10.2.16

10 książek o baśniach, które znać musisz



Na warsztacie: książki o mitach i baśniach. 

Czytelnicy Baśni na warsztacie z pewnością zauważyli, że staram się niewiele odwoływać do innych książek poświęconych interpretowaniu baśni. Nie oznacza to jednak, że sam nie korzystam z rozmaitych opracowań, mniej lub bardziej profesjonalnym, mniej lub bardziej inspirujących. Dzisiejszy wpis niech będzie rekompensatą za taki stan rzeczy. Przedstawiam moją listę książek dookołabaśniowych, tych fajnych i tych fajnych mniej, ale zawsze takich, z którymi warto się zapoznać:

1. Jospeh Campbell - Potęga mitu/Bohater o tysiącu twarzy


Jeśli choć odrobinę umoczyliście język w czarze, jaką są lektury na temat baśni, z pewnością natknęliście się na termin "wędrówka bohatera" a przy odrobinie szczęścia także na "monomit". To dwa pojęcia, które zawdzięczamu Josephowi Campbellowi. O ile Potęga mitu to po prostu wywiad, będący swego rodzaju podsumowaniem pracy i myśli badacza, o tyle w Bohaterze... szczegółowo przedstawia on swoją koncepcję monomitu właśnie. Campbell próbuje wyciągnąć wspólny mianownik z mitów i baśni całego świata. Poszukuje uniwersalnego klucza, który mógłby opisać wędrówkę bohatera, a przez to wędrówkę człowieka w ogóle. Robota jest wielka i bardzo inspirująca. Dodatkowo upstrzona jest masą bardzo dobrych opowieści, z którymi bardzo łatwo można się zidentyfikować.

Na każdym niemal wydaniu Potęgi mitu znajduje się informacja, że koncepcje Campbella posłużyły Lucasowi do stworzenia scenariusza Gwiezdnych Wojen, a potem masie innych scenarzystów, do stworzenia masy innych historii. Może stąd taka masa płaskiego kina skrojonego od metra. Niemniej - nie jest to wina ani Campbella, ani Lucasa. A książki warto znać. Zwłaszcza, że Campbell jest Amerykaninem, więc jego język jest wyjątkowo przystępny. Jako lekturę dodatkową, albo trailer do książki polecam także wywiady z Campbellem, które możecie znaleźć na jutubie.

A wędrówka bohatera wygląda tak:


2. Włodzimierz Propp - Morfologia Bajki Magicznej


Ten pan zdecydowanie nie jest Amerykaninem, a jego książka zdecydowanie nie jest napisana lekkim językiem. Wprost przeciwnie - książka jest nudna jak flaki z olejem i tylko przez jej niezwykle cenną zawartość nie może jej zabraknąć w tym zestawieniu. Propp, jak na strukturalistę przystało postanowił sprawdzić z czego składają się baśnie. Nie interesowała go jakaśtam wędrówka bohatera, ale najzwyklejsze w świecie segmenty bajki magicznej. Kto może być bohaterem, gdzie może mieszkać, jakich może mieć wrogów, jakich sojuszników, jakie akcje może podjąć (dla Proppa to były tzw. funkcje). Praca jest niezwykle skrupulatna i w zasadzie wyczerpuje temat konstrukcji baśni. Osobiście, bardzo dużo z tej książki czerpię, posługując się jej założeniami przy na przykład warsztatowym konstruowaniu baśni (nazywam to narzędzie generatorem). Poza tym, jeśli wiesz, od czego się możesz odbić, łatwiej ci skakać wysoko. Na koniec nie mogę nie dodać, że choć pozycja to niezwykle ważna - trąci myszką. 

3. Bruno Bettelheim - Cudowne i pożyteczne


Kiedyś była to biblia bajkoterapeutów. Teraz czasy się trochę zmieniły psychoanaliza przestała być w cenie, ale książka na pewno otwiera oczy na wiele spraw. Podszyty Freudem (bo Bettelheim był czystym psychoanalitykiem), opasły tom pokazuje w jaki sposób baśnie mogą być wykorzystane, żeby pomóc dzieciom przejść przez swój mały okres burzy, naporu i Edypa, by stać się pełnowartościowym człowiekiem. Bettelheim bierze na warsztat klasyczne opowieści, więc jest świetną furtą do zabawy w interpretowanie bajek. Co ważne, sam prowadził ośrodek dla wojennych sierot, przez co był raczej praktykiem niż teoretykiem. Widział, co i jak działa. Książka zdecydowanie godna polecenia, nawet jeśli dziś już zasługuje na polemikę. Bettelheim jest też autorem innej, ciekawej książki Rana symboliczna, skupiającej się na samookaleczeniach wśród plemion pierwotnych i dzieci. Tekst bardzo dobry i dość pomocny dla bajkointerpretatorów. 

4. J.R.R. Tolkien - Drzewo i liść


O tej rozprawce Tolkiena pisałem już ongiś, więc zanim wrzucę link, powiem tylko, że choć pisana tolkienowskim językiem (więc zdania długie), jest warta uwagi z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że autor Władcy Pierścieni przedstawia tam swoją koncepcję fantastyki. Czym dla niego jest fantastyczność i jaką ma rolę w życiu człowieka. Nie ma w tym nic z eskapizmu. Jest tylko solidny tekst praktyka. Warto czytać esej, opowiadania - niekoniecznie. I obowiązkowo do przeczytania noty. 

Tutaj link do mojego tekstu na ten temat: Śródziemie


5. Pierre Peju - Dziewczynka w baśniowym lesie


Tę książkę polecam do przeczytania ale tylko do połowy (gdzie zresztą powinna się skończyć). Autor miał kapitalny pomysł, ale niestety za dużo stron do zagospodarowania. Książka poświęcona jest baśni w romantyzmie niemieckim. Dla osób bez kontekstu (na przykład dla mnie) może być przydługawa i nudna, bo bez znajomości utowrów o których autor pisze, trudno się nią zafascynować. Poza tym eksploatuje w każdej historii ten sam pomysł. A pomysłem jest radość z gubienia się. Radość z bycia poza, bycia w samotności, bycia w baśniowym lesie.

Kiedy dajmy na to, taka Śnieżka, zaczyna mieszkać z krasnoludkami, to nie ma w tym nic z freudowskiej symboliki, bo zagubiona w lesie Śnieżka nie jest już zobowiązana do przestrzegania społecznych ról (w tym ról seksualnych). Jest sobą, jak tylko sobą być może. Jest dzieckiem wolności, pretendującą do roli leśnej czarownicy. W książce dostało się trochę Bettelheimowi (to zresztą bardzo sensowna polemika) no i jest też bardzo ciekawy rozdział o roli, jaką bracia Grimm spełniali w niemieckiej kulturze intelektualnej początku XIX wieku. Jak mówiłem - polecam... do połowy. 

6. Clarissa Pincola Estes - Biegnąca z wilkami


Książka, która w zestawieniu znaleźć się musi, choć z wielką lubością bym ją przemilczał. Książka, która ma chyba największy wpływ na myśleniu o baśniach inaczej jak o tylko dzieciecych historiach. Książka biblia...

Po tym wpisie, już widzę, jak baśnie na warsztacie tracą miliony lajków, znajdują się na banie, hejcie i wszystkich możliwych czarnych listach. Strasznie, do najwnętrzniejszego wnętrza swoich trzewi nie lubię tej książki! I bynajmniej nie dlatego, że autorka pisze o dzikiej i wyzwolonej Kobiecie. Nie dlatego, że ma swój klucz do interpretowania baśni (czyli dziką i wyzwoloną Kobietę), nawet nie dlatego, że książka stała się inspiracją dla milionów kiepskich kursów i jeszcze gorszych interpretacji mieszających ten archetyp z dość płaskim feministycznym kluczem emancypacyjnym (nie żebym nie szanował feministek - raczej nie szanuję rzeczy płaskich). Rozumiem, można mieć swój klucz do baśni, Bettelheim miał sój, Peju swój, ja mam swoich cały pęk. Ale na litość boską, nie próbuję otwierać samochodu kluczem do skrzynki pocztowej! A Estes próbuje. Książka pełna jest dość naciąganych interpretacji. Autorka czasem obcina baśnie, czasem po prostu podaje swoje wersje. Do tego oczywiście ma pełne prawo, bo baśń jest taka, jaką się ją opowie. Wszystko to kryje się za stwierdzeniem: "taką wersję opowiedziała mi moja węgierska ciotka".

Książka jest dość sprzeczna i często wroga dla mężczyzn, ale na poziomie ledwie dostrzegalnym. Mój ulubiony przykład: W analizie Sinobrodego tytułowa postać, jest "drapieżcą we mnie", czyli zbiorem cech, które krępują osobniczy potencjał (Dziką Kobietę, Tę Która Wie). Oczywiście autorka zastrzega, że oczywiście nie chodzi tutaj o mężczyzn, ale o generalny mechanizm. Po dokonaniu tego zastrzeżenia przytacza piękny przykład kobiety, którą mąż wywiózł na prowincję, choć była miastową. No i ta kobieta nie miała jak rozwinąć swojego potencjału, więc się zabiła. Autorka mówiła coś, o tym, że bynajmniej nie chodzi o szkodliwy wpływ mężczyzna na kobiecy potencjał? Czy może ja się przesłyszałem? A jedziemy dalej - mamy więc Złego Sinobrodego i wewnętrzny potencjał kobiety, który ją ratuje... tak... tylko, że w opowieści dziewczynę ratują bracia, co w interpretacji z biegnącej jest zbyte jednym, czy dwoma słowami i zmiecione pod dywan. I bynajmniej nie piszę tego, jako facet, który ma na pieńku z dziką Kobietą (te uwielbiam), ale jako ktoś kto, zabiera się do lektury książki o opowieściach i widzi, że autorka pisze coś innego niż mówi, że pisze - trudno mi zaufać takim tekstom.

To tylko jeden przykład, mógłbym się czepiać bardziej, mocniej, więcej, ale po co? Książka i tak ma gigantyczny wpływ na kobiece dusze, uderzając w piękną tęsknotę jaką jest dzikość. Kobieca dzikość. Ma moc uwodzenia - a poza tym masę dobrych historii (choć niektóre, np. Piękna Wasylisa, przycięte trochę na potrzeby intepretacji). 

7. Robert Bly - Żelazny Jan



Skoro było dla kobiet, musi być też dla mężczyzn. Robert Bly napisał pokaźną interpretację w kluczu męskim, ale tylko jednej baśni. Tytułowego Żelaznego Jana, można znaleźć w zbiorze braci Grimm. Książka jest dość rzetelna, dość dobrze skomponowana i przy tym trochę nudna. Bly, kawałek po kawałku brnie przez przygody baśniowego królewicza próbując przetransponować je na etapy rozwoju mężczyzny, przez kolejne zagrożenia i potencjały jakie drzemią na każdym z progów do przekroczenia. Bly trochę za bardzo ucieka w stronę własnego życia, ale cóż - jestem facetem, który był chłopcem, kiedy czytał tę książkę, więc chcąc nie chcąc wywarła ona na mnie ogromny wpływ. Myślę, że to może być przykład, w jaki sposób czytać baśnie. Osobiście i dogłębnie. Niekoniecznie jak potem pisać takich baśni interpretacje. 



8. Mircae Eliade - Mit Wiecznego Powrotu/Kowale i Alchemicy


W zasadzie wszystkie książki Eliadego warto. W książkach nie ma waty słownej. Eliade ma coś do powiedzenia, więc to mówi. Mój egzemplarz Mitu wiecznego powrótu jest niemal dokumentnie wykreślony (tzn. był, dopóki go komuś nie pożyczyłem i już do mnie nie wrócił). I to bynajmniej nie dlatego, że Eliade ładnie pisze. Kolejne podkreślenia były zazwyczaj nowymi myślami wartymi zapamiętania. Jego książki pokazują, jak myśli człowiek pierwotny, w jakich rzeczywistościach mentalnych i emocjonalnych się obraca, a przez to też, pokazuje matecznik, z którego wywodzą się baśnie. Pierwsza z podanych książek traktuje o kosmicznej powtarzalności. O rytuale wynikającym z chęci powrotu do Edenu - nieskalanego świata, w którym wszystko jest znów możliwe, a także o odnawianiu wszechświata. Druga pokazuje proces powstawania np. szamanów. Obcowania z nieznanym, niebezpiecznym, na przykładzie zawodu kowala. Bardzo oględnie i w bardzo dużym skrócie rzecz ujmując. Lektury obowiązkowe. 

9. Katarzyna Miller/Tatiana Cichocka - Bajki rozebrane


To zbiór rozmów, dookoła klasycznych baśni. Tych grimmowskich tych andersena i tych, o których przyszła ochota paniom rozmawiać. Zbiór średni - bardzo feminizujący, czego, jak już pewnie zdążyliście zauważyć, nie lubię. Niemniej, do książki zajrzeć warto, przede wszystkim dlatego, że gdzieniegdzie w tym feministycznym kluczu, można natrafić na prawdziwe interpretacyjne perełki. Paniom zdecydowanie się spodoba, panów nie chcę odstraszać. Można się zgadzać albo nie, ale przeczytać warto. 

10. Jadwiga Wais - Ścieżka Baśni


Tę książkę zostawiam na koniec, bo po prostu jest dla mnie ważna. To bardzo mi bliskie interpretacje baśni Braci Grimm, w których o wiele bardziej chodzi o przygodę czytania, o spotkanie i olśnienia jakie z tych bajek mogą płynąć niż próba przekonania kogokolwiek, do jakiejkolwiek tezy. Jest tam sporo Junga, ale przede wszystkim to wędrówka pasjonata. Taka postawa chciałbym, żeby przyświecała mojej pracy zawsze. Oddać klucze interpretacyjne komuś innemu i na własną rękę włamywać się tam, gdzie mieszkają prawdy opowieści. 

O innej książce Pani Jadwigi (Bracia Grimm i siostra Śmierć) pisałem już wcześniej: W stronę śmierci zerkanie







Poprzestańmy na 10 pozycjach. Nie wyczerpuje to oczywiście tematu, ale myślę, że będzie dobrym zaczątkiem do poszukiwań.

Jeśli czujecie, że zapomniałem o jakiejś NAPRAWDĘ WAŻNEJ KSIĄŻCE - śmiało, zostawcie informację o niej w komentarzu. Niech inni też mają!





2 komentarze:

  1. Dla mnie "morfologia bajki..." była porywającą lekturą, świetnie napisaną, działąjącą na wyobraźnię, po której Estes, Campbell i (najbardziej) Buttelheim wydali mi się wtórni i przegadani. Można, oczywiście, doceniać tych ostatnich, a nie zgadzać się z Proppem, jednak jeśli miałabym tworzyć zestawienie dla nieekspertów - zdecydowanie poleciłabym do przeczytania "Historyczne korzenie bajki magicznej" Proppa. Jest niemal fabułą, a nie suchą analizą, dużo przystępniejszą w formie i bogatszą w znane nam odniesienia...

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, widząc to, co piszesz. Niestety przy natłoku interpretacji "głębinowych" Propp jest trochę niedoceniany.

    OdpowiedzUsuń