20.10.20

 Hejtowanie Kapturka

#hejt 


Na warsztacie: Czerwony Kapturek, bezpieczeństwo w sieci, hejt, "Bądź z innej bajki"


Artykuł o Królowej Śniegu i patostreamingu znajdziecie TUTAJ.


Wyobraźcie sobie taką sytuację: Idziemy przez las. Jest piękny lipcowy poranek, a promienie słońca wbijają się swoimi świetlistymi snopami w leśną ściółkę. Gdzieś w koronach drzew świergoczą ptaki, a pod naszymi stopami przebiega wiewiórka. Jest tak pięknie, że nie potrafimy pomieścić tego piękna w sobie. Chwytamy więc za komórkę i strzelamy focię. My w tym pięknym miejscu – niech inni też się cieszą. Zdjęcie powędrowało do sieci, a tam... zresztą, zobaczcie sami: 



Jeśli filmik się nie odtwarza, kliknijcie TUTAJ 

Powyższy filmik powstał w ramach kampanii "Bądź z innej bajki", której pomysłodawcą jest stowarzyszenie Góry Kultury. Kampanię zrealizował Państwowy Instytut Badawczy NASK i Ministerstwo Cyfryzacji. 

W dzisiejszym tekście zajmiemy się hejtem, czyli umieszczaniem obraźliwych, pełnych nienawiści komentarzy – czasem celowo, czasem pod wpływem emocji – których celem jest poniżenie atakowanej osoby. Zjawisko to jest prawie tak powszechne jak dostęp do internetu. Warto więc przyjrzeć mu się bliżej.


Las

Bardzo podoba mi się porównanie internetu do lasu. Bo z surfowaniem po sieci jest jak ze spacerowaniem po lesie. Z jednej strony jest pięknie: otaczają nas drzewa, pachnie mchem i co rusz możemy trafić na jakiś zachwycający zakątek. Możemy schylić się i zerwać świeżo wyglądającą jagódkę, albo dorodnego prawdziwka. Z drugiej strony, w lesie są miejsca, do których lepiej nie zaglądać - dzikie mateczniki, legowiska drapieżników, albo gniazda pająków. Może okazać się, że jagódka po którą sięgamy jest wilcza, a zamiast prawdziwka trafi się nam szatan. Oczywiście im więcej obcujemy z lasem, tym łatwiej jest nam omijać jego niebezpieczeństwa. Jednak, gdy dopiero zaczynamy naszą przygodę z leśnymi wędrówkami, jesteśmy o wiele bardziej narażeni na czające się tam i tu niebezpieczeństwa. Tak jak Kapturek. 



Warto zauważyć już na początku, że Kapturek nie mógł uniknąć zagrożeń, jakie czekały na niego w lesie. Tak samo jest z siecią - jeśli z niej korzystamy, z automatu jesteśmy narażeni na to, że prędzej czy później trafimy na jej mroczniejszą stronę. I można by powiedzieć - chcesz być bezpieczny - nie korzystaj. Problem w tym, że nie jest to już możliwe. Powiedzieć dzisiejszej młodzieży, żeby nie korzystała z sieci, to tak, jakby powiedzieć komuś, kto mieszka w chatce w środku lasu, żeby nie wychodziło do lasu. Dziś dla młodego człowieka sieć to po prostu drugie pół życia. I jedyne, co możemy z tym zrobić, to pomóc dziecku w sieci funkcjonować bezpiecznie. Zwłaszcza, gdy pojawi się wilk. 


Kapturek i Wilk


Dlaczego Kapturek padł ofiarą wilka? Publikowanie zdjęć w sieci samo w sobie jest ryzykowne. Jest zdjęcie, jest przecież pretekst do hejtu i cyberprzemocy, tak jak w przypadku naszej bohaterki. Albo narazić młodego użytkownika na inne niebezpieczeństwa. Szczególnie jeśli publikujemy je w mediach społecznościowych na niezabezpieczonych profilach dostępnych dla wszystkich użytkowników.

Dlaczego wilk zaatakował Kapturka? Cóż - na to pytanie można odpowiedzieć na kilka sposobów. Być może nasz wilk był znajomym dziewczyny, który w realu miał z nią konflikt i wykorzystywał anonimowość, jaką zapewnia internet, żeby się odegrać. Być może zaś był po prostu drapieżnikiem (czyt. internetowym trollem), który patrolował sieć w poszukiwaniu swoich ofiar. Czy trafi na matkę, która pyta, jak radzić sobie z opryszczką u niemowlaków, czy dziewczynkę wrzucającą selfiaka z lasu - jemu to nie robi różnicy. Zaatakuje. Dlaczego? Może bawi go poczucie anonimowej władzy, może wyładowuje swoje frustracje... trudno powiedzieć. 

O wiele łatwiej natomiast stwierdzić, co może stać się Czerwonym Kapturkiem. Szczególnie, gdy nie skończy się na jednym nieprzyjemnym komentarzu. Negatywne komentarze wpływają na jego percepcję świata. Las przestaje być postrzegany przez Kapturka jako miejsce przyjazne. Zaczyna dostrzegać jego mroczną stronę, zaczyna czuć się w nim niepewnie. Wreszcie komentarze Wilka konsumują pewność siebie Kapturka, a w dużej mierze także jego poczucie własnej wartości. I być może wyda się Wam to wydumane, bo to przecież "tylko" internet. Pamiętajcie jednak, że dla dzisiejszej młodzieży bycie w sieci jest często tak samo ważne jak bycie poza nią. To drugie pół życia. I nie ma się co na to obruszać. Trzeba raczej przygotować do tego nasze dzieci. 


Zauważcie zresztą, że zarówno oryginalna baśń (a przynajmniej ta Grimmowska), jak i nasza, cyfrowa jej adaptacja, opierają się na braku doświadczenia głównej bohaterki. Gdyby Kapturek był choć odrobinę obyty, czy to z lasem, czy z siecią, wilk nie miałby szans wpłynąć na niego w stopniu, w jakim to zrobił. 


Mieszkańcy Lasu

Gdy wilk umieszcza komentarz, wszyscy inni mieszkańcy lasu idą ślepo za jego przykładem i sami zaczynają hejtować Kapturka. Niestety - czasem tak dzieje się także w rzeczywistości - negatywny komentarz może dać innym przyzwolenie do rozlania własnej żółci. Ostrzał negatywnymi treściami zaczyna się potęgować. Wilk rośnie w siłę, a las, w jakim znalazł się Kapturek, nie jest już przyjemny. Osacza dziewczynę, stając się coraz ciemniejszy i ciemniejszy. 

Na szczęście rzeczywistość nie zawsze maluje się w aż tak ciemnych barwach. Czasami wystarczy jeden głos sprzeciwu wobec hejtera, aby powstrzymać innych przed dodawaniem swoich uszczypliwości. To duża nauka dla nas. Zanim wyklikamy jakiś złośliwy komentarz, zastanówmy się dwa, a nawet trzy razy. Bo każdy nasz komentarz ma znaczenie. A pamiętajcie - to my jesteśmy mieszkańcami lasu, jakim jest internet. 


Babcia

Czasem potrzebna jest radykalna decyzja osoby dorosłej, żeby odciąć dziecko od negatywnego wpływu hejtu. Tak właśnie postępuje babcia w naszej baśni. Oczywiście to nie wystarczy. Przede wszystkim musimy być dla naszych dzieci wsparciem! Być dla nich wsparciem i dawać im poczucie, że czyjś hejterski komentarz, nie ma żadnego wpływu na faktyczną ich wartość. Jeśli uda nam się zbudować odporność w naszych dzieciach, wilkowi będzie o wiele trudniej ją podkopać. Dobrze też, jeśli wykształcimy w naszych dzieciach pewne odruchy obronne. Jeśli ktoś cię hejtuje – nie wchodź w dyskusję – blokuj. Jeśli hejt zawiera groźby – zgłaszaj takiego użytkownika... i blokuj. Można to nazwać podstawami internetowej samoobrony. 

Zwracajmy uwagę, na zachowanie naszych dzieci i rozmawiajmy z nimi o tym, co dzieje się w ich życiu, zarówno w tym realnym, jak i w sieci. Bądźmy dla nich i uczmy je, jak radzić sobie z przeciwnościami. Także tymi sieciowymi. Być może dobrym początkiem takiej nauki będzie pokazanie im naszej wersji baśni o Czerwonym Kapturku. 

Tych, którzy chcą dowiedzieć się więcej na temat tego, jak hejt może wpływać na nasze dzieci, zapraszam do wysłuchania mojej rozmowy z panią Anną Borkowską, psycholog i ekspertką w Dziale Edukacji Cyfrowej NASK i autorką poradnika dla rodziców "Cyberprzemoc - włącz blokadę na nękanie". 

Podcast znajdziecie również klikając TUTAJ


Wszelkie dodatkowe materiały poświęcone zagadnieniu hejtu w sieci dostępne są na stronie 

www.gov.pl/badz-z-innej.bajki, do której odwiedzania serdecznie zapraszam. 





Informacja dot. współfinansowania

Kampanię zrealizowano na bazie pomysłu autorstwa Stowarzyszenia Góry Kultury - laureata w konkursie „(Nie)Bezpieczni w sieci – konkurs dla NGO na najlepszą kampanię edukacyjną”, którego organizatorem było Ministerstwo Cyfryzacji oraz Państwowy Instytut Badawczy NASK. Kampania jest współfinansowana ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa.


PS Na koniec ciekawostka - wilcza jagoda to po łacinie Atropa belladonna. Pierwszy człon tej nazwy pochodzi od imienia jednaj z Mojr - greckich bogiń przeznaczenia. A dokładnie tej ostatniej Atropos, która przecinała nić życia. Belladonna z kolei pochodzi od rzymskiego przekonania, że sok z wilczych jagód dodaje kobiecemu spojrzeniu uroku. Rzymianki kropiły sobie więc nim oczy, przez co powiększały im się źrenice i ponoć miały bardziej błyszczące spojrzenie... 


15.10.20

 Królowa Śniegu 
#Patostreamy



Na warsztacie: Królowa Śniegu, szkodliwe treści w sieci, kampania "Bądź z innej bajki"

Link do rozmowy na temat Patostreamów znajdziecie TUTAJ

Z baśnią o Królowej Śniegu jest trochę jak z Piotrusiem Panem, czy Alicją w Krainie Czarów. Niby wszyscy wiedzą, o czym jest ta opowieść, ale jeśli trochę podpytać, może się okazać, że nasza wiedza na jej temat ogranicza się do kilku emblematycznych obrazków - stłuczonego lustra, którego odłamek wpadł do oko Kaja i samej postaci Królowej. Natomiast zapytani o to, kim jest królowa, skąd się wzięła, albo co w ogóle w bajce robiła, będziemy musieli rozłożyć bezradnie ręce. Jest też oczywiście bohaterska Gerda, ale jej droga rozmywa się w naszej pamięci, choć prawdę powiedziawszy - to właśnie ona jest główną bohaterką tej opowieści. 

Wydaje mi się jednak, że nie ma znaczenia, czy pamiętamy historię Gerdy, czy nie. O wiele ważniejsze są symbole, z jakimi zostawił nas Andersen. Czy to okruch w oku, czy Królowa są na tyle mocne, żeby poruszać pokolenia i krzyczą o ciągłe interpretacje i reinterpretacje. A dla nas stały się inspiracją do przepisania tej baśni na nowo, w bardziej cyfrowym kontekście. 

Dziś chciałbym napisać trochę o tym, jak my zinterpretowaliśmy tę opowieść w ramach kampanii "Bądź z innej bajki" - kampanii poświęconej bezpieczeństwu dzieci w sieci. Kampanii wymyślonej przez Stowarzyszenie Góry Kultury, a realizowanej przez Państwowy Instytut Badawczy NASK oraz Ministerstwo Cyfryzacji. Królowa Śniegu posłużyła nam do opowiedzenia o szkodliwych treściach w sieci i zjawisku jakim jest patostreaming. Zanim przejdziemy do omawiania baśni, zapraszam do obejrzenia animacji (jeśli czytacie ten artykuł na komórkach kliknijcie TUTAJ):



W naszym przypadku Królowa to niezbyt sympatyczna patostreamerka, która swoimi niewybrednymi "prankami" (czyli żartami, od angielskiego prank czyli psikus) zdecydowanie przekracza przyjęte normy. Na tym zresztą polega patostreaming – stawianiu na świeczniku treści, które w kanonie zachowań społecznie akceptowalnych raczej się nie mieszczą: przemocy fizycznej, słownej, seksualnej wulgaryzmów, libacji alkoholowych bójek czy poniżania innych osób. Patostreaming, jak sama nazwa wskazuje to transmitowanie na żywo relacji z wydarzeń dość ciężkiego kalibru i budowanie na nich swojej popularności. Nas nie interesują jednak autorzy patotreści. Skupmy się raczej na tym, co może się stać z młodocianym ich odbiorcą. Te obrazy mogą "wbić się" w oko, mózg i serce oglądających. Dokładnie tak, jak odłamki lustra "wbiły się" w oko baśniowego Kaja. 

Odłamki lustra 

Zauważcie, że w baśni Andersena, tytułowa Królowa Śniegu pojawia się dość późno. Baśń zaczyna się od czarodzieja, który stworzył zwierciadło pokazujące świat jako naprawdę niefajne miejsce. Niestety, gdy jego uczniowie chcieli, by sam Bóg się w nim przejrzał, lustro wyślizgnęło im się z rąk, roztrzaskało na miliony kawałków i w ten sposób wpadło do oka Kaja. 

Zatrzymajmy się na chwilę przy właściwościach samego lustra i jego działaniu. Przekładając je na współczesny język, można by powiedzieć, że główną mocą lustra jest manipulowanie percepcją przeglądającej się w nim osoby. Być może działa ono jak serwis informacyjny, który pokazuje, jak zły jest świat, albo jak internetowe filmiki pełne drogowych wypadków, albo na przykład strona pełna rasistowskich dowcipów. Niedoświadczony odbiorca niekoniecznie musi wiedzieć, że z daną stroną jest coś nie tak i może brnąć w dane treści, zafascynowany, być może tym ich aspektem, który zachęca na przykład do  eksperymentowania i niebezpiecznego przekraczania granic. W każdym z tych przypadków skutek jest jeden - wrażliwość odbiorcy może ulec przytępieniu a granice tego, co dopuszcza do siebie, zostają przesunięte. Najpierw odrobinę, potem jeszcze odrobinę, a potem do tego stopnia, że wreszcie na scenę wejść może Królowa Śniegu - cała na biało. 


Królowa

U Andersena, Kaj jest postacią, która osiąga stan ekstremalnego wyzucia z emocji. Potrafi dostrzec piękno jedynie w kryształach lodu, które, co prawda są piękne, ale w odczytaniu symbolicznym bliżej im raczej do ostatniego kręgu dantejskiego piekła niż zadziwiającej symetrii fraktali. Kaj jest postacią, która dawno już przekroczyła pewną granicę wrażliwości i co ciekawe, dopiero kiedy to się stało, w opowieści pojawiła się Królowa Śniegu. Była zwieńczeniem upadku chłopca. 

Warto zauważyć, że Kaj w całym procesie pozostawał dość bierny. Jego powolna degradacja moralna, w dużej mierze nie zależała od jego woli. "Coś" wpadło mu do oka i stopniowo zaczęło go zmieniać. Czy było to "coś" co zobaczył na ulicy, czy może mimochodem dostrzegł to "coś" na ekranie telewizora, gdy przechodził przez mieszkanie, a może pokazał mu to "coś" kolega w klasie na swoim smartfonie. To nie ma aż takiego znaczenia. Znaczenie ma fakt, że zaczyna kształtować zachowania chłopca. Zmienia jego postępowanie. 




Być może w tym właśnie tkwi moc Królowej. Zarówno u Andersena, jak i u nas staje się ona trochę figurą matki, która prowadzi Kaja w stronę patologicznych zachowań - nieważne, czy chodzi o zabawy bryłkami śniegu, czy też rzucanie w Gerdę papierowymi kulkami. Królowa stała się dla Kaja pierwszym wyznacznikiem norm. A to jest bardzo niebezpieczne. Na szczęście do akcji zawsze wkroczyć może Gerda. 

Gerda i nie tylko

Przez swój sposób postrzegania świata Kaj Andersena tak bardzo odsunął się od swoich bliskich, że w baśniowym języku po prostu pojechał w dal z Królową Śniegu. W świecie realnym ten proces również się odbywa, jednak o wiele trudniej go zauważyć. Jak jednak rozpoznać to, że ktoś jest pod wpływem np. patostreamów? Najlepiej zwrócić uwagę na zachowania danego dziecka. Jeśli zmienia się słownictwo, którym posługuje się dziecko (np. pojawiają się w nim wulgaryzmy nieadekwatne do wieku), jeśli w zachowaniu dostrzegamy więcej agresji, albo zachowań, które wzbudzają nasze podejrzenia, może nadszedł czas byśmy interweniowali. 

Oczywiście nie musi to wcale oznaczać, że nasze dziecko ma problemy, które powstały w wyniku kontkatu z patostreamingiem, albo innymi szkodliwymi treściami w sieci. Oznacza to natomiast, że my, jako dorośli powinniśmy zadbać o poczucie bezpieczeństwa dziecka i dać mu potrzebne wsparcie: porozmawiać z nim, ustalić źródło jego problemów, a także, jeśli leży to w naszej mocy - pomóc dziecku te problemy rozwiązać. Jeśli nie leży to w naszej mocy, cóż - musimy zrobić wszystko, żeby leżało. 

Możemy na przykład poszukać pomocy u specjalistów. Jeśli nie wiemy, jak zacząć rozmowę z dzieckiem, możemy skorzystać z baśniowego języka - spróbujmy pokazać dziecku na przykład "Królową śniegu". Dzięki temu powstanie też bezpieczna przestrzeń do rozpoczęcia rozmowy, bez konieczności bezpośredniego adresowania problemu. Warto również, żebyśmy dokładniej przygotowali się do takiej rozmowy. Na stronie projektu BĄDŹ Z INNEJ BAJKI będziecie mogli znaleźć też materiały przygotowane przez ekspertki z NASK, które szerzej omówią całe zjawisko. 

Przede wszystkim jednak nie zostawiajmy dziecka samego z problemem. Niezależnie czy chodzi o świat online czy offline, bądźmy zawsze dla niego. Królowa Śniegu to baśń o kimś, kto trochę nie z własnej winy zaczął dystansować się od świata i popadać w społeczną apatię, ale jeszcze bardziej to baśń o kimś, kto wyszedł na przeciw problemom swojego przyjaciela. O kimś kto pełnym ciepła sercem powiedział: "nieważne co się z tobą dzieje - nie opuszczę cię". Tak Gerda zachowała się w stosunku do Kaja i mam nadzieję, że i nam wystarczy serca, byśmy w ten sam sposób odpowiadali na problemy naszych dzieci. 

Obserwujmy, wspierajmy, reagujmy, bądźmy przy naszych dzieciach z otwartymi sercami. 




I tutaj zakończę. Nie znaczy to oczywiście, że temat został wyczerpany, wprost przeciwnie, to tylko niewielki ułamek tego, co w temacie patostreamingu i innych szkodliwych treści można powiedzieć. Jeśli chcecie posłuchać na ten temat więcej - zapraszam do wysłuchania mojej rozmowy z Panią Julią Piechną, ekspertką NASK, autorką poradnika dla rodziców "Szkodliwe treści w internecie. Nie akceptuję, reaguję". 

Podcast znajdziecie TUTAJ

Na koniec jeszcze raz przypominam, że artykuł powstał w ramach kampanii Bądź z innej bajki





Informacja dot. współfinansowania

Kampanię zrealizowano na bazie pomysłu autorstwa Stowarzyszenia Góry Kultury - laureata w konkursie „(Nie)Bezpieczni w sieci – konkurs dla NGO na najlepszą kampanię edukacyjną”, którego organizatorem było Ministerstwo Cyfryzacji oraz Państwowy Instytut Badawczy NASK. Kampania jest współfinansowana ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa.






7.10.20

 Ogrody Miasta Ogrodów




Na warsztacie: ogrody Katowic, Rok Ingardena, filozofowanie.


Tak jak obiecałem na fb. troszkę dłuższy wpis, na temat projektu "Ingarden/W Ogrodzie", który popełniliśmy wraz z Lufcikiem na Korbkę dla Stowarzyszenia Pełna Kultura w ramach grantu Lokata w Kulturę otrzymanego od Katowice Miasto Ogrodów. 

2020 został ogłoszony rokiem Romana Ingardena, polskiego filozofa, fenomenologa ale też wpływowego teoretyka literatury, działającego od dwudziestolecia aż do lat siedemdziesiątych. Nie sposób też pominąć faktu, że jego nazwisko tłumaczone bezpośrednio z angielskiego znaczy „w ogrodzie”. Słaba to szarada, ale jeśli mieszka się w Katowicach - Mieście Ogrodów - nie sposób powstrzymać się od połączenia tych dwóch faktów. Z takiego połączenia powstał niniejszy projekt. Będzie tu przestrzeń, a co za tym idzie ruch, będzie filozofia i będą Katowice. Postawiliśmy sobie za cel wyruszyć na filozoficzne wycieczki do kilku katowickich ogrodów. W części z nich powstały materiały filmowe, oparte na inspirowanych danym miejscem rozważaniach. 


Zawinęliśmy do sześciu miejsc: Ogrodu MDK "Bogucice-Zawodzie", MDK "Szopienice-Giszowiec", Ogrodu Niewiniątek - instalacji artystycznej na Szopienicach, Ogrodu Sensoryczno-Botanicznego w katowickich Murckach, Ogrodów Kurii oraz ROD im. T. Kościuszki. 


W niektórych powstał materiał filmowy (i to jaki!!!), inne były tylko miejscem naszych przechadzek. Zapraszam do wspólnej podróży po poszczególnych ogrodach. Zacznijmy od Zawodzia:


Na Dzikim Zawodziu (bulwary Rawy, ogród MDK Zawodzie, ul. Marcinkowskiego 13) 


Co prawda chodziłem tu do liceum i niektóre miejsca noszą w sobie potężny ładunek wspomnień, co prawda nadal jest tu piekarnia Europejska, gdzie niezmiennie można dostać najlepsze na świecie ciastka półfrancuskie z malinami, ale od kiedy opuściłem mury Paderewy (X LO)  zdążyło się tu pozmieniać prawie wszystko. Choć inaczej: ja zdążyłem się pozmieniać, a wraz ze mną - wszystko. 

Niemniej - jeśli mogę pozwolić sobie na odrobinę prywaty - Zawodzie stoi w mojej głowie u zarania procesu tworzenia Miasta wyobraźni. Jego ulice, ich klimat, trochę piękna i trochę beznadziei stały się zaczątkiem pewnego procesu mitologizującego przestrzeń w mojej głowie. Do niej zaczęły się doklejać inne miejsca, inne ulice i krajobrazy, zaczęła rozrastać się w labirynt i zaludniać najrozmaitszymi mieszkańcami. A sam tytuł "na dzikim zawodziu" wziął się z pewnego opowiadanka kryminalnego, które napisałem dla mojej znajomej, jako pracę zaliczeniową na studia i które było pierwszą próbą uchwycenia tej nowej, imaginacyjnej przestrzeni. 

Choć ciągle w jakiś sposób wracam do tej dzielnicy, nie sposób mi się z nią zaprzyjaźnić. No dobra - to zmieniło się trochę podczas naszego ostatniego spaceru, gdy z Lufcikami ogarnialiśmy projekt. Stare śmieci napełniły się w trakcie spaceru nowymi twarzami i nowymi treściami. 

Poniżej filmik, jaki powstał podczas tego spaceru. Rozważania na temat czasu autorstwa Magdy, czytane przez Agę, wytańczone przez Magdę. Zobaczcie sami: 



A dla tych, którym nie poszedł film - link TUTAJ

Przy okazji każdych rozważań powstał też krótki suplement dotyczący danej dzielnicy. Skrótowo, ale na temat. Warto obejrzeć przede wszystkim dla napisów końcowych. Smacznego!



 

Ogród niewiniątek (ul Ks. Biskupa Herberta Bednorza 2A) 


O wiele bardziej "dziką" dzielnicą od Zawodzia są oczywiście Szopki. Kto jest z Katowic, ten wie, że to na pewno nie utopia. My jednak postanowiliśmy postawić na rozważania o utopiach. Przy okazji wędrowaliśmy trochę szlakiem Katowickich murali, które również udało się uwiecznić na naszych filmikach. Trafiliśmy też do Ogrodu Niewiniątek - instalacji artystycznej ulokowanej przy Browarze Factory - miejscu, które stać się może wizytówką Szopienic (my trzymamy za to kciuki). Rozstawione w ogrodzie dzieciaki (?) jednych przerażają, innych bawią, a dla mnie są hipnotyzujące. Ciekawe, co Wy o nich pomyślicie - napiszcie w komentarzach): 


Link awaryjny: TUTAJ 

I jeszcze suplemencik:





Wieża, o której wspomniałem w trakcie tego filmiku to jeden z moich ulubionych obiektów architektury przemysłowej Katowic. Gdybym mógł, najchętniej bym w niej zamieszkał, zapuścił długą brodę i zaczął całe dnie chodzić w białej koszuli nocnej. A wygląda ona tak: 


Autorem zdjęcia jest Andrzej Stempa, a autorami projektu wieży są bracie Zillmanowie. 

Miasto Ogród (Pod Lipami) 


Zillmanom też zawdzięczamy, kolejny punkt na naszej trasie. Punkt, któremu o wiele bliżej do utopii, czyli osiedle Giszowiec. To próba przeniesienia do rzeczywistości koncepcji filozoficznej Ebenzera Howarda, zmierzająca do stworzenia optymalnych warunków dla mieszkańców. Niska zabudowa, dużo terenów zielonych i łatwy dostęp do usług. To wszystko miał zapewniać Giszowiec. Czy zapewniał - to już inne historie. My wybraliśmy się do usytuowanego centralnie placu Pod Lipami, gdzie dziś znajduje się Miejski Dom Kultury "Szopienice-Giszowiec". Co z tego wynikło? Zobaczcie - wyszło takie trochę nigdzie, trochę... tu: 



Link do filmu: TUTAJ 

I oczywiście suplemencik: 


I link: TUTAJ


Ogródki Działkowe im. Tadeusza Kościuszki (ul. Barbary) 


Na teren Ogródków Działkowych im. Tadeusza Kościuszki prowadzi niewielka bramka niewidoczna od ulicy Zajączka. Można ją także przeoczyć, gdy patrzy się wprost na nią. Czasem jest uchylona, zwykle bywa zamknięta. Po drugiej stronie znajduje się mała enklawa spokoju. Choć tuż obok szumią setki aut pędzących w stronę Krakowa albo Wrocławia, w tym miejscu miejski zgiełk ulega zawieszeniu. Stanowi liche tło, które ledwie przebija się przez świergot ukrytych w żywopłotach wróbli. Gdy zagłębimy się w ścieżynki między ogródkami, możemy na chwilę zapomnieć, że wciąż znajdujemy się niemal w centrum Katowic, ale kiedy podniesiemy wzrok, miasto przypomni nam o sobie potężną bryłą budynku Wydziału Komunikacji, albo wzbijającym się ponad korony drzew żurawiem Spadochronowej Wieży. 





Nie podnośmy więc wzroku. Zapomnijmy na chwilę o mieście. Po prostu idźmy przed siebie, wybierając kolejną ścieżkę na chybił trafił. Szybko zorientujemy się, że nie mamy dostępu do wszystkich miejsc na terenie ogródków - niewielkie furtki uniemożliwiają zagłębianie się w wąskie przesmyki pomiędzy ścianami żywotników, w których stulił się przyjemny cień. Nie - to miejsce, do którego dostęp mają tylko gospodarze tego miejsca. 


Ci wiedzą, że tutejsze ogródki stanowią gratkę dla fanów dawnych Katowic, z pobłażaniem patrzą więc na przechodniów. Nie mają nic przeciwko, ale też wiedzą, że przechodzień to tylko przechodzień. Był i zaraz go nie będzie. Oni zostaną - pieląc grządki, przycinając bukszpany do kuli, czy po prostu wylegując się na wypłowiałym leżaku. Panowie okolicy, jej demiurgowie, jej driady i fauny, jej gospodarze. W sercu każdego z nich jest miłość do ziemi, sztuka ogrodu, którą próbują przekładać na pracę rąk. Skutek jest różny. Francuski ład, równo przyciętych żywopłotów koegzystuje tu z kompozycjami rodem z soplicowskiego obejścia i skalniakami na których spotykają się pampasowe trawy, niewielkie jarzęby i tandetne ogrodowe zwergi. Kontrolowana dzikość angielskiego projektu ogrodu przeradza się w niekontrolowany chaos puszczonych w samopas trawników, zdziczałych irg czy żywotników. 



Dozwolone jest wszystko, czego tylko zapragną właściciele i co tylko będą w stanie zrealizować. Dowodem ich sprawczości zawsze będzie altana. Czasem stawiana z tego, co było pod ręką - materiałów pochodzących z innych budów, albo takich kupionych w sklepie budowlanym na promocji. Czasem stawianych według planu, a czasem tylko według planu zaczętych. A potem - niech się dzieje wola nieba. 




Im bardziej jednak przecinamy teren Ogródków na zachód (to jest w stronę ulicy Mikołowskiej), tym przestrzeń zdaje się bardziej porządkować. Drewniane altany nabierają bardziej regularnych i przemyślanych form, przypominając alpejskie chaty, w wersjach dla lalek. To najstarsza część ogrodów, pochodząca jeszcze z początków XX wieku. Swoje powstanie ogrody zawdzięczają pomysłom Daniela Moritza Schebera (dyrektora sanatorium w Lipsku), który uważał, że kontakt młodzieży z terenami zielonymi ma na nie zbawienny wpływ - jego myślenie zakorzenione było oczywiście w galopującej w drugiej połowie XIX wieku urbanizacji. Teren, o którym mowa nazywany był zresztą ogródkami Schreberowskie. Były zorganizowane w taki sposób, by każdy mógł znaleźć tutaj coś dla siebie - znajdowała się tutaj biblioteka, a także ogródek z napojami orzeźwiającymi (mleko i piwo). A wszystko to, aby ciężko pracujący mieszkańcy miasta znaleźli odnaleźli otuchę wśród zieleń. 

 

Kiedyś teren Ogródków Działkowych sięgał aż do Parku Kościuszki. Niestety jego spora część została wchłonięta pod budowę A czwórki, która szumi, jak odległy ocean - cicho, ale nieustanie, nie dając o sobie zapomnieć. Jeśli szczęście nam dopisze, furtka od strony ulicy Barbary będzie otwarta. Wyjdziemy wprost na Miejskie Przedszkole nr 3. prezentujące inny sposób myślenia o ogrodach. Zarówno budynek jak i ogród (którego twórcą był Kazimierz Wędrowski) miały organicznie łączyć się ze sobą - na przykład dzięki wielkim przeszkleniom. Okna zaprojektowane były w taki sposób, żeby możliwie dużą ich część można było otworzyć, a wtedy ogród i wnętrze budynku stawały się jednym. Ten ogród jest przykładem ogródka jordanowskiego. To także odpowiedź na życie w przemysłowym mieście. Kontakt z zieloną przestrzenią, która choć mała, znajdowała się tuż za oknem. Ot - na wyciągnięcie ręki. 



Ogrody Kurii (ul. Wita Stwosza)




Jeśli przypomnimy sobie, ile emocji wzbudzał konkurs na budowę katowickiej Katedry Chrystusa Króla, nie powinien zdziwić nas fakt, że budynek ten wraz z budynkiem kurii i przylegającymi do nich ogrodami znalazł się na liście Pomników Historii (na tej liście znajdują się jeszcze tylko dwa inne obiekty Katowic: gmach Sejmu Śląskiego i osiedle Nikiszowiec). Choć ostatecznie katedra nie osiągnęła planowanych rozmiarów (władze komunistyczne obniżyły budynek o 30 metrów) nadal pozostaje on monumentalnym osiągnięciem modernistycznej i wyjątkowo polskiej architektury. 


My jednak mieliśmy mówić o ogrodach. Te opierają się o neobarokowy budynek kurii i delikatnie wspinają po niewielkim stoku pagórka, na którym zostały założone. Na środku znajduje się niewielka sadzawka, przy niej - ławeczka. Dalej widok zasłonięty jest przez gęsto rosnące wzdłuż ogrodzenia drzewa. Spacerujący po ścieżkach ogrodu księża, mogą liczyć na spokój i pomimo zgiełku miasta - kontemplacyjną atmosferę. Niestety nie będziemy mogli usiąść przy sadzawce, gdyż ogród kurii nie jest udostępnione do zwiedzania (nie licząc specjalnych wydarzeń). Być może to właśnie sprawia, że przechodząc obok, aż chce się zajrzeć do środka. Pytanie tylko - czy gdybyśmy mogli przejść się po tym terenie, nie straciłby on całej swojej magii i tajemniczości?



OGRÓD SENSORYCZNO-BOTANICZNY (ZS 2, ul. Goetla 2)



Doczekaliśmy czasów, gdy obcowania z przyrodą po prostu trzeba się uczyć. Szczególnie w mieście. Sposobnością do tego może być ogród sensoryczno-botaniczny powstały z inicjatywy Centrum Edukacji Ekologicznej w Katowickich Murckach. Ogród zorganizowany jest w taki sposób, żeby maksymalnie pobudzać zmysły odwiedzających go osób: czy to poprzez odpowiednie nasadzenia roślin, czy przez sztuczny strumyczek, czy wreszcie przez strefę z urządzeniami do eksperymentów sensorycznych. Gongi, kule, kręcące się tarcze wywołujące złudzenia optyczne, czy urządzenia do obserwowania zjawisk pogodowych. 





Przede wszystkim to jednak ogród - miejsce, o które trzeba dbać. A ci, którzy o niego dbają, przez tę troskę uczą się o przyrodzie, uczą się o nią troszczyć i, kto wie, być może po prostu ją kochać. 


Ogród najlepiej odwiedzić w czasie warsztatów czy zajęć organizowanych przez CEE. (www.zs2.katowice.pl), na szczęście pozostaje on ogólnodostępny dla tych chcieliby na chwilę uciec od zgiełku miasta.




Całość projektu znajdziecie na stronie: www.pelnakultura.org.pl. 

A na koniec My, czyli ci, którzy stoimy za niniejszym projektem. Agnieszka Batóg, Magda Futrzyk, Krzysztof Bętkowski, Jacek Batóg i oczywiście ja, wasz Świstak: 




1.10.20

KONCERTOWA EKOLOGIA 


Na warsztacie: Życie kulturalne Katowic, Koncertowa Ekologia, Baśnie Zebrane

Tak - zdaję sobie sprawę z tego, że niniejszy post jest mniej baśniowy niż można się spodziewać po moim  blogu. Już jednak nie raz wspominałem, że Baśnie na warsztacie to bardziej roślina niż projekt architektoniczny i czasem rozrasta się w niespodziewanych kierunkach. 

Dlatego dziś będzie trochę o akcji, którą organizują moi przyjaciele z Lufcika na Korbkę i w której biorą udział moi przyjaciele z Baśni Zebranych i O Teatru. Akcja ta nosi nazwę Koncertowa Ekologia i w największym skrócie jest serią jednodniowych spotkań, które poprzez zabawę, warsztaty, prelekcje i koncerty promować ma proekologiczne postawy. Za organizację całości odpowiedzialna jest Fundacja W To Mi Graj, również zaprzyjaźniona. Same koncerty odbywają się naprzemiennie w Mysłowicach i Katowicach. A w wydarzeniu brali udział m.in.: Ania Broda wraz z rodziną, Fifidroki, Baśnie Zebrane, Zawartko/Piasecki oraz Lufcik na Korbkę, Kuczeryki, Wędrowny Teatr Lalek Małe Mi, Hapijama Fun Art, O!Teatr, Bubaski Gugaski, Pracownia ACM.

Kuczeryki, foto: Konstancja Lasota

Ostatnie spotkanie z cyklu odbędzie się w najbliższą sobotę, czyli 3.10, ale o tym napiszę Wam za chwilę. Bo myśl, wokół której stworzony został cykl Koncertowej Ekologii, wraca do mnie od kiedy zacząłem biegać po Katowickich ogrodach (o tym szerzej napiszę Wam w przyszłym tygodniu). Myśl, że jak się jest mieszczuchem w mieście mieszkającym, to przyrody i kontaktu z nią najzwyczajniej w świecie trzeba się uczyć. Przyroda nie jest naturalnym miejskim środowiskiem i rozumienie jej, obcowanie z nią i w ostatecznym rozrachunku - dbanie o nią, jest jak nauka języka, albo prowadzenia samochodu. I tak jak z obcym językiem i prawem jazdy - bez niej człowiek XXI wieku, jest trochę upośledzony (czyt. bardzo). Takie wydarzenia, jak to, o którym piszę, to bezbolesny sposób, na łatwe przyswajanie ekologicznych kompetencji. Zwłaszcza, kiedy przekaz dopasowany jest do widza. Dla najstarszych przewidziane są wykłady Stowarzyszenia Wolnej Herbaty, dla najmłodszych przedstawienia spektakle Lufcika i O Teatru, w czasie których to, co najważniejsze zostanie przekazane z humorem i językiem, który każde dziecko zrozumie. 

O Teatr w Mysłowicach foto: Konstancja Lasota

Przed nami ostatnie spotkanie. Jak wszystkie poprzednie, zapowiada się rewelacyjnie, a może nawet jeszcze lepiej, bo grają Baśnie Zebrane (nie żeby inne zespoły nie wypadły świetnie - FIFIDROKI RULEZ - po prostu piszę Baśniom teksty, więc to kwestia autoreklamy). Baśnie Zebrane celują w muzykę, która rozkołysze wyobraźnię, czasem wprowadzi w błogi stan, czasem pchnie we frenetyczy galop przez uroczyska. Jest tu etno, jest folk, jest jazz... no i są moje (w większości) teksty ;).  Inspirowana ludowymi baśniami, tradycyjną muzyką sefardyjską czy nutami bałkańskimi, stanowi autorską mieszankę, która na długo zostaje w pamięci (a może pod skórą). 

Baśnie Zebrane, foto: archiwum zespołu

I jeszcze jedna myśl, a propos tego, o czym Czesław Niemen mówił, że dziwny jest ten świat. Synergia ostatniego koncertu jest absolutnie zadziwiająca. Nie dość, że Baśnie zebrane, nie dość, że Lufcik, to jeszcze całość odbędzie się w ogrodzie Domu Kultury Bogucice Zawodzie. To pierwszy z ogrodów, który wzięliśmy na warsztat w naszym projekcie Ingarden/W Ogrodzie. Czego efekty możecie zobaczyć TUTAJ. Zastanawiam się, czy takie połączenia są kwestią przypadków, na które po prostu zwraca się większą uwagę z powodu ich współwystępowania, pewnego rachunku prawdopodobieństwa, związanego z tym, że im więcej się jest między ludźmi, tym więcej połączeń się wytwarza, czy może to kwestia przeznaczenia. W sumie wszystko jedno, bo ostatecznie, chodzi o to miłe uczucie w dołku, które przychodzi, gdy dostrzega się całą tę synergię. Koniec dygresji, wracamy do Koncertowej Ekologii.

Baśnie Zebrane są dopiero zamknięciem całego dnia atrakcji czyli o 18.00

O 14.00 Wszystko zacznie się rozmową ze Stowarzyszeniem Wolnej Herbaty. Odwiedzający będą też mieli szansę na wzięcie udziału w warsztatach śpiewu białego - te odbędą się w dwóch turach, zaczynających się o 15.00 i 17.00. Warsztaty poprowadzą Kuczeryki - grupa osób rozmiłowanych w słowiańskim wielogłosie. Miałem wielką przyjemność opowiadać kiedyś na przemian z nimi i mogę zapewnić, że to ludzie z sercem do tradycyjnej muzyki i gardłami, że ho ho. Na warsztaty obowiązują zapisy: kuczeryki@gmail.com. 

A dla najmłodszych o 16.00 O Teatr przedstawi opowieść o Gajowym Chrobotku. Świetnie zorganizowane scenograficznie, jeszcze lepiej zagrane. Nie wahajcie się zabrać dzieciaków. 

Mózg i serce całej operacji, czyli Agnieszka Batóg. Foto: Konstancja Lasota.
Nie napisałem jeszcze ile kosztuje udział w Koncertowej Ekologii. Otóż udział w Koncertowej Ekologii kosztuje NIC. Jedynym ograniczeniem, jest ilość miejsc, bo wiadomo - mamy sytuację jaką mamy i jednak trzeba trzymać się norm sanitarnych. 

I nie napisałem jeszcze, gdzie dokładnie odbywa się ostatni dzień spotkań Koncertowej Ekologii. Otóż odbywa się ono w Domu Kultury Bogucice-Zawodzie (który jest współorganizatorem tej imprezy), przy ulicy Marcinkowskiego 13a. 

I jeszcze nie napisałem, że BARDZO SERDECZNIE POLECAM!!!



Realizatorem cyklu spotkań pt. „Koncertowa ekologia” jest Fundacja W To Mi Graj w ramach I edycji Marszałkowskiego Budżetu Obywatelskiego. Wszystkie wydarzenia realizowane są zgodnie z obowiązującym reżimem sanitarnym. Liczba miejsc ograniczona.