11.4.14

Noir

Baśnie na Warsztacie, Gra o Tron, Sinobrody, Krzew Jałowca, Bracia Grimm, Maria Peszek, Fleet Foxes, Mateusz Świstak, mroczne baśnie, Eddard Stark

Na warsztacie: Gra o Tron, Maria Peszek, Fleet Foxes Ciemna Strona


Przyznaję -  sam fascynuje mnie ciemna strona baśniowych opowieść. Czuję jądro ciemności, w nich pulsuje, czuję, że jest potężne, czuję jak wielką posiadają moc, jakie przyciąganie. Krzew Jałowca, czy Sinobrody, to baśnie, które wciągnęły mnie nie dla swojej szeroko pojętej głębi, ale dlatego, że ta głębia jest niebezpieczna i że to niebezpieczeństwo jest we mnie. Dzikość, połączona z ciężkim, ciężkim mrokiem. 

Baśnie na Warsztacie, Gra o Tron, Sinobrody, Krzew Jałowca, Bracia Grimm, Maria Peszek, Fleet Foxes, Mateusz Świstak, mroczne baśnie, Eddard Stark

Przyznaję, bo zahaczam w swoich obserwacjach o szerszą tendencję do pokazywania mrocznej twarzy baśni. Mit wraca do swojego pierwotnego okrucieństwa. I baśń do niej wraca. Już nikt nie boi się opowiedzieć o tym, co stało się NAPRAWDĘ z siostrami Kopciuszka, już można opowiedzieć o tym, jak wyglądała prawdziwa historia Śpiącej Królewny (zainteresowanym polecam poszukanie). Myślenie mityczne przesunęło się w stronę noir. Świat pochłania swoich bohaterów. I jeśli zapytacie mnie o przykład, to powiem Gra o Tron, powiem Eddard Stark, powiem Khal Drogo, albo nawet Joffrey, którego nazwiska nigdy nie pomnę. Świat Gry... jest niebezpieczny nie dlatego, że czają się tam potwory, ale dlatego, że nie ma miejsc bezpiecznych, nie ma bohaterów-herosów, że wszyscy są tak samo na celowniku. Pisałem już o tym w innym miejscu (W towarzystwie wilków), ale jeśli wciąż pytacie o przykłady, to niech będzie - seria Zmierzch, niech będzie Dziewczyna w Czerwonej Pelerynie. Wszystkie produkcje, które rezygnują z pozytywnych rozwiązań, albo zamiast nich stawiają happy endy o szemranej wartości moralnej. Albo Upadłe Księżniczki Diny Goldstein - seria zdjęć, która topi baśniowość w cynizmie. 


Baśnie na Warsztacie, Gra o Tron, Sinobrody, Krzew Jałowca, Bracia Grimm, Maria Peszek, Fleet Foxes, Mateusz Świstak, mroczne baśnie, Eddard Stark

I ktoś może napisać, że życie to nie bajka i że takie (niebezpieczne) przedstawianie świata ma w sobie dużo więcej PRAWDY, niż naiwna wiara, że wszystko skończy się dobrze i że "żyli długo i szczęśliwie". Jasne, zgadzam się. Prawda jest taka, że dookoła nas i syf, i gnój, w którym częstokroć wytarzamy się od stóp po sam czubek głowy, że zostaniemy zdradzeni, że nieraz pęknie nam od tego życia żebro i pójdzie krew z nosa. Prawda jest taka, że czasem życie upodli nas do cna. Prawda, ale nie cała. Bo w tej prawdzie brakuje jeszcze jednego ważnego komponentu. Nadziei. Bo Prawda jest też taka, że w naszym największym upodleniu, jest światło. Czasem mała iskierka wiary w to, że jutro będzie lepsze, wiary w to, że ktoś nam pomoże, wiary, że znajdzie się w nas choć odrobina siły, by wstać i iść dalej. Baśnie pamiętają o tym na każdym kroku. Są naiwne - niezupełnie. Ich prawda ma obie strony. Może zbyt jaskrawo przerysowane, ale ostatecznie nawet Krzew Jałowca, który jest opowieścią prawdziwie mroczną, nie kończy się na dnie rozpaczy, ale na odrodzeniu. 


Człowiek dużo przeszedł, szczególnie w ubiegłym stuleciu. Nie ma do czego przyczepić swojej wiary, a z tyły głowy brzęczą mu ciągle silniki samolotów i bezsensowne ofiary milionów naprawdę porządnych ludzi. Te duchy wiszą już nie tylko w historii. Zakorzeniły się dużo głębiej. Przez nie czytamy świat i przez nie nie potrafimy połapać się gdzie jest bezpiecznie, a gdzie nie. A przecież, gdy człowiek nie wie czy jest bezpiecznie, wie, że jest niebezpiecznie. W tym tkwimy, a cała nadzieja na złote zamki i na rękę księżniczki umyka gdzieś w siną mroźną dal. 

Na koniec jeszcze dwa wyznania. Po pierwsze - skąd wziął się dzisiejszy wpis. Otóż kilka dni temu dobra znajoma moja podesłała mi piękną piosenkę. przede wszystkim piękną wizualnie. Przenosi w krainę, która leży gdzieś pomiędzy baśnią a mitem. Główny Bohater - jeleń, a może po prostu duch lasu. Dziki, nieokiełznany i drapieżny. Estetycznie rzecz dopicowana, że tylko siedzieć i paznokcie ogryzać. Ale... w tej pięknej całości, dzieją się rzeczy, które sprawiają, że brak, brak, naprawdę brak nadziei. 

Grają: Fleet Foxes, The Shrine


Po drugie, że może nie widzimy złota, bo strzegą go smoki, wielkie i potężne siły dookoła nas i w nas, których nie sposób ogarnąć nie tylko wzrokiem, ale też odwagą. Ich ogrom sprawia, że nadzieja topnieje, kurczy się i przygasa... ale. 

Na szczęście jest ale i z tym ale chciałbym dzisiaj zakończyć - nawet najmniejsza nadzieja, nawet ta przygaszona, nawet ta słaba i prawie niewidoczna, większa jest od największego smoka.  To jest ta część prawdy, bez której cała reszta prawdy jest ściągającym w dół kłamstwem. To jest ta cześć prawdy, która mieszka w baśniach. I najważniejsze - to jest ta część Prawdy, która pozwala nam oddychać, która pozwala żyć. 

Ot - drobna iskierka. 

***

Myśli na marginesie, albo przypisy: 
A co z bohaterami pokroju Avengersów? Seria Marvelowskich herosów odpowiada schematowi i żyli długo i szczęśliwie. Jest bardziej baśniowa niż cała reszta kina. 

Dobrym przykładem tego odklejenia od nadziei jest też postać Noego z filmu Aronofskiego Noe. Wybraniec Boga. Kiedy rodzina Noego już znajduje się na arce, Noe nie wie, co począć z człowiekiem. Tuż przed potopem widział masę okropieństw i zrozumiał, że te okropieństwa nie poszły na dno wraz z ludzkością, ale przetrwały na arce - w nim. I dokonuje wyboru, wyboru, który gubi gdzieś początkową wolę Boga, by ocalić Noego i jego rodzinę i sprawia, że wielki heros na jakiego cały film pozował, nagle zapada się i gubi. Nikt nie jest bezpieczny, nawet na arce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz