18.1.15

Klub Latających Podróżników - Kraina Samurajów

podróż do japonii, Baśnie na warsztacie, dzieci i podróże, Klub latających podróżników, Mateusz Świstak, MEK, Muzeum Etnograficzne, Warsztaty dla dzieci, fudżi, koala

Na warsztacie: Klub Podróżników, Muzeum Etnograficzne, zajęcia dla dzieci, Kapitan Herman, Japonia

Odlatujemy we wtorek, 20 stycznia, o godzinie 17.00 

Tym razem Latający Podróżnicy udadzą się z kapitanem Hermanem do kraju kwitnącej wiśni. Kraju pięknych gejsz i honorowych samurajów. Kraju tradycji i technologii, składania papieru i układania bukietów, kraju pięknych kaligrafii i pokemonów. Kraju niezwykłych baśni i legend. Kraju, gdzie najważniejsza jest perfekcja i piękno. 

Wspólnie zajrzymy do hagakure, przypomnimy sobie co nieco o kaligrafii, a na koniec spróbujemy wykonać kilka figurek z origami. 



A na ostatnich zajęciach.

List Pimple'a do Kapitana Hermana wysłany z Sydney, 1913 rok, 20 września:

Szanowny Kapitanie Filipie!

Zgodnie z Pańskimi instrukcjami, skontaktowałem się z dyrektorem tutejszego szpitala, Samuelem Lightfootem, któremu przekazałem część złota Krwawego Alfreda. Pan Lightfoot powiedział, że to największy dar jaki otrzymał szpital, od kiedy Kapitan Cook odkrył Australię, ba! Od kiedy w Australii odkryto złoto! Jest szczęśliwy i mówi, ze te pieniądze przydadzą się na pracę, żeby znaleźć lepsze surowice na ukąszenia węży i pająków, których tutaj jest bardzo wiele. I wszystkie są bardzo niebezpieczne. 

Drugą część skarbu przekazałem pod opiekę synowi Pani Margaret, który kilka dni temu wyruszył statkiem w drogę powrotną do Londynu. Przy dobrych wiatrach dotrze do naszej słodkiej starej Anglii za cztery miesiące. 

Kapitanie! Szkoda, że nie ma Pana tutaj. Ten kontynent jest naprawdę, ale to naprawdę dziwaczny. Mam nadzieję, że w Japonii jest o wiele spokojniej, niż podczas podróży z poszukiwaczami złota i potomkami więźniów. Ale po kolei. 

Tutaj wszystko jest dziwaczne! Kapitanie - tutaj żyją na przykład bobry z kaczymi dziobami, które do tego wszystkiego są jadowite. I trzeba uważać! Są ptaki, które mogą jednym kopnięciem mogą pogruchotać kości dorosłemu człowiekowi. I trzeba na nie uważać! Są rude psy, które wyglądają jak  wilki, które widzieliśmy w Indiach. I trzeba na nie uważać! Są krokodyle większe niż gdziekolwiek indziej. I trzeba na nie uważać! Są pająki i węże! I trzeba na nie uważać! W morzu pływają wielkie rekiny! Na które trzeba uważać! I jadowite meduzy... na które też trzeba uważać! Są takie dziwne zające, które potrafią osiągnąć rozmiary dorosłego człowieka, i skakać daleko, że szkoda gadać. I na nie nie trzeba uważać. no chyba, że jedzie się samochodem. Wtedy... Trzeba na nie uważać! Bo lubią wskakiwać pod koła. No i nazywają je kangurami. 

Są też dziwne misie, żyjące na drzewach i jedzące liście, do tego z takimi dziwnymi nosami. i są takie małe, śmieszne jeże z ryjkami jak trąba słoniątka. 

miś koala, podróż do japonii, Baśnie na warsztacie, dzieci i podróże, Klub latających podróżników, Mateusz Świstak, MEK, Muzeum Etnograficzne, Warsztaty dla dzieci,


Do tego, trzeba Panu pamiętać, Australię zamieszkują potomkowie więźniów, którzy trafili tutaj z Anglii za karę. Na tych też trzeba uważać. Są co prawda tacy jak Lightfoot, którego pradziad też był więźniem i też zakładał szpitale, ale są tacy jak Higgins, z którym podróżowaliśmy przez Australię, żeby obgadać interesy związane z kopalnią złota. Higgins to zbir, który chciał mnie palnąć w głowę, zabrać mi resztę złota i zostawić w buszu. Na szczęście zjawił się jakiś człowiek. Który rzucił w Higginsa kawałkiem patyka, zanim ten zdążył mnie palnąć. Wydawało mi się, że nie trafił i patyk poleciał dalej, ale jak się okazało patyk wrócił i palnął Higginsa w czoło. I tak oto Higgins zamiast palnąć, został palnięty, a ja uratowałem skórę.

Mężczyzna, który mnie uratował nazywał się Tupai i był Aborygenem. Aborygen, to znaczy ktoś, kto był w Australii od początku, czyli jeszcze zanim przybył tu kapitan Cook. Tupai zabrał mnie do ogniska i wiele opowiadał. I przyznam Panu, kapitanie, może i te wielkie zające, albo śmieszne misie są dziwaczne, ale Aborygeni są naprawdę najbardziej niezwykli ze wszystkich rzeczy, które mnie spotkały. Wie pan, że oni, żeby znaleźć kierunek, układają piosenki? I te piosenki są dla nich jak mapy albo jak kompas. 

I wierzą na przykład, że kiedyś, wszyscy spali. A potem zaczęli się budzić i z tego budzenia się powstał świat. A potem, żeby się nie zgubić, na środku Australii postawili kamień, który nazwali Urulu, czyli miejsce spotkań. Kamyczek, to wielki płaskowyż w czerwonym kolorze. Na którym podobno przodkowie namalowali swoje odkrycia. Widziałem go z daleka, ale i tak robił na mnie wielkie wrażenie. 

Używają też tych dziwnych patyków, które nazywają bumerangami (co znaczy po prostu patyk, który wraca, albo latający patyk) i o których skuteczności mogłem się już przekonać. Pomyślałem sobie nawet, że skoro tutaj jest tyle niebezpiecznych rzeczy, dobrze byłoby nauczyć się nim rzucać. Jutro mam swoją pierwszą lekcję. Dziś zrobiło się już późno, więc żegnam kapitanie.

Mam nadzieję, że uda nam się spotkać już w Tajlandii. Gdyby to okazało się niemożliwe, będę czekał na Pana w Pekinie.

Życzę spokojnego pobytu w Tokio.
Pański przyjaciel
Sierżant Joseph Pimple


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz