27.1.16


ZACZAROWANY BĘBEN

Baśnie lapońskie, baśnie północy, baśnie chińskie, baśnie o smokach, baśnie o odwadze, złoty wiek, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztcie


Na warsztacie: Baśnie lapońskie, baśnie o smokach, odwaga


PRZYPADEK 1 (Laponia): Pewien hodowca reniferów odnalazł magiczny bęben przodków. Instrument ten posiadał w sobie moc przywoływania wielkiej zwierzyny, o której większość łowców mogła dziś tylko zamarzyć. Mężczyzna był zaciekawiony tym, jak zabrzmi bęben. Nieśmiało więc uderzył w membranę, a potem zaczęła dziać się muzyka. Bęben odpowiedział o wiele głośniej, niż mężczyzna się spodziewał. Mężczyzna nie spodziewał się też, że z jego ust zacznie płynąć pradawna myśliwska pieśń. Bęben grał coraz głośniej, a on śpiewał. O renach z gór. Tych białych jak śnieg i tych czarnych jak sadza, które miały przybyć na wezwanie magicznego instrumentu. Śpiewał o tym, jak strzelby idą w ruch i otwierają się zwierzęce piersi. O krwi na śniegu i o wielkiej obfitości mięsiwa, skór, łoju.  I kiedy tak śpiewał w takt uderzeń w bęben, zaczęło dziać się coś niezwykłego.

Nie wiadomo skąd nadbiegły wielkie białe renifery, przy których najdorodniejsze sztuki z jego własnego stada były tylko kpiną. Karykaturą renifera. Tymczasem stado dookoła niego stawało się nieprzebrane. Choć mężczyzna miał przy sobie strzelbę nawet do głowy mu nie przyszło, żeby jej użyć. Zamiast tego, zaczął uciekać. W czasie swojego szaleńczego biegu pomiędzy pięknymi reniferami, potknął się i uderzył w głowę. 

Kiedy się ocknął, nie było już renów, tylko rozkopany śnieg dookoła. Mężczyzna szczęśliwy wrócił do domu, a ochota na uderzanie w magiczny bęben przodków odeszła mu całkowicie. 

PRZYPADEK 2 (Chiny): Pewien bogaty kupiec miał fioła na punkcie smoków. Wszystko w jego domu nosiło smoczy emblemat. Wzory na tapecie, wazony, filary przy wejściu, sztućce, koszule, stoły, nawet gacie. Wszystko co tylko się dało, kupiec przyozdabiał smokiem. 


Oczywiście zwróciło to uwagę samych smoków, które z zadowoleniem patrzyły na oddanie kupca ich gatunkowi. Postanowiły więc uhonorować jego wierność w sposób właściwy smokom. 

Pewnego dnia więc, kupiec obudził się rano w swym smoczym łoży, ubrał swój smoczy szlafrok i wyszedł na swój smoczy balkon, by ze smoczego kubka wypić łyk smoczej kawy ze smoczym cukrem i mlekiem sojowym (zapewne też smoczym). Na zewnątrz czekał na niego najprawdziwszy smok, co sprawiło, że mężczyzna... umarł ze strachu. 



Marzenie o złotym wieku


Nie jesteśmy dziećmi złotego wieku. Tamto "kiedyś", za którym tak tęsknimy, jest zawsze krok za nami. I choć gdzieś w głębi duszy większości z nas płonie nieznośnie tęsknota za tym wspaniałym, idealnym czasem, gdy przypadkiem staniemy twarzą w twarz z furtką prowadzącą bezpośrednio do jądra naszych tęsknot, nikt nie gwarantuje, że będziemy wystarczająco odważni, by po nie sięgnąć. A nawet jeśli sięgniemy i znajdziemy się tam, gdzie zawsze chcieliśmy być, może okazać się, że jesteśmy tak bardzo nie na swoim miejscu, jak to tylko możliwe. 

Hodowca renów jest tego najlepszym przykładem. On dokładnie wie, czym jest to, co odnalazł. Bęben nie jest dla niego żadną zagadką. Hodowca zna jego historię, wie do czego instrument służy. Jest w nim zresztą na tyle dużo ciekawości, że pozwala sobie dotknąć membrany... żeby sprawdzić, żeby choć na koniuszku języka poczuć jak smakowało tamto "kiedyś", o którym zapewne tyle słyszał. 

Dźwięk bębna otworzył w hodowcy klapkę, za którą skrywało się jeszcze więcej "kiedyś" - stara myśliwska pieśń. Mężczyzna znał ją doskonale. Być myśliwym - może to była jego podstawowa tęsknota za przeszłością. W końcu na jego ramieniu ciągle zwisała strzelba, a wokół niego pasły się renifery. Wszystko prawie się zgadzało. 

Baśnie lapońskie, baśnie północy, baśnie chińskie, baśnie o smokach, baśnie o odwadze, złoty wiek, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztcie

Moc zaklętego w bębnie "Kiedyś" nagle zaczęła być bardzo aktualna. Pieśń działała, tak jak działała za czasów łowców, którzy ją stworzyli. Lecz kiedy tamto "kiedyś" zostało ponownie powołane do istnienia, okazało się, że reny, które przywołuje bęben były czymś innym niż reny hodowcy, strzelba, którą nosił na plecach nie służyła do polowań (prędzej do odstraszania wilków), a on w duszy nie był łowcą, ale pasterzem*. Prawda mieszkająca w bębnie, dla niego była już tylko pozorem. Nie było w nim już myśliwego, nie było "kiedyś", pozostawało tylko "teraz" hodowcy reniferów, niegotowego na magię bębna. 

Co jednak ważne - złoty wiek i wszystko, co oznacza to mityczne "kiedyś" jest lepsze. Powtórzę. "Kiedyś" JEST lepsze. Gdyby nie było mężczyzna pewnie nie miałby zielonego pojęcia, czym był znaleziony przez niego bęben ani nie znałby starej pieśni myśliwych. Było jednak w przeszłości coś  takiego, co sprawiało, że pielęgnował pieśń w sobie, dbał, by pamięć o niej nie przeminęła. Tym samym leżała ona w jądrze jego tożsamości. I choć to "Kiedyś" mieszkało właśnie tam - w środku naszego hodowcy renów, ten poległ sromotnie w konfrontacji z nim.

To jedna z pułapek złotego wieku. Skoro wtedy było lepiej, renifery były większe, ludzie odważniejsi a zorze świeciły jak dziś już nigdy nie zaświecą i skoro dziś wszystko jest gorsze... to my też. My już nie jesteśmy łowcami, nie jesteśmy mieszkańcami złotego wieku.  

Wtedy to było...


Czy macie tak, że czasem, gdy spotykacie znajomych z dawnych lat (na przykład takich, z którymi chodziliście do liceum, albo na studia), wasze rozmowy wracają do chwil, gdy robiliście naprawdę szalone rzeczy. Wspominacie kolorowe, niesamowite noce, dzikie imprezy, niewyobrażalne przekręty, jakie jakimś cudem uchodziły wam na sucho, albo po prostu chwile, gdy siadaliście nad butelką wina i do wschodu słońca naprawialiście świat? Kiedy o tym mówicie coś w was się rozpala, na chwilę znów jesteście sobą z tamtych czasów... a potem dodajecie "Wtedy to było..." I jakiś cień pada na wasze serca. Przez swoje słowa chcecie stwierdzić dwie rzeczy - po pierwsze, że teraz tak już nie jest, po drugie zaś, że wtedy było lepsze. 

Może w waszym przypadku jest inaczej, ale mnie ostatnio zdarza się tego doświadczać niemal na każdym kroku. "Kiedyś" choć wychwalane pod niebiosa i grzejące serce nie ma racji bytu w "teraz". Czasem zdarza mi się zaproponować - to może zrobilibyśmy coś tak, jak wtedy. Rzucili się na któryś z tych szalonych pomysłów, niezrealizowanych drzewiej. Wtedy na twarzach zebranych pojawia się gorzki uśmieszek konsternacji i wzrok mówiący, żebym był poważny. Czasem padają takie słowa. Niestety, czasem także z mojej strony. Stoimy więc w dziwnym klinczu tęsknoty za "kiedyś" połączonym z jednoczesnymi pogardą lub strachem, by po nie sięgnąć. To niechybny znak, że jesteśmy hodowcami reniferów, którzy marzą o byciu myśliwymi. 

Nie mam tu jednak na myśli powrotu do robienia rzeczy, ale do powrotu, do jakości, która z tymi rzeczami się wiązała. Jeśli jest to możliwe, dlaczego tego nie zrobić. A jeśli jest to możliwe, a jednak coś mówi nam, że jednak musimy być poważni, może warto przemyśleć tę kwestię w następujący sposób: 

Baśnie lapońskie, baśnie północy, baśnie chińskie, baśnie o smokach, baśnie o odwadze, złoty wiek, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztcie

Pytanie brzmi tak: czy nie lepiej zapomnieć o tęsknocie za "kiedyś"? Zaakceptować to, co dla siebie wybraliśmy. Pomyśleć o tym w następujących kategoriach - skoro nie mogę być, jak w czasach studiów ("szalony, niezależny, otwarty na świat, szczęśliwy nawet jeśli wtedy żyłem na słowo honoru"*), dlaczego mam za tym tęsknić? Używając metafory dzisiejszej baśni - skoro tęsknię za byciem myśliwym, ale nie chcę nim być, kiedy nadarzy się okazja, dlaczego nie chcę być hodowcą renów, kiedy to właśnie nim jestem? Nasze wybory wynikają z tego kim jesteśmy, a nie z tego za byciem kim tęsknimy, ale kim nie chcielibyśmy być. Może najprościej byłoby wyrzucić całe to "kiedyś"... 

Otóż - niestety nie. Bo gdzieś w środku gryzie poczucie, że w "teraz" jest trochę mniej jakości niż było dawniej. Może jest bezpiecznie, może mąż, żona, dzieci, stała praca, ciepły kąt. Ale jednak coś nieuchwytnego paruje. I wszystko pięknie wygląda, więc nie bardzo jest na co się skarżyć... ale w środku jesteśmy już hodowcami renów. Może czas się z tym pogodzić... może tak jak hodowca renów, stracić ochotę na uderzanie w bęben przodków. 

Szlafrok ze smokiem


Nie chodzi oczywiście tylko o przeszłość. Chodzi też o przyszłość, o "kiedyś", w którym wszystko ma się zmienić. Emeryturę, nową pracę, nowy związek. O to kiedyś, w którym rzucimy to wszystko i wyjedziemy w Bieszczady hodować hucuły**. Chodzi też o wartości, o siłę, o szlachetność o zasady. Chodzi o te wszystkie emblematy, którym oddajemy ukłon, zapominając, że stoją za nimi konkretne wartości, a co za tym idzie konkretne działania jakich te wartości od nas wymagają. 

Kupiec z drugiej baśni był dokładnie taki sam, jak hodowca renów. Był tutaj gdzie był, jednocześnie myśląc, że może być gdzieś indziej. do tego nie chciał być tam, gdzie myślał, że chce być. Smoki nic dla niego nie znaczyły. Kiedy więc nosił na piersi symbol mądrości i władzy cesarskiej, i wojennej potęgi, to nie respektował mądrości, cesarza ani siły. Po prostu był gościem w szlafroku z logiem smoka. 



Nie bądźmy jednak zbyt surowi dla naszego kupca. Może w głębi duszy naprawdę wierzył w wartości reprezentowane przez smoki. Może chciał jakoś się z nimi utożsamić i tylko poprzestał na swojej zewnętrznej obrzędowości. Może to było tyle, na ile było go stać? Czy można go za to ganić. Nie, oczywiście nie można. Problem w tym, że rzeczywistość nie ma w naturze ganienia kogokolwiek. Ona raczej widzi, co robimy i się do tego ustosunkowuje. Stawia nas w sytuacjach, w których może sprawdzić, kim jesteśmy. Kupiec szedł drogą smoka, tak jak potrafił. Rzeczywistość, widząc kroki kupca nie osądzała, po prostu poszła za ciosem. Postawiła przed nim wyzwanie adekwatne do jego drogi, albo inaczej - czystą esencję wyznawanych przez niego zasad... i to go zabiło. Zginął przygnieciony konkretem zasad, w które niekonkretnie wierzył. 

To z kolei przypomina mi o pewnym młodzieńcu, który przyszedł do Jezusa z pytaniem, jak ma osiągnąć Królestwo Niebieskie. Jezus odpowiedział, że ma przestrzegać przykazań. Młodzieniec odrzekł, że to robi. Jezus powiedział na to: Super, to sprzedaj wszystko i chodź ze mną. Po tych słowach młodzieniec zrezygnował. Był bogaty i nie dał rady pozbyć się tego kim był - jego też przygniótł konkret zasad, w które wierzył (18 rozdział Ewangelii Łukasza). Szlafrok ze smokiem.

Baśnie lapońskie, baśnie północy, baśnie chińskie, baśnie o smokach, baśnie o odwadze, złoty wiek, Mateusz Świstak, Baśnie na warsztcie

Nie ma co się oszukiwać - tego typu potknięcia zdarzają się nam krok za krokiem. Częściowo dlatego, że choć marzymy o byciu myśliwym, całe życie przygotowujemy się do hodowania reniferów. Choć naszym marzeniem jest malarstwo, idziemy na weterynarię, bo będzie po tym praca. Może będzie, może nie. Trudno powiedzieć. Wybór pozostawia nas w miejscu, w którym jesteśmy, dalej od malarstwa, bliżej do kociej kliniki. Albo kiedy wychowujemy dzieci - naszym ideałem jest dyscyplina i karność naszych dzieci, jednocześnie popuszczamy im na lewo i prawo. Wiadomo jaki będzie efekt. 

Za naszymi decyzjami muszą pójść konkretne decyzje, za decyzjami działania. To dopiero one powiedzą kim jesteśmy. To długotrwałe przygotowanie do "Kiedyś" pozwala w konfrontacji z tym "kiedyś" przetrwać. Rozwinąć skrzydła i znaleźć się na powrót w swoim własnym złotym wieku. Na szczęście znam wiele osób, które, pomimo, że urodzone wśród hodowców renów zawsze marzyło o byciu myśliwymi, które do tej roli przygotowywały się całe życie i kiedy znalazły gdzieś pośród śniegów pradawny bęben, śmiało w niego uderzyły... a potem zaczęło się wielkie polowanie!

***

Ilustracje do wpisu stworzyli: Eva Vilhelmiina Eskelinen, Splash!

Myśli luźne w postaci przypisów:

* W baśni tej można także dostrzec opis historii przemiany pomiędzy dwoma sposobami życia. Przejściem do łowiectwa, do pasterstwa.

**dobra, ten nawias wymaga przypisu. Jest dość stereotypowy i brzmi, jakbym przeciwstawiał biedni ale szczęśliwi, bogatym i nieszczęśliwym. Zupełnie nie tak! Gdzieś w rozmowach ze znajomymi te wątki powracają najczęściej, dlatego pozwoliłem sobie na ich wykorzystanie w aż tak wulgarnej formie. Co do dylematu biedny vs bogaty lubię o tym myśleć słowami Tomasza Różyckiego: "I mamy do wyboru trzy rodzaje życia: /możemy być bogaci i szczęśliwi, potem/szczęśliwi ale biedni, lub tylko szczęśliwi/ i pal diabli finanse." (Ostrygi i Daktyle z tomu Kolonie

*** właściwie cieszy mnie, że większości osób, które tak mówią, nie stać, żeby to zrobić - dzięki temu Bieszczady ciągle jeszcze nadają się do użytku. 







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz