relacji.

il. Mark Bird

Niestety, kiedy rzucimy się w wir wybierania tego, co najbardziej nam odpowiada, kiedy szukanie najlepszej opcji pochłonie nas bardziej niż życie samo, może się okazać, że narobiliśmy tyle głupot, że nie potrafimy już normalnie funkcjonować. Za nami zostaje spustoszenie - dwie niedojedzone miski owsianki, połamane krzesła, wymięta pościel, kilka zgorzkniałych osób ze złamanymi sercami. Ba - nawet to, co zaspokoiło naszą potrzebę, może okazać się katastrofą. Nie dla nas, dla tych, którym to się należało. Znów chyba najlepszym tego przykładem będą związki... i zdrady w tych związkach. Widzimy coś, co być może będzie nam odpowiadać, kosztujemy to i rozwalamy czyjeś życie. Jesteśmy zaspokojeni, ale co z tego - koszty są bardzo wysokie.

Złotowłosa wędruje od jednego pragnienia do drugiego, nie zważając na konsekwencje. Kiedy słucham swoich znajomych, a często kiedy patrzę na samego siebie (bo nieraz narobiłem w życiu syfu) czuję, że w każdym z nas siedzi taki ktoś ze złocistym kołtunem, kto gubi się w swoich zachciankach, zamiast zaspokajać potrzeby. Złotowłosa i trzy niedźwiadki to chyba najbardziej pesymistyczna baśń jaką znam, nie ma w niej wygranych, dobro dostaje popsute meble, zapaskudzone jedzenia, a niezaspokojona dziewczyna idzie przed siebie nie patrząc na konsekwencje i chyba bez szans na ich zaspokojenie.

Może niestety być też tak, że złotowłosa to część naszej natury. Wyjątkowo bezsensowna, ale też wyjątkowo ludzka... na pewno uwielbiana przez speców od reklamy. Może łatwiej nam psuć i usprawiedliwiać to swoimi potrzebami (patrz: wojny albo zdrady), może łatwiej nam korzystać z cudzego życia (patrz: brukowce i fejs), może nasze potrzeby są tak oczywiste i w ostatecznym rozrachunku tak proste do zaspokojenia, że całkowicie o nich zapominamy i żeby czuć sens, gonimy za zachciankami. A może jest tak jak mówił William Blake, że nie dowiemy się ile to jest wystarczająco, zanim nie poznamy tego ile to jest za dużo? Może...

Niezależnie od odpowiedzi, uważajcie na Złotowłosą. Ona ciagle gdzieś tam szaleje, podrzucając nam różne pomysły na to, czego nam potrzeba... a co jest całkowicie zbędne.

Więcej ilustracji do Złotowłosej... znajdziecie TUTAJ