13.10.14

Klub Latających podróżników – Herbatka przy Hummusie cz.2, czyli Szalom

Baśnie na warsztacie, dzieci i podróże, Etiopia, Hummus, Humus, Izrael, Klub latających podróżników, Lewant, Izrael, Jerozolima, Żydzi, Szalom, Kultura Żydowska, Mateusz Świstak, Muzeum Etnograficzne,

Na warsztacie: Klub Podróżników, Muzeum Etnograficzne, zajęcia dla dzieci, Kapitan Herman

Odlatujemy we wtorek, 14 października, o godzinie 17.00 

Szalom znaczy „Pokój!”, znaczy „Witaj!”, znaczy „Cześć!”.  Często można usłyszeć to powitanie, wędrując ulicami Jerozolimy. Bo tym razem tam właśnie zaprowadzą nas nasze podróżnicze kroki. Spotkamy się tam z niezwykłą kulturą żydowską, dowiemy się, kiedy wolno pracować, a kiedy nie, co znaczy słowo „koszerne”, „Tora”, „rabbi”, „menora” i „jarmułka”, dowiemy się także, dlaczego Ściana Płaczu jest Ścianą Płaczu i czym było Ucho Igielne. Będzie to też okazja opowiedzenia o losach Jerozolimy.

Na koniec przygotujemy pewien wyjątkowy świecznik.  

ZAPISY TUTAJ


Z dziennika kapitana (czyli relacja sierżanta Pimple'a dotycząca pewnej kłótni):

Rok 1912, 13 sierpnia, połowa pory suchej, 16.30, Bejrut. 

Przybyliśmy do stolicy Libanu i zabawimy tu przez kilka najbliższych dni. Potem Pimple sugeruje, żebyśmy możliwie szybko dotarli do Jerozolimy. Można to zrobić albo łapiąc karawanę z Damaszku, stolicy Syrii, albo, jeśli szczęście dopisze, podłączyć się do jednej bezpośrednio stąd. Po dokonaniu pomiarów wschodnich części miasta, o które zostałem poproszony, mamy udać się na południe, Nad morze Czerwone i statkiem aż do Rogu Afryki i Etiopii.

Sierżant Pimple, który organizuje moją podróż, tak to zaplanował, żebyśmy dotarli do Addis Abeby pod koniec pory suchej. 


- Pimple - zapytałem - czy nie lepiej będzie, gdyby jednak NIE padało? 
- Kapitanie. Im bliżej równika, tym będzie miało to mniejsze znaczenie. Tam i tak pada... ciągle. 

Postanowiłem przyjrzeć się temu zagadnieniu dokładniej i na wszelki wypadek kupić sobie porządny parasol... ale nie o tym miałem przecież pisać. 

Dziś rano Pimple wrócił bardzo zaaferowany wydarzeniami, jakie miały miejsce podczas jego porannej wyprawy do sklepu. 

- Kapitanie - opowiadał, chodząc po pokoju - proszę sobie wyobrazić, no proszę sobie wyobrazić! Wchodzę do małego sklepiku - Pimple mówi strasznie przez nos, do tego nosi okulary i jest niskim, grubiutkim rudzielcem... no i ma piegi - wchodzę do tego sklepiku i witam się ze sprzedawcą, któremu na imię ni mniej, ni więcej, jak tylko Omar. To bardzo miły Arab w pięknym niebieskim turbanie (tak zwanej Kafiji, albo jak wolą niektórzy arafatce), Pytam go o coś dobrego do jedzenia. Bo myślę sobie, że skoro jestem w nowym kraju, to mogę skosztować coś nowego, z tego. Coś nowego i pysznego. Omar daje mi słoiczek pasty. 

W tym miejscu zza Pimple podaje mi słoiczek, o którym mówił. Jasnobrązowa gęsta masa, wyglądała (muszę przyznać) mało apetycznie. Za to pięknie pachniała sezamem. Pimple ciągnął dalej: 

- "Hummus", mówi sprzedawca. "Tradycyjny arabski, najlepszy przysmak. Śmiało, proszę kosztować!" Więc kosztuję. No i mogę śmiało powiedzieć, że mogę śmiało kupić. Pychota. Potargowaliśmy się chwilę, biorę słoiczek i wychodzę. Idę kawałek dalej, wchodzę do sklepiku, gdzie sprzedawcą jest młody Żyd - Dawid. I tak samo pytam o jakiś przysmak. Dawid bez namysłu wyciąga słoiczek z hummusem i mówi - "Pyszny, żydowski specjał, Hummus, jak się patrzy".

Hummus - myślę sobie, że przecież tamten Arab... No, ale będę uprzejmy. Kosztuję. Dokładnie to samo. Mówię więc "Dziękuję, już kupiłem hummus w jednym arabskim sklepiku".

"Co? - Oburzył się Dawid - Od Araba? Prawdziwy hummus, mój panie tylko od Żyda! TYLKO!" po czym wręczył mi całą michę hummusu i zdenerwowany powiedział, że na koszt firmy. Po czym... wyprosił mnie za drzwi. Sam idzie do sklepu Omara, Ze środka słyszę krzyki, widzę zaciśnięte pięści, a potem obaj wybiegają przed sklep. Dawid pokazuje na mnie palcami i trajkocze coś, czego ni w ząb nie rozumiem. 


Baśnie na warsztacie, dzieci i podróże, Etiopia, Hummus, Humus, Izrael, Klub latających podróżników, Lewant, Izrael, Jerozolima, Żydzi, Szalom, Kultura Żydowska, Mateusz Świstak, Muzeum Etnograficzne,
Sierżant Pimple w wykonaniu Sonii. 

Omar widząc w moich rękach miskę Dawida, wraca do sklepu i wybiega z całym wiadrem hummusu. Wciska mi go w rękę i krzyczy, że prawdziwy, że prawdziwy.  A Dawid na to zamawia dla mnie rykszę. I kiedy wsiadam, wstawia do środka jeszcze dwa wiadra, prawdziwego, żydowskiego hummusu. 

Potem Pimple mówi, żebym zszedł do jadalni, więc schodzę, a tam trzy wiadra, miska i słoik hummusu.  Skosztowałem trochę z miski... naprawdę dobre. Niemniej, już zachodzę w głowę, co my z taką ilością hummusu zrobimy. 

Nagle pukanie. Otwieram drzwi, a tam: 
- O nie... - powiedział tylko Pimple.

Do domu wszedł mężczyzna w niebieskim turbanie, a za nim kilku innych. Miał przepraszającą minę. 


- Najmocniej przepraszam, że tak skąpo obdzieliłem hummusem, ale już naprawiam, już naprawiam. 

Klasnął w dłonie, a mężczyźni, którzy z nim przyszli stawiają przed nami wiadra... z hummusem. Każdy jedno, a było ich siedmiu. 

- Pimple? - zapytałem kiedy wyszli - Czy mógłbyś mnie oświecić, co my teraz zrobimy z tym całym hummusem. 

Pimple przełknął ślinę: 

- Zjemy...? - odparł niepewnie. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz