6.12.15

O ludowej mądrości w baśniachchłopek roztropek, rzepa, baśnie braci grimm, morały baśni, ludowa mądrość baśni, Mateusz Świstak, Basśnie na Warsztacie


Na warsztacie: Chłopek-roztropek, Rzepa, baśnie braci Grimm


Przypadek 1: Facet w worku (Rzepa)

Było sobie dwóch braci. Jeden miał wszystko, a drugi nic. Los jednak chciał, że temu drugiemu bratu, którego pozwolę sobie nazywać bratem nic, wyrosła wielka rzepa, dzięki której zyskał królewskie łaski.  Bogaty brat strasznie się wnerwił i postanowił, żeby smutnym zrządzeniem losu, bratu nic stał się wypadek. W tym celu wynajął panów od mokrej roboty. Zbiry schwytały biednego brata nic do worka, po czym wyniosły za miasto, by tam, po ludzku go zaciukać i pozbyć się zwłok. Nim jednak wykonali swoją robotę, na drodze pojawił się mężczyzna na koniu - był to prosty czeladnik zmierzający do miasta. Mordercy wrzucili więc worek z bratem nic na drzewo i umknęli. 

Kiedy brat nic usłyszał nadjeżdżającego wędrowca, pozdrowił go serdecznie ze środka swojej pułapki. Czeladnik dziwił się, co ktoś może robić na drzewie, do tego zamknięty w worku. Brat nic odpowiedział, że kto siedzi w worku, uczy się mądrości. I on właśnie to robił. 

Czeladnik strasznie się zafascynował pomysłem, że w tak prosty sposób można zdobyć mądrość, postanowił więc wykupić od brata nic prawo do siedzenia w worku. Po chwili wahania i ociągania, brat nic wreszcie zgodził się na taką zamianę. Wepchał czeladnika do worka, worek wciągnął na drzewo, po czym dosiadłszy czeladniczego konia, odjechał. W ten sposób czeladnik nabył z pewnością wiele życiowego doświadczenia. 

Po godzinie brat nic przysłał pachołka, żeby biednego czeladnika uwolnić.   



Przypadek 2: Facet w beczce (Chłopek-roztropek)

Chłopek-roztropek strasznie naraził się mieszkańcom swojej wioski. Przez jego sprytny fortel, chciwi chłopi pozarzynali całe swoje bydło... i nie mieli już więcej bydła. Za karę postanowili zabić sprytnego pachołka. Śmierć przez utopienie. Chłopek-roztropek miał zostać zamknięty w dziurawej beczce i wrzucony z urwiska do rzeki. 

Kiedy został sam na sam z księdzem (który miał u niego dług wdzięczności), zauważył że drogą nieopodal idzie pasterz, który bardzo chciał być sołtysem. Chłopek-roztropek na całe gardło zaczął się wydzierać:



- Skoro nikt inny nie chce, to ja zostanę tym sołtysem! 


Zainteresowany pasterz zbliżył się do beczki i spytał, o co chodzi. Chłopek-roztropek wyjaśnił, że mieszkańcy wioski postanowili wybrać nowego sołtysa. Kto chciał nim zostać, miał dać się zamknąć w dziurawej beczce. No i oczywiście nikomu się nie spieszyło, więc on, w poczuciu obowiązku, wszedł do środka. Pasterz powiedział, że skoro Chłopkowi-roztropkowi jest tak ciężko, to mogą się zamienić. On wejdzie do beczki, a Chłopek-roztropek zabierze jego owce. Po chwili pertraktacji odbyła się zamiana - pasterz skończył w beczce. A potem na dnie rzeki... Panie, miej pieczę nad jego duszą. Chłopek-roztropek zaś był cały, zdrów i do tego jeszcze ze stadem owiec. 


chłopek roztropek, rzepa, baśnie braci grimm, morały baśni, ludowa mądrość baśni, Mateusz Świstak, Basśnie na Warsztacie

Widzimy dwie podobne sytuacje. Zagrożona postać wymyśla fortel, dzięki któremu ktoś inny zajmuje jej miejsce. Główny bohater ratuje życie, ktoś inny je traci. Wszystko dzięki odpowiedniemu manewrowi. W przypadku Chłopka-roztropka ten manewr był niezbędny, bo jego życie faktycznie wisiało na włosku. W przypadku brata nic - niezupełnie. A jeśli niezupełnie, można zapytać, czy jego manewr w ogóle był zasadny. 

Życzliwość

Brat nic został uprowadzony przez nieznanych sprawców. Ci porzucili go w worku na drzewie, po czym zbiegli. Nadszedł inny mężczyzna, a wraz z nim ocalenie. W każdych normalnych warunkach wystarczyłoby, żeby brat nic zakrzyknął "pomocy". A on nie! On zaczyna kręcić, wymyśla jakieś intrygi i podstępy, przez co biedny czeladnik trafia do worka. Pytanie, które nasuwa się prawie automatycznie brzmi - po co?

Być może obawiał się, że nadjeżdżający mężczyzna również może nie mieć względem niego dobrych zamiarów. Lepiej więc było się zabezpieczyć i pokazać siebie jako osobę w ciut lepszym położeniu. Wszak nie każdy może siedzieć w worku i mądrzeć. Załóżmy, że czeladnik uwalnia brata nic. Cel został osiągnięty. Brat nic jest wolny, czeladnik ma do niego co najmniej neutralne usposobienie, można wyznać prawdę. Brat nic woli zapakować swojego wybawcę do worka i nauczyć go mądrości.

Osobliwe to podziękowanie, które może mieć swój aspekt dydaktyczny. Wszak brat nic do swojego worka również dostał się przez podstęp. Być może chciał pokazać czeladnikowi, że świat nie jest tak kolorowy, na jaki wygląda i łatwo skończyć w worku. W podzięce daje swojemu wybawcy lekcję, którą sam przed chwilą otrzymał. Nabiera to, szczególnego wymiaru, gdy przypomnimy sobie, że w worku niesiono brata nic na śmierć. Czeladnik dostaje więc nauczkę w wersji light.

chłopek roztropek, rzepa, baśnie braci grimm, morały baśni, ludowa mądrość baśni, Mateusz Świstak, Basśnie na Warsztacie


Być może brat nic doskonale wiedział, że jedyna lekcja, która zostaje to taka, którą dostaje się na gołą skórę. Jego życzliwość i podziękowanie względem czeladnika miało więc charakter pragmatyczny. Wszak czeladnik po takim doświadczeniu na pewno będzie mądrzejszy. Co do tego brat nic zdecydowanie mówił prawdę. Wydaje mi się jednak, że w całej tej historii wcale nie chodziło o życzliwość.

Kusi mnie zresztą, żeby wyciągnąć z tej przygody następującą naukę: Kiedy widzisz faceta zawieszonego na drzewie w worku, nie pomagaj. Zostaw, bo jeszcze stanie Ci się krzywda. Niech sobie wisi. Następnym razem razem, kiedy napotkasz coś tak dziwnego, jak gadający worek, wiedz, że to ku twojej zgubie. Możesz przyładować w niego kijem. Zwróćcie uwagę, że nie występuje tutaj zjawisko zwane wdzięcznością, w naszym rozumieniu tego słowa. Wydaje mi się jednak, że nie chodziło tutaj o złą postawę brata nic, a raczej pewną zasadę.

Można powiedzieć więcej - w świecie, w którym rozgrywała się ta opowieść, uczucia, jakimi są życzliwość i wdzięczność właściwie nie istniały. Kiedy więc czeladnik został oszukany przez brata nic, po prostu pokazał, że jest głupszy, po prostu pokazał, że skoro da się go oszukać, to można. Niezależnie od tego, czy na naszym gardle leży ostrze brzytwy, czy nie. Jedyne, o co przez cały czas toczy się gra, to to, by być na górze.

Głupi z wozu, koniom lżej


Przygoda z beczką, jaka spotkała Chłopka-roztropka jest tego najlepszym przykładem. Zresztą nie tylko ta, ale wszystkie jego przygody mają podobny charakter. Chłopek-roztropek jest w swoim podejściu do ludzi ni mniej, ni więcej jak tylko bezlitosny. Zasada jego postępowania jest zawsze taka sama. Jeśli ktoś jest głupszy - mogę mu zrobić cokolwiek mi się podoba... byle dopiąć swego. Nie jest to trudne na wsi, w której procesy myślowe mieszkańców są sprawne jak Internet Explorer przy Chromie. Chłopek-roztropek wpływa na ludzi jednym zdaniem... bo może.  "Sprzedałem krowią skórę za trzysta talarów" - mówi. Cała wieś zarzyna swoje bydło, licząc na suty zarobek. Potem mają Chłopkowi to za złe, więc skazują go na beczkę. Można by zapytać - czy to wina Chłopka-roztropka, że wieśniacy są głupi. Nie. Oni są głupi, a on nie. Więc oni tracą, on zyskuje.

chłopek roztropek, rzepa, baśnie braci grimm, morały baśni, ludowa mądrość baśni, Mateusz Świstak, Basśnie na Warsztacie

Sytuacja z beczką jest tego najbardziej radykalnym przykładem. Nie chodzi w niej o to, kto zarobi, a kto straci, ale o to, kto przeżyje, a kto zginie. Zasada jest dokładnie taka sama i w słowach brzmi wyjątkowo brutalnie - jesteś głupszy, nie masz prawa żyć. Prawo stare jak świat, gdzie lepiej przystosowany organizm może przetrwać. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że ta zasada niezauważalnie przedostaje się do tkanki baśniowego systemu wartości, biorąc pod obcas wszystkie piękne historie o królewnach, o miłości nad życie, o szlachetności serca i szukaniu ponadczasowych wartości. Jeśli jest jakaś ponadczasowa wartość, to właśnie ta jedna. Przetrwaj, nieważne jakim kosztem.

Pod skórą baśni


To przeświadczenie mieszka pod skórą naszych dzisiejszych bohaterów. Chłopek-roztropek jest dla niego postacią wręcz archetypową. Sytuacja z pasterzem pokazuje z chirurgiczną niemal precyzją mechanizm wykorzystywany przez bohatera. Jakby ktoś nie był do końca przekonany zaraz po tym, jak posyła Chłopek-roztropek biednego pasterza na dno rzeki, posyła tam też... całą swoją wioskę, stając się jedynym właścicielem dóbr potopionych chłopów*. Kiedy zaś spojrzymy na brata nic, zobaczymy jak bardzo jest to zakorzenione w jego systemie wartości. Nie okazał wdzięczności swojemu wybawcy, po prostu skorzystał ze sposobności, żeby być tym wygranym. Litość okazał dopiero przegranemu i upokorzonemu. Kiedy jest się na wygranej pozycji, litość nic nie kosztuje.

Być może powodem tego jest fakt, że baśnie powstawały najczęściej w chłopskich chatach. A chłopi przez bardzo długi czas byli kimś, kto znaczył... nic. Uprawiali pole, ginęli, nie uczestniczyli w życiu publicznym. Jedyne co mięli to para w rękach i spryt. O ile do walki o swoje para w rękach przydawała się im tylko czasem i potem ponosili za to zazwyczaj krwawe konsekwencje, o tyle spryt był czymś, co mięli oni na co dzień. Podstawowym oprogramowaniem, które zaznaczało się nieufnością względem każdej sytuacji. Legendarna chłopska przebiegłość, która, leżąc u podstaw wszelkich motywacji, podważa całą resztę zasad, wdzięczność, współczucie, życzliwość**.

chłopek roztropek, rzepa, baśnie braci grimm, morały baśni, ludowa mądrość baśni, Mateusz Świstak, Basśnie na Warsztacie


Walka o przetrwanie jest dla obu postaci punktem wyjścia, jest im tak właściwa, jak nam codzienne sprawdzanie fejsbuka, jak płacenie rachunków, czy konsultowanie wszystkiego z Google. Jest naturalna, jak dla przeciętnego Polaka utyskiwanie na rząd. Jest jednak w tej walce coś przerażająco.
A nawet nie w samej walce, ale w tym, że jest ona obecna prawie w każdej baśni. Otwórzcie, którykolwiek z tomów grimmowskiego zbioru, przeczytajcie pierwszą z brzegu baśń. Znajdziecie to tak w Jasiu i Małgosi, jak w Śnieżce, znajdziecie to w bajce o spółce Kotka z myszką, znajdziecie w Jasiu Jeżyku, znajdziecie w Krzaku jałowca (to były moje otwarcia). Wszędzie spod podłogi wyłazi ta prosta zasada, że jeśli jesteś sprytniejszy, możesz drugiemu zrobić cokolwiek. Czasem idzie to w parze z moralnością w naszym rozumieniu tego słowa. Czasem nie.

I mógłbym na tym zakończyć, ale po głowie chodzi mi jeszcze jedna, dość upiorna myśl. A co, jeśli to właśnie jest prawda o człowieku. My, tutaj i dzisiaj, żyjemy w wygodnej bańce, w której łatwo jest być życzliwym, łatwo wierzyć w swoją moralność, w to, że my byśmy się tak nie zachowali. Załóżmy jednak, że ogniska zapalne, których w Europie coraz więcej trawią nasz wygodny świat i wszystko, czym jest nasza mała wygodna cywilizacja rozpada się w perzynę. I co dalej. Czy wtedy te duchy spod podłogi wyjdą, by opanować nasze serca. Byśmy stali się dla siebie niczym brat nic, albo Chłopek-roztropek. W gruncie rzeczy to nie jest złe. Nie jest też dobre. Jest po prostu dzikie (choć w ludzkich wymiarach).

Z całego serca nie życzę tego, ani sobie, ani Wam.



Zajrzyj także do tekstu o zbrodniach w baśni (Tańcujący szkielet, śpiewająca kość): TUTAJ


***

Marginalia:

*Swoją drogą, niezwykle polecam tę baśń. Moim skromnym zdaniem, to jedna z najbardziej oryginalnie skonstruowanych i ciekawych opowieści w całym grimmowskim zbiorze. Jest dynamiczna, błyskotliwa, do tego napełniona humorem, którego nie powstydziłby się sam Guy Ritchie.

** ten przypis jest dla ludzi o mocnych nerwach. Kiedy byłem dzieciakiem, strasznie nie lubiłem swojego przedszkola. W przypływach desperacji rzucałem się więc do kałuż (jeśli takimi ulica dysponowała). Tata najpierw trochę krzyczał, a potem odwoził mnie do ciotki, która mieszkała nieopodal. Ciotka była rocznikiem 1913, do tego ze wsi przy granicy z Białorusią. Ciotka czasem opowiadała, jak to było na wsi i z tych opowieści pamiętam jedną historię. "Była sobie piękna dziewczyna i nie chciała za mąż wyjść. Bo nie. W związku z tym, we wsi chłopcy postanowili ją ukarać za tę niedostępność i w ramach nauczki zbiorowo ją zgwałcili" Po czym ciotka dodawała "i bardzo dobrze". I w obliczu medialnych doniesień o gwałtach, szariatach ta zaściankowa wieś jest jakoś upiornie zbyt realna. Może inne są motywacje, ale ta sama zasada. 

Wierzcie mi, lub nie wierzcie, ale internety naprawdę nie postarały się o podpisy ilustracji: Z wiadomych mi twórców to wspominany wczoraj Shaun Tan, a poza nim oczywiście Chełmoński. 










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz