Z CZEGO LEPIĄ SIĘ BAŚNIOWE OBRAZKI
Moi Drodzy, dziś post, trochę o tym, jak dziwnymi drogami mogą wędrować historie przez nasz mózg i z jakich miejsc mogą powoływać same siebie do istnienia. Po kolei. Zacznijmy od notatki, którą wklepałem w telefon kilka tygodni temu, tuż przed zajęciami: Siedzę na ławce przed biblioteką w Hrubieszowie. Za moment zaczynam zajęcia, ale w głowie od wczoraj mam jedną opowieść, którą kończę Baśniowy Stand-up o kotach. Dlaczego tę… właśnie to rozgryzam. I dochodzę do wniosku, że to przez Lubelszczyznę. Pozwólcie, że wyjaśnię: Historia zaczyna się od tego, że pan Kowalski wychodzi na spacer za miasto. A tam pola i na tych polach dopada go burza. Kiedy opowiadam tę historię, przed oczami stają mi pewne, bardzo konkretne pola. I to pola spod Lublina. Pola stąd. Dokładnie takie, jakie mijałem wczoraj w drodze. Takie pełne soczystej zieleni i rzepakowego żółtego, do tego takie, przy których zawsze budowana jest jakaś droga. O tej drodze nie opowiadam, bo nie należy do historii pana Kowalskiego, a...






