7.10.20

 Ogrody Miasta Ogrodów




Na warsztacie: ogrody Katowic, Rok Ingardena, filozofowanie.


Tak jak obiecałem na fb. troszkę dłuższy wpis, na temat projektu "Ingarden/W Ogrodzie", który popełniliśmy wraz z Lufcikiem na Korbkę dla Stowarzyszenia Pełna Kultura w ramach grantu Lokata w Kulturę otrzymanego od Katowice Miasto Ogrodów. 

2020 został ogłoszony rokiem Romana Ingardena, polskiego filozofa, fenomenologa ale też wpływowego teoretyka literatury, działającego od dwudziestolecia aż do lat siedemdziesiątych. Nie sposób też pominąć faktu, że jego nazwisko tłumaczone bezpośrednio z angielskiego znaczy „w ogrodzie”. Słaba to szarada, ale jeśli mieszka się w Katowicach - Mieście Ogrodów - nie sposób powstrzymać się od połączenia tych dwóch faktów. Z takiego połączenia powstał niniejszy projekt. Będzie tu przestrzeń, a co za tym idzie ruch, będzie filozofia i będą Katowice. Postawiliśmy sobie za cel wyruszyć na filozoficzne wycieczki do kilku katowickich ogrodów. W części z nich powstały materiały filmowe, oparte na inspirowanych danym miejscem rozważaniach. 


Zawinęliśmy do sześciu miejsc: Ogrodu MDK "Bogucice-Zawodzie", MDK "Szopienice-Giszowiec", Ogrodu Niewiniątek - instalacji artystycznej na Szopienicach, Ogrodu Sensoryczno-Botanicznego w katowickich Murckach, Ogrodów Kurii oraz ROD im. T. Kościuszki. 


W niektórych powstał materiał filmowy (i to jaki!!!), inne były tylko miejscem naszych przechadzek. Zapraszam do wspólnej podróży po poszczególnych ogrodach. Zacznijmy od Zawodzia:


Na Dzikim Zawodziu (bulwary Rawy, ogród MDK Zawodzie, ul. Marcinkowskiego 13) 


Co prawda chodziłem tu do liceum i niektóre miejsca noszą w sobie potężny ładunek wspomnień, co prawda nadal jest tu piekarnia Europejska, gdzie niezmiennie można dostać najlepsze na świecie ciastka półfrancuskie z malinami, ale od kiedy opuściłem mury Paderewy (X LO)  zdążyło się tu pozmieniać prawie wszystko. Choć inaczej: ja zdążyłem się pozmieniać, a wraz ze mną - wszystko. 

Niemniej - jeśli mogę pozwolić sobie na odrobinę prywaty - Zawodzie stoi w mojej głowie u zarania procesu tworzenia Miasta wyobraźni. Jego ulice, ich klimat, trochę piękna i trochę beznadziei stały się zaczątkiem pewnego procesu mitologizującego przestrzeń w mojej głowie. Do niej zaczęły się doklejać inne miejsca, inne ulice i krajobrazy, zaczęła rozrastać się w labirynt i zaludniać najrozmaitszymi mieszkańcami. A sam tytuł "na dzikim zawodziu" wziął się z pewnego opowiadanka kryminalnego, które napisałem dla mojej znajomej, jako pracę zaliczeniową na studia i które było pierwszą próbą uchwycenia tej nowej, imaginacyjnej przestrzeni. 

Choć ciągle w jakiś sposób wracam do tej dzielnicy, nie sposób mi się z nią zaprzyjaźnić. No dobra - to zmieniło się trochę podczas naszego ostatniego spaceru, gdy z Lufcikami ogarnialiśmy projekt. Stare śmieci napełniły się w trakcie spaceru nowymi twarzami i nowymi treściami. 

Poniżej filmik, jaki powstał podczas tego spaceru. Rozważania na temat czasu autorstwa Magdy, czytane przez Agę, wytańczone przez Magdę. Zobaczcie sami: 



A dla tych, którym nie poszedł film - link TUTAJ

Przy okazji każdych rozważań powstał też krótki suplement dotyczący danej dzielnicy. Skrótowo, ale na temat. Warto obejrzeć przede wszystkim dla napisów końcowych. Smacznego!



 

Ogród niewiniątek (ul Ks. Biskupa Herberta Bednorza 2A) 


O wiele bardziej "dziką" dzielnicą od Zawodzia są oczywiście Szopki. Kto jest z Katowic, ten wie, że to na pewno nie utopia. My jednak postanowiliśmy postawić na rozważania o utopiach. Przy okazji wędrowaliśmy trochę szlakiem Katowickich murali, które również udało się uwiecznić na naszych filmikach. Trafiliśmy też do Ogrodu Niewiniątek - instalacji artystycznej ulokowanej przy Browarze Factory - miejscu, które stać się może wizytówką Szopienic (my trzymamy za to kciuki). Rozstawione w ogrodzie dzieciaki (?) jednych przerażają, innych bawią, a dla mnie są hipnotyzujące. Ciekawe, co Wy o nich pomyślicie - napiszcie w komentarzach): 


Link awaryjny: TUTAJ 

I jeszcze suplemencik:





Wieża, o której wspomniałem w trakcie tego filmiku to jeden z moich ulubionych obiektów architektury przemysłowej Katowic. Gdybym mógł, najchętniej bym w niej zamieszkał, zapuścił długą brodę i zaczął całe dnie chodzić w białej koszuli nocnej. A wygląda ona tak: 


Autorem zdjęcia jest Andrzej Stempa, a autorami projektu wieży są bracie Zillmanowie. 

Miasto Ogród (Pod Lipami) 


Zillmanom też zawdzięczamy, kolejny punkt na naszej trasie. Punkt, któremu o wiele bliżej do utopii, czyli osiedle Giszowiec. To próba przeniesienia do rzeczywistości koncepcji filozoficznej Ebenzera Howarda, zmierzająca do stworzenia optymalnych warunków dla mieszkańców. Niska zabudowa, dużo terenów zielonych i łatwy dostęp do usług. To wszystko miał zapewniać Giszowiec. Czy zapewniał - to już inne historie. My wybraliśmy się do usytuowanego centralnie placu Pod Lipami, gdzie dziś znajduje się Miejski Dom Kultury "Szopienice-Giszowiec". Co z tego wynikło? Zobaczcie - wyszło takie trochę nigdzie, trochę... tu: 



Link do filmu: TUTAJ 

I oczywiście suplemencik: 


I link: TUTAJ


Ogródki Działkowe im. Tadeusza Kościuszki (ul. Barbary) 


Na teren Ogródków Działkowych im. Tadeusza Kościuszki prowadzi niewielka bramka niewidoczna od ulicy Zajączka. Można ją także przeoczyć, gdy patrzy się wprost na nią. Czasem jest uchylona, zwykle bywa zamknięta. Po drugiej stronie znajduje się mała enklawa spokoju. Choć tuż obok szumią setki aut pędzących w stronę Krakowa albo Wrocławia, w tym miejscu miejski zgiełk ulega zawieszeniu. Stanowi liche tło, które ledwie przebija się przez świergot ukrytych w żywopłotach wróbli. Gdy zagłębimy się w ścieżynki między ogródkami, możemy na chwilę zapomnieć, że wciąż znajdujemy się niemal w centrum Katowic, ale kiedy podniesiemy wzrok, miasto przypomni nam o sobie potężną bryłą budynku Wydziału Komunikacji, albo wzbijającym się ponad korony drzew żurawiem Spadochronowej Wieży. 





Nie podnośmy więc wzroku. Zapomnijmy na chwilę o mieście. Po prostu idźmy przed siebie, wybierając kolejną ścieżkę na chybił trafił. Szybko zorientujemy się, że nie mamy dostępu do wszystkich miejsc na terenie ogródków - niewielkie furtki uniemożliwiają zagłębianie się w wąskie przesmyki pomiędzy ścianami żywotników, w których stulił się przyjemny cień. Nie - to miejsce, do którego dostęp mają tylko gospodarze tego miejsca. 


Ci wiedzą, że tutejsze ogródki stanowią gratkę dla fanów dawnych Katowic, z pobłażaniem patrzą więc na przechodniów. Nie mają nic przeciwko, ale też wiedzą, że przechodzień to tylko przechodzień. Był i zaraz go nie będzie. Oni zostaną - pieląc grządki, przycinając bukszpany do kuli, czy po prostu wylegując się na wypłowiałym leżaku. Panowie okolicy, jej demiurgowie, jej driady i fauny, jej gospodarze. W sercu każdego z nich jest miłość do ziemi, sztuka ogrodu, którą próbują przekładać na pracę rąk. Skutek jest różny. Francuski ład, równo przyciętych żywopłotów koegzystuje tu z kompozycjami rodem z soplicowskiego obejścia i skalniakami na których spotykają się pampasowe trawy, niewielkie jarzęby i tandetne ogrodowe zwergi. Kontrolowana dzikość angielskiego projektu ogrodu przeradza się w niekontrolowany chaos puszczonych w samopas trawników, zdziczałych irg czy żywotników. 



Dozwolone jest wszystko, czego tylko zapragną właściciele i co tylko będą w stanie zrealizować. Dowodem ich sprawczości zawsze będzie altana. Czasem stawiana z tego, co było pod ręką - materiałów pochodzących z innych budów, albo takich kupionych w sklepie budowlanym na promocji. Czasem stawianych według planu, a czasem tylko według planu zaczętych. A potem - niech się dzieje wola nieba. 




Im bardziej jednak przecinamy teren Ogródków na zachód (to jest w stronę ulicy Mikołowskiej), tym przestrzeń zdaje się bardziej porządkować. Drewniane altany nabierają bardziej regularnych i przemyślanych form, przypominając alpejskie chaty, w wersjach dla lalek. To najstarsza część ogrodów, pochodząca jeszcze z początków XX wieku. Swoje powstanie ogrody zawdzięczają pomysłom Daniela Moritza Schebera (dyrektora sanatorium w Lipsku), który uważał, że kontakt młodzieży z terenami zielonymi ma na nie zbawienny wpływ - jego myślenie zakorzenione było oczywiście w galopującej w drugiej połowie XIX wieku urbanizacji. Teren, o którym mowa nazywany był zresztą ogródkami Schreberowskie. Były zorganizowane w taki sposób, by każdy mógł znaleźć tutaj coś dla siebie - znajdowała się tutaj biblioteka, a także ogródek z napojami orzeźwiającymi (mleko i piwo). A wszystko to, aby ciężko pracujący mieszkańcy miasta znaleźli odnaleźli otuchę wśród zieleń. 

 

Kiedyś teren Ogródków Działkowych sięgał aż do Parku Kościuszki. Niestety jego spora część została wchłonięta pod budowę A czwórki, która szumi, jak odległy ocean - cicho, ale nieustanie, nie dając o sobie zapomnieć. Jeśli szczęście nam dopisze, furtka od strony ulicy Barbary będzie otwarta. Wyjdziemy wprost na Miejskie Przedszkole nr 3. prezentujące inny sposób myślenia o ogrodach. Zarówno budynek jak i ogród (którego twórcą był Kazimierz Wędrowski) miały organicznie łączyć się ze sobą - na przykład dzięki wielkim przeszkleniom. Okna zaprojektowane były w taki sposób, żeby możliwie dużą ich część można było otworzyć, a wtedy ogród i wnętrze budynku stawały się jednym. Ten ogród jest przykładem ogródka jordanowskiego. To także odpowiedź na życie w przemysłowym mieście. Kontakt z zieloną przestrzenią, która choć mała, znajdowała się tuż za oknem. Ot - na wyciągnięcie ręki. 



Ogrody Kurii (ul. Wita Stwosza)




Jeśli przypomnimy sobie, ile emocji wzbudzał konkurs na budowę katowickiej Katedry Chrystusa Króla, nie powinien zdziwić nas fakt, że budynek ten wraz z budynkiem kurii i przylegającymi do nich ogrodami znalazł się na liście Pomników Historii (na tej liście znajdują się jeszcze tylko dwa inne obiekty Katowic: gmach Sejmu Śląskiego i osiedle Nikiszowiec). Choć ostatecznie katedra nie osiągnęła planowanych rozmiarów (władze komunistyczne obniżyły budynek o 30 metrów) nadal pozostaje on monumentalnym osiągnięciem modernistycznej i wyjątkowo polskiej architektury. 


My jednak mieliśmy mówić o ogrodach. Te opierają się o neobarokowy budynek kurii i delikatnie wspinają po niewielkim stoku pagórka, na którym zostały założone. Na środku znajduje się niewielka sadzawka, przy niej - ławeczka. Dalej widok zasłonięty jest przez gęsto rosnące wzdłuż ogrodzenia drzewa. Spacerujący po ścieżkach ogrodu księża, mogą liczyć na spokój i pomimo zgiełku miasta - kontemplacyjną atmosferę. Niestety nie będziemy mogli usiąść przy sadzawce, gdyż ogród kurii nie jest udostępnione do zwiedzania (nie licząc specjalnych wydarzeń). Być może to właśnie sprawia, że przechodząc obok, aż chce się zajrzeć do środka. Pytanie tylko - czy gdybyśmy mogli przejść się po tym terenie, nie straciłby on całej swojej magii i tajemniczości?



OGRÓD SENSORYCZNO-BOTANICZNY (ZS 2, ul. Goetla 2)



Doczekaliśmy czasów, gdy obcowania z przyrodą po prostu trzeba się uczyć. Szczególnie w mieście. Sposobnością do tego może być ogród sensoryczno-botaniczny powstały z inicjatywy Centrum Edukacji Ekologicznej w Katowickich Murckach. Ogród zorganizowany jest w taki sposób, żeby maksymalnie pobudzać zmysły odwiedzających go osób: czy to poprzez odpowiednie nasadzenia roślin, czy przez sztuczny strumyczek, czy wreszcie przez strefę z urządzeniami do eksperymentów sensorycznych. Gongi, kule, kręcące się tarcze wywołujące złudzenia optyczne, czy urządzenia do obserwowania zjawisk pogodowych. 





Przede wszystkim to jednak ogród - miejsce, o które trzeba dbać. A ci, którzy o niego dbają, przez tę troskę uczą się o przyrodzie, uczą się o nią troszczyć i, kto wie, być może po prostu ją kochać. 


Ogród najlepiej odwiedzić w czasie warsztatów czy zajęć organizowanych przez CEE. (www.zs2.katowice.pl), na szczęście pozostaje on ogólnodostępny dla tych chcieliby na chwilę uciec od zgiełku miasta.




Całość projektu znajdziecie na stronie: www.pelnakultura.org.pl. 

A na koniec My, czyli ci, którzy stoimy za niniejszym projektem. Agnieszka Batóg, Magda Futrzyk, Krzysztof Bętkowski, Jacek Batóg i oczywiście ja, wasz Świstak: 




Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza