Z CZEGO LEPIĄ SIĘ BAŚNIOWE OBRAZKI
Moi Drodzy,
dziś post, trochę o tym, jak dziwnymi drogami mogą wędrować historie przez nasz mózg i z jakich miejsc mogą powoływać same siebie do istnienia.
Po kolei. Zacznijmy od notatki, którą wklepałem w telefon kilka tygodni temu, tuż przed zajęciami:
Siedzę na ławce przed biblioteką w Hrubieszowie. Za moment zaczynam zajęcia, ale w głowie od wczoraj mam jedną opowieść, którą kończę Baśniowy Stand-up o kotach. Dlaczego tę… właśnie to rozgryzam. I dochodzę do wniosku, że to przez Lubelszczyznę. Pozwólcie, że wyjaśnię:
Historia zaczyna się od tego, że pan Kowalski wychodzi na spacer za miasto. A tam pola i na tych polach dopada go burza.Kiedy opowiadam tę historię, przed oczami stają mi pewne, bardzo konkretne pola. I to pola spod Lublina. Pola stąd. Dokładnie takie, jakie mijałem wczoraj w drodze. Takie pełne soczystej zieleni i rzepakowego żółtego, do tego takie, przy których zawsze budowana jest jakaś droga. O tej drodze nie opowiadam, bo nie należy do historii pana Kowalskiego, ale do mojej. (co oczywiście nie zmienia faktu, że budująca się droga, zawsze majaczy gdzieś na horyzoncie).Kiedy to mnie złapała burza podczas jednego z takich spacerów, nie chowałem się w strasznym domu, ale w wielkim betonowym kręgu, do połowy wkopanym w ziemie. Za to zupełnie, jak pan Kowalski - uciąłem sobie w nim drzemkę.
Ba! Kiedy pan Kowalski znajduje opuszczony dom, to też obrazek z jednego z tamtych spacerów. No może nie sam dom, ale na pewno jego płot. Mówię co prawda jedynie, że „minął furtkę i zapukał do drzwi”, ale widzę czarną, podrdzewiałą metaloplastykę z jednym wykrzywionym prętem.I choć sam nigdy nie przekroczyłem tej furtki, razem z panem Kowalskim i moimi słuchaczami mogę to zrobić. I robię raz za razem, dodając to i owo do obrazka.Wyruszajac więc z panem Kowalskim na spacer za miasto, zawsze powtarzam tamten spacer po polach wokół Lublina. I tak jest łatwiej, bo to zawsze jest moja wędrówka.
Tyle w notatce, ale w głowie ciągle coś brzęczało. Ciągle czułem, że to nie tylko te pola, drzemią w historii pana Kowalskiego. Zacząłem więc rozgryzać, całą opowieść od samego początku. I w trakcie tego rozgryzania znalazłem jeszcze kilka ciekawych kresek. Na przykład taką - pan Kowalski wychodzi z całkiem konkretnego miasta i to z całkiem przedziwnych powodów.
Przed chwilą napisałem, że wychodził na pola gdzieś za granicami Lublina, ale muszę się przyznać do tego, że kiedy wyobraźnia wyprowadza go z miasta, to zawsze jest to Kraków. Dlaczego? Otóż przez jedną historię.
Kiedy pracowałem w Muzeum Etnograficznym, moja wspaniała szefowa - Olga - opowiadała mi o zwyczaju podkrakowskich rolników, którzy wysyłali parobków z wiaderkami do miasta, żeby zbierać nieczystości mieszczan, którymi potem nawozili pola. I absolutnie nie wiem dlaczego, ale to właśnie ta historia wysyła pana Kowalskiego na spacer za miasto. Na te pola, które może niebawem będą nawożone, pewnie wychodząc za miejskie mury mija nawet jednego z tych parobków biegnących z wiadrami i, jak widzicie, nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością opowiadanej historii... a jednak ma z nią wiele wspólnego.
Pan Kowalski wychodzi z Krakowa na pola pod Lublinem i a potem kryje się przed burzą w domu z płotem, tak dobrze zapamiętanym z jednej z moich łazęg. Wszystko zaplata się absurdalnie w jeden spójny obraz. Dla mnie to miejsca znajome, a dla słuchacza nowy świat, który łączy się jedynie na poziomie podawanych przeze mnie słów. Kleję z tego, co noszę w sobie i dla słuchacza zupełnie nie ma znaczenia, skąd to wziąłem. Więc jeśli nie ma znaczenia, tak prawdę powiedziawszy... mogę wszystko.
Ale to nie koniec, bo jest jeszcze straszny dom.
Muszę Wam się do czegoś przyznać - mam w głowie tylko jeden straszny dom. Niezależnie czy opowiadam akurat tę historię, czy może opowieść o jednym taki, co wyruszył w świat, żeby odnaleźć strach Grimmów, czy może coś z Lovecrafta, albo czytam Shirley Jackson - zawsze mam w głowie tylko jeden dom. Nie jakiś konkretnie urządzony, ale składający się z kilku mniej więcej zawsze takich samych lokacji. I kiedy potrzebuję opowiedzieć o bohaterze, który znalazł się w takim właśnie miejscu, po prostu zaglądam do środka i opisuję, co widzę.
Wybieram ten, albo inny fragment domu - czasem jakąś posępną klatkę schodową z chwiejącą się balustradą, czasem izbę ze starym kredensem, pokrytym pożółkłą farbą olejną i pajęczynami, pod którym mieszkają wiercące się, uważnie obserwujące gości cienie, a czasem wielki stary fotel ze sparciałą tapicerką, który pan Kowalski podciąga pod kamienny kominek, żeby się ogrzać. Każdy z tych elementów ma w tym domu swoje ściśle nieokreślone miejsce i jeśli potrzebuję któryś z nich, po prostu spoglądam w jego stronę opisuję go słuchaczom. Jeśli to słuchacze młodsi, używam do opisu łagodniejszych słów. Jeśli starsi... cóż - wtedy mogę być odrobinę mroczniejszy.
Zbieram go ze skrawków własnych wędrówek, lektur, filmów i opowieści, a potem upycham pod jeden dach, bo może się przydać w razie Wu. A i jeszcze jedna ciekawostka jeśli chodzi o ten dom. Powstał on w mojej głowie, kiedy przygotowywałem opowieść o tym, co to strachu szukał... i okazał się na tyle uniwersalny, że używam go do dziś.
Na koniec dodam, że ta opowieść o panu Kowalskim to wariacja na temat historii, którą wyczytałem, o ile mnie pamięć nie myli, w jednym z tomów Scary Stories To Tell In The Dark, a potem mieliłem przez siebie. I o ile szkielet takiej historii mniej więcej przetrwał... to cała reszta, wyrosła już z tego, co przydarzało się mnie, zarówno w życiu, jak i w wyobraźni.
Myślę zresztą, że te historie, które najlepiej się opowiada mają właśnie znamiona takiego przetworzenia przez doświadczenie. Swoje własne, ale (jak wspomniałem wyżej) nie tylko to przeżyte. I jeszcze raz powtórzę - to, co macie w głowie dla waszego słuchacza nie ma znaczenia, on i tak usłyszy tylko to, co powiecie głośno. A skoro tak - w waszej wyobraźni możecie wszystko. Nikt, poza Wami samymi, Wam tego nie zabroni. Dlatego pamiętajcie - twórzmy opowieści z czegokolwiek. I może, dzięki temu czemukolwiek uda się stworzyć coś naprawdę wyjątkowego.
Wasz,
Gadający Świstak


Komentarze
Prześlij komentarz