21.9.17

Własne historie


Na warsztacie: Bronisław Malinowski, prywatne opowieści

Jakiś czas temu wpadł mi w ręce tom prac Bronisława Malinowskiego. Przeglądałem go sobie od eseju do eseju, gdy wtem natrafiłem na opis typów opowieści wśród melanezyjskich plemion, z którymi badacz żył. Były oczywiście wielkie kosmogoniczne narracje, fundujące podstawy świata, były opowieści spod znaku techne - umiejętności praktycznych przekazywanych wraz z historiami, ale były też kukwanebu, nieduże opowieści opowiadane po żniwach, kiedy niewiele pozostawało do roboty, od tak - dla draki. I choć mają one najmniejsze znaczenie w wymiarze praktycznym, jest jeden szczegół, który przykuł moją uwagę. Każda z takich opowieści ma swojego "właściciela". Nawet jeśli wszyscy znają daną historię, to tylko jeden z członków społeczności jest jej właścicielem i tylko jeden ma prawo publicznie ją opowiadać.

Właściwie tyle z Malinowskiego, bo po tych kilku słowach moje myśli podryfowały w stronę współczesności i następujących pytań: A jakich opowieści ja jestem właścicielem? Które należą do mnie, pomimo, że znają je wszyscy. Które należą tylko do mnie i które jako jedyny mam prawo opowiadać?

W zasadzie mam to szczęście, że moja praca pozwala mi łatwo zdeterminować, które opowieści są bardziej moje niż inne. W dużej mierze pokrywa się to z moim repertuarem "the best of" o czym pisałem przy innej okazji (TUTAJ). Poza nimi, do tej puli dochodzi kilka dowcipów, historia o miłości pewnej patologicznej pary i garść drobnych opowiastek. Oczywiście prawa autorskie tutaj nie obowiązują i każdy może opowiedzieć te historie po mnie (bo dlaczegoby nie?). Tutaj raczej chodzi o poczucie, że w nich czuję się lepiej niż ktokolwiek, kto próbowałby je opowiedzieć. Natomiast mowa tutaj ciągle o poziomie artykulacji. 

Jeśli zaś chodzi o osobistą opowieść, cóż, to jest zupełnie inna historia. Bo może jest wiele opowieści, które rezonują z naszym stylem. Jednak tych, które wwiercają się w nasze wnętrza do samego rdzenia - jedna, może dwie na całe życie. Te historie, z których nie potrafimy się otrząsnąć, te które prowadzą nas przez codzienność, które są dla nas drogowskazem, otuchą albo ostrzeżeniem. Może to być historia, którą zasłyszymy, albo zobaczymy (bo film, to przecież też historia), może to być przypadkowo przeczytany artykuł, albo książka, która wdeptała nas w fotel. A potem minęły lata i ona nie dość, że nie przestaje z nami być, to dalej nas zmienia. Może to historia, którą opowiedzieliśmy sobie sami, historia powstała ze zlepków naszych przeżyć, ze słów, które wirowały w powietrzu, a których nikt jeszcze nie wypowiedział. Nieważne skąd do nas przyjdzie. Ważne, czy ją mamy. 

I chciałbym Cię zapytać, moja Droga Czytelniczko i mój Drogi Czytelniku - czy Ty trafiłaś/eś na swoje historie? Czy wiesz, w jakich opowieściach czujesz się najlepiej? Które Ci leżą? Które historie są tak naznaczone Tobą że, jeśli ktoś je usłyszy, od razu powie, że to do Ciebie należy? Na tym zwykłym poziomie, poziomie wypowiadania się. Co to za historie? (nie pytam o to "dlaczego", bo opowieści stają się nasze bez powodu - po prostu przychodzą). 

A jeszcze głębiej - czy znalazłaś już swoją historię, czy znalazłeś tę jedną jedyną historię, bez której byłbyś uboższy? Czy wiesz, jakie słowa Cię prowadzą? Czy wiesz jak opowieść Cię przekształca? Spróbuj usiąść w jakimś spokojnym miejscu, wyłączyć wszelkie przeszkadzajki (łącznie z dziećmi) i słuchać tej jednej, najważniejszej historii. W których punktach styka się z twoim życiem, co cię w niej frapuje, co sprawia, że stawiasz nogę w miejscu, w którym ją stawiasz? W jakich okolicznościach wraca do Ciebie ta twoja historia? I jeszcze jedno - czy to Ty jesteś jej właścicielką/właścicielem czy może Ty należysz do niej? 

Spróbuj się nad tym zastanowić - pielęgnowanie historii pozwala lepiej ją zrozumieć, bardziej wgryźć się w jej niuanse i zintegrować ją ze sobą samym. Zresztą historia też może ulegać transformacji zmieniać się wraz z nami, ukazywać nam swoją nową twarz. Warto to śledzić. Nie warto się z tego ograbiać. 

Może taka opowieść jeszcze do Ciebie nie przyszła. To nic. Może przyjdzie, a może nie. To nie są rzeczy, które zależą od nas, my jedynie mysimy być cierpliwi i mieć uszy i oczy szeroko otwarte. Jeśli tak będzie, któraś opowieść pachnie do nas ręką i stania się naszą. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz