17.2.14

Umarł czy nie umarł?

Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, Muzeum Etnograficzne, Brutalność w baśniach, śmierć w baśniach, Opowiadanie dzieciom

Na warsztacie: odpowiedzialność, Timburu

Wybory przy Wielkim Ognisku 


Siedzieliśmy w izbie podhalańskiej krakowskiego Muzeum Etnograficznego. Półmrok tego miejsca sprzyjał opowiadaniu o strasznych wydarzeniach, jakie rozegrały się na afrykańskiej sawannie - Słońce zgasło i najwyraźniej nie miało zamiaru się więcej pojawić. Wszyscy w wiosce zaczęli panikować, zwłaszcza, że nawet szaman nie bardzo wiedział, co zrobić. Przy Wielkim Ognisku bulgotała masowa histeria z domieszką bezsilnej złości i agresji, których ujście zapewne skończyłoby się bardzo źle, gdyby nie interwencja pewnego starca. Starzec uspokoił tłum, po czym rozpłynął się w powietrzu.

Dzieci były zasłuchane do tego stopnia, że prawie nie oddychały. Ich oczy śledziły rozpływający się i ulatujący z iskrami Wielkiego Ogniska obłok, który jeszcze przed chwilą był starcem. I wtedy zadałem pytanie:
- Umarł, czy nie umarł?
Dzieci zaczynają między sobą debatować. Część mówi, że tak, inne mówią, że to nieładnie tak mówić, że ktoś umarł. Na ich twarzach organizuje się prawdzie przejęcie i zaangażowanie. Czują ciężar decyzji, z jaką ich zostawiłem. W końcu robimy głosowanie. Większość jest za tym, że umarł. Więc umarł.

Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, Muzeum Etnograficzne, Brutalność w baśniach, śmierć w baśniach, Opowiadanie dzieciom, Jak opowiadać baśnie,

Jakiś czas później dotarliśmy do miejsca, w którym Timburu, główny bohater tej historii i sprawca zniknięcia słońca spotyka szamana. A dzieci stanęły przed kolejną zagadką. Gdyby Timburu nie zdecydował się wyruszyć w podróż, by odnaleźć słońce, szaman... co zrobiłby szaman? Dzieci wiedziały. I nie bały się tego powiedzieć. I powiedziały to za mnie. 

Dylemat


Z problemem mówienia o rzeczach nieprzyjemnych w baśniach borykam się już od dawna. Jak ograć baśniową brutalność albo śmierć w taki sposób, żeby po pierwsze jej nie stracić, a po drugie, żeby nie przesadzić. Jak opowiadać o śmierci, jak opowiadać o odrzuceniu?

Najwięcej problemu sprawiały mi zawsze "Trzy świnki". Zabijać je, czy nie zabijać? Zazwyczaj nie zabijałem, bo nie wypadało. W baśni ginęły dwie. Nie zabijałem nawet wilka.  Tym samym zadawałem kłam temu, co założyłem sobie przy powstawaniu "Baśni na warsztacie" - podawać baśnie w czystej postaci. Cóż, czysta postać czystą postacią, ale jak przekonać do tego rodziców, albo nauczycieli? I jak nie zrobić dzieciom krzywdy. 

Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, Muzeum Etnograficzne, Brutalność w baśniach, śmierć w baśniach, Opowiadanie dzieciom, Jak opowiadać baśnie,

Próbowałem to rozegrać różnie. Czasem mówiłem, jak leci, co wywoływało oburzenie przede wszystkim rodziców i nauczycielek, czasem przeholowywałem (jak to miało miejsce z Ederland), a czasem zagłaskiwałem baśnie na śmierć, co powodowało u mnie kaca moralnego potężnych rozmiarów. Wreszcie wpadł mi do głowy pewien pomysł. A pomysł był prosty: może po prostu zapytać dzieci, jak to się ma potoczyć. Za pierwszym razem zrobiłem to właśnie przy świnkach, gdy wilk zaklinował się w kominie:
- Wyleci w kosmos czy się ugotuje?

Dzieci, chciały zrobić z niego zupę, bo uznały to za fantastyczny pomysł, niestety wtedy do akcji wkroczyła przyglądająca się zajęciom nauczycielka i zadecydowała, że jednak kosmos, bo gotować wilka żywcem jest niehumanitarnie (nie zapraszać nauczycielek, nie zapraszać nauczycielek, nie zapraszać nauczycielek, nie zapraszć... itd.). Plan runął.

Waga pytania



Na szczęście przyszły zajęcia w Muzeum Etnograficznym, gdzie nikt nie przerwał, a dzieci mogły same zadecydować, gdzie postawić swoją granicę. I dopiero, kiedy już to zrobiły, zrozumiałem, że stawiają tę granicę bardzo rozważnie. Nie czują się panami życia i śmierci baśniowych bohaterów. One szukają moralnych rozwiązań. Przeczuwają kiedy jest śmierć, a kiedy tylko blaga. Kiedy mówiliśmy o śmierci i to całkiem poważnie, nie było miejsca na wygłupy. Wszystko było raczej niepewnym wyczuwaniem gruntu. Nie było miejsca na bajki, głupie odzywki, nawet na wiercenie. Gry komputerowe i kreskówki, które poszarpały dziecięce wyczucie w makabrycznym stopniu, odeszły gdzieś na bok. Opowieść postawiła bohatera na rozdrożu, a wraz z nim dzieci, a to pytanie, które im postawiłem, było jak danie im do rąk odpowiedzialności za cały świat. Poczuły to. Zrozumiały.

I ja zrozumiałem. Po pierwsze to, że baśń nawet jeśli jest zabawna, trzeba opowiadać zupełnie na serio. Nawet jeśli jest śmieszna, musi nabrać ciężaru, nabrać gęstości niezbędnej do tego, żeby w ogóle był ją sens opowiadać. Psychologiczny i moralny. Po drugie, odpowiedzialność i moralność leży w sercach dzieci. Być może to najwięksi na świecie egoiści, być może umysły dziecięce mają w sobie psychopatyczną nutę (w psychologicznym rozumieniu tego terminu), ale to nie ma znaczenia. Kiedy postawi się je na rozdrożu i zada odpowiednie pytanie - udzielą odpowiedniej odpowiedzi i same ruszą tam, gdzie ratuje się słońce.





12.2.14

Pan Benjamin Ilustruje

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje


Na warsztacie: Benjamin Lacombe


Z tym Panem swoją przygodę rozpocząłem dwukrotnie. Raz przy okazji Sinobrodego, drugi raz, kiedy pisałem swoją wersję Śpiącej królewny. Szukając zdjęć dwa razy moje oko zawiesiło się na specyficznej kolorystyce ilustracji, która nie chciała mnie wypuścić. I trzymała do tego stopnia, że dwukrotnie ilustracje wylądowały na samej górze. 

Potem to już tylko kwestia odnajdywania następnych i następnych ilustracji, które raz za razem urzekały, przede wszystkim perspektywą i kolorem. Poza tym, jest w nich coś niepokojącego, woskowe twarze, bladość wielkich głów, smutek wielkich oczu. Wszystko to buduje niezwykłą atmosferę, której warto poświęcić cały wpis. 

Poniżej drobna próbka tej atmosfery, nie tylko baśniowa.

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje, piotruś pan

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje


Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje, Notre Dame, Dzwionnik z notre dame

Baśnie na Warsztacie, Benjamin Lacombe, Mateusz Świstak, Ilustracje, Notre Dame, Dzwionnik z notre dame

polecam także odwiedzenie strony artysty: http://www.benjaminlacombe.com/

11.2.14

O (mojej) sztuce opowiadania 

(część pierwsza)

Baśnie na Warsztacie, Jak opowiadać, storytelling, Mateusz Świstak, Bracia Grimm, bajarz, Eddie Izzard

Na warsztacie: Sztuka opowiadania, praca z baśnią, przygotowanie do wystąpień

Część druga TUTAJ

Checkpoint



Od mojego pierwszego wieczoru z "Baśniami dla dorosłych" minęło już trochę czasu. Trochę opowieści dobrych, trochę złych, trochę wpadek i trochę sukcesów. Przede wszystkim sporo nauki dotyczącej tego, jak przygotowywać się do opowiadania i jak opowiadać. Dzisiejszy wpis niech więc będzie podsumowaniem tego, czego nauczyłem się w trakcie swojej bajarskiej przygody. O mojej sztuce opowiadania, czyli storytelling w wersji świstaczej.


Po pierwsze - baśnie


Bez baśni nie można opowiadać baśni. To oczywiste. Podstawowym narzędziem pracy opowiadacza są teksty, więc ich znajomość jest elementem, bez którego dalej ani rusz. Podczas przeglądania kolejnych zbiorów baśni zazwyczaj wpada do głowy jedna lub dwie, wpada do głowy jakiś powtarzający się temat, jakiś detal, który majaczył już wcześniej w innej opowieści i który nagle przykuwa uwagę. Dlaczego krew spadająca na śnieg wiąże się z ciążą, dlaczego dzieci rodzą się jako smoki albo osły, co było w komnacie Sinobrodego. Pytania zaczynają krąży i przyciągają inne baśnie, z jednej strony stając się zaczynem do pracy interpretacyjnej, z drugiej tworząc samorodny zbiór opowieści. Zazwyczaj wystarczą dwie lub trzy historie - podczas jednego wieczoru i tak więcej nie zdołam opowiedzieć. Pomiędzy tymi historiami powstaje połączenie. Czasem bardzo odległe - motyw krwi, motyw zdrady, motyw dziewictwa albo głupoty. To ten motyw zaczyna ciągnąć mnie przez opowieść. Kiedy mówię, mówię po coś. Ustawienie sobie spotkania przez wzgląd na motyw daje klarowny obraz tego, co chcę powiedzieć i po co to mówię. Po części też determinuje to, jak będę opowiadać. 

Baśnie na Warsztacie, Jak opowiadać, storytelling, Mateusz Świstak, Bracia Grimm, bajarz, Eddie Izzard


Bracia Grimm


Krótka dygresja, dotycząca wertowania kolejnych tomów z baśniami. Zauważyłem pewną prawidłowość: Niezależnie, czy zaczynam grzebać w baśniach fińskich, duńskich, chińskich czy afrykańskich, zawsze kończę na zbiorze baśni braci Grimm. Choć baśnie tam zamknięte mają charakter, co tu kryć, dość okrojony i prostacki, zbiór ten jest dla mnie wciąż nieodkryty. Czasem trafia się jakaś pominięta wcześniej opowieść, która jest absolutnym odkryciem. Czasem jakaś całkowicie zignorowana, która przez to, że poznałem inną baśń z innego zbioru, nabiera nowego charakteru. A czasem dzieje się tak, że baśnie Grimmów po prostu żyją. Tak jest z Krzakiem Jałowca, tak jest z Chłopkiem Roztropkiem, z Żelaznym Janem, z Braciszkiem i Siostrzyczką (zresztą - przejrzyjcie bloga, a będziecie wiedzieć o co mi chodzi). To baśnie, które wracają niezależnie od kontekstu i okoliczności. Czasem myślę nawet, że przez najbliższy rok, nie musiałbym zaglądać nigdzie indziej, a i tam miałbym materiały na masę nienudnych wieczorów. 

Po drugie - podkreślanie


Baśnie typują się same, w sposób wiadomy tylko mojej nieświadomości. Moim jedynym zadaniem jest poznawać nowe historie i ich odmiany, żeby jedna baśń wiedziała o drugiej i żeby baśnie mogły zacząć odpowiadać na swoje wzajemne wołanie. Kiedy już mam wytypowane historie, zaczyna się ich kolejne czytanie. Żeby sobie przypomnieć, żeby sobie je poukładać. W czasie czytania następuje coś, co nazywam podkreślaniem. W baśniach są takie miejsca, których nie można pominąć. Czasem są to pojedyncze zdania, czasem jakieś wyjątkowo subtelne symbole, do których nie wiedzieć czemu lgnie mój wzrok. Podkreślam je więc (niekoniecznie kreśląc po książce oczywiście). 

Baśnie na Warsztacie, Jak opowiadać, storytelling, Mateusz Świstak, Bracia Grimm, bajarz, Eddie Izzard


Po co te podkreślenia? Opowiadanie, przynajmniej tak, jak ja je rozumiem, jest sztuką wybitnie improwizacyjną. Opowieść można przekazać w sposób absolutnie każdy, wędrować od epizodu do epizodu, drogami tak pokrętnymi, że w ostatecznym rozrachunki historia może wyglądać jak space opera, albo jeden z odcinków Latającego Cyrku Monty Pythona, nie przestając być właśnie tą historią, którą chciałem przekazać. Jest to bardzo wygodne, aczkolwiek w potoku słów mogą zginąć frazy, odpowiadające za głębię opowieści. A to nie może się stać! Bo baśń jest baśnią dlatego właśnie, że w prostocie opowieści niesie głęboki przekaz. Skrywa się on często za dwoma, czasem trzema słowami, czasem za prostym obrazkiem, na który trzeba rzucić punktowe światło. Podkreśleniami zaznaczam sobie te właśnie miejsca. Miejsca punktowego naświetlenia. Za przykład niech posłuży Krzak jałowca:

Matka zabiła syna. Jej psychologiczny stan po zbrodni wyrażany jest w baśni prostą frazą: 
- stała nad kuchnią i mieszała we wrzątku

Żal siostry po bracie (dodatkowo emocjonalne połączenie i "konserwacja" tego, czym był brat): 
- płakała tak intensywnie, a łzy spływały do wody, że nie trzeba jej było solić.

Ojciec zjadający potrawkę z syna (wyrażająca jego saturnowy charakter), wykrzykuje:
- czuję, że wszystko to mnie się należy!

Jeśli chcę nie tylko opowiadać, ale i interpretować, pominięcie tych fraz byłoby całkowicie nieroztropne. Bez nich zginęłyby miejsca, ciekawe i mocne. A nawet jeśli chcę tylko opowiedzieć baśń bez interpretowania, nie warto ich pomijać. odpowiednie ich naświetlenie, zrobienie pauzy, podkreślenie ich gestem - to jest to, co sprawia, że baśń przestaje być tylko historyjką, a zamiast tego nabiera niepokoju, nabiera czegoś gryzącego słuchacza od środka, zaczyna dźwięczeć pytaniem "dlaczego?". Dzięki tym miejscom kościec baśni obrasta mięsem. 

Po trzecie - polerowanie cegiełek 


Baśń jest dobra, bo jest prosta. Przygotowanie fabularne nie wymaga więc zapamiętywania skomplikowanej struktury. Wystarczy wiedzieć co następuje po czym: Kapturek wychodzi do lasu, Kapturek spotyka Wilka, Wilk zjada babcię, Wilk zjada Kapturka, Myśliwy zabija Wilka, Żyli długo i szczęśliwie. Ot cała historia. Szkielet bez mięsa. Żeby nabrała ona życia, cegiełki trzeba wypolerować. Po pierwsze pamiętać, w którym segmencie znajduje się które podkreślenie. A potem opowiadać, opowiadać, opowiadać sobie poszczególne segmenty ile razy się da. Moja metoda pracy z przygotowaniem opowieści jest prosta. Wsiadam na rower i, jeżdżąc po Plantach (lub gdzie indziej), paplam ile wlezie. Nigdy jednak nie opowiadam całej baśni. Skupiam się raczej na pojedynczym segmencie. Próbuję jego wersji. Szukam w nich tego, co śmieszne, jeżeli ma być śmiesznie i tego, co straszne, jeżeli ma być strasznie. 

Mówienie pomaga nie tylko poukładać sobie historię w głowie, ale też tworzy katalog wersji, z których w czasie rzeczywistego opowiadania będzie można skorzystać. Przegadywanie segmentów pozwala też rozeznać się w tym, która część opowieści mi leży, a którą najlepiej schować pod dywan, albo zbyć kilkoma kaszlnięciami. Przegadywanie segmentów pokazuje mi, które części opowiadania są słabe, ale przede wszystkim te, które są mocne. To czas rodzenia się pomysłów, charakterów, rozwiązań językowych. 

Baśnie na Warsztacie, Jak opowiadać, storytelling, Mateusz Świstak, Bracia Grimm, bajarz, Eddie Izzard

Po czwarte - nie przywiązywać się


Wszystkie pomysły stworzone w czasie przygotowań, to tylko narzędzia. Można je wykorzystywać podczas spotkania, albo nie. Ważne żeby stały na półce. Zazwyczaj jest tak, że jeśli jakiegoś fragmentu sobie nie przegadam wcześniej, kiedy przychodzi co do czego, mam nie lada problem z pociągnięciem słów, przejściem od segmentu do segmentu. Utykam w bagnie. I brodzę, brodzę do brzegu kolejnej sceny, a publiczność brodzi ze mną... Szczególnie trudne to jest w pierwszej opowieści danego wieczoru, szczególnie w gorsze dni.
Koniec końców - opowieść i tak potoczy się sama. Tam gdzie danego wieczoru będzie chciała się potoczyć. Przywiązywanie się do tego, co wymyślam, byłoby ograniczanie jej dróg i zbliżało sztukę opowiadania do sztuki recytacji, teatralizowałoby ją, a to już nie moja droga. To, co w opowiadaniu cenię najbardziej to improwizacja. Korzystanie z tego, albo tamtego, co akurat będzie się bardziej nadawało. 

Po piąte - podpatrywać i podsłuchiwać



Poza baśniami potrzebny jest język, którym można baśnie opowiadać. Dla mnie drogi, żeby go zdobyć są dwie - literatura i podsłuchiwanie. W książkach szukam przede wszystkim nie historii, a pięknych fraz. Mogą być grafomańskie, byle urzekały. Uwielbiam rozbudowane, dobre opisy, bo skonstruowanie dobrego opisu, w którym twarz, albo miejsce zaczynają się dziać, wymaga wielkiej maestrii, do której mnie samemu tęskno, której sam poszukuję najbardziej. Pewne rzucające się w ucho nieprawidłowości języka, pewne charakterystyczne frazy budujące klimat. Zbieram je sobie do koszyczka, żeby w potrzebie mieć je na podorędziu. Niezwykle pomocna jest też precyzja języka poetyckiego. W opowiadaniu często nie ma miejsca na przeciąganie - szybka fraza rodem z wierszy Heaney'a czasem załatwia sprawę. Podsumowując - zbierać, zbierać, zbierać. Im język wyższej próby, tym bardziej może mi się przydać.

Baśnie na Warsztacie, Jak opowiadać, storytelling, Mateusz Świstak, Bracia Grimm, bajarz, Eddie Izzard, Biała Droga

Tego samego szukam w rozmowach (swoich i cudzych), w jeździe autobusem, w podsłuchiwaniu rozmów w sklepie. Fraz, zdań, pomyłek. Nie tyle konkretów, ale sposobów w jaki ludzie się mylą. Wzorców tego, jak myślą. Ot mały przykład z wczoraj - wsiadam do jednego z katowickich autobusów. Za mną facet rozmawia przez telefon. Dociera do mnie taki fragment zdania: "nie było tej fajnej baby, to poszedłem do tej zwykłej". Piękne uproszczenie.

Po szóste - Eddie Izzard

Jeszcze jedno. Eddie Izzard. Mój idol, jeśli chodzi o sposób opanowywania sceny, sposób prowadzenia żartu, sposób konstruowania sytuacji i kontaktu z publicznością. Mieć idola, mieć kogoś, z kogo można czerpać i na czym się wzorować. Uczyć się. Podglądać i kraść ze sztuki ile się da, ile tylko uda mi się przerobić na swoje, ile tylko zdołam udźwignąć. 

Po siódme - publiczność

Czyli temat na część drugą.

***
Ilustracje do dzisiejszego postu sponsorują: Kasia Dorota, Mieszko Stanisławski i Tosia 

5.2.14

W towarzystwie wilka

Grimm, Wolf, Wolves, Fairy tale, Baśń, Czerwony Kapturek, Baśnie o wilkach, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak


Na warsztacie: Baśnie o wilkach i przemianie.


Wszystko zaczęło się od Czerwonego Kapturka... a jeszcze bardziej od wilka. Bo wilk, to zwierz piękny, poruszający się z gracją, potrafiący żyć zarówno w watahach jak i w całkowitej samotności. Do tego wszystkiego to wytrawny łowca i stworzenie obdarzone nadprzyrodzoną wręcz inteligencją. Gracja miesza się w nim z dzikością, a bezwzględność często przysłania inteligencję.

Wilk samo zło 


Dziki, inteligentny, bezwzględny. To właśnie taki obraz wilka dominuje w baśniach, przynajmniej tych europejskich i raczej nie są to pozytywne cechy. Nie znajdziemy tam zwierzęcia mądrego - znajdziemy zwierzę bezwzględne, niecnie wykorzystujące swój rozum. Do tego zazwyczaj wyleniałe, kudłate i dzikie do cna. Zawsze jest tym złym, który chce zrobić coś równie złego głównemu bohaterowi. Przytoczmy choćby baśń "Trzy świnki", w której dokonuje zagłady dwóch trzecich głównych bohaterów (zapraszam do działu streszczenia baśni, tam rozwinięcie świnek). W baśni "O wilku i siedmiu koźlątkach" odsetek odstrzelonych przez wilka głównych bohaterów jest nawet większy. Jest jeszcze oczywiście mała dziewczynka w czerwonym wdzianku samotnie wędrująca przez las i jej drastyczne z wilkiem spotkanie. We wszystkich tych opowieściach wilk przede wszystkim jest inteligentny. Sukcesywnie buduje swoje polowanie i bawi się z ofiarą. Zamiast pożreć Kapturka już w lesie, wypytuje go, co i jak, a potem pokazuje dziewczynce śliczne kwiaty, żeby zyskać na czasie. Pudruje łapę mąką, żeby była biała, jak łapa mamy kozy, nawet kredę łyka, żeby głos mieć miękki i piękny dla koźlątek. Wilk jest dziki i zły. A może jeszcze mocniej: baśniowy wilk jest Złem. Gdy więc zaznajomione z baśniami dziecko usłyszy o wilku, dobrze wie, co ma robić - zabierać nogi za pas i biec ile sił w nogach, lub lać po głowie bestię, aż ta nie zdechnie. 

Wilk nie samo zło 


No dobrze, ale czy nie ma baśni, w których wilk jest dobry? Pogrzebawszy w pamięci przypomniały mi się dwie historie - pierwsza dotyczyła dwóch braci, karmionych wilczym mlekiem. Wyrośli na tęgich chłopów, z których jeden nawet Rzym założył. Nie baśń to, co prawda, niemniej wilczyca wykazała się matczynym sercem, pomimo że ludzkie szczenięta do najładniejszych nie należą. Druga opowieść pochodzi ze zbioru baśni fińskich, a nosi tytuł "Dziewczyna i Wilk". Jej główna bohaterka została porwana przez czarownicę a potem stawiana przed szeregiem paradoksalnych zadań. Musiała na przykład uprać białe płótno tak, żeby stało się czarne. Niewypełnienie rozkazu czarownicy każdorazowo groziło dziewczynie śmiercią. Niechybnie zginęłaby już po pierwszej próbie, gdyby nie to, że nagle z lasu wyłonił się wilk. Zwierzę dało jej magiczny kijek, który pomógł dziewczynie przejść wszystkie zadania bez zająknięcia. Wilk zawsze służy dziewczynie radą, a nawet zaprosił ją do swojego zamku, kiedy ta zabiła już czarownicę. I w zamku okazało się, że to wcale nie prawdziwy wilk, tylko piękny królewicz, którego zła wiedźma zamieniła w zwierzę. Nie do końca człowiek, ale też nie całkiem bestia. Wilk w tej baśni jest czymś pomiędzy, czymś, co może pomóc, ale do małżeństwa niezupełnie się nadaje.

Grimm, Wolf, Wolves, Fairy tale, Baśń, Czerwony Kapturek, Baśnie o wilkach, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, kruku, ravens, siedem kruków

Nie do końca człowiek


Ta myśl otwiera klapkę, z której wysypują się setki baśniowych postaci, zamienionych w bestię, w smoka, jelonka, w ptaki, żaby, drzewa, ryby i tak dalej, i tak dalej. Przemiana, która im się przydarza nigdy nie jest ich dobrowolnym wyborem. Czasem sprawczynią jest czarownica, czasem czarownica-macocha, a czasem jak na przykład w opowieści "O siedmiu krukach" (Grimm), przekleństwo rzucone przez rozgniewanego ojca. Bohater przemieniony w zwierzę, traci swoje człowieczeństwo, a w hierarchii rozwoju przesuwa się w dół. Czasem marzy o powrocie do swojej poprzedniej formy, czasem zaś jest mu dobrze tak, jak jest. Jego stan nie jest jednak nigdy stanem, który można by nazwać spełnieniem. Nie - działania przemienionego bohatera są połowiczne i bierne. Jak w baśni "Dziewczyna i wilk" przemieniony bohater może tylko radzić. Wszystkie działania, które coś zmieniają należą do dziewczyny - ludzkiego bohatera tej historii. Podobnie jest w baśni "O złotym ptaku" (Grimm), podobnie z "Żabim królu" (też Grimm), podobnie w wielu innych. Gdybyśmy mieli formułować zasadę ogólną, mogłaby ona zabrzmieć tak - zwierzęta mówią, ludzie robią. Być zwierzęciem to móc podpowiadać, być człowiekiem, to móc zmieniać.

Grimm, Wolf, Wolves, Fairy tale, Baśń, Czerwony Kapturek, Baśnie o wilkach, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, kruku, ravens, siedem kruków, William Blake, Czerwony Smok, Red Dragon

Jak zwykle w życiu bywa, sprawa nie jest wcale tak prosta, żeby zamknąć ją w jednym, zgrabnym zdaniu. Bo weźmy na przykład takiego "Króla Lindora", baśń duńską, której tytułowy bohater, urodził się jako smok. Przyczyną takiego stanu rzeczy było złamanie zakazu przez jego matkę, a skutkiem to, że podczas swoich nocy poślubnych konsumował żony w sensie raczej dosłownym niż metaforycznym. Mógł więc działać, jednak działania te znaczone były jedynie plamami krwi na ścianach i rozszarpaną pościelą. Dopiero pojawienie się pierwiastka ludzkiego w postaci prostej dziewczyny, mogło posunąć akcję do przodu, zatrzymać śmiertelne zapędy Lindora, a w ostatecznym rozrachunku - przywrócić mu ludzki kształt.


Uwięziony w sokole


Przypomina mi się fragment "Czarnoksiężnika z Archipelagu" Urszuli Le Guin. Ged, główny bohater, uciekając przed swoimi prześladowcami zamienia się w sokoła. Leci wiele dni i nocy, aby znaleźć schronienie u swojego pierwszego mistrza Ogiona. Gdy dociera na miejsce, nie jest w stanie powrócić do swojej prawdziwej postaci. Ogion, dzięki swojej magii przywraca Gedowi ludzki kształt, ale musi minąć jeszcze wiele czasu, zanim to, co w głowie Geda stało się sokołem zniknie i Ged znów będzie mógł stać się w pełni Gedem. Myślę, że tym jest właśnie baśniowa przemiana - poddaniem się czemuś mniej uniwersalnemu niż to, kim się jest. Kiedy Ged był człowiekiem, mógł przemieniać się w sokoła, kiedy zaś stał się sokołem, przemiana w drugą stronę była prawie niemożliwa. Wymagała pomocy innego człowieka. Gdyby nie to, Ged być może nigdy nie odzyskałby siebie samego. W tym leży cała tajemnica przemiany i cała tajemnica upadku. Upadanie to bułka z masłem, a zdziczeć jest jak pstryknięcie palcem, natomiast odzyskać swoje człowieczeństwo, to jak próba odzyskania słońca - to mozolna wędrówka przez długą, ciemną noc, pełną niebezpieczeństw, w której niezbędna będzie pomoc kogoś, kto już jest człowiekiem.

Czranoksiężnik z Archipelagu, Gde, Ogion, Sokół Grimm, Wolf, Wolves, Fairy tale, Baśń, Czerwony Kapturek, Baśnie o wilkach, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, kruku, ravens, siedem kruków, William Blake, Czerwony Smok, Red Dragon


No dobrze. Mamy więc dzikość, z którą człowiekowi wcale nie jest do twarzy, dzikość, która wykrzywia jego oblicze i serce do tego stopnia, że o wiele bardziej można go nazwać zwierzęciem niż człowiekiem. Jednak w swojej przemianie, nie zatraca pragnienia, by na powrót odzyskać ludzką formę. Kiedy Lindor pożera swoje żony, robi to przecież w małżeńskim łożu, czyli tam, gdzie międzyludzka komunia osiąga największą intymność, gdzie jeden człowiek może stać się drugim. Być może smok chociaż w ten sposób próbuje poczuć człowieka. Przemieniony w jelonka braciszek z baśni "Braciszek i siostrzyczka"  nie potrafi usiedzieć na miejscu, kiedy słyszy w lesie dźwięk rogu. On potrzebuje pobiec za polowaniem, potrzebuje iść do ludzi, choćby przez to miał zginąć. Coś w człowieku jest takiego, że wszystkie formy stworzenia do niego lgną. Być może chcą stać się takie, jak on, być może chcą z tego człowieczeństwa uszczknąć choć kawałek.

Swój do swego


I wróćmy na chwilę do wilka. W baśni "O dziwnym grajku" (Grimm) przez las wędrował sobie skrzypek. Samotnie mu było, więc zaczął skrzypki swe katować, melodyjki piękne wygrywając. Słodka muzyka zwabiła wilka, który tak dał się nią zauroczyć, że aż zapytał grajka, czy i on by nie mógł zostać skrzypkiem. Grajek na to pomyślał tak: "na co mi taki towarzysz?". Po czym oszukał wilka i wbił jego łapy w pień drzewa tak, aby wilk nie mógł za nim pójść. Potem to samo zrobił z lisem i zającem. Powtarzając "Na co mi taki towarzysz?", bez skrupułów eliminował kolejne zwierzęta, aż wreszcie spotkał w lesie ubogiego drwala. Werdykt tym razem był pozytywny - taki towarzysz jest mi potrzebny. I powędrowali razem. Tymczasem wilk wyswobodził siebie i lisa, i zająca, i cała trójka ruszyła, by zemścić się na skrzypku. Wreszcie znaleźli go i zaczęli zabierać się za zemstę. Cóż z tego, skoro siekiera drwala skutecznie odwiodła ich od jakiegokolwiek zamiaru dociekania swojej racji?

Grimm, Wolf, Wolves, Fairy tale, Baśń, Czerwony Kapturek, Baśnie o wilkach, Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, kruku, ravens, siedem kruków, William Blake, Czerwony Smok, Red Dragon
Nie szukać wilka, szukać człowieka. Oto całe zadanie jakie mamy przed sobą, niezależnie od tego, ile człowieka w człowieku. Jeśli akurat coś sprawiło, że jesteśmy wilkiem, albo jelonkiem, albo drzewem, albo  kapslem, albo czymkolwiek innym, szukajmy innego człowieka, bo człowiek w nim, może obudzić człowieka w nas. Jeśli nasze człowieczeństwo ma się dobrze, towarzystwo drugiego człowieka będzie tym, co sprawi, że żadne wilki, ani lisy, ani inne zające nie będą w stanie nam zaszkodzić. A my będziemy tym, kim mamy być, tym, co dla nas najlepsze.

***
Ilustracje do dzisiejszego wpisu sponsorują: Jemma Salume, Kaya, Mjolmax, Arthur Rackham, Wiliam Blake