5.6.21

 Pod ziemię! 


John Roddam Spencer


Na warsztacie: Orfeusz i Eurydyka, katabaza

Niniejszy tekst powstał w ramach międzynarodowego projektu Orfeo & Majnun organizowanego w Polsce przez Krakowskie Biuro Festiwalowe. Tekst jest częścią trzyczęściowych warsztatów, które opracowaliśmy z Agnieszką Batóg, i które, z przyczyn pandemicznych nie miały szans odbyć się fizycznie. Mam nadzieję, że moje rozważania o podróży Orfeusza staną się dla Was zachętą i inspiracją do własnych podróży śladami mitów... 

Chyba nie ma zresztą innej drogi, by czerpać z mitu czy baśni - czytać je sobą samym, w odniesieniu do siebie, do swoich doświadczeń i sytuacji. Dzięki temu dawne opowieści aktualizują się i wciąż odkrywają przed nami prawdę o nas, jakby znały nas na wylot. Bo mity potrafią zajrzeć pod skórę, tam gdzie nie jesteśmy członkami społeczeństwa, nie jesteśmy kobietami ani mężczyznami, nie jesteśmy hetero- ani homoseksualni, czarni ani biali... gdzie docieramy do esencji nas samych. 

Uniwersalizm mitów i baśni polega właśnie na tym, że stawiają przed nami pytania. Zawsze te same i zawsze najważniejsze. To jak my na nie odpowiemy, jest już sprawą indywidualną, ale zanim udzielimy jakiejkolwiek odpowiedzi, najpierw musimy spróbować wydestylować pytania. 

W przypadku mitu o Orfeuszu, spróbowałbym skupić się na trzech głównych kwestiach. Zanim jednak do tego przejdziemy, najpierw przypomnijmy samą opowieść: 

Orfeusz i Eurydyka to było małżeństwo nad małżeństwa. Było między nimi takie LOVE, że pomiędzy bogami ze świecą podobnego szukać. Niestety los lubi płatać figle i pewnego dnia, pod nieobecność Orfeusza, pewien mężczyzna zapragnął Eurydyki. Zaczął ją gonić w celach nie do końca dwuznacznych i Eurydyce wcale się to nie podobało. Zaczęła uciekać. Podczas ucieczki nastąpiła na żmiję, żmija ją ukąsiła i Eurydyka zmarła.  
Zrozpaczony Orfeusz nie był w stanie żyć bez Eurydyki, więc postanowił, że choćby świat się miał od tego zawalić, sprowadzi ją, choćby z dna piekieł. Ruszył więc do Hadesu, a jedynym jego orężem była lira. To dzięki muzyce przekonał Charona, żeby ten przewiózł go na drugi brzeg, to dzięki niej ułagodził Cerbera, czy wreszcie przekonuje samego pana podziemi, żeby ten oddał mu żonę.  
Hades zgodził się, ale pod jednym warunkiem. Jeśli podczas drogi powrotnej Orfeusz choć raz spojrzał za siebie, nici z umowy. Eurydyka na zawsze miała zostać na dole i nie było szans na renegocjacje umowy. Orfeusz zgodził się, lecz w drodze powrotnej niestety nie dotrzymał danego słowa i się odwrócił. Dusza Eurydyki wróciła wgłąb podziemi, a Orfeusz załamany wrócił na powierzchnię. 

Tu zakończył swój żywot w dość nieprzyjemny sposób. Menady, czyli szalone towarzyszki Dionizosa, zapragnęły go. On pozostał kobietom obojętny, więc ona w szale rozszarpały biednego muzyka... można powiedzieć, że jego koniec był zadziwiająco podobny do końca Eurydyki... niestety - nie było już komu pójść ani po niego, ani po jego małżonkę. 


Kim była Eurydyka?

Pierwsze pytaniem, jakie musimy sobie postawić w kontekście tej historii jest następujące: dlaczego Orfeusz w ogóle zdecydował się na zejście do piekieł? Intuicja podpowiada nam, że pchnęła go do tego miłość. I pewnie można byłoby na tym zamknąć temat, bo w jego decyzji o odnalezieniu ducha żony miłość zapewne przeważyła, ale nie poprzestawajmy na tym. Bo przecież nie tylko Orfeusz wędrował do piekieł, a powody do tego były rozmaite (tak na marginesie, zaświaty były tak często odwiedzane przez wszelkiej maści śmiałków, że motyw ten zyskał swoją własną nazwę - katabaza, albo ładniej, po grecku, nekia). 

Anselm Feuerbach

Odys znalazł się w Hadesie, bo szukał domu, podobnie było z Eneaszem. Heraklesa do piekieł doprowadziła jedna z jego dwunastu prac - musiał wyprowadzić na powierzchnię Cerbera, piekielnego psa, a Tezeusz wybrał się tam, by uprowadzić Persefonę. Skoro już przy niej jesteśmy - Persefona została w zaświaty uprowadzona przez samego Hadesa, by zostać jego małżonką, to z kolei uruchomiło wielką wyprawę Demeter w poszukiwaniu córki. Japoński mit o Izanagim i Izanami jest niemal bliźniaczym odpowiednikiem historii o Orfeuszu - ona umiera, on chce ją odzyskać. Niestety podobnie jak Orfeusz, Izanagi odwraca się i jego boska małżonka zostaje na wieki w zaświatach, tym samym konstytuując porządek świata - on tworzy życie, ona je zabiera. Innym przykładem niech będzie wędrówka, którą Dante opisał w swojej Boskiej komedii. Nie było w niej porwań, ani poszukiwań, ani zadań, ani tęsknot. Dante wyruszył do piekieł, ponieważ się zgubił. Jeśli zaś chcemy zajrzeć do współczesności - z motywu tego korzystała nasza noblistka, Olga Tokarczuk w swojej powieści Anna In w grobowcach świata

Orfeusz wędrował przez Eurydykę, ale gdy postanowił wyruszyć, jego żona przestała być tylko osobą. Stała się czymś więcej. Być może warto więc zmienić trochę pytanie, postawione na początku tej części tekstu. Nie: "Kim jest Eurydyka?", ale "Czym jest?", albo jeszcze ogólniej: "jakie wartości mogą nas skłonić do odbycia podróży do piekieł?"

Załóżmy na moment, że to właśnie Tobie zdarza się odbyć taką wyprawę. Czy w twoim życiu są takie wartości, przez które w ogóle odważyłabyś, czy odważył ruszyć w najgłębsze czeluście piekieł? Czy są to Twoje dzieci? A może twoja wiara? Albo honor? A może pieniądze? Albo nie tyle one, co chęć poprawy sytuacji materialnej? A może nie masz takiego czegoś, a znalezienie się w piekle jest nie kwestią wyboru, ale tego, że coś lub ktoś nas do niego wpycha? 

Zatrzymaj się na chwilę i zastanów nad wartościami, które Ciebie mogłyby skłonić do ruszenia w podziemia. 

Gdy piszę te słowa, w głowie dzwoni jedna myśl: "a może nie tak!" Może chodzi właśnie to, że jedyną wartością, dla której warto zstąpić do piekieł, jest drugi człowiek! Eurydyka pozostanie więc zawsze Eurydyką - z jedynym, niepowtarzalnym ciałem, tembrem głosu i tymi swoimi małymi gestami, które zniknęły, gdy jej zabrakło. Gdybyśmy ją próbowali uogólnić, to w ogóle nie byłoby sensu wędrować. Takie postawienie sprawy zmienia perspektywę, ale nie przekreśla postawionego pytania. Nim przejdę dalej, pozwolę sobie jeszcze raz je postawić: Jakie wartości skłoniłyby Ciebie, która to czytasz, do ruszenia w zaświaty? 


Czym są zaświaty? 


Zanim ruszymy przed siebie, warto zadać kolejne pytanie. Czym są zaświaty? Czym jest piekło, do którego wyruszył Orfeusz? Od twórców tego mitu dostajemy obraz klasycznego Erebu, po którym snują się cienie, a niegodne dusze dręczone są w Tartarze przez erynie. Są przeszkody w postaci Stysku, albo bram strzeżonych przez cerbera, są duchy pozbawione nadziei i Orfeusz, który z nadzieją i lirą kroczy przed siebie. 

Spróbujmy jednak wydestylować esencję piekieł? Czym jest to piekło, w którym znalazł się Orfeusz? Wiemy o nim na pewno to, że powodem jego istnienia stała się śmierć Eurydyki. Czasem wyobrażam  sobie Orfeusza, jak leży w ciemnym pokoju i patrzy w sufit. To wtedy właśnie wędruje. W swojej głowie, przez piekło, z którego za każdym razem nie udaje mu się wydostać ukochanej. Ten stan go pochłania, co wieczór od nowa, co wieczór tak samo intensywnie, a może każdego wieczora ból porażki jest coraz większy. To tylko moje wyobrażenie. Nie przeszkadza ono jednak w dokonaniu pewnego uogólnienia. 

Może piekło to stan, w jakim znajduje się człowiek w konsekwencji pewnych wydarzeń. Czy to faktycznych, czy tylko psychicznych. Dla Orfeusza cała ta wędrówka mogła być na przykład nieudaną próbą poradzenia sobie z żałobą. 

Jeśli chcecie przeczytać na ten temat więcej - odsyłam do tekstu Co baśnie mówią o śmierci, gdzie przyglądam się podobnemu motywowi, podanemu w trochę lżejszej formie. 


Może piekło, to po prostu inna nazwa kryzysu, depresji, upadku, w którym znaleźliśmy się bez własnej woli, albo w który wkroczyliśmy całkowicie świadomi swojej decyzji. Może to kryzys finansowy, brak akceptacji społecznej, który siada na piersi i nie pozwala złapać oddechu. To może być toksyczny związek, uzależnienie, kontrolujący rodzice/partnerzy, brak poczucia własnej wartości albo to poczucie, że kiedy się budzimy widzimy dzień całkowicie pozbawiony sensu. Odpowiedzi będzie tyle, ile osób będzie na nie odpowiadać. 


Spróbujcie odpowiedzieć same sobie, czym dla Was jest piekło. W sensie osobistym przede wszystkim. Czym piekło jest dla Ciebie? 


Dygresja społeczna

W zasadzie nasz projekt rozpoczął się od postawienia tego właśnie pytania. Czym jest piekło dziś, szczególnie piekło dla kobiet. Kiedy stawialiśmy to pytanie w lutym zeszłego roku, jeszcze nie wiedzieliśmy, że za kilka miesięcy pod hasłem "Piekło Kobiet"  setki tysięcy kobiet maszerować będą po ulicach polskich miast. Intymny wymiar naszego pytania nagle stał się sprawą społeczną o takiej mocy, że nawet pandemia musiała na chwilę usiąść na ławce rezerwowych i zrobić dla kobiet miejsce na boisku. Mam nadzieję, że ferment, który powstał przy okazji protestów kobiet popchnie nasz kraj w stronę dobrych zmian. 

"Piekło kobiet" może mieć jednak także inne znaczenia - nie tylko te, które podniesione zostały podczas protestów. Każda z Was ma pewnie swoją odpowiedź na pytanie "czym jest piekło kobiet?". Czasem tożsamą z postulatami protestów, czasem obok nich, czasem zaś zupełnie inną. Zrozumienie niuansów własnych odpowiedzi, jest zrozumieniem tego, jakie jest nasze własne piekło. Pamiętajmy: wszyscy jesteśmy odstępstwem od normy, niezależnie od tego, kto tę normę wyznacza. Odnalezienie swojego miejsca w układzie odniesienia (społecznym, rodzinnym, psychicznym) jest często pierwszym krokiem do opuszczenia piekieł. 

Próbujemy zrozumieć, czym może być dla Was piekło. Aby w tym pomóc przygotowaliśmy specjalną ankietę, w której pytamy o wasze rozumienie wędrówki Orfeusza i wasze rozumienie piekieł. Mamy nadzieję, że pomoże ona Wam wyklarować swoje myślenie na temat wartości, kryzysów i waszej własnej siły. Ankietę znajdziecie TUTAJ. Wasze odpowiedzi są całkowicie anonimowe. 

Przepraszam - nie Wasze! TWOJE! 


Z czym wracamy? 

Kryzysy mogą niszczyć, ale mogą też wzmacniać. Mogą wzmacniać do tego stopnia, że bez nich dalszy rozwój byłby w ogóle niemożliwy. Joseph Campbell w swojej wędrówce bohatera, uznał wręcz, że to niezbędny etap w życiu każdego herosa/heroiny. To tam bohater może znaleźć skarb, siłę do walki, odbić się od dna, by wrócić do społeczeństwa z tym, czego akurat ono potrzebuje... przy czym to nie do końca prawda. 

Przykład Orfeusza jest jak kubeł zimnej wody. Mówi nam tak: wyprawa w podziemia może się udać, ale może się też nie udać. Ofreusz schodzi do podziemia pełen nadziei, wychodzi z niego jako wrak samego siebie. Nie ma już nadziei, a muzyka, która była jego orężem, przestaje mieć jakąkolwiek wartość. Wraz z niepowodzeniem - wszystko się kończy. To pokazuje nam, że zawsze, w każdej sekundzie naszego życia stoimy na rozdrożu (przy okazji, warto zapytać, czy gdy Orfeusz znalazł się na powierzchni, wyszedł z piekieł - czy może pozostał w nich już na zawsze?). 


Peter Paul Rubens


Na szczęście są też inne przykłady. Odys dzięki wizycie w zaświatach przerwał swoją złą passę i wreszcie mógł wrócić do domu, Eneasz również odnalazł swój nowy dom, który później stał się Rzymem, Izanagi i Persefona ustanowili nowy porządek świata, a Dante dzięki swej wędrówce przez piekielne kręgi ostatecznie dotarł prawie do samego Boga. Wariacją na ten temat jest także to, co Jan od Krzyża nazywał "nocą ciemną", czyli stan całkowitej rozpaczy i beznadziei, która dopada człowieka chwilę przed oświeceniem. W piekłach można więc pozostać, ale można też wynieść z nich coś naprawdę wielkiego, coś najważniejszego, jak chciał Campbell. 

Jeśli czujesz, że jesteś w piekle, może pomocne będzie pytanie - co ono Ci może dać? Jaką wartość możesz z niego wynieść? Tu warto pamiętać - piekło jest piekłem i raczej nie zakłada się w nim rabaty z kwiatkami (chyba zresztą dlatego tak uparcie trzymam się właśnie chrześcijańskiego słowa "piekło", o którym trudno powiedzieć cokolwiek milusiego). Trzeba przez nie przejść, zrobić w nim, co trzeba i wyjść. Są tam wartości, może nawet najważniejsze, ale samo w sobie piekło jest toksyczne. Więc zapytajmy raz jeszcze: co piekło może Ci dać? Z czym do niego wchodzisz? Co z niego wyniosłaś? Co zostawiłaś? I jeszcze to: jaka jesteś po wyjściu z piekieł? Czy one Cię zniszyczyły, czy wzmocniły? W jaki sposób zmienił się twój świat po opuszczeniu piekieł? 


Na zakończenie

Mity nie są jakimś magicznym narzędziem. Są jedynie punktem odniesienia, który pomaga nam zadać właściwe pytania. Obowiązek udzielenia odpowiedzi spoczywa tylko i wyłącznie na nas i wymaga od nas jednego - szczerości względem siebie. Tylko tyle i aż tyle. 

Spróbujcie wybrać się z Orfeuszem w zaświaty. Stańcie na jego miejscu, albo stańcie zamiast niego, ze swoimi własnymi wartościami, ze swoim własnym piekłem i, czego Wam życzę - odnajdźcie w tym siłę. Dużo siły! 

I na sam, samiusieńki koniec. Tekst powstał w ramach projektu Orfeo i Majnun, którego organizatorem w Polsce jest Krakowskie Biuro Festiwalowe. Pomysł warsztatów (które przez pandemię zyskały hybrydowo - internetowy kształt) wykluł się w głowach Agnieszki Batóg i mojej. Projekt składa się z trzech segmentów. Opowieści (zobaczycie ją TUTAJ), rozmowy (tę z kolei zobaczycie TUTAJ) i Waszych wypowiedzi/rozważań, którymi mamy nadzieję się z nami podzielicie, a które posłużą jako kanwa do fotoreportażu podsumowującego projekt. 

Zapraszam do śledzenia prac nad projektem w mediach społecznościowych: na facebooku Baśni na Warsztacie i Lufcika na korbkę, do śledzenia profilu festiwalu Orfeo Majnun i oczywiście do ankiet. 


A jeśli wciąż zadajecie sobie pytanie, kim jest ten cały Majnun, zapraszam do osobnego tekstu poświęconego jemu i wybrance jego serca Layli. 












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz