25.12.14

Drewniana Klatka

Pod prąd rytuałom (cz. 2) 

Baśnie braci grimm, Baśń o złotym ptaku, Symbole intuicji, rytuały i nawyki, przeciw rytuałom, Laleczka Wasylisy, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak

Na warsztacie: Bajka o złotym ptaku

Streszczenie baśni możecie znaleźć w zakładce streszczenia baśni.
Pierwszą część "Pod prąd rytuałom" znajdziecie tutaj

Gdzieś w nas jest coś takiego, co każe nam robić rzeczy w określony sposób. Czasem wbrew temu, co dobre, czasem wbrew faktom, czasem wbrew logice, czasem – wbrew nam samym. To coś, po prostu karze nam skakać, kiedy przed nami przepaść. I możemy nie chcieć skakać, a skaczemy. Kiedy spadamy, a nie chcemy, widzimy, co zrobić, żeby nie spadać. Mimo tego - spadamy. Co to takiego? Nasze zwierzęce instynkty? Nie wydaje mi się? Zwierzęta wiedzą jak przetrwać, tak po prostu. Ich pierwszym odruchem byłoby nie skakać. I ratować się od upadku. Więc może przyzwyczajenia, warunkowe odruchy, nawyki? Chciałbym to nazwać rytuałem – tym prywatnym, nie wykraczającym poza naszą prawą i lewą stronę. Tym, który cały czas nosimy w sobie. 

Od A do B... lub Ą


Świat jest wielki i jakby na to nie patrzeć – dość straszny. Więcej tutaj niewiadomych niż wiadomych i gdybyśmy wciąż potrafili się dziwić, nic nie wydawałoby się nam normalne. To dla ludzkiego mózgu dość nieznośny proceder. Dużo danych, wszystko nowe, wszystko zaskakujące. W zasadzie nie ma na rzeczywistość większego wpływu. Można oczywiście obsiać pole, ale nie gwarantuje to, że zboże wyrośnie (może przyjść susza, powódź albo zaraza), można zbudować dom, ale nie gwarantuje to, że nie zabierze go huragan, nie strzeli weń piorun, albo po prostu nie spali się przez głupotę mieszkańców. Może być tak, że zboże wzejdzie, dom się ostoi, ale nim przyjdą zbiry po siewcę przyjdzie pani z kosą. Co prawda w tym całym szaleństwie jakoś wszystko wychodzi i częściej zdarzają się dobre niż złe rzeczy (wbrew mediom), niemniej – dla komfortu psychicznego człowiek zawsze potrzebował pewnej normatywizacji. 

Musiał czuć, że po A zawsze jest B, a co najwyżej Ą. Potrzebował jakiejkolwiek gwarancji, jakiegokolwiek poczucia prawdopodobieństwa, że będzie to B lub Ą. Więc kombinował. Jeśli powiesimy wiecheć na dachu to piorun nie tyknie. Jeśli zaśpiewamy nad zębem pieśń o powstaniu zęba, to go wyleczymy, jeśli zrobimy trzy kroki do tyłu, kiedy przez drogę przebiegnie czarny kot... i tak dalej. Powstał rytuał.

Czasem wielki, jak ceremonie religijne albo ryty przejścia, czasem malutki jak splunięcie przez lewe ramię. Czasem rutynowy, jak niedzielna wizyta w kościele, czasem rutynowy, jak oglądanie serialu. Niezależnie od rozmiarów i okoliczności powstania, rytuał niesie jednak pewne ograniczenie - ograniczenie percepcji, które sprawia, że oglądamy świat tylko w tej szczelinie, którą wyznacza nam nasz rytuał.  

Takie mostkowanie rzeczywistości, łączenie gestem, słowem, ceremonią (małą bądź dużą) punktów w tejże, szybko przechodzi od zachowania rytualnego do nawyku. Albo jeszcze inaczej. Nie ma tam przejścia od jednego do drugiego - to rytuał staje się naszym nawykiem, naszym gestem, wychowaniem i sposobem myślenia. I tutaj niech zacznie się nasza baśń: 

Wychowanie braci 



Ostatnio pisałem o kodeksie, w którym rycerze upatrywali cały świat. Dziś o pewnym procesie, który wynika z innego zachowania rytualnego. I z tego, jak złamanie tego zachowania może odmienić życie bohatera. W baśni Bajka o złotym ptaku mamy trzech braci. Bracia ci są królewskimi synami, zatem ich wychowanie, jak można mniemać, przebiega według określonej etykiety. Są przyzwyczajeni do luksusu, do dobrego snu, do wygód i zabawy. Widać to już pod drzewem ze złotymi owocami. Gdy dwaj pierwsi mają go pilnować po prostu zasypiają. Trzeci również ma problemy z wytrzymaniem do północy, też chce iść za głosem swoich przyzwyczajeń (że trzeba się wyspać). 

Baśnie braci grimm, Baśń o złotym ptaku, Symbole intuicji, rytuały i nawyki, przeciw rytuałom, Laleczka Wasylisy, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak

Potem sytuacja powtarza się jeszcze wyraźniej. Lis przestrzega ich, żeby nie wchodzili do jasnej i radosnej gospody, tylko do tej ciemnej i ponurej. Dwaj pierwsi bracia uznają, że gospoda jasna i radosna to miejsce idealne dla nich. W ich głowach nie ma miejsca na myśl, że to co bure i ponure może być pożyteczne. Dlaczego? Bo zostali wychowani w świecie, w którym należy im się i sen, i luksus, i rozrywka. Nie uznali porady lisa za rozsądną. Uznali za rozsądne to, co zobaczyły ich oczy. A ich oczy zobaczyły to, co było im znane. Gospodę, która była kwintesencją tego, co w ich życiu najweselsze i najlepsze. Kiedy zaś weszli do gospody, zapomnieli i o ojcu, i o złotym ptaku. Połączyli w wiadomy sobie sposób punkty rzeczywistości i po A przyszło B, a po B, już nic. Tam właśnie sięgał ich świat... tam też ich na razie zostawimy. 

Początkiem jest decyzja



Trzeci królewicz był dokładnie taki sam, przynajmniej, kiedy mowa o wychowaniu. Różnił się od braci tylko dwiema rzeczami. Po pierwsze – miał dobre serce, o czym skrzętnie informuje czytelnika narrator. W przypadku zaś starszych braci wspomina jedynie o ich umyśle (lis jest dla nich głupiutki i nielogiczny). Po drugie, kiedy przyszła jego kolej na pilnowanie drzewa ze złotymi owocami, walczył z sobą tak długo, jak mógł... zamiast zasnąć. To doprowadziło go do pierwszego stopnia poznania. Zobaczył, dlaczego skarby jego ojca znikają, do tego zobaczył świat, w którym są rzeczy cenniejsze niż to, co zna. Bo przecież jedno pióro złotego ptaka więcej było warte niż całe królestwo jego ojca. Zmiana jakościowa w całym świecie królewicza przyszła, kiedy ten przełamał się i wytrzymał do północy*. 

Po raz drugi chłopiec podejmuje decyzję wbrew temu, co może podpowiadać mu jego wychowanie, wybierając ciemną i ponurą gospodę, zamiast tej, do której wcześniej zawinęli jego bracia. Słucha rady lisa, dzięki czemu po jego B, może nastąpić C i wszystkie kolejne litery. Zyskuje nie tylko możliwość daleszej wędrówki, ale też poplecznika, który nie tylko potrafi odnaleźć cel, ale także wyratować go z każdej opresji. Co ciekawe, w historii trzeciego z braci, poza opisanymi wcześniej przełomami, jest jeszcze tylko jedna decyzja „wbrew” temu kim jest z wychowania. Poza tym, we wszystkim co robi, kierowany jest tym samym, natrętnym prawem.

Natręctwo przyzwyczajenia



Lis mówi królewiczowi – „Drewniana klatka, nie złota”. Ale królewicz widzi, że drewniana klatka wcale do ptaka nie pasuje. Bo jakże to? Złoty w drewnianej? Zamienia więc klatki wbrew słowom lisa. Ufając temu, do czego jest przyzwyczajony, naraża się na stratę głowy. Potem powtarza dokładnie tę samą sytuację, tym razem z koniem. Lis mówi – „zwykłe wędzidło, nie złote”. Królewicz widzi jednak coś zupełnie innego. Nie jest dla niego ważne, że zwykłe ratuje życie, ważne jest, że zwykłe nie pasuje. Że musi być złote. Więc, wbrew słowom lisa, wymienia, i koń zaczyna rżeć, i królewicz po raz drugi może stracić głowę. Podobnie, jak w przypadku rycerzy: za pierwszym razem – ok, można królewiczowi wybaczyć – mógł nie wiedzieć. Mógł chcieć przekonać się na własnej skórze, czy rady lisa są sensowne. Przekonał się że są, dostał lekcję. Rzeczywistość położyła mu na karku rękę i ścisnęła dość mocno. On nic z tej lekcji nie wyciągnął. To, czego się wyuczył w domu było silniejsze niż to, co mu się wydarzało. Rytuał wziął górę. Potem, po raz trzeci, stało się dokładnie to samo.

Królewicz doskonale wiedział, że to lis ma rację. A mimo to, robił wbrew słowom lisa. I raz za razem dostawał za to po głowie. Kiedy pozwolił księżniczce pożegnać się z rodzicami, kiedy uratował swoich braci od szubienicy, kiedy usiadł na studni. To co robił, nigdy nie wynikało z tego, co wiedział. Wynikało z tego, do czego był przyzwyczajony. To jego przyzwyczajenie było jego działaniem. Bo królewicz działa przez pewne wtłoczone pod skórę rytuały, które raz za razem wpędzały go w śmiertelne tarapaty.

Niepotknięcia


Inna sprawa, że to podążanie za własnymi przyzwyczajeniami jest przyczyną całkowitego zwycięstwa najmłodszego z braci. Gdyby królewicz posłuchał lisa przy pierwszej próbie, nie udałoby mu się zdobyć, ani złotego konia, ani księżniczki. Do tego starsi bracia wciąż by żyli, co również można by uznać za porażkę. Przełamywanie się królewicza zawsze było ulotne i to jest dla nas najlepsza informacja.

Zmiana nie jest raz na zawsze, bo jednak we wszystkich naszych zmianach pozostajemy tym, kim zawsze byliśmy i to właśnie dzięki tej naszej nie-zmianie, możemy zwyciężać. Nasz sukces i nasze zwycięstwa, to decyzje „wbrew”, które podejmujemy tacy, jacy jesteśmy. Rytuał wciąż obowiązuje, choć przez pęknięcie, jakie wywołuje nasza decyzja, do naszej świadomości  wlewa się świeży ogląd, a my stajemy twarzą w twarz z najczystszą rzeczywistością. Rzeczywistość przestaje przemykać obok, zamiast tego zaczyna z nami rozmawiać. Czasem jako lis.  

Baśnie braci grimm, Baśń o złotym ptaku, Symbole intuicji, rytuały i nawyki, przeciw rytuałom, Laleczka Wasylisy, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak

Zanim jednak przejdziemy do lisa, wróćmy na chwilę do starszych braci. Zostali w karczmie, gdzie czas wcale się nie zatrzymał. Chociaż oni nie zadecydowali „wbrew”** swoim przyzwyczajeniom, nadal się rozwijali. Rytuały wdrukowane w nich rosły, a bracia żyli nimi, jak można się spodziewać za wszelką cenę. Najmłodszy z braci, wędrował przez świat i rozwijał się grając tymi kartami, jakie dostał od życia na samym początku. Starsi bracia robili dokładnie to samo. Różnica polegała tylko na tym „wbrew”.  A to „wbrew” dawało mu opiekę „Prawa przygody” (o prawie przygody TUTAJ).

Prawo przygody i lis


Czym jest „Prawo przygody”? Dziś chciałbym odpowiedzieć na to pytanie tak: to umiejętność słuchania rzeczywistości takiej, jaka jest naprawdę. Zazwyczaj nie mamy do niej dostępu, bo za dużo myślimy, bo za dużo słuchamy innych, bo za mało ich słuchamy, bo się naczytaliśmy, albo i nie naczytaliśmy się wcale. Brak nam zaczepienia w tym, co jest. Potrzebujemy więc teorii. Rytuału opisującego to nieznane. Ładnie, tylko że rzeczywistość gra na nosie teoriom, gra na nosi rytuałom, gra na nosie wszelkim standaryzacjom. Są pewne prawa, ale te prawa realizują się na miliony różnych sposobów. Być w kontakcie z rzeczywistością, to nie ignorować prawa, ani nie ufać mu bezgranicznie. To wiedzieć, jak na rzeczywistość odpowiadać.

Królewiczowi tę wiedzę dawał lis. Lis był jego wewnętrznym głosem, celującym dokładnie w miejsca, gdzie należało trafić. Będący przewoźnikiem młodzieńca, doradcą i wybawicielem. Być może był on intuicją. Tak jak laleczka, którą umierająca matka zostawiła Wasylisie. Jest on o wiele bliżej rzeczywistości niż jakikolwiek kodeks i rytuał. Wychodzi z lasu i do lasu należy. Zna rzeczywistość, bo prowadzi z nią dialog. Jest z nią w rozmowie i tego też chce nauczyć swojego podopiecznego. „To co widzisz, to jedno, to co trzeba zrobić, to zupełnie coś innego… więc zrób, co trzeba zrobić. Jeśli to zrobisz, pomogę ci. Jeśli nie – i tak Ci pomogę. Wszak jesteś już pod prawami przygody i zrobię wszystko, żebyś dotarł do jej końca”.

Baśnie braci grimm, Baśń o złotym ptaku, Symbole intuicji, rytuały i nawyki, przeciw rytuałom, Laleczka Wasylisy, Baśnie na Warsztacie, Mateusz Świstak

Jednak lis nie jest doskonały. Jest tylko pewnym stopniem, po którym królewicz może wspiąć się do pełni swojego człowieczeństwa. Drogą lisa jest stać się człowiekiem. Nawet jeśli musi przy tym stanąć twarzą w twarz ze śmiercią.

Co nam to mówi o naszej intuicji? Podobnie jak z rytuałem – nasza intuicja nie wystarczy abyśmy stali się pełnymi. Prawo, choć można je zawiesić, pozostaje prawem, intuicja, choć daje nam wstęp do rzeczywistości, choć nas chroni, choć doradza, sama pozostaje tylko składową. Nie może być samej intuicji, jak nie może być samego rytuału. (więcej o dążeniu lisa do człowieczeństwa TUTAJ)

Chcesz zwyciężyć, pamiętaj – jesteś więcej niż rytuałem, który mieszka pod twoją skórą, ale pamiętaj – jesteś swoimi rytuałami. Pamiętaj też – że w tobie mieszka lis, który ma odpowiedzi, jakich poszukujesz, który ci pomoże, który będzie twoim przewodnikiem, ale pamiętaj – będzie tylko przewodnikiem, czasem pomoże bezbłędnie, choć jego tęsknotą będzie stać się człowiekiem w pełni – takim jakim Ty jesteś. Trzeba się lis pozbyć, żeby zrobiło się miejsce na harmonię. To jest ostatnia decyzja, którą musimy podjąć „wbrew”. Przychodzi taki moment, kiedy intuicja (albo dokładniej – ten typ intuicji) będzie dla nas przeszkodą. Trudna to decyzja, zwłaszcza, że lis przez całą drogę ratował nam skórę. Ale to jak z karabinem, póki jest wojna, głupotą jest go odstawiać. Kiedy zaś nastanie pokój, już go nie potrzebujemy. Choć ratował nam życie. Z lisem jest jak z karabinem w czasie pokoju. Jeśli dalej będziemy go nosić, istnieje ryzyko, że zaczniemy korzystać z niego w sposób zgoła nieodpowiedzialny***.

Cokolwiek byśmy o świecie nie myśleli, nigdy nie będziemy tylko po jednej stronie – zawsze będziemy na przecięciu. Zawsze jest coś i coś jeszcze i tylko to, że pozwolimy tym dwóm czynnikom współistnieć, sprawi, że zdobędziemy i złotego ptaka, i konia, i księżniczkę, że ojciec nam odda swoja koronę, a wszystko, co w nas było złe, każda gnuśność, każde zniewolenie złym nawykiem, każdy starszy brat, zostanie stracony. Jesteśmy my i są nasze decyzje. Nasz sukces to my, którzy podejmujemy nasze decyzje tacy, jacy jesteśmy. Inaczej się oszukujemy i rozmijamy z tym, co świat przygotował dla nas w prezencie.

***

Przypisy i myśli przy okazji: 

*Na marginesie pozwolę sobie dodać taką oto uwagę: z perspektywy tego, że teraz jest 1.13 w nocy. Próba chłopca nie była wielkim wyzwaniem. Zatem - wielkie zmiany, zaczynają się od niewielkich prób.  

** być może, podjęcie decyzji „wbrew”, oznacza tyle, co  powiedzenie przygodzie „tak”.

*** Jeden z chińskich mistrzów, powiedział kiedyś, że miecz służy do ratowania życia. Trzeba się nim tak posługiwać, żeby obezwładniać (chociażby za cenę kalectwa przeciwnika), ale nie zabijać. I nie wyciągać go, kiedy nie trzeba. Chciałbym, żeby wszyscy tak myśleli o broni, byłaby ona ostatecznością, do tego mądrze użytkowaną. Oczywiście to naiwne życzenie. Wystarczy włączyć telewizor, żeby się przekonać, że mieć broń, znaczy móc jej użyć. Na słabszym, bo ten kto ma broń, jest przecież silniejszy. Broń, która powinna być ostatnim argumentem, jest pierwszym. Więc nie ma miejsce na rozmowę. Czy tak samo jest z intuicją? Czy dlatego właśnie należy poćwiartować lisa? 

A Ilustracje do dzisiejszego wpisu sponsorują; Windfalcon, Arthur Rackman, Hans Jurgens oraz internet. 

4 komentarze:

  1. A mnie się wydaje, że lis wszystko skalkulował.Jeśli chłopak by się go posłuchał za pierwszym razem to nic by dalej się nie stało a lis pozostał by lisem i nie został by odczarowany. To nie jest przypadek, że to był lis - symbol przebiegłości. To jest tak jak z tym powtarzaniem sobie, żeby coś się nie stało.
    Tak musiało się stać. Bo każdy chce przeżyć swoje a nie słuchać innych, "którzy wiedzą".
    Ale dzięki za interpretacje. Byłam jej ciekawa. Szczególnie, że ptaki chodzą mi teraz po głowie...

    OdpowiedzUsuń
  2. O ptaku kiedyś dostałem taki bardzo ciekawy artykuł od Kasi Doroty, możesz jej zapytać. Pewnie coś Ci będzie mogła poradzić.

    A co do lisa. Chyba jednak jestem za tym, że nie było większej kalkulacji. Przygoda owszem - musiała się skończyć, choć tylko przygoda wiedziała jak. A lis nie.
    Kiedyś pewien bardzo dobry instruktor opowiadał mi, że jego metoda pracy nie chce powrócić do stanu wyjściowego. Jeśli coś jest zepsute, to to jest stan wyjściowy i na tym się pracuje. Podobnie z królewiczem. On psuł - lis zaś mówił mu - "ok, zepsułeś, więc teraz można zrobić tak, albo tak, może już nie będzie tak jak miało być, ale zobaczymy ile można na tym ugrać" dzięki temu królewicz konsekwentnie parł do przodu... być może.

    OdpowiedzUsuń
  3. O ptaku? nie pamiętam...??
    Ale będę się upierać przy tym, że lis chciał, żeby książę dostał księżniczkę a tylko mógł ją dostać jak nie posłuchał go dwa razy.Jak dla mnie akcent gdzie indziej leży, Bo widział, że to dobry chłopach a przecież tu chodziło o siostrę Ale podoba mi się Twoja myśl z rytuałami, które nam zawężają świat. Fajna myśl. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń

  4. Ująłbym tę kwestię inaczej - ostateczny cel to pełnia a pełnia to ptak, koń, księżniczka, miejsce króla, śmierć braci i lisa. Dzięki lisowi, choć myślę, że i dla lisa to była układanka, która odsłania się po kawałku.

    I lis nie jest bratem siostry. Podobnie jak jelonek nie jest bratem siostrzyczki. Jest raczej półbratem, niedobratem, namiastką brata.

    OdpowiedzUsuń