7.7.18

Sztuka opowieści w działaniu - Strach (cz. III)

Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, opowieści grozy, storytelling, Strach, sztuka opowieści, warsztat opowiadacza, jump scare, screamer, beksinski.
Mam poczucie, że prace Beksińskiego dobrze korespondują z dzisiejszym tematem.

Na warsztacie: Storytelling, sztuka opowieści, strach, warsztat opowiadacza, opowieści grozy, Jump Scare

To już trzecia podróż przez krainę strasznych opowieści. Pierwszą znajdziecie TUTAJ a drugą TUTAJ

Dziś chciałbym napisać o najprostszej i podstawowej technice straszenia w opowieściach. Technicznie nazywa się to jump scare i są to te wszystkie momenty, w których wydarza się coś, co sprawia, że wyskakujemy z fotela z głośnym "Łojezusie!" na ustach. 

Wygląda to mniej więcej tak:

Do pewnego opuszczonego domu wchodzi zagubiona dziewczyna. Wędruje korytarzem, a kamera leniwie przerzuca kadr z jej twarzy na jakieś niewiele znaczące elementy scenografii. Jednak to, w jaki sposób pracuje obraz i mina dziewczyny, która ujęcie po ujęciu robi się coraz bardziej niepewna, zaczyna rezonować w parzących na tę przedziwną wędrówkę. Niezauważalnie znikają też wszelkie dźwięki z tła, pozostawiając nas w ciszy... i nagle... BU! Zza rogu niespodziewanie wyskakuje wilkołak, czemu towarzyszy nieprzyjemny trzask i solidne uderzenie połączonych sił sekcji smyczkowej i dętej. Dźwięki i obrazy spadają na nas brutalnie i niespodziewanie, a jedyne co możemy zrobić to po prostu odskoczyć, albo krzyknąć sobie ze strachu. 

Po takim skoku oczywiście całe napięcie z nas schodzi, strach odpływa a nasz organizm zostaje zalany falą endorfin. "Uff - już po stresie - myśli nasze ciało - przeżyłem, mogę więc znów cieszyć się życiem". I spokojnie śledzi dalej historię... przynajmniej do następnego jumpa. 

Plusy i minusy 


Jump scare jest najpopularniejszą techniką straszenia, bo jest zarówno najmocniejszy i najłatwiejszy do przeprowadzenia. Jeśli dobrze jej użyjemy to będzie ten moment, który w naszym słuchaczu zostanie na długo. Ja do dziś pamiętam scenę z filmu Inni, w której Nicole Kidman próbuje zamknąć drzwi. Była tak mocna, że to od niej zaczynam odtwarzanie tego filmu w głowie (zresztą bardzo dobrego). To także technika od której trudno uciec. W toku opowieści i w sposobie jej prowadzenia można wyczuć, kiedy zbliżamy się do miejsca wielkiego BU! I nasze ciało podświadomie przygotowuje się do reakcji na to BU! Fizjologicznie będzie chciało odreagować napięcie, więc po prostu da się oszukać, a to ułatwia stosowanie jumpów. 

Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, opowieści grozy, storytelling, Strach, sztuka opowieści, warsztat opowiadacza, jump scare, screamer, beksinski.
Z. Beksiński


Z drugiej strony, ta łatwość prowadzi czasem do nadużywania. Dobry jump scare, to rzadki jump scare. Tak chyba jest zresztą ze wszysktim, im więcej słodzimy, tym więcej musimy słodzić, żeby czuć słodkość. Organizm po BU! traci mobilizację, relaksuje się, wchodzi w fazę odpoczynku. A to bywa zabójcze dla budowanej przez nas opowieści. Jeśli bowiem wrzucimy zbyt wiele mocnych momentów przed finałem, może się okazać, że sam finał wypada bardzo blado... i piszę o tym, jako osoba, która nie raz w ten sposób popłynęła. 

Jak używać?


Praktyka podpowiada mi, że jeśli chcecie użyć jump scare w swojej opowieści możecie zrobić to na trzy podstawowe sposoby. Po pierwsze budując krok po kroku klimat, żeby w odpowiednim momencie wypalić z BU! To najpopularniejsze wykorzystanie jumpa, którą szerzej opiszę poniżej.

Po drugie wrzucenie BU! bez budowania napięcia. Mówię, mówię, mówię, BU! O ile pierwszy ze sposobów jest, jak wizyta w domu strachów, o tyle ten drugi raczej przypomina zatłoczoną ulicę, na której nagle zostajemy spoliczkowani przez przypadkowego przechodnia. To też może być zaskakujące i zrobić robotę - zwłaszcza, że na takie rzeczy słuchacz zazwyczaj nie zdąży się przygotować.

Po trzecie można powiedzieć: Uwaga! zaraz Cię wystraszę! To sprawdza się szczególnie, gdy udało się nam już raz skutecznie wrzucić BU! i widzimy, że nasza publiczność naprawdę mocno zareagowała. Pamiętam pewne warsztaty, podczas których opowiadałem jako przykład jumpów Czerwonego Kapturka. Pewna pani zareagowała na BU! słowami "Jezu nie rób tego więcej!". Odpowiedziałem więc spokojnie, ale z pełną premedytacją- "ależ owszem - zaraz to powtórzę. czy jesteś gotowa?". Ciężar BU! przeniósł się co prawda z samej opowieści na sytuację, która wytworzyła się w grupie, ale to, że kazałem komuś czekać na kolejny straszny moment, wytworzyło naprawdę gęstą atmosferę. Polecam korzystać.

Wprowadzenie jumpa


Jumpem może być wszystko (od spadającego garnka, przez rękę na ramieniu, aż po koniec świata), dlatego najważniejsze jest to, jak my do niego podejdziemy. Jeśli chcecie użyć BU! Zacznijcie od odpowiedniego przygotowania miejsca na nie. To przygotowanie przede wszystkim polega na odwracaniu uwagi słuchacza od tego, co zaraz zamierzacie zrobić. Moją ulubioną metodą jest przenoszenie ciężkości narracji na jakiś przedmiot lub przypadkową sytuację.

Wracając do dziewczyny w opuszczonym domu: Nagle dziewczyna dostrzega obraz. Na nim kobietę, której wzrok wydaje się znajomy. Portret uśmiecha się tajemniczo, a zagubiona bohaterka czuje, że ta namalowana postać coś chce jej powiedzieć. Przybliża się do portretu, żeby przetrzeć mosiężną płytką, na której widnieje imię i nazwisko kobiety. Wyciąga rękę i BU! Wilkołak.

Obraz nie ma związku z tym, co się wydarzy za chwilę. Dla mnie był tylko pretekstem do odciągnięcia i skupienia uwagi odbiorcy. Te dwie rzeczy - odciągnięcie i skupienie uwagi są kluczowe dla dobrego efektu. Im większe skupienie, tym większa prędkość, z jaką wjedziemy w mur.  
Ważne jest więc, żeby ta wprowadzająca narracja była interesująca, nawet jeśli jest tylko wypychaczem.

Przy okazji - kilka razy zdarzyło mi się tak, że z dygresji, która miała być wprowadzeniem do BU! powstał całkiem solidny segment dodatkowy opowieści, który był na tyle interesujący, że ani słuchacze, ani ja nie chcieliśmy go opuszczać. To doprowadziło mnie do następującego wniosku - nawet jeśli chcesz kogoś przestraszyć, przede wszystkim skupiaj się na ciekawej opowieści. To czym przygotowujesz swoje BU! nie może być w najmniejszym stopniu mniej ciekawe niż samo BU!. BU! jest tylko efektem ubocznym. Szpilką, na którą w pewnym momencie nadziewa się zbyt mocno pompowany balonik. Naszym zadaniem, nie jest przebijanie balonika, ale jego pompowanie.


Niepewność i konspiracja


Przy przygotowaniu jump scare bardzo istotny jest głos. Zanim dotrzemy do BU! warto rozciągać słowa, robić ciut większe pauzy, zwolnić, rozkołysać tak niepewność, jak i zaciekawienie. Bardzo dobrze sprawdza się atmosfera konspiracji. Takie werbalne: "Chodźcie bliżej, powiem Wam coś ważnego".

Baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, opowieści grozy, storytelling, Strach, sztuka opowieści, warsztat opowiadacza, jump scare, screamer, beksinski.
Z. Beksiśki


W tym jak opowiadamy, my sami możemy być niepewni o co chodzi, co tak naprawdę widzimy, możemy nawet uciec się do szukania odpowiednich słów, którymi uda się najlepiej określić daną sytuacje: Wiecie, ten portret patrzył, nie nie patrzył, przyglądał się, łypał na dziewczynę i ona nie potrafiła powiedzieć, czy kobieta z obrazu patrzyła w ten sposób na nią i tylko na nią, czy na każdego. Ale to coś znajomego, ta więź, która nagle zrodziła się między dziewczyną a kobietą, była jak... przyjaźń, nie jak przyjaźń, jakby obie miały wspólny, mroczny sekret...

Pamiętajcie - my jako opowiadacze też nie musimy wiedzieć wszystkiego co się wydarza w naszej opowieści i jeśli ta niewiedza wychodzi na dobre ustawieniu narracji, nie bójmy się jej pokazać.

Jeśli miałbym zasugerować, jakie obrazki wybierać do skonstruowania sceny przed BU! ogólnie powiedziałbym, że muszą zawierać w sobie odrobinę tajemnicy. Tajemnicy, której głaskanie samo w sobie będzie intrygujące. Niemniej - im lepszymi opowiadaczami jesteśmy, tym łatwiej zrobić nam jumpa ze wszystkiego: zamkniętego kufra, obierania ziemniaków, wchodzenia po schodach, głaskania chomika. Nie jest ważne co - ważne jest jak to opowiemy.

Przełamywanie rytmu


Dobrym sposobem na przygotowanie jest też stworzenie narracyjnego rytmu. Pewnej powtarzalności sytuacji i fraz, które swoim regularnym powtarzaniem się budują w słuchaczu pewne oczekiwanie na to, że zaraz pojawi się to samo. Przełamanie tego oczekiwania w sposób gwałtowny jest łatwym sposobem na wywołanie BU! A jeśli uda się nam połączyć tę rytmiczność, z zaciekawieniem ("dlaczego masz takie wielkie uszy?") to  mamy słuchacza w garści.


BU!


I kiedy już wyczujemy, że to ten moment - odpalamy bombę. Krótko, najlepiej jednosylabowo. BU! Jak najgłośniej i jak najmocniej. Krzyknijcie, klaśnijcie, rozbijcie szklankę, przewróćcie krzesło, skróćcie też dystans fizyczny przez szybki ruch w stronę widowni, albo sami zareagujcie jakby coś wybuchło. Im więcej bodźców na raz, tym lepiej. Tego się nie da poprawić. Albo siądzie, albo nie. Więc nie wahajcie się zrobić tego jak najmocniej!

Jak wejdzie to dobrze. Koniec. Nasza robota skończona. Bez ceregieli, bez ostrzeżenia. Jeśli widownia skoczy, znaczy, że się udało i możemy ciągnąć dalej opowieść. Tutaj mam tylko jedną uwagę: Lepiej trochę za wcześnie niż trochę za późno. Jeśli słuchacz już prawie jest gotowy, to i tak pewnie zareaguje lepiej niż jeśli moment grozy minie. Najlepiej oczywiście wstrzelić się w moment, ale jeśli to nie wyjdzie - zawsze strzelajcie pierwsi, nie dając mu czasu na reakcję.


A TERAZ ĆWICZENIE


Wybierz czynność domową. Zamiatanie, prasowanie, mycie zębów i zacznij o niej opowiadać. Najpierw normalnie, a potem przejdź do trybu konspiracyjego. Mów o niej jak o najważniejszej rzeczy na świecie. Możliwie ciekawie, a potem coraz wolniej i wolniej. I kiedy uznasz, że to odpowiedni moment - zrób BU! 

Sprawdź jak dużo czasu potrzebujesz na przygotowanie jumpa. czy jest to bardziej 20 sekund czy bardziej 2 minuty? Spróbuj też przeanalizować z ilu elementów składa się twoje BU! Co zrobiło twoje ciało, co zrobił twój głos, co jeszcze się wydarzyło? 

To pomoże Ci zrozumieć jak działasz i w czym czujesz się dobrze i mam nadzieję, w konsekwencji lepiej czuć się przed publicznością.

***

Jeśli Wam się spodobało i chcecie zajrzeć również do poprzednich części, to przypominam: Pierwszą znajdziecie TUTAJ a drugą TUTAJ


A jeśli chcecie sprawdzić szybciutko jak działa jump scare, cóż internet pełen jest filmików i memów nazywanych screamerami, które korzystają z tej techniki. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz