26.11.13

Krwawa brutalność - brutalna krwawość



Na warsztacie: Kopciuszek, Krzak Jałowca, brutalność 


Świat nie jest tylko dobry. Owszem – jest dobry, ale poza tym bywa też bardzo, bardzo zły. A może na odwrót: świat jest zły, ale bywa też bardzo, bardzo dobry. Jest taki i taki. I tę prawdę ukazują baśnie, osładzając ją jedynie lukrem metafory. Tam gdzie jest śmierć, ktoś zasypia, seks to układanie się obok w jednym łóżku.

Sielankowe wydłubywanie oczu


Zdarza się jednak, że baśniowa narracja pojedzie po tak zwanej bandzie i zamiast lukru metafory, zaczynamy brodzić po kostki w świeżo rozlanej krwi. Na przykład taki Kopciuszek, w którym to siostry odcinają sobie jedna palec, druga kawałek pięty, a do tego:
Kiedy miało się odbyć wesele Kopciuszka z królewiczem zjawiły się obie fałszywe sióstr i zachowywały się tak przymilnie, byle tylko mieć udział w szczęściu sieroty. Gdy młoda para szła do kościła, starsza kroczyła po prawej, młodsza po lewej stronie; i każdej z nich gołąbek wydziobał po jednym oku. W drodze powrotnej starsza siostra szła po lewej, młodsza zaś po prawej stronie; a gołąbki wydziobały im po drugim oku. I tak za złośliwość i obłudę zostały na całe życie ukarane ślepotą.
Już sam ten fragment nadaje się do analizy, czy to ze względu na rolę jaką odgrywają w nim ptaki, czy przez swoisty rytuał wydłubywania siostrom oczu, czy wreszcie przez moralny wydźwięk zamknięcia całej baśni. Najbardziej zastanawia jednak normalność tego procesu. Siostry, którym ptaki wydziobały oczy, nie przyczyniają się do przerwania ceremonii. Ślub toczy się dalej bez jakichkolwiek przeszkód. A przecież taka scena wydziobywania musiała po pierwsze trochę zająć, po drugie musiała być całkiem krwawa, pełna krzyków i histerii. Najwyraźniej nie nie była, zamiast tego, miała w sobie coś z piknikowej atmosfery. Ot dwa gołąbki (gołąbki!– żadne tak hitchcockowskie ptaki) raz po raz sobie dziobnęły i po wszystkim. Jakby codziennie gołąbek komuś wydziobywał oko.




Trochę kanibalizmu do śmiechu


"Kopciuszek" to jeszcze nic. Moim ulubionym przykładem jest "Krzak Jałowca". W skrócie historia zawiązuje się tak: zła macocha nienawidzi swojego pasierba, więc  gdy nadarza się okazja zatrzaskuje wieko skrzyni na szyi chłopca i odcina mu głowę. Następnie układa dzieciaka na skrzyni, kładzie odciętą głowę na korpusie, maskuje chustką ranę i wkłada trupkowi w rękę jabłuszko. Kiedy jej córka przychodzi po jabłuszko, głowa braciszka odpada. Macocha wmawia córce, że to jej wina i żeby zatuszować „zbrodnię” dziewczynki, macocha robi z chłopczyka potrawkę, którą potem podaje ojcu do zjedzenia… na tym poprzestańmy. 



Sceny, co tu kryć, cukierkowe nie są. Powstaje więc pytanie, czy delikatna psychika dziecka jest w stanie je przyjąć? Powszechnie uważa się, że nie. No dobrze, ale przecież baśnie są przeznaczone przede wszystkim dla dzieci (czy są?). Są tak a nie inaczej skonstruowane, przez wzgląd na dzieci, żeby coś z nimi robić, żeby coś im dać? Czy to epatowanie brutalnością nie niszczy dziecięcych wyobrażeń o świecie?

Może chodzi o dorosłych?


A może to jest po prostu źle postawione pytanie. Może powinniśmy raczej zapytać: Czy takie epatowanie brutalnością nie niszczy dorosłych wyobrażeń o dziecięcej psychice? Czy psychika dorosłego jest w stanie przyjąć takie sceny, jako odpowiednie dla dziecka? Albo konkretniej: czy psychika dorosłego w XXI wieku jest w stanie przyjąć takie sceny?



Moim zdaniem to ostatnie pytanie najlepiej odzwierciedla problem z brutalnością w baśniach. Dorośli za wszelką cenę, chcą dziecko odciąć od przemocy. Wyeliminowanie z rzeczywistości składowej, jaką jest brutalność, tworzy jednostki nieprzystosowane do znoszenia tak brutalności, jak i rzeczywistości. Tak jakby przemoc należała do świata dorosłych i człowiek spotykał się z nią dopiero po otrzymaniu dowodu osobistego. Nie - spotyka się z nią pośrednio i lub bezpośrednio od chwili, kiedy w dziecięcej główce rodzi się świadomość. A kiedy dziecko raz zapyta, będzie domagało się odpowiedzi. I naszą odpowiedzialnością jest nie zbywanie dziecka milczeniem. Pamiętajmy jednak o pewnym szczególe

Przemoc

Brutalność baśni nie jest przemocą (a często jest z nią mylona), natomiast jej, brutalności, obecność przygotowuje dziecko do konfrontacji z przemocą właśnie.

Brutalność jest tak samo naturalna jak rodzenie się. Kiedy dzikie zwierzęta polują, muszą zabijać. Są brutalne, owszem - śmierć często jest brutalna. Ale jest przy tym całkowicie normalna. Często kary bywają brutalne, ale brutalna kara to niekoniecznie znęcanie się nad karanym (wtedy byłaby to przemoc, a kara w baśniach jest przecież słuszna i zawsze taka, jak trzeba). Tak jest w przypadku fałszywych sióstr Kopciuszka, tak jest na przykład w baśni "Trzy krasnoludki w lesie", w których zła macocha i jej zła córka, kończą tocząc się w beczce nabijanej od środka gwoździami. To nie jest epatowanie, to normalne wydarzenia, od których nie da się uciec.


Mordowanie świnek, gotowanie wilka, wydziobywanie oczy itd. Dzieciaki by to zniosły. Dzieciaki zniosą niejedno, a przy tym będą miały niezły ubaw. Śmiem nawet twierdzić, że w ich głowach roi się więcej sadyzmu, niż możemy sobie wyobrazić. Dzieci nie mają problemów, by bawić się rozjechanymi kotami, czy zdechłymi gołębiami. I jest to całkowicie (o ironio) niewinna zabawa – ot tak jak zabawa w strażaka czy Boba Budowniczego. Co więcej, myślę, że wiele przedniej zabawy dziecko mogłoby mieć, jeśli zabawnie opowiedziałoby się tę scenę ze skrzynią i główką toczącą się między jabłuszka.




Dziecko mogłoby mieć z niej ubaw, jednak przetworzona przez umysł dorosłego, stanowi o konieczności podjęcia leczenia klinicznego. Dorośli myślą nie baśniami, a serwisami informacyjnymi, kinem i skandynawskim kryminałem, przesyconymi przemocą (PRZEMOCĄ!) które warunkują odczytywanie tekstów pochodzących z całkiem innej epoki, przeznaczonych dla całkiem innego umysłu. To trochę zamyka opowiadaczowi drzwi, bo przecież to nie dzieci będą decydowały, czy chcą wrócić i wysłuchać kolejnej historii. To rodzice oceniają… i płacą.

Jasne i ciemne


Na koniec wróćmy jeszcze do początku tego tekstu, by obronić baśniową brutalność z  powodu być może najważniejszego:  Baśń powinna budować pełen obraz świata, z jego dobrem i złem. Nie dawać dziecku gotowego rozwiązania, ani gotowego obrazu świata. Nie – baśń daje dziecku coś o wiele cenniejszego. Stawia je na rozdrożu. Uczy podejmowania decyzji w tym świecie, który jest jednako dobry jak i zły. I co najważniejsze, uczy podejmowania dobrych decyzji.

Brutalność jest w tym procesie nieodzwowna, ale co ważne, nie jest wyciągana na pierwszy plan. Jest normalna. Jest tylko jedną ze składowych. Szkoda, że tak skrzętnie przed dziećmi ukrywaną.

***

Ilustracje do dzisiejszego wpisu sponsorują: Nora Aoyagi, Steven May, Don Kenn, Thomas Czarnecki oraz Internet.

4 komentarze:

  1. Właśnie odkryłam Pański blog i jestem nim urzeczona.
    Racja, brutalność baśni, która wynika z pewnej konwencji to nie to samo, co rzeczywista przemoc o jakiej Pan wspominał, ale czy nie jest tak, że ta drastyczność baśniowych zdarzeń jest proporcjonalna do całkiem realnych wydarzeń z życia dziecka? Tzn. czy obcięcie córce rąk w baśni, nie jest tak samo brutalne jak pozbawienie dziecka czegoś ważnego dla rozwoju w realu? Moim zdaniem rodzic, który ukrywa przed nim te istotne części składowe rzeczywistości jest równie brutalny, co baśniowi oprawcy i tu chyba koło się zamyka. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, dziękuję za miłe słowa i za spostrzeżenia. zamyślam zająć się trochę szerzej kwestią przemocy i serwowania jej dzieciom przez rodziców (i dorosłych w ogóle) w następnym tekście, albo nawet kilku. Serwowanie brutalności, czy raczej przemocy dzieciom w realu nie jest równoznaczne z brutalnością baśniową. Jest raczej jak działanie złej macochy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam także na facebooka: https://www.facebook.com/BasnieNaWarsztacie

    OdpowiedzUsuń
  4. Temat brutalnych baśni pozostaje moim zdaniem bardzo niejednoznaczny. Bo czy nie jest tak, że każde dziecko jest inne, ma właściwą sobie wrażliwość uwarunkowaną bez względu na rozwój społeczny? Zastanawiam się, czy brutalność nie powinna być... odmierzana łyżeczkami. Jedni przyjmą więcej, są wesołymi, otwartymi urwisami, potraktują brutalność w sposób psychologicznie "pożądany", inni mogą być wrażliwsi, trochę bardziej zamknięci w sobie i tym samym uwarunkowani na zbyt dosłowne traktowanie brutalności. Może w takich przypadkach brutalność powinna być pokazywana mniej karykaturalnie, a bardziej w zestawieniu z rzeczywistymi zagrożeniami, nie zdając się na losowe wrażenia odczytywane we wrażliwej psychice dziecka. A może takie fragmenty powinny być przez rodzice umiejętnie na głos przeczytane, trochę z przymrużeniem oka, dzięki czemu dziecko konfrontowane z brutalnością wciąż będzie czuło się bezpiecznie. Nie wiem, wydaje mi się jednak, że odpowiedź na to pytanie nie jest jednotorowa. Bettelheim twierdził, że brutalność pomaga dziecku zidentyfikować swoje własne mroczne strony, dzięki czemu dziecko nie czuje się w nich osamotnione. Czy jednak każde dziecko tak właśnie się czuje. Jeśli tak, to przecież w różnych stopniu.

    Porusza Pan tematy ważne, w piękny zresztą sposób. Może to, jak brutalność wpływa na dziecko powinno być przedmiotem uważnej baśni na warsztacie w każdym domu, między dzieckiem a rodzicem?

    Dziękuję za tworzenie pięknego wkładu w kształtowanie świadomości baśniowej z całym jej nieocenionym dobytkiem - co rusz na tym blogu, to jeszcze ciekawiej:-)

    Mam nadzieję, że z warsztatmi uda się Panu także kiedyś dotrzeć do Wrocławia!

    OdpowiedzUsuń