19.3.15

Bez tytułu - czyli czarna kartka z mojej pracy

W tym miejscu znajdował się tekst, w którym wylewam na świat swoją żółć i rozczarowanie względem osób zachowujących się z niepoważanie względem mojej pracy. Postanowiłem jednak, że zalewanie świata żółcią pozostawiam innych i sam siebie ocenzuruję:


Doświadczenie "przebrania się miarki" dało mi dwie lekcje.

Po pierwsze mówienie o tym publiczne, jest całkowicie nieprofesjonalne. Ludzi tym nie zmienię, eksponatu nie odzyskam, pracy więcej od tego nie przybędzie. Tylko trochę więcej niesmaku,.

Po drugie i ważniejsze. Pokora. Salomon pisał o tym tak: "Czujniej niż wszystkiego innego, strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia!" (Przyp 4:23). Dziś nie upilnowałem. Wszystkich, którzy to przeczytali przepraszam.

Lepiej dawać życie i radość niż lać żółć. A jeśli czasem ktoś się przy tym niepoważnie zachowa. cóż - lepiej dawać radość niż lać żółć. I kołatać, i kołatać, dopóki starczy sił. A jeśli nie starczy... kołatać dalej.

Zostawiam ten wpis, żeby przypominał mi o kołataniu.

4 komentarze:

  1. cokolwiek się stało, to - nie tylko dlatego,że nadal kipisz gniewem - przykro mi,że ktoś źle cię potraktował i zlekceważył to, co robisz;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie kipię. Głupio się stało, że człowiek czasem wybucha publicznie (choć byłem w tym wszystkim kulturalny oczywiście). Za to myślę, że to dla mnie duża nauka i swego rodzaju moment zmiany. Dzięki za troskę Kasiu :)

      Usuń
  2. Zapraszam do lektury ciekawego artykułu o storytellingu ;)
    http://chcenawczoraj.pl/post/czym-jest-storytelling-i-dlaczego-jest-tak-skuteczny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Baśnie na warsztacie to miejsce, w którym korzystamy ze storytellingu w zupełnie innym zakresie. Nie sprzedajemy nic, poza opowieścią i zabawą z nią.

      Usuń