MĄDRA RYBA I GŁUPI RYBAK - ŁOSOŚ MĄDROŚCI
![]() |
Na warsztacie: Fionn Mac Cumhaill, Finegas, Łosoś Mądrości, mitologia celtycka
Wskoczmy na chwilę w świat irlandzkich opowieści. Dokładnie to do cyklu feniańskiego, który zaczyna się od opowieści o Łososiu, który zdecydowanie potrafiłby odpowiedzieć na wielkie pytanie o życie, wszechświat i całą resztę... mógłby, ale zanim to zrobił, został zjedzony... ale po kolei:
Finegans lata pragnął zjeść Łososia Mądrości. Siedział więc nad stawem i łowił, i łowił, i łowił, aż wreszcie jego cierpliwość została nagrodzona i upragniona ryba zatrzepotała na haczyku (powiedzmy, że wędkował). I wtedy… po tych wszystkich latach starań i wyrzeczeń… Finegas oddaje Łososia swojemu uczniowi Fionnowi, żeby ten mu go przyrządził.
Zanim powiem, jak ta historia się skończyła szybka uwaga o tym, czym jest Łosoś Mądrości - otóż to ryba, która całe życie karmiła się żołędziami, czy też orzechami laskowymi (wersji jest kilka) z drzewa mądrości i koksiła zwoje mózgowe. Był tak dopakowany mądrością, że sudoku to na śpiąco rozwiązywał, członkowie Mensy to były dla niego przedszkolaki, a ten, kto go zje miał stać się turbogigamądry. I Finegas właśnie dlatego tak się uparł, żeby go złowić.
Wracając: Finegas oddaje swojego upragnionego Łososia swojemu uczniowi Fionnowi, żeby ten mu go upiekł. Fionn piecze, ale przy tym procesie kropla tłuszczu pryska mu na kciuk i go parzy. Fionn wkład kciuk do buzi i pyk - jest turbogigamądry, a Finegas dostaje do zjedzenia zwykłą rybę. W ten sposób Irlandia dorobiła się jednego ze swoich największych mitycznych bohaterów... czyli Fionna, a Finegas pewnie już nigdy nie mógł spojrzeń na łososie. Ale to przy nim właśnie zostańmy.
W momencie, kiedy Finegas podaje Fionnowi rybę, pomyślałem: „Typie, to jest właśnie chwila, w której nie zasłużyłeś na mądrość”. Trochę dlatego, że oddał to, co było dla niego najważniejsze, żeby ktoś inny podał mu to na talerzu (i to dosłownie), ale chyba jeszcze bardziej, bo poszedł po prostu po linii swoich przyzwyczajeń (sługa robi jedzenie, więc niech przyrządzi Łososia Mądrości).
Finegas stracił swoją szansę na mądrość wszechświata bo potraktował coś niezwykłego jak coś zwykłego. Pewnie pomyślał, że Łosoś Mądrości, to przecież łosoś i robi się z nim to, co robi się z innymi łososiami - oddaje słudze... No nie bardzo. Czasem w stwierdzeniu "Łosoś Mądrości" ważniejsze jest słowo "mądrości" niż "Łosoś".
A potem przyszło do mnie to, co zwykle w takich razach przychodzi, czyli pytanie, ile razy ja oddaję komuś rzeczy dla mnie ważne? Ile razy idę za swoimi przyzwyczajeniami, albo przyzwyczajeniami swojego środowiska i przez to z ręki wyślizguje mi się jakiś mój własny, prywatny Łosoś Mądrości? Ile razy przekazuję komuś owoce swojej pracy, tylko po to, żeby ten ktoś stał się turbogigamądry… a ja mam z tego zwykłą rybę? Pewnie sporo.
Choć myślę, że moim przypadku nigdy nie są to tak drastyczne uchybienia jak w przypadku Finegasa, ale często nie pamiętam, że kiedy siedzę w zbyt głębokiej koleinie swoich przyzwyczajeń, często nie jestem w stanie dostrzec, widoku który mijam i tego wezwania, które zmusza do działania. I szanse przepadają…
I na koniec chyba życzę sobie i nam nam wszystkim jednego: żebyśmy wiedzieli, kiedy samemu chwycić za patelnię i wreszcie wziąć życie w swoje ręce. Może to właśnie byłby znak, że jesteśmy już turbogigamądrzy.
Tyle na niedzielę.
Wasz
Gadający Świstak



Komentarze
Prześlij komentarz