13.2.15

Trzecia Świnka
z cyklu "morały" baśni

Trzy małe świnki, morały baśni, morał baśni trzy małe świnki, streszczenie baśni, baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, Limbo, three little pigs

Na warsztacie: Trzy małe świnki, morały baśni

Pisałem już o pomijanym zakończeniu i "morale" Czerwonego Kapturka - Drugi Wilk
Pisałem już o pomijanym zakończeniu i "morale" Jasia i Małgosi - Po Drugiej Stronie Pieca

Dziś kolej na Trzy świnki:

Ze świnkami niby sprawa oczywista - trzy świnki, z czego dwie leniwe, trzy domki, z czego dwa felerne, jeden wilk lubiący się chwalić pojemnością płuc i jedna bardzo mądra świnka, która ratuje siostry. A tutaj psikus. Kto zaglądał do zakładki Streszczenia Baśni, ten pewnie trafił na tekst o tym, co stało się po śmierci dwóch pierwszych świnek

A było to tak: 

Stoimy przed domkiem trzeciej świnki. Choć wilk srodze dmucha w ceglane mury, te nawet nie drgną. Konstrukcja jest solidna. W środku siedzi ostatnia ze świnek. Pozostałe dwie przeciskają się właśnie przez przewód pokarmowy wilka, by raz jeszcze zobaczyć światło dzienne - w nieco zmienionej już formie i konsystencji. Być może przez procesy trawienne wilk nie ma w płucach wystarczającej pary, by zmieść ceglany domek z powierzchni ziemi. Dmucha i chucha, i chucha, i dmucha i nic. Domek stoi jak stał, a świnka żyje, jak żyła. Tylko doniczki z parapetów pospadały. 

Wilk nie jest jednak w ciemię bity, żeby płuca sobie wypluć. To nie działa - trzeba spróbować czegoś innego. Mówi więc do świnki tak:
- Hej malutka, mam dla Ciebie propozycję. Znam miejsce, za górką, gdzie rosną świetne marchewki. Możemy tam jutro pójść, nazbieramy co nieco razem, pośpiewamy sobie dumki.
- Okej - odpowiedziała świnka. 
- No to super. Będę jutro o 12. Ciao Bambino. 
Po czym zarzucając z lekka ogonem odmaszerował w stronę swojego ciemnego lasu. 

Świnka do tych głupich należeć nie należała, bo po pierwsze żyła, po drugie - całkiem nieźle jej to wychodziło. Podstęp wilka wyczuła po sposobie, w jaki bestia się pociła, postanowiła więc sama wilka przechytrzyć. Nim słońce wstało ona wybrała się za górkę, gdzie odnalazła pole ślicznych marchewek, nazbierała ile się dało i zanim wybiła dwunasta, była już w domu. 

Wilka to rozeźliło, ale nie tracił rezonu, spróbował raz jeszcze z jabłkami i raz jeszcze świnka wpuściła go w maliny. Za trzecim razem wilk olał już zabawę w sklep warzywny. Postanowił skusić świnkę wyprawą na targowisko. Wielkim światem, pięknymi chustami, kiecami jak z żurnala mody powiatowej. Koloryzował, jak się dało, aż powietrze zaczęło nieprzyjemnie pachnieć od tej słodkości... jak przypalone ciasto. 

- Okej - powiedziała świnka - umawiamy się na 10. 

Wilk wiedział, że świnka go oszuka i świnka wiedziała, że wilk wie. Zaczął się więc wyścig z czasem. Kto będzie pierwszy? Drapieżnik czy jego ofiara? Okazało się, że drapieżnik. Spotkali się na górce, tuż przed domem świnki. "Wreszcie" - pomyślała bestia "zmów paciorek dziecino!". Świnka miała jednak w głowie inny plan. Wskoczyła do świeżo zakupionej bańki na mleko i tocząc się z góry staranowała wilka, a potem wylądowała prosto pod drzwiami swojego domku. Szybkim skokiem znalazła się w środku i zaryglowała drzwi.

Trzy małe świnki, morały baśni, morał baśni trzy małe świnki, streszczenie baśni, baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, Limbo, three little pigs


Tej zniewagi wilk już nie wytrzymał. Cała jego zmyślność, cały spryt przestały się liczyć. Liczyło się tylko to, żeby dorwać tego małego prosiaka i zrobić sobie z niego ucztę... najboleśniej jak się da. Nikt nie może nabijać się z wilka. I to go zgubiło. Zaczął wyć i dobijać się z do domku z każdej strony. Na nic to jednak się zdało, bo murarka solidna, a i głód zaczynał już trochę doskwierać. Wspiął się więc zwierz na komin, którym miał zamiar dostać się do środka. 


I dostał się... do środka domu, a potem do środka brytfanki pełnej wrzątku. Świnka błyskawicznie zatrzasnęła brytfankę pokrywką i wilk ugotował się żywcem. 

Ostatnia z ocalałych sióstr wyszła przed dom, żeby rozkoszować się ostatnimi promieniami słońca. Ostatnie tego dnia. Dla niej przyjdzie kolejny wschód. Była bezpieczna... i do tego miała cały garniec porządnej, wilczej zupy.

***

Kiedy opowiadam tę baśń dzieciakom, zazwyczaj ograniczam się do pierwszej próby. Zazwyczaj też zaczyna się od wielkiego buntu: "Jak to? Dlaczego wilk nie wchodzi na komin? Tego nie było w prawdziwej opowieści, to jakieś..." po chwili już nie ma z tym problemu. Rozmowa wilka ze świnką porywa dzieciaki i za sprawą zwykłego prawa opowieści (czyli chęci dowiedzenia się, co było dalej) siedzą, jak na szpilkach. Słuchają. Przeżywają. Coś się zmienia w postrzeganiu świnek. Przestają patrzeć na tę opowieść już z nudą jej wiecznego powtarzania, a zamiast tego na ich młodziutkich buźkach pojawia się wyraz zrozumienia, mówiący: "A więc to o to chodzi..."

Zastanawaiam się nad tym, skąd bierze się taka reakcja. Pierwszy pomysł jest prosty - po prostu porywam je kawałkiem historii, którego nie znają. A potem pojawia się jeszcze jedno pytanie - dlaczego mnie tak bardzo porywa ta baśń?

I myślę sobie, że porywa bo:

Po budowaniu przychodzi burzenie


Początkowe losy trzech świnek są słodziutkie, jak ich ryjki. Idą, bawią się, tańczą. Budują. I każda na swoją modłę. I kiedy budują, zawsze zaczynają od rzeczy zupełnie niedoskonałych. Ot - snopek siana, ot kilka niezgrabnie zbitych ze sobą desek. Albo porządna ceglana konstrukcja. Niezależnie od umiejętności - każdą ze świnek kieruje ta sama potrzeba. I każda próbuje ją zrealizować najlepiej, jak potrafi. Nawet jeśli nie potrafi - potrzeba domu i schronienia jest o wiele silniejsza. Jest czymś tak potężnym, że zatrzymuje ich to w ich życiowej wędrówce.

I to jest zupełnie naturalne. Dzieci bawią się w dom, młodzież bawi się w związki (co jest częstokroć tylko wariacją zabawy w "dom") i tylko czasem udaje się stworzyć coś naprawdę dojrzałego za pierwszym razem. Zazwyczaj najpierw trzeba coś spartaczyć.

Nasze życia są jak dziecięce pokoje. Na początku, kiedy jesteśmy dziećmi, przepełniają je zabawki - mądrzejsze lub głupsze, ale niezbyt przydatne. Im jesteśmy starsi, tym w pokoju zjawia się więcej przedmiotów "na poważnie". Zamiast plastikowego zestawu narzędzi, pojawi się prawdziwy śrubokręt, zamiast książek z bajkami, jakiś poradnik, na komputerze zamiast tylko gier, pojawią się programy edukacyjne, albo fotoszop.

Trzy małe świnki, morały baśni, morał baśni trzy małe świnki, streszczenie baśni, baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, Limbo, three little pigs

Może się jednak zdarzyć tak, że przy wielkiej ilości zabawek, jakie nagromadziliśmy w tym pokoju, nie będzie w nim miejsca na te "poważne" rzeczy. Będzie nam dobrze wśród tego, co już tam jest, przyzwyczaimy się do kolorów, kształtów i absolutnej niepraktyczności naszych skarbów. Choć przyjdzie czas na zmianę ze słomy na drewno, nie będzie gdzie tej zmiany dokonać. Wtedy potrzebny będzie wilk. I to tyczy się także naszych głów, naszych przekonań, doświadczeń i podejścia do tych doświadczeń. Na pewnych etapach po prostu potrzebujemy wilka.

Baśń o trzech świnkach pokazuje proces tej wymiany w sposób niezwykle sugestywny. Rozkłada go nie tylko w czasie, ale i w przestrzeni. Jest jak laboratorium, w którym przygotowano trzy stanowiska z trzema różnymi stadiami próbki. Słuchacz zaś jest jak naukowiec, który przechodzi od próbki do próbki i obserwuje, jak zareaguje ona, kiedy dobierze się do niej wilk.

I okazuje się, że tak siano, jak i drewno, są jeszcze niegotowe na swój test. Ich zniszczenie nie jest tylko wyeliminowaniem słabszego. Ma jeszcze jeden walor - kiedy wilk zabija dwie pierwsze świnki i niszczy ich domy, robi miejsce na coś innego. W świecie baśni zostaje tylko dobre. Ostatnia próbka. A przy okazji - ze świata wyeliminowana zostaje także idea stawiania domków ze słomy i z siana.  Wszak nie tylko domki zostają zniszczone. Także świnki tracą życie. Nikt już nie wpadnie na ten sam głupi pomysł. Zburzone już nigdy się nie odbuduje. Nie ma z czego.

Mnogość prób


Test trzeciej świnki nie kończy się jednak na domku. Gdyby tak było, słuchacze mogliby pomyśleć, że wystarczy kilka cegieł, żeby pokonać przeciwności losu. Jednak wilk uczy świnkę nie tylko się kryć. Uczy ją także walki i to walki najważniejszej, bo polegającej na używaniu rozumu. Między drapieżnikiem a ofiarą rozpoczyna się pojedynek na oszustwa. Z każdą kolejną próbą ryzyko otarcia się o śmierć rośnie. I to też jest genialne w tej baśni. Za każdym razem nie tylko świnka ewoluuje, ale też wilk. Od zwykłego oszustwa, do skomplikowanej konstrukcji o modelu "on wie, że ja wiem, że on wie", próba trzeciej świnki staje się coraz bardziej niebezpieczna. I każde kolejne zwycięstwo jest dowodem na to, że świnka zasłużyła, by przetrwać.

I jeszcze coś - wilk nie oszukuje bez pokrycia. Kiedy obiecuje coś śwince, zawsze opiera się na rzeczywistości. Obiecuje marchewki - i te marchewki naprawdę istnieją i naprawdę są tak soczyste i piękne, jak mówił o nich wilk. Podobnie z jabłkami. A Chustki na targowisku są tak przepiękne, że świnka nawet o nich nie śniła i, co najważniejsze, są prawdziwe.

Trzy małe świnki, morały baśni, morał baśni trzy małe świnki, streszczenie baśni, baśnie na warsztacie, Mateusz Świstak, Limbo, three little pigs

To chyba najczęstszy i zarazem najtrudniejszy typ pokusy, jakiej świat może nas poddać. Bo kiedy ktoś zaczepi nas na ulicy i obiecuje nam 10 milionów złotych, potraktujemy go jako oszusta albo wariata. Natomiast jeśli połączy te 10 milionów z czymś realnym, o wiele łatwiej przyjdzie nam uwierzyć. Wystarczy pokazać kogoś, komu udało się coś podobnego ("wyślij kupon, a wygrasz w lotto, tak jak pan Edek z Biłgoraja", "Zjedz nasz suplement, a będziesz biegać na nartach jak Justyna Kowalczyk"), albo pokazać piękno tego, co ma być przynętą. Tak zrobił wąż w ogrodzie - pokazał Ewie, jak piękne są owoce z zakazanego drzewa. Tak robią obnośni sprzedawcy dajmy na to garnków za tysiące złotych, którzy pokazują, że ziemniaki ugotowane w ich garnkach naprawdę są lepsze od tych, gotowanych w zwykłych garnkach. Oczywiście są zwycięzcy w lotto, jest Justyna Kowalczyk a garnki może naprawdę dają odrobinę lepsze rezultaty gotowania ziemniaków, ale pomiędzy nimi, a nami jest zazwyczaj przepaść, w której czają się drapieżniki*.

Wilk wykorzystuje więc prawdę, żeby świnka wpadła w przepaść, która leży pomiędzy nią a prawdziwą nagrodą. Zadaniem świnki jest zaś wykorzystać swój rozumek po to, by obejść tą przepaść i dostać się do nagrody i to tak, żeby wilk tego nie dostrzegł.

Świnka udowadnia, że potrafi, ale to nie koniec:

Gra o najwyższe stawki


To kolejna rzecz, która zachwyca mnie w tej baśni. Przez całą opowieść gra nigdy nie toczy się o domki, chusteczki, czy marchewki. Ona toczy się o życie świnki. Pomiędzy dmuchaniem wilka i marchewkami dzieją się sprawy ostateczne. Kto wie - może tak samo jest z loteriami, albo supernowoczesnymi garnkami, albo jakimkolwiek innym mydleniem oczu? Nigdy nie chodzi o te dwa, czy trzy złote na kupon, ale o tę przepaść, w którą przez te dwa złote wpadamy. Może nie tak drastycznie, jak świnka mogłaby wpaść, ale baśń jest przecież wynaturzoną perspektywą - wielkim, powiększającym szkłem, które pokazuje pewien model. Niemniej - mechanizm pozostaje ten sam... i stawka ta sama. Życie świnki... jego jakość, subtelność, smak, nieskrępowanie... być może.

Świnka potrafi ocenić prawdziwą wartość przynęty, tak samo, jak potrafi ocenić ryzyko jej zdobycia. I tak zadziałać, żeby zminimalizować ryzyko zsunięcia się w wilczą pułapkę. Każda kolejna próba jest coraz trudniejsza, jednak za każdym razem mamy do czynienia z coraz silniejszą świnką. I coraz słabszym wilkiem.

Bo wilk, który przecież jest przez całą prawie historię górą, w chwili, gdy angażuje się w pojedynek ze świnką, coraz bardziej traci rezon. I traci go to tego stopnia, że w pewnym momencie ignoruje swój intelekt i robi najgłupszy z możliwych błędów. Dlatego musi przegrać. I w tym miejscu dowiadujemy się jeszcze jednej rzeczy - nie tylko życie świnki było stawką w tej grze. Na szali były życia wszystkich jej uczestników.

I świnka mogła okazać się zwycięzcą dopiero, kiedy wilk przegrał całą swoją pulę. Wpadł do kotła i zginął.

A ja, jako słuchacz zostaję z poczuciem zwycięstwa. Zwycięstwa właśnie tam, gdzie pomiędzy marchewkami i domkami czają się sprawy ostateczne. Prawdziwa śmierć i prawdziwe życie.


Pozostałe teksty cyklu:

1. Drugi wilk - o pomijanym fragmencie Czerwonego Kapturka. 
2. Po drugiej stronie pieca - o pomijanym fragmencie Jasia i Małgosi



***

Jedyny, acz istotny przypis:

 *Ciągle was nie przekonałem? Pomyślcie o frankowiczach.



Ilustracje do dzisiejszego wpisu sponsorują: SwS, dwah, Benasso oraz Internet.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz