28.2.15

Łazarz itp.
(Pod prąd rytuałom cz. 3)

Baśnie na warsztacie, wskrzeszenia w Biblii, wskrzeszenie Łazarza, Biblia lego, Elizeusz, Eliasz, Przeciw rytuałom, rytuały i nawyki

Na warsztacie: Wskrzeszenie Łazarza, Eliasz, Elizeusz, Piotr

Dziś ostatnia część cyklu pod prąd rytuałom. Poprzednie dwie tutaj:

Część druga - Drewniana klatka


Tę ostatnią część chciałbym poświęcić sferze, która z rytuałem najbardziej jest kojarzona, sferze myślenia religijnego i to czytaną przez pryzmat rytuału naszego, swojskiego, polskiego . Chciałbym to uczynić, biorąc na warsztat drobny wycinek biblijnego materiału, a mianowicie wskrzeszenia umarłych. 

Biblijnych scen wskrzeszania umarłych naliczyłem pięć. Eliasz wskrzesza syna wdowy, u której mieszka, jego uczeń i następca Elizeusz dokonuje podobnego cudu na synu swojej gospodyni. Następnie Jezus przywraca do żywych Łazarza i córkę Jaira. W Dziejach Apostolskich cudu wskrzeszenia dokonuje zaś Piotr na kobiecie o wdzięcznym imieniu Gazela.

Te pięć razy traktować można jako wyjątki potwierdzające regułę, że "kto umarł, ten nie żyje". Jednak w tych pięciu razach jest coś, co zdecydowanie odbiega od religijnego sposobu myślenia sytuując je po drugiej stronie rytuału.

Punkt wyjścia


W naszym myśleniu o wierze jest coś, co przerzuca nas od słów takich jak "wiara", "Bóg", "religia", do słów takich jak "nuda". Jest coś, co odsyła nas do myślenia o religii w kategoriach idiotycznego przymusu, który wiąże ręce (trzeba iść do kościoła... nooo... trzeba). Szczególnie przy dysonansie, jaki od pewnego czasu można obserwować w mediach, który z boku wygląda mniej więcej tak: głupie media, mówią o głupich księżach, głupi księża mówią o głupich mediach, i to wszystko w merytorycznie głupich kategoriach, a do tego kościół dostaje sześć milionów, i jeszcze raz sześć milionów na szpetny budynek, co oburza mniej więcej 90% społeczeństwa, bo kultura cierpi, budynek jest szpetny, a księża i tak żyją jak pączki w maśle. Summa summarum są to niewiele znaczące przepychanki, zapełniające gazetowe szpalty i antenowy czas (do tego wszystkiego jest jeszcze obrońca dobrego imienia Kościoła - Ojciec Mateusz). Kiedy zaś pojawiają się wzmianki o samej wierze, mają one w sobie coś z lizania cukierka przez papierek liturgii*. Tradycja, tradycja, tradycja. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim znika sedno relacji człowieka z Bogiem. 

Tymczasem wskrzeszenia biblijne pokazuję nam, że tam, gdzie potrzebna jest nadprzyrodzona interwencja, wszystko o czym mówi się, kiedy mówi się o liturgii i kościele można schować do kieszeni. Rytuał sprawdza się, jak grudniowe obsiewanie pola. Powodów jest kilka:

Po pierwsze motywacje


Motywacje są wspólne dla wszystkich wskrzeszających, choć u każdego objawiają się troszkę inaczej. Łazarz był bliskim przyjacielem Jezusa. To wiadomo. Wiadomo, że mieszkał w Betanii, miał dwie siostry Marię i Martę, które są zresztą bohaterkami całkiem innego epizodu**. Wiadomo też, że umarł. Jezus wiedział o tym, że jego przyjaciel niedługo pożegna się z tym padołem, a mimo nie pospieszył, by go uleczyć. Odczekał, żeby pokazać innym, gdzie jego miejsce i ich, kiedy pójdą za nim. Chciał pokazać chwałę królestwa. I siostry trochę o tym wiedziały, trochę zaś miały mu to za złe. To zresztą jedna z moich ulubionych scen "wiary" - tu leży martwy brat, a On mówi do nich "uwierz, że się uda" i one wierzą - najpierw jedna, potem druga, choć wszystko na pierwszy rzut oka wygląda jak porządny absurd. One wierzą i prowadzą Jezusa do grobu, gdzie od czterech dni Łazarz leży i się rozkłada. I tutaj kolejne miejsce, w którym ta opowieść pięknie meandruje. Tam, przy grobie Łazarza, Jezusowi robi się cholernie żal tego, co się wydarzyło. Robi mu się żal żałobników i żal Łazarza. I płacze, tak jak płacze się nad zwłokami przyjaciela. W tym żalu właśnie wydarza się cud. Jezus mówi: odsuńcie kamień, a potem krzyczy do Łazarza - "Chodź!" I Łazarz wstaje. Lecz to nie koniec. Drugą część roboty, muszą zrobić ci, którzy byli dookoła - zedrzeć z Łazarza krępujące go grobowe wdzianko i uznać za ponownie żywego. (Jan 11, 1-44)

Baśnie na warsztacie, wskrzeszenia w Biblii, wskrzeszenie Łazarza, Biblia lego, Elizeusz, Eliasz, Przeciw rytuałom, rytuały i nawyki

Córkę Jaira Jezus uzdrowił, bo Jair go o to prosił. Po prostu chwycił ją za rękę, a potem powiedział. "Dziewczynko wstań!"... i wstała. Ojcu zaś powiedział podobnie, jak później Marii i Marcie, "Nie bój się, tylko wierz". I po krzyku. (Marek 5 35-43). Wszystko zaczęło się od tego, że zrobiło mu się Jaira żal. 

Elizeusza też zdjęła litość, podobnież z Piotrem. No i był też Eliasz. Eliasz, który w chwilę przed wskrzeszeniem całkowicie zapomina o tym, że jak Bóg coś zrobił, to jest zrobione, a jak ktoś umarł to nie żyje. Nie, po prostu się wkurzył i zaczął wyrzucać Bogu, że śmierć chłopca jest niesprawiedliwa. Potem rozciągnął się trzy razy nad ciałem chłopca i poprosił Boga o zwrot duszy. Kto wie, może właśnie przez to, że stanął przed Bogiem tak po prostu i zrobił to, co miał zrobić, że nie próbował jakichś sprawdzonych metod, tylko zdeterminowany postanowił "Naprawić tę niesprawiedliwość". (1 Krl, 17, 17-24).

W całym tym wskrzeszaniu nie było nic z rytuału. Wszyscy czterej po prostu trafili na ludzi, których zrobiło im się serdecznie żal. Na tyle żal, żeby wstawić się za nimi do Boga. Na tyle żal, żeby czasem, tak jak Eliasz, zacząć krzyczeć do Boga, że świat nie jest sprawiedliwy... i że trzeba coś z tym zrobić. Coś co ich łączyło, to jeszcze to, że wszyscy mieli wystarczająco dużo wiary, żeby nie tylko współczuć i biadolić, ale żeby zacząć działać. To połączenie chęci z działaniem, to coś, co i owszem, często można spotkać w rytuałach, ale często jest też przez nie krępowane. Od naszych bohaterów nie były wymagane żadne przygotowania. Po prostu było coś do zrobienia, więc zakasali rękawy i zaczęli z bożą pomocą działać. Tak jak im się wydawało za stosowne. Gdzie w tym wszystkim był rytuał?

A był?

Wskrzeszenie jest cudem


Teraz będzie banał, ale istotny. Wskrzeszenie jest cudem. A cud nie mieści się w przestrzeni rytualnej. Dlaczego nie? Bo rytuały, chociaż macają się z nadnaturalnym, mają z punktu A przeprowadzić do punktu B (plucie przez ramię, ma odgonić pecha, poświęcenie palny i zatknięcie jej za święty obrazek ma chronić dom przed nieszczęściami, spowiedź ma wymazać nasze grzechy). Coś jest za coś. Nigdy dalej. Tymczasem to, co dzieje się w historiach wskrzeszeń wbija się w sam środek rytuały i go rozsadza. Łazarz nie żył przez cztery dni. Został pochowany (zgodnie z rytuałem) i śmierdział (zgodnie ze naturalnym rozkładem). Pochówek miał mu zapewnić wieczne odpoczywanie, a tutaj nagle ktoś krzyczy "Łazarzu! Wychodźże!". I cały wieczny odpoczynek zostaje odroczony na czas jakiś. Piotr wchodzi do domu Tabity w sam środek żałoby. Płaczki pokazują mu pamiątki po zmarłej. Potem ciało. A Piotr na to: "Dobra - wynocha stąd. Zostawcie mnie z nią sam na sam!"... i po żałobie, po rytuale. Piotr się modli - Bóg działa. (Dz 9, 36-43)

Baśnie na warsztacie, wskrzeszenia w Biblii, wskrzeszenie Łazarza, Biblia lego, Elizeusz, Eliasz, Przeciw rytuałom, rytuały i nawyki

Jak Piotr się modlił? Nie wiadomo. Wiadomo tylko, że jego modlitwa odniosła realny skutek. Nie taki, jak był z góry zaplanowany, tylko taki, jakiego akurat Tabita i żałobnicy potrzebowali. Cuda zdarzają się nie w nadnaturalnym. Są czymś zupełnie innym. Cuda to nie magia. Cuda to relacja z Bogiem. Powiedzenie Mu, "Boże, coś jest nie tak, i ja chcę coś z tym zrobić. I robię... jesteś ze mną czy nie?". Rytuał ma swoje brzegi. Jest po coś i tylko po to. Kiedy jednak trzeba wyjść z rzeki rytuału i zwrócić się w stronę całkowicie nadprzyrodzonego, cóż... wielbiciele rytuału mogą się zdrowo rozeźlić. Czasem nawet przestać nas za to lubić. Czasem nawet próbują powstrzymać cud, albo go zanegować. Pytanie tylko, czy kiedy będzie trzeba działać poza rytuałami, będziemy w stanie na tyle zaufać Bogu i temu, co mamy do zrobienia, żeby działać też wbrew tym, którzy próbują nas wepchnąć z powrotem w koryto oczywistego rytuału***? 

Metodologia


Sposób, w jaki zmarli przywracani są do życia, to chyba najciekawsza część całej tej opowieści. Bo to punkt, w którym cała zabawa odbija od rytuału tak daleko, jak to tylko możliwe. Otóż: Ani jedno ze wskrzeszeń nie wygląda tak samo. Każdy z naszych bohaterów jest w swojej robocie oryginałem. Eliasz trzy razy wyciąga się nad ciałem chłopca, Jezus chwyta dziewczynkę za rękę i mówi "talita kum" i ona kum. Piotr podobnie do Jezusa po prostu mówi do Gazeli wstawaj, ale najpierw się modli (tutaj podobieństwo jest zresztą uzasadnione, bo Piotr działa przecież w autorytecie Jezusa). Natomiast najpiękniejszą robotę robi Elizeusz. Najpierw wysyła swojego sługę Gehaziego, by ten położył na zwłokach chłopca drewniany kostur. To nie skutkuje, więc Elizeusz sam idzie do chłopca. Modli się, potem kładzie na ciele dziecka i swoim ciałem ogrzewał umarłego. Chłopiec zostawał martwy, więc Elizeusz schodził z niego modlił się i wracał, żeby znów go ogrzać. Nie wiadomo czy zrobił to dwa razy, czy może robił to do skutku - aż do momentu, gdy chłopiec ziewnął siedmiokroć i otworzył oczy. (2 Krl 4, 18-37)

Działanie Elizeusza ma trzy aspekt - po pierwsze jest zdeterminowane. Nie przestawał, dopóki nie skończył. Po drugie - jest pokorne. Jeśli coś nie działało, po to przede wszystkim Elizeusz zwracał się do tego, który mógł cudu dokonać - modlił się. Po trzecie - w tej scenie jest niemal erotyczna intymność. Nic tam nie jest formalne. Elizeusz jest tam bez jakiegokolwiek zapośredniczenia. Czoło do czoła, oczy do oczy, dłonie w dłonie.

Baśnie na warsztacie, wskrzeszenia w Biblii, wskrzeszenie Łazarza, Biblia lego, Elizeusz, Eliasz, Przeciw rytuałom, rytuały i nawyki

To w tej bliskości może dokonać się cud. Nie w biegu i klepaniu formułek. Bliskości ze światem, z którym łączy nas więź współczucia, ale jeszcze bardziej bliskość z Tym, który jako jedyny jest cudu dokonać.

A co z rytuałem? 

Pisząc ten tekst przyszedł mi do głowy pewien obraz. Wyobraźcie sobie znakomitego kucharza. Kucharz ten ma głowę pełną przepisów najkunsztowniejszych. Przepisów potraw, których same nazwy sprawiają, że ślinka cieknie. Wie, że czosnek kroi się inaczej i marchewkę inaczej. Potrafi doskonale dobrać nóż do każdego typu mięsa, a każde cięcie w jego wykonaniu jest perfekcyjne. Proporcje zawsze dobiera idealnie, kiedy stawia garnki na ogniu, stawia je na tyle na ile trzeba, nie myli się nawet o sekundę. Potrafi doskonale wymierzyć każdą szczyptę przypraw. Problem w tym, że w jego kuchni, kiedy tak uwija się w swojej perfekcji, nie ma ani jednego produktu spożywczego. W garnkach bulgocze tylko woda, a jego ruchy, choć idealne, są ruchami przez powietrze.

Sala restauracji jest przepełniona. Czekają tam klienci, do których dotarła sława kucharza, wszyscy głodni i pełni nadziei. Tymczasem za progiem restauracji stoi facet i rozdaje jabłka. Tak Elizeusz, Eliasz, Piotr albo Jezus.

Kto wstanie po jabłka?

***

Przypisuy i myśli przy okazji:

*i ciągnąc tę myśl - potem ktoś wypowiada się o tym jak smakuje Bóg, znając tylko smak papierka w który Bóg jest "owinięty".

**a tak przy okazji, może to wcale nie są niepowiązane ze sobą epizody. Może to, co dzieje się po przyjściu do domu sióstr po śmierci Łazarza jest organicznie powiązane z poprzednią sceną, kiedy to Maria rozbija flakon z wonnościami nad Jezusem i udziela mu "ostatniego namaszczenia". Te dwie sceny łączą się choćby zapachem. Zapachem Jezusa, strachem przed smrodem rozkładającego się łazarzowego ciała... a dalej?

*** a może z tymi cudami jest tak, że nie dokonuje się ich w konfrontacji z rzeczywistością, ale raczej w konfrontacji z całą krytyką jaką serwuje nam świat, z rutyną i niedowiarstwem tych, którzy cud nasz podważają.

Ilustracje do dzisiejszego wpisu sponsorują: Lego, Frederic Lighton, Wiliam Blake


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz