17.7.20

Krucabomba!

czyli o storytellingu w przestrzeni

Storytelling, park rozrywki, atrakcje dla dzieci w Małopolsce, Rabkoland, Krucabomba!
Krucabomba i jego wierne owce Ireny - ilustracja autorstwa Martyny Nejman
Na warsztacie: storytelling w praktyce, storytelling w przestrzeni, Rabkoland


Dziś chciałbym opowiedzieć Wam o moim najdziwniejszym zleceniu. Najbardziej wymagającym i najciekawszym jednocześnie, a przede wszystkim pokazującym, jak w kreatywny sposób można korzystać z narzędzia, jakim jest storytelling. Ten artykuł to będzie jedno wielkie studium przypadku... i wielkie jest tutaj słowem jak najbardziej adekwatnym.

Będzie bowiem mowa o storytellingu w przestrzeni. I nie chodzi bynajmniej o to, jak opowiadać gdy przestrzeń wymusza na nas takie a nie inne zachowania, ale o opowiadaniu przestrzenią samą. A wszystko to na przykładzie parku rozrywki dla dzieci! 

Chciałbym zabrać Was w pewien proces myślowy, który trwa już od trzech lat i który ma przed sobą jeszcze bardzo długą drogę i bardzo szerokie horyzonty.

I zanim zaczniemy muszę oczywiście nadmienić, iż artykuł ten zrealizowano w ramach programu stypendialnego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego - "Kultura w sieci".



ZADANIE PIERWSZE - PORZĄDKOWANIE


Zaczęło się w 2017 roku, kiedy to Łukasz Suszek polecił mnie Panu Piotrowi - właścicielowi parku rozrywki Rabkoland. Jak sama nazwa wskazuje Rabkoland znajduje się w małopolskiej Rabce. Park akurat zaczynał powolny, acz gruntowny lifting - wszystkie plany były już przygotowane, strefy wymyślone, wiadomo było, gdzie pojawią się nowości, które atrakcje zostają, a które idą do nieba dla karuzel. I było tam wszystko! Był tam cyrk, był odwrócony dom, było też miejsce przygotowane pod góralską dżunglę (góralska dżungla to taka dżungla... tylko w górach), a poza tym była dolina Pana Trzmiela, wioska wikingów, Farma i cała połać Rabkolandu o bliżej nieokreślonej tożsamości. Jak sami możecie zauważyć - różnorodność była większa niż podczas Love Parade w Berlinie (ech... gdzież są niegdysiejsze śniegi). Były stare strefy, było kilka nowych i kilka zastanych postaci, ale brakowało myśli przewodniej. I o to właśnie zostałem poproszony - połączenie jedną historią dość mocno stylistycznie nie pasujących do siebie elementów.

Okazało się, że ta różnorodność, która początkowo budziła tyle obaw, stała się moim sojusznikiem... i największą inspiracją. Bo żeby rozwiązać postawiony przede mną problem wystarczyło jedno pytanie:

Jak to wszystkie te strefy znalazły się w jednym miejscu?

Czy jest jakiś sposób, żeby te wszystkie przestrzenie w ogóle miały prawo się spotkać?

I kiedy głowiłem się nad tym zagadnieniem, zdałem sobie sprawę, że od pytania do odpowiedzi droga musi być możliwie najkrótsza. Nagle mnie olśniło. "Krucabomba!" zakrzyknąłem.


ZADANIE DRUGIE - KRUCABOMBA! 


Potrzebny był wielki wypadek czasoprzestrzenny! I ktoś, kto mógłby do tego wypadku doprowadzić. Ktoś nad wyraz błyskotliwy i nad wyraz lokalny. Powiedzmy góral-wynalazca. Taki, co to będzie mocną postacią - trochę wesołą, trochę ekscentryczną, ale na pewno charakterystyczną. Ale przede wszystkim, taką, która zepnie wszystkie wątki w całość. W ten właśnie sposób powstał Jędrek Wróbel. Gość nietuzinkowy. Wynalazca jakich ze świecą szukać. Gdyby Tesla urodził się w Rabce, to byłby mniej genialny niż nasz Jędrek Wróbel. Ale ale, żeby stał się jeszcze bardziej charakterystyczny potrzebne było coś jeszcze. "Krucabomba!" zakrzyknąłem - może niech wcale nie nazywa się Jędrek Wróbel, ale Krucabomba! właśnie - a dlaczego tak? Bo za każdym razem, gdy wymyślał coś genialnego zakrzykiwał "Krucabomba!" i to się do niego przykleiło.

Dlaczego Krucabomba? Widzicie Moi Drodzy - z dwóch powodów. Po pierwsze: to zostaje w głowie. Jest ciut "niegrzeczne" (takie dziecięce przekleństwo - kurarura), jest znane, no i jeśli usłyszymy Jędrka, który nam to powie po góralsku, to będziemy chcieli to ze sobą zabrać do domu. A  jeszcze dlatego, że nazywanie kogoś "po ksywce" zawsze siada bardziej. Krucabomba to jednak faniejsza nazwa niż Jędrek Wróbel. I na szczęście Pan Piotr w tym punkcie się ze mną zgodził.

Storytelling, park rozrywki, atrakcje dla dzieci w Małopolsce, Rabkoland, Krucabomba!
Krucabomba! - jednym z elementów promowania historii jest również książeczka o powstaniu parku i losach wszystkich postaci. 


Wróćmy jednak do pracy naszego wynalazcy
Twórca mechatronicznych owieczek ("Krucabomba!"), maszyny do kapslowania butelek z żętycą ("Krucabomba!!), kolejek magentycznych, ale przede wszystkim wielkiego ZAGINACZA CZASOPRZESTRZENI ("Ło jaka krucabomba!") - wiecie, takiego urządzenia, które może przenosić pasterzy i całe stada, gdyby przypadkiem na pastwisku dopadła ich burza. Wystarczyło pociągnąć za jedną wajchę i pasterze wraz z owieczkami znaleźliby się w bezpiecznym miejscu. Zabawa z czasoprzestrzenią była o tyle komfortowa, bo poza pretekstem do sprowadzenia wszystkich krain Rabkolandu w jedno miejsce, miała zakorzenienie w rzeczywistości parku. Wielkim Zaginaczem Czasoprzestrzeni zostało bezimienne do tej pory Diabelskie Koło. Także gdybyście chcieli zobaczyć Zaginacz na własne oczy, wystarczy, że wybierzecie się do Rabkolandu - ciągle tam stoi.

Jak możecie się domyślić - takie urządzenia do zaginania czasu i przestrzeni to nie są rurki z kremem i bardzo łatwo doprowadzić do wypadku. Jedna niefortunna noc, Zaginacz bez wiedzy swojego twórcy idzie w ruch, czas zwija się w rulon jak gazeta, tak, że niusy z pierwszej strony zamieniają się z ogłoszeniami drobnymi, a strony ze sportem stają się prognozą pogody. Było wielkie BUM! Po którym możliwie stało się wszystko.

Dla przykładu - najtrudniejszym mariażem był ten pomiędzy skrzatami zamieszkującymi jaskinie pod masywem Lubonia, a dżunglą. Teraz nie było z tym problemu. Zaginacz wywinął dżunglę na drugą stronę, sprowadzając drzewa do jaskiń skrzatów. A wraz z dżunglą pojawiły się antagonizmy.... gdyby kręcili o tym film nazywałby się Skrzaty vs. Obcy... z dżungli. 


ZADANIE TRZECIE - NAZWY


Wypadek Zaginacza określił też charakter jednej z głównych stref parku, która wcześniej nie miała swojego charakteru. Teraz stała się strefą Krucabomby, a z czasem po prostu "Machinarium" (dodatkowo mały plac zabaw w tej strefie został "Trybikowem"). Postać i jej historia zdefiniowały przestrzeń. 

Storytelling, park rozrywki, atrakcje dla dzieci w Małopolsce, Rabkoland, Krucabomba!
Karuzela, która dorobiła się gmerków z "K" Krucabombu! 

Skoro jednak przy nazwach jesteśmy. Potrzebne były również dla innych stref. Na przykład jak mogą nazywać się lokalne skrzaty jaskiniowe. Pierwsza propozycja to były koboldy. Niestety uznana została za zbyt śląską i nie przeszła. Wymyśliliśmy wspólnie skałuchy. I ta została. Skałuchy otrzymały też specyficzny system budowania imion. Nazywani byli dwoma słowami połączonymi myślnikiem np. Uhu-uhu albo Trut-trut, albo Plim-Plom. Tę zasadę można też było przenieść na inne elementy strefy - na przykład do nazwy największej atrakcji tej strefy - wieży totemu. Jak ją nazwaliśmy? Duch-Duch.

Podobnie z wikingami. Choć byli w parku od zawsze, zabawa ze story tego miejsca nadała im osobowości. Tak na przykład groźny wódz został Svenem Rudobrodym. Został też kryptowegetarianinem, który miał sabotować wszystkie polowania drużyny wikingów na krowę Rabcię, ale tego akurat nie wykorzystaliśmy. Z czasem w ich osadzie pojawiła się też wielka drewniana figura wikinga. W związku z tym, że stała na wodnym placu zabaw - nazwaliśmy go bogiem Wodynem (wiecie - wOdyn - hy hy...)

Storytelling, park rozrywki, atrakcje dla dzieci w Małopolsce, Rabkoland, Krucabomba!
Bóg Wodyn.

Podobnie ze strefą cyrkową. Potrzebowała ona protagonisty, który by ją spinał. Stał się nim Klaun Mareczek. I wiecie dlaczego dostał na imię właśnie "Mareczek"? Bo dużą częścią gości są Słowacy i łatwiej im to będzie zapamiętać i wymówić (niż na przykład klaun Miluś).  Od tej postaci z kolei wzięła się nazwa odwróconego domu, który przestał być odwróconym domem, a stał się "domem klauna Mareczka". Antagonistą tej strefy stał się zaś zły dyrektor cyrku Helmut Wąsidło (czy muszę tłumaczyć skąd wzięła się ta nazwa?). Tutaj ciekawostka - Helmut w ogóle pojawił się w opowieści tylko dlatego, że w parku stała mechatroniczna figura i kiedy pod nią staliśmy, pan Piotr powiedział "może byśmy coś dla niej wymyślili?". "Dobra!" odpowiedziałem - i tak powstał Helmut, który całe dnie narzeka na swój "nieszczęsny" los.

Dobranie odpowiednich nazw pomogło skalibrować jeszcze jedną rzecz - myślenie o gadżetach. Bo skoro skałuchy jedzą kamienie, a najbardziej charakterystycznymi kamieniami są arcykwarcyty, dlaczego by nie nazwać sprzedawanych w sklepiku draż kamyczków "Skałuchowymi Arcykwarcytami"? Nie wiem, czy to już zostało zrealizowane, ale na papierze wygląda gracko ;)

I jeszcze zamiast mechatronicznych owiec pojawiły się zwykłe owce. Które miały na imię Irena. To znaczy każda miała na imię tak samo. Ten żarcik pojawił się podczas jednego z burzomózgowych spotkań. Jak w Rrrrrr! Gdzie wszyscy mężczyźni nazywali się Adam a wszystkie kobiety Ewa.

Ostatnią rzeczą związaną z nazwami było przemianowanie wszystkich eventów w odpowiednim kluczu. Dzień Balonika, stał się na przykład Dniem Balonika z okazji Urodzin Klauna Mareczka. Inny zaś Event stał się Świętem Wynalazków Wszelakich. Stara zawartość w nowym pudełku. 


ZADANIE CZWARTE - UPRASZACZANIE


Po dwóch latach budowania historii okazało się oczywiście, że grubo przeholowałem z jej skomplikowaniem i trzeba upraszczać. Na szczęście pierwotna praca zbudowała bardzo solidne fundamenty, żeby skrystalizować to, o co naprawdę nam chodziło. Był Krucabomba, było BUM!, powstał Rabkoland. Był cyrk Luna, był zły dyrektor, klaun Mareczek uwolnił zwierzęta, a dyrektora zamknął w klatce. W jaskiniach skałuchów pojawiła się dżungla a wraz z nią zwierzęta - wśród nich krokodyl Oskar, który ciągle robił pranki. Staraliśmy się każdą z tych historii zamknąć w jednym zdaniu, a ich ślady porozstawiać po całym Rabkolandzie.

Storytelling, park rozrywki, atrakcje dla dzieci w Małopolsce, Rabkoland, Krucabomba!


Początkowo cały proces tworzenia storytellingu dla Rabkolandu prebiegał w kierunku: od przestrzeni do historii. Brałem to, co już w parku stało (lub było planowane) i na tym budowałem.  Im więcej pomysłów lądowało na stole, a także w głowach ekipy tworzącej park, tym bardziej przepływ inspiracji stawał się dwustronny. Niektóre karuzele zyskiwały odpowiedni design, ubogacony gmerkiem Krucabomby, inne projektowane były pod samą historię. Co jednak najważniejsze - cały ten świat pomimo swojej różnorodności stawał się coraz bardziej spójny.

Niezwykle pomocne okazało się stwierdzenie, które padło podczas jednego ze spotkań i które w dość mocny sposób ustawiło myślenie o storytellingu w przestrzeni w ogóle. Nie pamiętam już, kto to powiedział (chyba Ania), ale sedno jest następujące:

Dzieciaki nie interesują się historią, przyszły pojeździć na karuzelach. Naszym zadaniem jest dać im poczucie, że ta historia wisi w powietrzu i sprawić, żeby poczuły świat, który tworzymy. 

Przyznam, że to myśl, która bardzo ustawiła mnie nie tylko w pracy nad tym projektem, ale w pracy z opowieściami w ogóle. Jeśli nie mogę dać komuś historii, próbuję po prostu sprzedać mu jej poczucie. Nastrój, otrzeć się o słuchacza wydarzeniami, które są tuż obok. To bardzo często wzbudzało wystarczającą ilość zainteresowania samą historią.

ZADANIE PIĄTE - UGRUNTOWANIE STORY


Żeby ugruntować nasze historie, pan Piotr zlecił mi stworzenie kilku dodatkowych aktywności. Warsztatów edukacyjnych - zaproponowałem temat Masek (Bo skałuchy nosiły maski)... niestety nie sprawdził się. Ponadto stowrzyłem scenariusz przedstawienia teatralnego, w którym poznajemy historię genezy Pana Trzmiela ("Kwiatki Ciotki Maryni"), a także interaktywne oprowadzanie, podczas którego dzieciaki poznają historie poszczególnych stref. Na marginesie dodam, że super przygodą było wymyślanie i rozrysowywanie dekoracji i tworzenie kostiumów, dla Kwiatków, a także oprowadzających po Rabkolandzie animatorów - dzieci ciotki Maryni: Hani i Janka (jesę projektantę!).

Naszym ostatnim dodatkiem do tej wznoszącej się ciągle konstrukcji stała się zagadka terenowa, w której dzieciaki muszą odnaleźć na terenie parku kilka znajdziek, do których prowadzi mapa i kilka podpowiedzi (oczywiście podpowiedzi nawiązują do naszej historii).

Storytelling, park rozrywki, atrakcje dla dzieci w Małopolsce, Rabkoland, Krucabomba!, Dla najmłodszych
Pan Trzmiel zapraszający najmłodszych do swojego kwiatowego królestwa. 

Niebawem na scenę ma wkroczyć też klaun Mareczek, ze swoim show opartym na malarskich pasjach. Jeśli chodzi o jego kostium tu również - jesę projektantę! 

Ta nasza wieża powoli wzbija się ku niebu. Zanim osiągnie swój optymalny kształt, minie jeszcze pewnie kilka lat. Kilka świetnych projektów rozbije się o budżet (jeden z moich ulubionych tak skończył - dom strachów na mokradłach - był o tyle fajny, że tutaj mogłem zaprojektować też własne atrakcje) inne rozbiją się o czas, albo po prostu dostaną czerwone światło, albo trafią na sezon pod znakiem COVID-u. Mamy też całą szufladę scenariuszy do animowanych filmów z przygodami bohaterów poszczególnych stref i one także muszą zaczekać.

Sam fakt pracy z opowieścią w przestrzeni (czy też opowieścią przestrzeni) wymusza zupełnie inne podejście do narzędzi, jakim jest storytelling i gimnastykowaniem mózgu, by stworzyć opowieść, która dzień po dniu żyje coraz bardziej. I to nie tylko życiem gości, którzy ją odwiedzają, ale też barwnych postaci mieszkających tam na co dzień: ich perypetii, czasem śmiesznych, czasem nieznośnych charakterów, ale zawsze zapadających w pamięć.

Wiem, że jestem tylko scenarzystą i nie wszystko, co wymyślę, wejdzie w krwiobieg parku. Na szczęście producent tego przedsięwzięcia częściej daje moim pomysłom zielone światło. Co sprawia, że chce się nad takim projektem siedzieć. I koniec końców zakrzyknąć: "Krucabomba!"

***


Wszystkie materiały pochodzą z fanpejdża Rabkolandu - wykorzystane za zgodą parku. 
Autorką ilustracji do książeczki o Rabkolandzie jest Martyna Nejman. Bo w sumie nie wspominałem, ale poza tymi wszystkimi rzeczami, które robimy w tym roku powstała jeszcze książeczka, streszczająca przygody naszych bohaterów.

I na koniec pozwolę sobie raz jeszcze dodać, iż niniejszy tekst zrealizowano w ramach programu stypendialnego MKiDN - "Kultura w Sieci".

A tutaj jeszcze kilka innych tekstów poświęconych storytellingowi:

Dlaczego warto opowiadać baśnie, czyli dlaczego warto opowiadać baśnie ;)

Sztuka opowieści w działaniu - STRACH. Czteroczęściowy cykl artykułów poświęconych temu, jak wykorzystywać emocje do tworzenia opowieści na przykładzie strachu. Wrzucam 





Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza