24.5.16

Bajkopisanie



Dziś wpis "sponsorowany". Baśnie na Warsztacie objęły patronatem ostatnią edycję bajek dla dzieci. Oddaję więc głos twórcom projektu, zachęcając Was do lektury:


„Nowy   przyjaciel”, „Historia żółtego garbusa”, „Włochata kraina” to tylko niektóre tytuły bajek napisanych przez studentów pracy socjalnej dla dzieci z Działu   ds. wspierania rodziny Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej.

Ten wyjątkowy projekt od kilku lat realizowany jest przez nauczycieli oraz studentów z Kolegium Pracowników Służb Społecznych w Czeladzi.

Podczas spotkań warsztatowych studenci mieli okazję  poznać bliżej  dzieci, ich pasje, marzenia. Słuchacze Kolegium na podstawie rozmów z dziećmi napisali bajkę dla wybranego dziecka.

-Bajka daje dziecku wiarę w siebie, rozwija zasoby języka, pokazuje metafory. Rzeczywistość, która jest przedstawiana w bajkach związana jest mocno z marzeniami dziecka i jego pragnieniami. Pisanie bajek dla dzieci to  ogromna korzyść nie tylko dla dzieci, ale również dla przyszłych pracowników socjalnych. Otwiera możliwość komunikowania się w tematyce bajki, pokazuje  problemy, które trzeba omówić z dzieckiem.-podkreśla Monika Ostrowska-Cichy koordynator projektu.

Dzieci biorące udział w projekcje wykonały rysunki do bajek, następnie całość została wydrukowana w formie książeczek. Finałem akcji było uroczyste czytanie bajek przez studentów dzieciom. Każda bajka była inscenizacją przygotowaną specjalnie dla dzieci. Wśród gości pojawiły postacie z bajek.

-Takie akcja jak ta wspaniale integruje środowisko lokalne, a przede wszystkim wzmacnia poczucie własnej wartości dzieci. Dzieci czują się wyróżnione poprzez udział w wielu działaniach.-mówi kierownik Działu ds. wspierania rodziny Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Czeladzi Partycja Pilarek.

Tegoroczna edycja została objęta Honorowym Patronatem Rzecznika Praw Dziecka.
 A już niedługo zaczyna się kolejna piąta edycja i  jak zapewniają organizatorzy  chętnych do pisania bajek nie brakuje.  


23.5.16

O kobiecej sile

baśnie na warsztacie, kobieca siłą, baśnie o kobietach, Mateusz Świstak, kobieta pantera

Na warsztacie: kobieca siła, baśnie afrykańskie, kobieta lampart


Pozostając w temacie tego, co drzemie pod skórą kobiety, o którym zacząłem pisać w poprzednim artykule (tutaj Klik), chciałbym Wam opowiedzieć kolejną ze swoich ulubionych baśni:

Pewne małżeństwo po długiej wędrówce przez dżunglę wreszcie znalazło się na sawannie, Mąż był bardzo głodny, więc powiedział do żony, żeby ta zostawiła wszystkie tobołki, położyła pod drzewem ich syna i poszła upolować antylopę. Kobieta spojrzała na niego z czymś dziwnym w spojrzeniu i spytała:
- Czy jesteś pewien?
On, nie zauważył tego, jak żona na niego patrzy, więc odparł krótko:
- No.
Ona wiedziała, że on nie zauważył, postanowiła więc zapytać go jeszcze raz:
- Czy jesteś pewien?
On znów nie popisał się błyskotliwością i po raz drugi odparł:
- No.

Ona odłożyła więc dziecko i tobołki pod drzewem, sama zdjęła ubranie i wtedy zaczęło dziać się coś niezwykłego. Jej skóra pokryła się jasnym jak wyschła sawanna futrem,i tylko gdzieniegdzie pozostały na niej piękne mahoniowe plamki. Pochyliła się, ale kiedy już miała położyć na ziemi swoje dłonie, okazało się, że to już wcale nie są dłonie, ale silne łapy obdarzone śmiercionośnymi pazurami. Kiedy kobieta się uśmiechnęła, oczom jej męża ukazał się szereg przerażających ostrych zębów. Nie było wątpliwości. Przed nim stał najprawdziwszy lampart. I tylko w spojrzeniu drapieżnego kota mógł jeszcze odgadnąć swoją żonę.

Nie w głowie mu jednak było bawić się w zgadywanki. Przerażony wskoczył na drzewo, zostawiając na pastwę lamparta cały dobytek… i niemowlę. Lampart pokrążył chwilę wśród porzuconych rzeczy, po czym rzucił się w sawannę. W stronę stada gazel, gdzie wybuchła panika, wzbił się kurz, zwierzęta zaczęły w panice uciekać. Z wysokiej gałęzi na której mężczyzna siedział, nie mógł dokładnie dostrzec tego, co się dzieje, ale nie ma co się oszukiwać - w ogóle go to nie interesowało. Za bardzo się bał.

Lampart wrócił, ciągnąc w pysku martwą zdobycz. Rzucił ją obok niemowlęcia i usiadł, wpatrując się w koronę drzew. Siedział tam długo, na tyle długo, żeby mężczyzna dostał nauczkę, za swoją lekkomyślną prośbę. I kiedy uznał, że to już, na powrót przemienił się w kobietę.

Mężczyzna zszedł z drzewa i powiedział:
- Słuchaj! Już nigdy nie wolno ci zamieniać się w to coś!

Na to kobieta odparła:
- Nie! To ty posłuchaj! Już nigdy nie wolno ci prosić kobiety o coś, co do niej nie należy.


Spojrzenie Kobiety


Panowie? Czy jesteście w stanie dostrzec to coś w oczach swoich Kobiet? Kiedy idziecie przez życie z żoną, narzeczoną, partnerką? Kim ona dla was jest? Na którą część zwracacie najwięcej uwagi? Na jej ciało, wraz z całym jego seksem? Na to, że może ogarnąć nasze sprawunki i ponieść nasze klamoty? Na to, że może nas wyręczyć, kiedy nam się czegoś nie będzie chciało zrobić? Czy może na to, co żyje w jej spojrzeniu, to kim jest w zakamarkach swojej duszy?

To dość ważne pytanie i, wierzcie mi, odpowiedź bywa często nie tyle trudna, co niewygodna. Niemniej udzielenie jej często jest sprawą życia i śmierci. Czasem życia i śmierci związku, a czasem duszy tych, którzy ten związek tworzą. 

Bo przecież - jeśli jest wygodnie, to po co coś zmieniać? Jeśli druga osoba, tak jak w przypadku naszej baśni, przyzwala na to, to przecież musi znaczyć, że jej też dany stan rzeczy odpowiada. Można więc śmiało przesuwać granicę i wytresować swoją Kobietę tak, żeby to nam było jak najlepiej. 


Zwykłe historie


Kobieta zniesie wszystko, ale do pewnego momentu. Można ją wykorzystać, można ją zdradzić, czasem bić. Można obrażać ją i podminowywać jej poczucie własnej wartości. Ona będzie to cierpliwie znosić… znienawidzi cię, ale zniesie wszystko. I będziesz spokojnie żył, mając u boku kogoś, dla kogo jesteś przymusem. W niej będzie się zbierało obrzydzenie do ciebie, kto wie, być może zacznie tworzyć sobie życie gdzieś obok - w raimionach innego, albo zastępując miłość do ciebie, miłością do waszych dzieci. Ty, być może uznasz, że to jej wina, więc poczujesz pełne prawo do tworzenia swojego własnego świata gdzieś poza nawiasem swojej własnej rodziny, swojego związku… znacie to skądś? 

Zwyczajne historie, które możecie odnaleźć niemal na każdej imprezie, przy barowych stolikach, albo w kawiarniach. Dotyczą znajomych, ich znajomych, waszych przyjaciół, czasem was samych. W słuchaniu ich nie ma większej przyjemności, bo przecież doskonale wiecie, do czego prowadzi opowiadana właśnie historia. Są to zewnętrzne objawy czegoś, co można by nazwać, zabijaniem pantery. 

baśnie na warsztacie, kobieca siłą, baśnie o kobietach, Mateusz Świstak, kobieta pantera

Zabijanie Pantery


Kobieta jest panterą. Co do tego nie mam wątpliwości. Większość kobiet to drapieżniki godne podziwu. Niestety mają też tendencję do oddawania tej swojej drapieżności mężczyznom, którzy nie do końca wiedzą co z nią zrobić. Zresztą, kiedy mężczyzna dostanie w swoje ręce takie dzikie zwierzę, pewnie będzie chciał je poskromić. Wychować, nauczyć nie tylko robienia do kuwety, ale i przynoszenia piłeczki i podawania łapy. Taki kot, do pewnego stopnia oczywiście pozwoli na wychowanie (nikt nie zaprzeczy przecież, że robienie do kuwety a nie na dywan jest czymś jak najbardziej w porządku). W zależności jednak od tego, jaki jest stopień tego wychowania/tresury mogą się zdarzyć dwie rzeczy. Po pierwsze, wszystko będzie szło wyjątkowo sprawnie i pantera nauczy się wszystkich trików… niestety w tym procesie umrze cała jej dzikość. Stanie się już nawet nie kotem z całą kapryśnością kociej duszy, ale psem do wykonywania pewnych zadań - czasem trików, czasem, obrony domu, czasem polowań. stanie się całkowicie przewidywalna i śmiertelnie nudna. Druga możliwość jest następująca: pantera uczy się wszystkiego bardzo skrupulatnie i przykładnie, marząc tylko o tym, żeby, kiedy nadarzy się okazja, dać nogę. Kiedy ta chęć (połączona z nienawiścią do tresera) wzbierze odpowiednio, pantera niepostrzeżenie przegryzie treserowi gardło. Być może znów będzie wolna, niestety jej wolność okupiona zostanie innym życiem. 

Osobiście znam o wiele więcej przypadków, kiedy to pantera w duszy kobiety umierała. Zostawała po niej tylko żałoba w duszy Kobiety i jadowite słowa zatruwające powietrze. Baśń o kobiecie panterze pokazuje jeszcze inną możliwość. Kiedy miarka się przebiera, kobieta daje swojemu mężczyźnie popalić do tego stopnia, żeby nie miał on wątpliwości, że mieszka z panterą. I żeby już więcej nie mógł o tym zapomnieć. 

Życie z drapieżnikiem 


Panowie - jeśli macie szczęście, dostanie się wam Kobieta, w której pantera wciąż żyje. Pytanie, czy będziecie wtedy w stanie zaakceptować to, że pod waszym dachem mieszka drapieżnik? Czy będziecie pamiętali o tym, że to nie jest anomalia, ale prawo natury. Spójrzcie swojej Kobiecie w oczy, powiedzcie do niej: "Kocham to, że jesteś panterą. Chcę, żebyś pozostała nią, także dla mnie". Jeśli nie jesteście w stanie zrobić tego, zanim wasza Kobieta nie przemieni się w prawdziwą bestię, cóż, albo zabijcie w niej to coś zawczasu, albo znajdźcie dla siebie naprawdę wysokie drzewo. 

baśnie na warsztacie, kobieca siłą, baśnie o kobietach, Mateusz Świstak, kobieta pantera


Panie - jesteście drapieżnikami. Macie to w oczach i to jest to, do czego my, mężczyźni, tęsknimy najbardziej. Wasze piękno najprawdziwsze, wasza siła. Jednak w tym miejscu chciałbym was o coś poprosić: nie szukajcie swojej pantery. I proszę o to dziś, w czasach Zgłębiania Tajemnicy Bycia Sobą Bardziej Niż Się Jest*. Co mam przez to na myśli - rzucanie wszystkiego, by medytować, robić sobie szeregi psychoanaliz, rebirthingów, cotygodniowych vipasaan, ustawień hellingerowskich, egzorcyzmów, zanurzań się w jaźń (i wszystkich innych rzeczy, które w takim stężeniu stają się niczym innym, jak tylko mało twórczym hobby). Nie traćcie czasu na coś, co jest dla was naturalne. Nie oddawajcie swojej codzienności na rzecz jakiejś obiecanej niesamowitości. Bo już jesteście panterami! Bądźcie więc nimi na tyle na ile potraficie. Teraz, w tej chwili!

Bo pamiętajcie (i Panie i Panowie): dzisiejsza baśń jest o codzienności. A w codziennych, dobrze poukładanych relacjach, pantera może siedzieć spokojnie i przyglądać się temu co dookoła, od czasu do czasu wyciągając tylko pazur. Codzienność nie wymaga od nas środków nadzwyczajnych. Jak powiedziała kobieta pantera - nie wymagaj od kobiety, tego, co do niej nie należy. Niech więc mężczyzna poluje, niech kobieta ogarnia dom (albo na odwrót, w zależności od tego, jak sobie poukładacie wasze kompetencje w związku), a drapieżniki niech się ujawniają tylko w sypialni (jeśli tak lubicie). Pamiętajcie, że strój superbohatera wyciąga się z szafy tylko w wyjątkowych chwilach. Na co dzień często trzeba po prostu robić to, co robić trzeba. Wewnętrzna siła, po prostu pomaga robić to, jak należy. 

Zwróćcie zresztą uwagę na to, po co kobieta pantera ukazała swoje groźne oblicze - czy po to, żeby się wypiąć na swojego faceta i ruszyć w świat korzystając z uzyskanej w ten sposób wolności? Nie ona zrobiła to, żeby wszystko wróciło do normy. Żeby on wreszcie zajął się tym co do niego należy. Żeby stał się Prawdziwym ojcem i prawdziwym mężem. Prawdziwym myśliwym. Panowie - czasami trzeba nami potrząsnąć, żebyśmy przypomnieli sobie, nie tylko, co znaczy kobieca siła, ale też co znaczy nasza własna siła, nasze powinności i nasze miejsce w świecie. 

Kiedy sytuacja staje się beznadziejna, wtedy pantera zaczyna działać. I życzę tak sobie, jak i wam Panowie, żebyśmy to nie my byli sprawcami tej beznadziejności. W przeciwnym wypadku możemy stanąć twarzą w twarz z istotą, która wzbudzi w nas przerażenie i obnaży nasze najmniejsze i najgorsze cechy charakteru. Jeśli tak miałoby się stać - obyśmy wyciągnęli z tej lekcji nauczkę. 

Panie - bądźcie panterami kiedy trzeba. I niech ten blask w waszych oczach nigdy nie zgaśnie. Bo jakże nieciekawy byłby świat bez niego. 


Jeśli chcesz przeczytać coś więcej w temacie, zajrzyj też do tekstów: 


***

Ilustracje do dzisiejszego wpisu sponsorują: Biry Sarkis, Nolita Jpn, LindsayRapp, Diret Brown

5.5.16

Dusza Kobiety 



Na warsztacie: baśnie japońskie, dom słowików, sinobrody, dusza kobiety


Jedną z moich ulubionych baśni, niezmiennie od kilku lat pozostaje Dom słowików:

Żył sobie pewien bardzo biedny drwal. Pracował ciężko i uczciwie, ale końca z końcem związać nie potrafił. Do miasta nie schodził, bo i po co, a jego największymi skarbami pozostawały koszula, którą nosił na grzbiecie, siekiera, którą pracował i miska, z której jadł ryż. 

Pędził żywot skromny, pracował, a przy pracy śpiewał. Często też marzył o tym, że jego los się odmieni. 
Pewnego dnia, kiedy drwal odpoczywał przy leśnej drodze, obok niego pojawiła się nieziemskiej urody kobieta. "Łał! - pomyślał drwal - taką to by mieć! Ale pewnie nawet na mnie nie spojrzy".
Lecz kobita spojrzała. A potem zagadała:
- Podobasz mi się. Może chciałbyś, żebym została twoją żoną. Mam wielki dom i przydałby mi się gospodarz, a ty wyglądasz na dobrego człowieka. I przystojnego. 
Cóż miał powiedzieć biedny drwal? Że dzięki, ale woli swoją nędzę i nieludzką pracę i brak perspektyw? Że woli swoją samotność niż ciepło tak pięknej damy? 
- Dobrze, pójdę z Tobą - powiedział. 

I poszli. Wędrowali kilka dobrych dni, zanim spośród mgieł wyłoniła się góra, na której stał dom pani. A dom okazał się naprawdę niezwykły. Bo poza tym, że wyglądał imponująco i wykonany był z pierwszej jakości materiałów, to w środku działy się niezwykłe rzeczy. Kiedy mężczyzna zapragnął kąpieli, ta już na niego czekała, kiedy poczuł głód - stół niespodziewanie, jakby sam z siebie nakrywał się najprzedniejszymi posiłkami. Nigdy w życiu drwalowi nie przeszło nawet przez myśl, że jedzenie może tak smakować. Nic by w tym nie było dziwnego, gdyby w domu znajdowała się jakaś służba. Poza nim i tajemniczą kobietą, w domu nie było jednak nikogo. 

W tym właśnie domu drwal i kobieta zostali mężem i żoną. Miłość do kobiety sprawiła, że drwal zupełnie nie zwracał uwagi na dziwy dookoła niego. Bo kochali się płomiennie i szczerze. Wkrótce z tej miłości kobieta stała się brzemienną i powiła drwalowi pięknego syna. Kiedy chłopczyk podrósł do tego stopnia, że nadawał się do odbycia długiej podróży kobieta powiedziała do swojego męża: 

- Odejdę teraz, żeby pokazać naszego syna moim rodzicom. Ty pozostań w domu i doglądaj naszego majątku. Tutaj masz klucze do wszystkich pokoi. Wolno ci wchodzić wszędzie poza ostatnim pokojem. Proszę uszanuj to. 



Po tych słowach, zabrała ich synka na plecy i ruszyła przed siebie, ścieżką, która prowadziła we mgłę i w śnieżyce. Bo jesień docierała już do swego kresu, srożąc się coraz bardziej. Mężczyzna został.

Czas mijał, a dom bez jego ukochanej żony i synka stał się pusty i nudny. Mężczyzna zaczął więc wędrować od pokoju do pokoju oglądając, co w którym się znajduje. I trafiał na spiżarnie, trafił na pokój, w którym jego żona składowała jedwabie i na taki w którym przygrywała mężowi na shamisenie. Wreszcie obszedł całe domostwo i został mu już tylko jeden pokój - ten do którego żona zabroniła mu wchodzić. No ale przecież żony nie było… 

Mężczyzna przesunął więc drzwi i zajrzał do środka. Pokój był pusty. Na środku przedzielony był ścianą, a w ścianie znajdowało się niewielkie okienko. 

- Nikomu krzywda się nie stanie, jeśli zajrzę, co jest za tym okienkiem - powiedział do siebie mężczyzna. 

Ostrożnie zbliżył się do środka pokoju i spojrzał przez okienko. Po drugiej stornie znajdował się piękny ogród pełen kwitnących śliw, a pomiędzy gałęziami baraszkowały słowiki. Zza okna biło wiosną, ciepłem i radością. 

- Ach! - Westchnął mężczyzna. 

Lecz kiedy słowiki to usłyszały, spojrzały na niego i w całym ogrodzie zaległa cisza. Nie tylko ptaki zamilkły, ale i śliwy, i wiatr, i wszystko. A potem drzewa zaczęły tracić liście, a powietrze zaczął napełniać przenikliwy ziąb. Słowiki gdzieś odleciały. 

- Co ty narobiłeś? - mężczyzna usłyszał za plecami głos swojej żony. 

Odwrócił się i ujrzał kobietę zanoszącą się płaczem. Gorzkim jak piołun. 

- Do tego ogrodu lubił przychodzić bóg gór, żeby słuchać jak śpiewamy. Bo ja jestem słowikiem, który pokochał biednego drwala. I mogłam być przy nim, dopóki on nie zajrzał przez okienko i nie zabił ogrodu słowików. A teraz muszę odejść. Ja i nasz syn. 

Chwilę później nie było już kobiety ani syna drwala. tylko dwa słowiki ulatywały w górską mglę. Został tylko drwal i wielki pusty dom, i coraz bardziej srożąca się jesień, prawie zima. 


Krwawa komnata


Nawet mało wprawne oko osoby, która jedynie liznęła trochę baśniowego świata, dostrzeże w tej baśni motyw wyciągnięty rodem z opowieści o Sinobrodym. Motyw krwawej komnaty, do której nie wolno zaglądać bohaterowi. A potem złamanie tego zakazu, które ściąga na głowę śmiałka wielkie nieszczęście. Wszystko się zgadza. Różnica polega przede wszystkim na tym, że sekretne miejsce francuskiego okrutnika przepełnione jest po sufit flakami i odorem gnijącego mięsa, natomiast kobieta-słowik nosi w sobie wiosnę. Wyjątkowo sekretną wiosnę.



Zestawienie ze sobą tych obu baśni pokazuje nam, że niezależnie od naszej płci, każdy z nas ma jakąś "krwawą komnatę", przy czym tylko ta męska jest naprawdę krwawa. To w nas, facetach, jest skłonność do gromadzenia bardzo mrocznych rzeczy i traktowanie ich jako swojego przytulnego gabineciku. O wiele łatwiej poczuć się nam swojsko w mroźnych i surowych ostępach niż kobietom. Kobiety zaś nie pielęgnują w sobie tego typu mroku (pielęgnują inny, ale o tym będzie następnym razem). Ich sekretne miejsce jest o wiele delikatniejsze. przytulniejsze i wbrew pozorom o wiele trudniejsze do zachowania takim, jakie powinno być.

Jest między tymi komnatami jeszcze jedna różnica. O ile kobieta, dowiedziawszy się o sekrecie swojego męża może popaść jedynie w przerażenie i grozę, o tyle mężczyzna, widząc wnętrze kobiety powie jedynie "Ach!". Choć w obu przypadkach występuje przemożna chęć odkrycia, co to drugie nosi w swojej sekretności, to odczucia związane z tym odkryciem są diametralnie odmienne.

Słowik


Inny jest także efekt, jaki to odkrycie przynosi. Mężczyzna-Sinobrody zaczyna swoich sekretów bronić, za wszelką cenę, nawet jeśli tą ceną, jest życie ukochanej osoby. Sekret pozostaje w ciemności, zapewne przywalony masą trupów, które kiedyś rzuciły mu wyzwanie*. Odpowiedzią mężczyzny jest brutalność. Inaczej jest z kobietą-słowikiem.

Ta, gdy zostaje zdemaskowana, cała się kruszy. Wcale nie ma ochoty krzywdzić swojego męża. Zamiast tego, coś w niej pęka. Zawartość jej komnaty umiera. I otwarcie się do tego przyznaje. Nie mówię tutaj oczywiście o tym, że kobieta nie ma siły. Wprost przeciwnie. Nie musi ukrywać swojego zranienia, nie musi walczyć o to, że prawda pozostaje prawdą, nawet więcej, kiedy mężczyzna dostrzega coś, czego mógłby nie zrozumieć, ona otwarcie mówi, co odkrył. Kiedy jest już po wszystkim, nie ma ochoty być górą. Od początku chce jedynie zbudować dobry dom z mężczyzną, którego kocha. Kiedy to się nie udaje, nie marnuje czasu na śmieszne i tragiczne w skutkach zabawy, które mają ocalić jej twarz. Nie ma twarzy - zostaje tylko prawdziwy ból i sroga jesień.



Zresztą kobieta-słowik jest bardzo silna od początku. Mężczyzna mówi tylko "Ok, dobrze, niech tak będzie!" - jego inicjatywa jest minimalna. Zresztą, kiedy ją przejmuje, nie kończy się to najlepiej dla obojga bohaterów. Być może inicjatywa leży aż tak bardzo po stronie kobiety, bo to ona, jako słowik, chce wciągnąć człowieka w świat swojej magii, ale - bądźmy szczerzy - czy to nie jest tak, że to właśnie kobieta posiada tę magię, której może udzielić swojemu wybrankowi? Czy my, mężczyźni, w pewnym stopniu nie potrafimy się tylko zgadzać na tę kobiecą magię? A kiedy już się na nią zgadzamy… cóż - niestety często zapominamy, że ta magia, która nam została udzielona nie jest nasza i że naszym zadaniem jest przede wszystkim dbać o nią. Niekoniecznie interesując się tym, jaka jest jej istota.

Bóg gór


Bo gdzie chcemy pchać się z naszym drwalskim obyciem? Z naszymi spracowanymi rękami**, bosymi stopami brudnymi od jesiennego błota, naszym męskim sposobem patrzenia na świat? NO gdzie? Nawet jeśli będziemy w stanie zajrzeć do ogrodu - nie zrozumiemy go. BO JESTEŚMY INNI! I kiedy dostrzeżemy ogród, to będzie to tylko ogród. A przecież ten ogród był czymś więcej.

Chyba najbardziej wstrząsającą częścią tej baśni jest opowieść kobiety-słowika o ogrodzie. Tam przychodził bóg gór, żeby posłuchać słowiczego trelu. Coś delikatnego spotykało się z czymś niebywale potężnym i, co piękne, to właśnie delikatność przyciągała potęgę, nie na odwrót. Esencja tego, co wielkie (bo czymże jest bóg gór, jeśli nie esencją gór samych?) jest onieśmielona słowiczym śpiewem. I to onieśmielenie tworzy intymną relację, kruchą do tego stopnia, że jedno westchnienie intruza, potrafi zniszczyć wszystko. Słowiki być może dalej mogłyby śpiewać, ale to nie ich śpiew był ważny, ale ich relacja z bogiem gór. To, jakie ten śpiew wytwarzał pomiędzy światem śmiertelnym, a tym, co ponadczasowe, potężne i pierwotne. To relacja kobiety-słowika z bogiem gór, sprawiała, że jej miłość do mężczyzny mogła być tak pełna i piękna.



A głupi mężczyzna tego nie wiedział. Wielu głupich mężczyzn tego nie wie. Patrzą na swoje kobiety jak na ciało, które ma być ładne, Patrzą na kobiety jakby te były ze szkła - widoczne do najdalszych zakamarków duszy. Nie daj boże, natkną się przez przypadek na pomieszczenie, w którym jest wiosna. Są gotowe zabić tę wiosnę, a wraz z nią duszę kobiety.

Samotność


Jedyne, co pozostaje wspólne, to pustka. Kiedy kobieta odlatuje, zabiera ze sobą wszystko, co mieli wspólnego. Mężczyzna zostaje w pustym domu. W zasadzie żona Sinobrodego została w tej samej sytuacji. sama w pustym domu, choć ten pusty dom oznaczał w jej przypadku coś ciut odmiennego. Ulgę.




*Tak przy okazji. Ilekroć wracam do wątku krwawej komnaty, mam wrażenie, że ciała martwych żon nie są jej PRAWDZIWYM sekretem. Że osoba, która trafia na zwłoki, jest tak przerażona, że nie dostrzega tego, o co w komnacie naprawdę chodzi. Przeocza ten najważniejszy szczegół, tę właściwą tajemnicę. Ostatecznie - za pierwszym razem komnata przecież musiała być pusta.


Zapraszam także do artykułu o Kobiecej Sile: TUTAJ


**Jakże bardzo ta metafora się sprała i jednocześnie - jak bardzo pozostała aktualna.